Muzyka,Wielogłos

Wielogłosem o…: Strachy na Lachy – „Piekło”

piekło
piekło

Piekło to najnowsza, wydana 1 października, płyta zespołu Strachy na Lachy. Krzysztof „Grabaż” Grabowski od zawsze kojarzony jest z komentowaniem rzeczywistości i nie inaczej dzieje się na Piekle. Można powiedzieć wręcz, że płyta skupia się na omawianiu problemów naszego świata, zwłaszcza Polski. Poszczególne utwory dotykają takich problemów, jak zmiana klimatu i to, jak rządzący bagatelizują temat, strajku kobiet, ogólnej niesprawiedliwości i nierówności, jakie obserwujemy obecnie w naszym kraju. Nasze redaktorki, Martyna i Sylwia, jako fanki Strachów, wiadomość o nowym albumie przyjęły z entuzjazmem, lecz pierwsze odsłuchy nie przyniosły spodziewanej radości i powrotu do ukochanej muzyki. Z czasem jedna z nich przekonała się do albumu i polubiła się z nim, druga do tej pory widzi w nim więcej wad niż zalet. Sprawdźcie, jaki ich zdaniem jest najlepszy utwór na płycie, jaki najsłabszy, i co mają do zarzucenia wokalowi. Zapraszamy do lektury Wielogłosu.

 

WRAŻENIA OGÓLNE

Sylwia Sekret: Jest kilka polskich zespołów, na których nowe albumy czekam zawsze z niecierpliwością. Których wypatruję, za którymi tęsknie, mimo że jeszcze nie wiem, jakie będą. Strachy na Lachy to niewątpliwie jeden z tych właśnie zespołów. Kiedy napisałaś, że Strachy właśnie wydały nową płytę, bardzo się ucieszyłam, miałam jednak również pewne obawy. Obie wiemy, że niezbyt polubiłam się z poprzednim albumem, z Przechodniem o wschodzie. W związku z tym jeszcze mocniej tkwiła we mnie tęsknota za takim zespołem i za takim klimatem, jaki oferowała Dodekafonia. Czekałam na takie utwory w wykonaniu Grabaża i ekipy, które poruszą mnie tak, jak właśnie tamten krążek. Nie czekałam więc długo. Pierwsza nadarzająca się okazja, by posłuchać tych dziewięciu utworów, miała miejsca kilka godzin po muzycznej nowinie. Włożyłam więc buty do biegania, słuchawki na uszy, ruszyłam znaną mi dobrze trasą i od razu udało mi się odsłuchać płytę dwa razy. 

Pierwszy odsłuch nie zakończył się dla mojego serca sukcesem. Płyta wydała mi się w porządku, ale bez szału, bez zakochania, bez zadurzenia. Z małym wielkim wyjątkiem. Jeden utwór już od pierwszych sekund stał się moim muzycznym ulubieńcem na następne tygodnie i trafia bezapelacyjnie na listę moich ukochanych utworów Strachów. Przejdę jednak do niego później. Cały czas jednak ciągnęło mnie do tej płyty, w dodatku nie pozwalając pomijać żadnego kawałka. W ten sposób przez następne dwa albo trzy tygodnie katowałam wręcz Piekło, a z każdym odsłuchem przemawiają do mnie ta muzyka i teksty coraz bardziej. Zżyłam się z nimi, zrosłam. Wywołują we mnie wiele emocji, w tym sporo melancholii, nostalgii i żalu. Piekło jest dla mnie godną następczynią Dodekafonii – nie lepszą, ale też nie do końca gorszą. Inną i w inny sposób piękną. Ale są to te Strachy, które tak bardzo pokochałam i czuję to niemal w każdym utworze.

Martyna Michalska: Moja droga, drobna poprawka – o płycie powiedziałam Ci osobiście, siedząc w Twojej kuchni. Poza tym reszta się zgadza. Wieść o nowej płycie zespołu, który się uwielbia, zawsze jest wiadomością dobrą. Pomimo że, tak jak Ty zresztą, nie polubiłam się z Przechodniem o wschodzie, to pamięć o starszych płytach Strachów, takich jak moja ukochana Dodekafonia, Piła Tango, czy To, sprawiła, że gdy zobaczyłam na Spotify nowe wydanie, poczułam lekki dreszczyk emocji. Dość szybko przesłuchałam pierwszy raz płytę (no dobra, nie tak szybko jak, Ty, ale i tak) i od razu mnie od niej odrzuciło. Zaledwie jeden kawałek wydał mi się w miarę ok do słuchania, a cała reszta była dla mnie tak siermiężna, że na pewien czas zaprzestałam słuchania. Dopiero po pewnym czasie wróciłam do odsłuchu i choć muszę przyznać, że po każdym kolejnym razie płyta stawała się coraz bardziej zjadliwa, to nie na tyle, abym mogła entuzjastycznie wypowiadać się o całości.

WADY I ZALETY ALBUMU

Sylwia: Piekło, choć na początku wydawało mi się inaczej, jest dość równą płytą. Mam również wrażenie, że jest tworem bardzo przemyślanym, konkretnym i dojrzałym. Nie wiem, jak Ty, ale ja to czuję, i to również wpływa na mój odbiór, ocenę albumu i chęć powracania do niego raz po raz. 

Martyna: Tu się zgodzę, muzycznie płyta jest równa i właśnie to mogę w niej zaliczyć jako największy i chyba jedyny plus. Natomiast tym, co mi okropnie zaczyna przeszkadzać, to umiejętności wokalne Grabaża lub raczej ich brak. Na starszych płytach aż tak bardzo nie było tego słychać (no może z wyjątkiem pierwszej zwrotki Dzień dobry, kocham cię), ale mam wrażenie, że im nowsze płyty, tym jest gorzej.

Sylwia: To ja muszę przyznać, że nie zwróciłam na to kompletnie uwagi. Może to moja ignorancja, a może kwestia skupienia się na czymś innym. W każdym razie wokal mi nie przeszkadza.

Kolejną kwestią są teksty. Jak zwykle skupię się w szczególności właśnie na nich, a mniej na warstwie muzycznej. Są z jednej strony bardzo konkretne, wyłania się z nich prawie za każdym razem konkretna historia, ale jednocześnie potrafią być bardzo uniwersalne, w dodatku pojawia się w nich wiele środków stylistycznych, które sprawiają, że nie ma opcji, by każdy zinterpretował te kawałki w taki sam sposób. Ich odbiór i rozumienie będzie uzależnione od naszych doświadczeń i przemyśleń.  W tym wszystkich są te teksty bardzo mocno osadzone we współczesnym świecie, we współczesnej Polsce, we współczesnym piekle.

Dla niektórych wadą albumu mogą się okazać eksperymenty zespołu z elektronicznymi wstawkami, mnie jednak to nie przeszkadza. Gdzieś tam wpisuje się w ogólny koncept albumu i nie przygniata typowego dla Strachów brzmienia. Nadal czule i mocno grają nam gitary, nadal głos Grabaża pozostaje głównym przewodnikiem po utworach.

Wady, wady, wady… Wady? Nie wiem sama. Nie jest to album idealny, ale bardziej przez wzgląd na osobiste upodobania, a pod tym względem przecież nigdy nie dogodzi się każdemu. Nawet jeśli Piekło ma jakieś wady, które dostrzegam, to nie potrafię ich w tym momencie sprecyzować, nazwać ich tak, bym została dobrze zrozumiana.

Martyna: Teksty to mój kolejny powód do narzekania. Tak samo, jak z wokalem Grabaża, tak pod względem tekstowym również jest coraz gorzej. Weźmy za przykład Stroiciela wiolonczel. Jasne, że nie każdy kawałek o podobnej tematyce ma być taki sam, ale porównajmy sobie kilka wersów z Żyję w kraju z wyżej wymienionym kawałkiem:

 

Kiedy ja mówię wolność zaraz grozisz mi wojną

Kiedy drugą stronę drogi chcę przejść

Więc kiedy ja mówię wolność nie mów mi że nie wolno

Moja wolność to żaden twój grzech

 

Na łopatkach leży dziś nasz kraj, w którym nie są równi wszyscy. 

W gąszczu policyjnych pał 

Czy to jeszcze policjanci, czy już opryszki?

Specjalistką od środków stylistycznych akurat nie jestem, ale jako przeciętny odbiorca słyszę olbrzymią różnicę jakościową. W tych pierwszych wersach Grabaż używa różnorodnych rymów, dodatkowo całe frazy lepiej współgrają z muzyką. Bardzo podoba mi się też zastosowanie słów o podobnym brzmieniu, ale zupełnie różnym znaczeniu (wolność-wojną). W zwrotkach pochodzących zaś ze Stroiciela wiolonczel brak jakiejkolwiek finezji. Trochę spoilerując ten wielogłos – wiem, że nie bardzo pasowało Ci użycie słowa „opryszek”. Mnie również. Opryszek to dość łagodne określenie, natomiast policjantom, którzy podczas zeszłorocznych protestów wbijali w ziemię niewinnych ludzi czy psikali gazem prosto w twarz protestujących, należy się określenie, co najmniej: „bandyci”. Ogólnie mówiąc, ten kawałek dla mnie brzmi, jakby ktoś bardzo się męczył przy jego pisaniu. Brakuje tu jakiejś mocnej puenty, zdecydowanie mocniejszej niż wykrzykiwany w refrenie nonsens, nonsens. Do tekstów jeszcze wrócę, teraz kilka słów o oprawie dźwiękowej. Muzycznie album jest bardzo ok. Podoba mi się, że zostało zachowane bardzo charakterystyczne brzmienie zespołu. Elektroniczne wstawki bardzo na plus, lubię tego typu brzmienia i widzę, że obecnie artyści coraz śmielej po nie sięgają, nawet jeśli teoretycznie nie pasują do gatunku muzycznego, jaki reprezentują. Bardzo miłym zaskoczeniem była harmonijka pojawiająca się w Snajperze, a przywodząca na myśl stare kawałki Strachów.

Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że im nowsza płyta Strachów, tym bardziej Grabaż się męczy – i przy śpiewaniu, i przy pisaniu tekstów. Nie czuję już tej melodyjności, lekkości i zgrania wokalu z tekstem i z muzyką, która obecna była na starszych płytach, a którą tak lubiłam. Zdaję sobie sprawę z ogólnego konceptu płyty i z tego, że nie miała być lekka miła i przyjemna, ale dawniej Grabaż nawet śpiewając o sprawach trudnych, wściekając się na rzeczywistość, robił to z dużo lepszym flow i bardziej przekonująco. Bardzo mi tego zabrakło na nowej płycie.

 

NAJLEPSZY UTWÓR

Sylwia: Czas zatem przejść do sedna i mojego osobistego serca Piekła. Może dla kogoś to będzie obrazoburcze, bo Niebotyczne niebowstąpienie, a właśnie o tym utworze będę mówić, stoi chyba najdalej od polityczno-obywatelsko-ekologicznego wydźwięku płyty. Jego problematyka jest najmniej związana z tym, co się dzieje obecnie dookoła, z tym tytułowym Piekłem, którego świadkami jesteśmy codziennie. Ale Niebotyczne niebowstąpienie ma tę nostalgię, którą ma utwór Dodekafonia, który kocham miłością niezmienną. Ma ten sam klimat, tę samą nostalgię i porusza we mnie te same struny, które wprawione w ruch, drgają bardzo długo, nawet jeśli sama już tego nie chcę. Kiedy pierwszy raz słuchałam tego utworu, od razu zaświeciły mi się oczy, a serce zaczęło węszyć wokół ukochanego przeze mnie Obcego astronoma Grzegorza Ciechowskiego. Skojarzenie to było na tyle silne, że wmówiłam sobie, że utwór ma tytuł S.O.S i jakież było moje zdziwienie, kiedy potem nie mogłam go znaleźć pod tą właśnie nazwą. A potem posłuchałam bardzo ciekawego wywiadu z Krzysztofem Grabowskim, i jakaż była moja radość, kiedy okazało się, że to skojarzenie było tożsame z tym, co w głowie miał artysta, tworząc ten utwór. Uwielbiam w tym kawałku wszystko – tekst, muzykę, klimat, historię, jak również ogrom interpretacji, jakie przed nami otwiera.

Mimo wszystko zdziwiłam się, kiedy pod teledyskiem natrafiłam na całą dyskusję, która wywiązała się właśnie w sprawie interpretacji utworu. Sama odczytywałam utwór jako opowieść o utraconej miłości, o żałobie po uczuciu, które w jakiś sposób odeszło lub musiało obejść się smakiem, pogodzić się z odrzuceniem. Tymczasem wielu słuchaczy doszukało się tu opowieści o śmierci, na co naprowadził ich między innymi tekst: Założyłaś dziś najpiękniejszą suknię/ To nie dla mnie, wiem, spóźniłem się okrutnie. Owa suknia miałaby być eleganckim ubraniem do trumny, a podmiot liryczny spóźnić by się miał do swojej ukochanej żywej. Ja jednak, nawet przeczytawszy tę interpretację popartą wieloma przykładami wyjętymi z tekstu, nie potrafiłam się z nią pogodzić, uwierzyć w nią. Szanuję dogłębną analizę i cieszę się, że tak wiele można w tym tekście znaleźć, ale samej zbyt wiele rzeczy przeczyło mi takiemu rozumowaniu. I tu również ucieszyłam się ze słów Grabaża, który we wspomnianym wywiadzie powiedział, że nie przewidział śmierci w tym utworze. Żałobę tak, ale nie śmierć. 

I choć sam Grabaż powtarzającą się i nastręczającą interpretacyjnych trudności piracką radiostację tłumaczy bardzo prosto, jako tekst, którego od dawna chciał użyć w jakimś utworze i tu mu po prostu bardzo pasował, to ja rozumiem ją w Niebotycznym niebowstąpieniu jako echa równoległego świata, jakiś pogłos, który daje nadzieję, że gdzieś obok jest inny świat, nasz, ale taki, w którym mamy okazję wykorzystać szanse, które zmarnowaliśmy w tym. To dopiero byłby hakerski przekręt… 

Nie ukrywam, że moja miłość do tego utworu może mieć wpływ na ogólny odbiór płyty i na pewne jej idealizowanie. Ale nic na to nie poradzę.

Martyna: I tu chyba po raz pierwszy się z Tobą zgodzę, bo dla mnie Niebotyczne Niebowstąpienie to też najjaśniejsza gwiazda na tym Piekielnym firmamencie. Najlepiej brzmi muzycznie, tekstowo też jest najciekawsza, jako jedyna od razu wpadła mi w ucho. W odróżnieniu od pozostałych kawałków podczas odsłuchiwania jej nie czułam żadnych zgrzytów.

Jeśli chodzi o interpretację, to faktycznie, to, co piszą komentujący, może mieć pewien sens i z tekstu można wyłuskać sugestie potwierdzające ich teorie, ale moje pierwsze wrażenie pokryło się z tym, co o tym kawałku powiedział Grabaż, że śmierci w tej piosence nie ma. Zbyt dużo tutaj tropów wskazujących jednak na utratę nie z powodu ostatecznego odejścia tej drugiej osoby z tego świata, a raczej „tylko” ze świata podmiotu lirycznego.

Co do pirackiej radiostacji, jest to kolejny z wielu „grabażyzmów” obecnych w jego piosenkach i o matko, ileż interpretacyjnych pułapek one zastawiają w każdym kawałku! Wielokrotnie już rozkminiając sens utworu, dałam się w nie złapać, żeby ostatecznie dowiedzieć się, że niekoniecznie muszą one coś oznaczać, a po prostu pasowały do piosenki.

STRACHY NA LACHY - Niebotyczne niebowstąpienie [OFFICIAL VIDEO]

NAJSŁABSZY UTWÓR

Sylwia: Spokojnie, tutaj nie rozpiszę się tak, jak przy najlepszym utworze – bez obaw. Krótko zatem i do celu – nie przepadam za utworem Sygnalista. Muzycznie ani mnie nie porywa, ani specjalnie mi nie przeszkadza, ale tekstowo jakoś zupełnie do mnie nie trafia. I choć rozebranie go na czynniki pierwsze przez Grabowskiego pozwoliło mi podejść do niego z większym zrozumieniem i wyrozumiałością, to zwyczajnie nie jest to kawałek, który ze mną zostanie. Coś mi się w nim nie zgadza, coś mnie w nim mierzi, nie podoba mi się dobór słów. Życie moje życie nie musi być gehenną… No nie wiem, ale nie jest to moja bajka. 

Martyna: Mam dwa i o jednym już napisałam wyżej, więc nie będę się powtarzać. Oprócz Stroiciela wiolonczel zdecydowanie najsłabszym ogniwem są Łuski krokodyla. Grabaż brzmi, jakby okrutnie męczył się podczas śpiewania lub śpiewał bardzo na siłę, przez co szalenie trudno nie przełączyć kawałka już po pierwszej zwrotce, ale nawet jeśli wytrwamy, to dalej wcale nie jest lepiej. Każda kolejna zwrotka po raz kolejny dobitnie pokazuje, że talent Grabaża do pisania tekstów gdzieś się z biegiem lat ulotnił. I rozumiem, że w protest songach często najlepiej działa dobitne zwrócenie uwagi na problem, ale tu jest to tak „łopatologiczne”, że słucha się tego, po prostu, źle.

Sylwia: O ile ze Strocicielem wiolonczel się zgodzę, bo obok Sygnalisty jest jednym z najsłabszych według mnie utworów, o tyle do Łusek krokodyla nic nie mam. Nie jest to mój ulubiony utwór, ale nie uważam go za zgrzyt na płycie. Poza tym wydaje mi się (ale oczywiście spore jest prawdopodobieństwo, że się mylę), że to, co zarzucasz tekstom, czyli ich prostota, „łopatologiczność”, brak tych metafor, porównań i brzmień obecnych na wcześniejszych albumach, mogą wynikać z tego, że artysta nie zawsze chce robić to samo w takiej samej formie – to po pierwsze. A po drugie, myślę, że jeśli wydaje nam się, że nasze przesłanie dociera zbyt cicho lub do zbyt małego grona odbiorców, to w pewnym momencie postanawiamy odrzucić owijanie w bawełnę. Wiem, że brzmi to trochę, jakbym broniła tych tekstów, i może właśnie tak jest? Wiesz, że akurat ja przywiązuję ogromną uwagę do warstwy tekstowej i uwielbiam rozkładać utwory na czynniki pierwsze – im więcej środków stylistycznych, tym lepiej. Ale akurat tutaj jestem w stanie zrozumieć, że artyści czuli potrzebę sięgnąć po prostotę. Momentami wyszło topornie, owszem, ale całościowo nie mam na szczęście tak złego wrażenia z odsłuchu. Masz rację, że na poprzednich płytach te teksty były bardziej wyrafinowane, ale ja po prostu kupuję tę płytę w takiej formie.

TEKSTY I PROBLEMATYKA

Sylwia: Chyba żadna z nas nie ma wątpliwości, że Piekło to płyta, na której jej tekściarz, czyli Krzysztof Grabowski, daje upust swojej złości wobec tego, co obecnie dzieje się na świecie, ale przede wszystkim w naszym kraju. Wiele utworów porusza bardzo aktualne problemy. W niektórych mamy powiedziane wprost, w innych domyślamy się, o czym opowiadają Strachy na Lachy na Piekle. W Stroicielu wiolonczel autor nie kryje się w ogóle z konkretną krytyką, nie owija w bawełnę i śpiewa wprost: Na łopatkach leży dziś mój kraj/ w którym nie są równi wszyscy/ w gąszczu policyjnych pał/ czy to jeszcze policjanci/ czy już opryszki. Szczerze powiem, że mam problem z tym ostatnim wersem, bo to słowo „opryszki” jakoś totalnie mi nie pasuje. Nie pasuje mi ani do tego utworu, ani do jego wydźwięku, ani do Strachów. Wydaje mi się zbyt delikatne, zbyt infantylne. Z drugiej strony, przecież nie chodzi o to, żeby artyści kolejny raz powtarzali: Żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w chuja. Może oni się już po prostu wykrzyczeli, powyklinali? Może teraz przyszedł czas na rozmawianie i śpiewanie o tym, co się dzieje, słowami normalnymi, bo ile można wyzywać? Zresztą te wyzwiska i tak nic nie dają…

Nie zabrakło również nawiązań do tego, co się dzieje z naszą planetą, i że rządy, zamiast nagłaśniać sprawę i działać w tym temacie, zajmują się milionem mniej potrzebnych rzeczy. Łuski krokodyla to gniewna opowieść o tym, że ci, którzy mają największe zdolności, by na masową skalę coś zmienić, nie robią tego, a wręcz przeciwnie, w związku z czym zabierają nam to, co dał nam los.

Martyna: Na negocjacje w tym temacie nikt nie pozwolił, więc co innego robić, jeśli nie krzyczeć? I tak nie zostaliśmy wysłuchani, ale przynajmniej zareagowaliśmy, daliśmy wyraz naszego niezadowolenia na strajkach. Rozumiem jednak, że każdy ma inny sposób na protestowanie i szanuję to. Ba, jest wiele protest songów, które ujmują właśnie spokojem, jak choćby Jeszcze będzie przepięknie w wersji Urbańskiego i Dagadany, który to utwór zresztą został wydany podczas zeszłorocznych spacerów i pięknie współgrał z filmami, które były na nich kręcone. W Stroicielu wiolonczel zabrakło mi właśnie tej mocy, która powinna charakteryzować kawałki kontestujące rzeczywistość.

Grabaż od zawsze komentował rzeczywistość, przeważnie wyrażając swoje niezadowolenie z zastanego stanu rzeczy, i nie inaczej jest na najnowszej płycie. Czuć silną potrzebę odniesienia się do aktualnych wydarzeń, jak wspomniane wyżej strajki, ale również zbliżająca się nieubłaganie katastrofa klimatyczna, której powodem jest drenowanie środowiska naturalnego i bogactw przez człowieka. Grabaż oskarża tutaj ludzi, którzy mają realny wpływ na kształt świata, o zabranie zwykłym szarym ludziom przyszłości i okradania z dobrodziejstw Matki Natury.

Sylwia: No i oczywiście miłość pod jej różnymi postaciami. Tego chyba w tekstach Grabaża nigdy nie brakuje i bardzo dobrze, bo o miłości potrafi opowiadać w naprawdę piękny, a czasem zaskakujący sposób. Ciekawym tekstowo utworem jest np. utwór otwierający płytę, a więc Powiedziałem jej o Tobie, i tutaj kolejny raz odsyłam do wspomnianego już wywiadu, bo w przypadku tego kawałka również artysta ma coś ciekawego do powiedzenia.

Martyna: Tak, miłość w różnych odsłonach zawsze jest obecna na płytach Strachów. I akurat te kawałki o miłości wypadają na Piekle najlepiej, moim zdaniem. Dają pole do interpretacji, są nie zawsze oczywiste i w ogólnym rozrachunku najciekawsze.

BRZMIENIE I WOKAL

Sylwia: Chyba wszystko, co o wokalu Grabaża można było powiedzieć, zostało już powiedziane. Artysta ten ma charakterystyczną barwę, którą osobiście uwielbiam i w moim odczuciu pasuje do tego, o czym zarówno Strachy, jak i Pidżama śpiewają, i co chcą słuchaczom przekazać. Na Piekle Grabaż ma być może nieco wyzuty z emocji głos, co mogłoby się wydawać dziwne ze względu na ważną i angażującą tematykę albumu. Ale po pierwsze pamiętać należy, że czasy, kiedy zespół krzyczał, pieklił się – nomen omen – w swoich utworach już w zasadzie minęły. Teraz muzycy są dojrzalsi i chyba zdają sobie sprawę z tego, że nie zawsze trzeba krzyczeć, żebyśmy zostali usłyszani. Poza tym mam wrażenie, że w wokalu Grabaża na najnowszym krążku specjalnie słychać pewną bezsilność. Co o tym sądzisz?

Martyna: Ja tam nie do końca słyszę bezsilność, a raczej walkę z materią. Krzyku też nie oczekiwałam, bo Strachy nigdy mi się z nim nie kojarzyły, może bardziej Pidżama Porno. Sporo na temat wokalu Grabaża napisałam już wcześniej, ale powtórzę jeszcze raz – moim zdaniem z biegiem lat jest coraz gorzej. Wokal nigdy nie był mocną stroną Grabaża, ale na Piekle słychać to jeszcze wyraźniej niż wcześniej. Momentami miałam wrażenie, że Grabaż sobie, a muzyka sobie. Za to muzycznie jest naprawdę dobrze. Słychać charakterystyczne dla Strachów gitarowe brzmienie wzbogacone o elektroniczne wstawki. Pojawia się również harmonijka, którą zawsze bardzo lubiłam w kawałach Strachów, więc ogólnie na plus.

Stroiciel wiolonczel

WYDANIE

Sylwia: Okładka jest świetna! Na pierwszy rzut oka to po prostu sylwetka Grabaża skąpana w kolorach ognia piekielnego i tłum ludzi. Nic wielkiego, prawda? Jednak nie do końca, bo tak prosta z pozoru okładka okazuje się bardzo wieloznaczna. W sylwetce Grabaża skrywa się również mapa świata, która pochłania ognista barwa, co sugerować może zarówno zło ogarniające ludzkość, jak i zmiany klimatyczne, które dosłownie trawią ogniem Ziemię. Natomiast tłum z podniesionymi rękami może być zarówno tłumem na koncercie, jak i demonstracją, marszem, protestem, których ostatnio tak wiele w naszym kraju. Moim zdaniem okładka to świetne uzupełnienie treści albumu.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Sylwia: Piekło to płyta, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, zwłaszcza że z każdym kolejnym odsłuchem tylko u mnie zyskuje. Słucham jej ostatnio bardzo często i w ogóle mi się nie nudzi. I choć nie każdy utwór przemawia do mnie w stu procentach, nie każdy darzę taką miłością, jak Niebotyczne niebowstąpienie, to nie można całemu albumowi odmówić zaangażowania w to, co się aktualnie dzieje na świecie i w Polsce, naszym małym Piekle. To płyta ważna i dojrzała. I myślę, że z jednej strony jest bardzo Strachowa, a z drugiej nie brakuje w niej innowacji, a także nowego rodzaju gniewu, z jakim grają i śpiewają muzycy. Gniewu, który zdaje się tym większy, że jest w jakiś sposób stonowany, poprzedzony przemyśleniem i refleksją. Gniewu, który rodzi mądre teksty i nie pozwala słuchaczom zapomnieć, że żyjemy tu, gdzie żyjemy i w czasach takich, a nie innych.

Martyna: Z kolei dla mnie od czasu płyty To! twórczość Strachów to równia pochyła. Bardzo bym chciała się do niej przekonać, ale nie potrafię. Mimo że Grabaż próbuje podejmować trudne tematy, to dla mnie, głównie ze względu na teksty, wychodzi to nieco infantylnie i zupełnie nie Strachowo. Tak, jakby było napisane i nagrane mocno na siłę. Muszę przyznać, że faktycznie, z każdym kolejnym odsłuchaniem płyty jest coraz lepiej, ucho przyzwyczaja się do dźwięków i tekstów, które na początku odrzucały, ale to nie znaczy, że jest dobrze. Moje odczucia wobec całości niewiele się zmieniły i na pewno nie zaliczę Piekła do moich ulubionych płyt Grabaża i reszty ekipy.

Fot.: SP Records

Podobne wpisy:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *