Seriale,Wielogłos

Wielogłosem o…: “Togetherness”, sezon 2.

Togetherness
Togetherness

Podobnie jak rok temu, po zakończeniu kolejnego sezonu serialu Togetherness, Sylwia i Mateusz usiedli do wspólnej rozmowy o wszystkim tym, za co cenią produkcję braci Duplass. A – jak się okazuje – uzbierało się tego naprawdę dużo. Zgodnie twierdzą, że w porównaniu z pierwszym, drugi sezon wypada zdecydowanie lepiej, tym bardziej dziwi decyzja stacji HBO, której efektem jest to, że więcej serialu nie obejrzymy. Przykre jest to, że w dobie seriali nastawionych na spektakularne akcje, z wielomilionowymi budżetami w przeliczeniu na jeden odcinek, jest bardzo mało miejsca na produkcje tak subtelne i urzekające, jak właśnie Togetherness. Z drugiej strony cieszymy się, że udało się twórcom tej świetnej historii wcisnąć gdzieś między te największe tytuły i jednak zyskać pewne grono fanów. My z pewnością się do niego zaliczamy i będziemy wszem i wobec polecać ten serial, zwłaszcza osobom, które cenią sobie proste i naturalne, ale piekielnie dobrze rozpisane historie o… nas, ludziach.

WRAŻENIA OGÓLNE

Sylwia Sekret: Przyznam szczerze, że odrobinę boli mnie to, jak mało znany jest ten serial i jak niewielu ludzi się nim interesuje. Rozumiem, że przegrywa w przedbiegach z produkcjami realizowanymi z rozmachem, takimi jak Gra o tron, Wikingowie, The Walking Dead czy inne tego typu, niezwykle popularne seriale, ale to i tak nie tłumaczy tego, że po drugim sezonie – który zresztą nie tylko dorównał pierwszemu, ale wręcz jest od niego lepszy – tytuł ten okazuje się nie mieć takiej oglądalności, która pozwoliłaby nakręcić sezon trzeci. Togetherness to świetna produkcja, która jako serial naturalny i życiowy, trzymający się z dala od wymyślnych intryg i fantastycznych stworzeń, a skupiający się na codzienności, drobnych radościach, troskach i zwykłych ludzkich dramatach (które w przeciwieństwie do wielu innych produkcji jesteśmy w stanie przełożyć na nasze własne życie), sprawdza się rewelacyjnie, na co wpływa zarówno klimat serialu, jak i aktorstwo. Mam nadzieję, że jednak jakimś cudem kolejny sezon powstanie, bo będzie mi bardzo brakować tego serialu i jego bohaterów.

Mateusz Cyra: Togetherness jest serialem, który potrafił dosłownie mną zawładnąć i w zasadzie chętnie obejrzałbym oba sezony już teraz po raz kolejny. Wiem dokładnie, co sprawiło, że dość szybko stałem się fanem dzieła braci Duplass. Otóż, z pewnością największa zasługa w tym, że jest to serial niebywale szczery i ludzki zarówno w pomyśle, przekazie, jak i w grze aktorskiej. W zasadzie z miejsca przeskoczyłem do wymieniania plusów, ale jak tu tego nie robić, jeśli ma się do czynienia z tak udaną produkcją, która w zasadzie niczego nie udaje i nie próbuje wcisnąć widzowi ściem udających tylko prawdę. Rzecz jasna – już teraz żałuję, że drugi sezon się skończył i gdzieś tam tli się we mnie nadzieja, że jeśli HBO nie odwoła swojej decyzji, to może ktoś inny przejmie ten urzekający serial, udowadniając, że telewizją nie zawsze rządzą słupki i wykresy finansowe.

Bliskość 3

PLUSY I MINUSY SEZONU

Sylwia: Zacznę od minusów, czyli od tego, że serial mógłby być spokojnie dłuższy, albo mieć dłuższe odcinki. W naszej dyskusji na temat sezonu pierwszego, którą odbyliśmy niemal dokładnie rok temu, wspominałeś, że serialowi czegoś brakowało, choć nie byłeś w stanie powiedzieć czego. Ja nie do końca się z Tobą zgodziłam, choć jako minus wymieniłam to, że niektórym odcinkom brakowało konkretu. Wspominam o tym dlatego, że drugi sezon Togetherness jest dużo lepszy niż poprzedni i żadnemu odcinkowi niczego nie brakowało. Utrzymała się natomiast tendencja, że każdy kolejny odcinek, aż do samego końca, był lepszy od poprzedniego, w związku z czym można odnieść wrażenie, że pierwsze dwa odcinki były takie sobie, ale tak naprawdę wcale tak nie jest, po prostu bracia Duplass stopniują napięcie i rozkręcają fabułę stopniowo – tak jak robią to twórcy  niemal każdego serialu.

Mateusz: Jeśli miałem takie zdanie rok temu, to teraz zupełnie nie jestem w stanie zrozumieć siebie sprzed roku ;). Może to właśnie z tego powodu, który zdążyłaś wyjaśnić – drugiemu sezonowi brakuje tylko większej ilości odcinków. Cała reszta jest dokładnie tam, gdzie być powinna.

Sylwia: Co do plusów, to niewiele się w zasadzie zmieniło. Togetherness nadal urzeka i ujmuje naturalnością, zarówno samych aktorów, jak i ogólnej tematyki serialu. Jest w tej produkcji jakaś delikatność, subtelność, której ze świecą szukać we współczesnym serialowym światku. Twórcy sprawili, że zazwyczaj czujemy się, jakbyśmy podglądali zwyczajne życie pewnego małżeństwa, jej siostry i jego przyjaciela. Ale to życie, swoją zwykłością, wciąga nas momentami jak najlepszy kryminał. Tym, co zwraca uwagę o wiele bardziej, niż miało to miejsce w sezonie pierwszym, jest idealne wyczucie pomiędzy dramatem a komedią. Choć “komedia” to zbyt szumne słowo, raczej chodzi mi o balans między dramatem, który jest gatunkiem przewodnim serialu, a elementami humorystycznymi, które często pojawiają się właśnie w momentach najbardziej do tego nieodpowiednich – dokładnie jak w życiu. Drugi sezon jest poza tym bardziej dynamiczny, mam wrażenie, bardziej pomysłowy i barwny, choć nadal pod każdym względem wiarygodny. Omawiając plusy, trzeba wspomnieć także o zmianie, jaka zachodzi w jednym z bohaterów, ale o tym więcej powiemy później. W każdym razie ta metamorfoza – w miarę stopniowa i naturalna – wniosła do serialu dużo dobrego i przynajmniej mnie oglądało się dzięki temu serial jeszcze lepiej.

Bliskość 1

Mateusz: Ogólnie rzecz biorąc, Togetherness  można – poniekąd z racji na tematykę – przyrównać do innego przeboju, który nie każdego “chwyta” za serce, czyli Affair. Okej, nie te emocje, nie ten kaliber, ale jednak w pewnych warstwach oba seriale mają ze sobą więcej wspólnego niż inne produkcje. I czasem podczas oglądania drugiego sezonu serialu braci Duplass miałem wrażenie, że gdyby tylko Affair było tak naturalne, jak udaje się to Bliskości (polska nazwa serialu HBO), to produkcja Showtime byłaby serialem idealnym. Wróćmy jednak do historii Bretta, Michelle, Alexa i Tiny – największym plusem drugiego sezonu jest właśnie przemiana bohaterów oraz odpowiednie rozwinięcie wątków nakreślonych w serii pierwszej. I jak to Sylwia słusznie zauważyła – każdy kolejny odcinek tylko napędzał akcję i powodował, że tylko bardziej myślało się o niuansach oraz prawdach zawartych w poszczególnych scenach czy dialogach.

NAJLEPSZY ODCINEK / SCENA

Sylwia: Dwa, a może nawet trzy ostatnie odcinki. Podobnie jak gra w puszkę z poprzedniego sezonu sprawiła, że odcinek był świeży, dynamiczny i pozwolił bohaterom na uwolnienie niektórych emocji, tak w tym sezonie wyprawa na plażę po to, aby ukraść piasek, skradła moje serce. W odcinku The Sand Situation ten moment pozwolił w zasadzie odnaleźć bohaterom tytułową bliskość lub przynajmniej się do niej… zbliżyć, poinformować, że nadal gdzieś niedaleko się czai. Podobnie odcinek ostatni, zatytułowany For the Kids (którego znaczenie jest tutaj podwójne, a może nawet i potrójne), kiedy Michelle walczy o szkołę, a pomagają jej w tym Brett, Tina i Alex. Widzowi zostaje uświadomione to, co dostrzegają również bohaterowie – że wszystko będzie dobrze, jeśli tylko będą trzymać się razem, pomagać sobie i wspierać się nawzajem, zamiast walczyć, mścić się i szukać winnych.

Bliskość 14

Mateusz: Dokładnie tak! Może zabrzmi to śmiesznie z ust faceta, ale mnie autentycznie wzruszały te dwa ostatnie odcinki! Może dlatego, że zawierały w sobie wszystko to, w co głęboko wierzę, jeśli chodzi o relacje z najbliższymi? A może przez to, że scenariuszowo są to małe dzieła sztuki, które wynoszą sztukę dramatu w produkcjach telewizyjnych na wyżyny? Myślę, że to składowa obu tych rzeczy. Najlepsza scena? Zdecydowanie cała, trwająca mniej więcej 10 minut odcinka seria scen dziejąca się – rzecz jasna – na plaży. Wszystko, co najlepsze w Togetherness zawarte jest w tych 10 minutach.

Sylwia: Bardzo dobry był również odcinek (a może były to dwa odcinki?) kiedy Tina opiekowała się dziećmi Michelle i Bretta, ale o tym opowiem trochę późiej, bo to także istotna kwestia, ale nie do omawiania tutaj ;). Nie sposób nie wspomnieć również o ostatniej scenie, w ktorej widzimy Tinę i Alexa – świetna, naprawdę świetna.

NAJGORSZY ODCINEK / SCENA

Sylwia: Wyjątkowo, tym razem chyba nie potrafię wskazać ani najgorszego odcinka, ani takowej sceny. O ile w pierwszym sezonie były pewne rzeczy, które nie do końca mi zagrały, o tyle sezon drugi ustrzegł się tego – przynajmniej w moim mniemaniu. Wszystko było potrzebne, wszystko do czegoś prowadziło lub coś tłumaczyło. Jak dla mnie żadna scena nie była do wywalenia, a dla Ciebie?

Mateusz: Ponownie nie pozostaje mi nic innego, jak tylko się z Tobą zgodzić. W pierwszym sezonie były sceny, które może i mnie uwierały, albo nie do końca rozumiałem zasadność ich występowania, ale tutaj? Nic takiego nie pamiętam.

Bliskość 2

EWENTUALNE DZIURY FABULARNE

Sylwia: Chyba nie dostrzegłam nic takiego. Wszystko, co przychodziło mi do głowy, podczas oglądania serialu, co mogłoby być postrzegane jako dziura fabularna, zostało albo szybko wyjaśnione, albo ja orientowałam się, że przecież wyjaśnienie leży w pierwszym sezonie, z którego zdarzyło mi się zapomnieć paru rzeczy.

Mateusz: Koniec, kropka. Naprawdę czasem w omawianiu produkcji, które cholernie mi się podobają, chciałbym móc być upierdliwy, choćby po to, żeby nie wyszło, że jestem bezkrytyczny, ale tu nie mam nawet pół uwagi.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Sylwia: Jeśli czytaliście nasz Wielogłos dotyczący pierwszego sezonu, być może pamiętacie, że kilkukrotnie podkreślałam swoją antypatię do Tiny. No cóż, muszę się w tym miejscu pokajać, bo zmiana, jaką przeszła ta postać, nieco zmienia mój sposób myślenia o niej.

Mateusz: Ha! Wiedziałem, że tak będzie!

Sylwia: Nie twierdzę oczywiście, że od teraz jestem jej fanką, ale na pewno muszę cofnąć słowa, w których nazwałam ją suką, chociaż tak kreowana była w pierwszym sezonie. W drugim Tina się stopniowo i powoli zmienia, pokazuje, że czasami jedynie gra egoistkę, ale kiedy są sytuacje, gdy nie ma czasu na granie (jak chociażby pobyt małej Sophie w szpitalu), widać jej troskę o bliskich i to, że jak najbardziej leży jej na sercu ich bezpieczeństwo i szczęście. Wspiera Michelle w jej decyzjach, pomaga w obowiązkach domowych, a jednocześnie sama dzięki takiej sytuacji dojrzewa i zachodzą w niej, można rzec, nieodwracalne zmiany. Nadal w relacjach z Alexem zachowuje się jak nastolatka, ale z drugiej strony aktor, który zaczyna odnosić w tym sezonie poważne sukcesy, również dziecinnieje pod tym względem, w związku z czym przez kilka odcinków obserwujemy ich komiczne próby pokazania, że nic do siebie nie czują i nie są o siebie zazdrośni, choć w rzeczywistości jest zupełnie inaczej.

Mateusz: Tina cholernie w tym sezonie dojrzała. To wręcz kamień milowy w jej zachowaniu i przez to w tym momencie i w tym miejscu poświęcamy właśnie jej najwięcej czasu. Z życiowej hulanki, życia w beztroskiej bańce, zabawy uczuciami innych i generalnie bycia skupioną na sobie dorosłą dziewczynką Tina zmieniła się w zasadzie nie do poznania. Gdzieś tam, w niektórych momentach wychodziły na jaw jej niezbyt fajne zachowania, zwłaszcza, gdy usilnie próbowała odzyskać Alexa (choć w tamtym momencie mogła to być chęć spowodowana tylko tym, żeby udowodnić coś sobie), jednak w obliczu nawałnicy kryzysów w życiu Michelle potrafiła wykazać się niezwykłą (jak na Tinę, którą znaliśmy z pierwszej serii) dojrzałością, a ewidentna przemiana dokonała się w momencie, gdy przyszło jej opiekować się pociechami siostry. I tu też przychodzi mi na myśl jedna bardzo dobra scena, mianowicie ta z niezliczoną ilością kupy w pieluszce ;). Generalnie ten sezon pokazał, że Tina to bardzo wrażliwa babka, która wieloma głupimi zachowaniami maskowała wrażliwe wnętrze. A ja do tak wykreowanych bohaterów mam niezwykłą słabość.

Sylwia: Ciekawie potoczyły się też relacje Michelle i Bretta. Ostatni odcinek pierwszego sezonu zostawił widza w niepewności co do tego, czy Brett dowie się o zdradzie żony, natomiast teraz zastanawiamy się, jak ich małżeństwo przetrwa kryzys, który jest nie tylko efektem tej zdrady, ale mnóstwa niuansów i drobiazgów narastających od początku serialu. Zagubienie, które odczuwała w poprzednim sezonie Michelle teraz staje się udziałem Bretta. Czy jednak kiedy każde z nich już się zagubi i na powrót odnajdzie, będą potrafili być nadal razem?

Mateusz: Aż przez chwilę zapachniało Zagubionymi ;). Odkładając jednak żarty na bok – to, jak potoczy się wątek Bretta i Michelle, było kwestią na tyle kluczową, że mogło to położyć drugi sezon albo wznieść go na wyżyny, ponieważ w tej skomplikowanej i pełnej bolesnych ran relacji bardzo szybko i łatwo można było w którymś momencie przesadzić, pójść w stronę złego rozwiązania, pokazać o jedną scenę za dużo, bądź pominąć coś, co zaważyłoby na wiarygodności całości – na szczęście bracia Duplass wyszli z tego obronną ręką i jako fan dramatów wszelakich jestem naprawdę usatysfakcjonowany. Lepiej chyba tego zrobić się nie dało. Brawo.

Bliskość 12

AKTORSTWO

Sylwia: Tutaj w zasadzie niewiele się zmieniło, bo główni aktorzy – Mark Duplass, Melanie Lynskey, Amanda Peet i Steve Zissis – spisali się na medal, odgrywając zwykłych ludzi targanych zwykłymi życiowymi zawirowaniami. Nadal zdumiewa mnie ich naturalność objawiająca się najbardziej w tych drobnych, ledwo widocznych gestach, w mimice wyrażającej tak wiele – brawo!, zwłaszcza że większą sztuką jest zagrać tak dobrze właśnie w tego typu serialu niż w produkcji, która wymusza unikalność postaci i ich zachowań.

Mateusz: Jak to niewiele się zmieniło? Alex Pappas (Steve Zissis) schudł, czego Tina nie zapomniała mu dosadnie wypomnieć ;).

Masz jednak rację – lekkość, z jaką cała obsada zagrała, zasługuje na jakieś osobne nagrody. Bo to jest naprawdę niełatwa rzecz, żeby w tak naturalny i jednocześnie przejrzysty, jednoznaczny sposób oddać pewne trudne do zagrania emocje. Jednak dobre aktorstwo to jeden z powodów, dla którego Togetherness ogląda się tak znakomicie.

Bliskość 13

SPRAWY TECHNICZNE

Sylwia: Tutaj, podobnie jak to było w przypadku poprzedniego sezonu, nie ma się za bardzo nad czym rozpisywać. Wszystko jest sprawnie zmontowane, żywe (ale nie bez przesady) kolory podkreślają naturalność całej produkcji. Tym razem jednak zapadło mi w pamięć kilka klimatycznych i świetnie dobranych do scen utworów, a nie było tak przy pierwszym sezonie. Także tu znów na plus dla drugiej odsłony Togetherness.

Mateusz: W zasadzie nie mam nic do dodania. Chociaż nie, jednak mam. Spore wrażenie zrobiła na mnie scenografia, a dokładniej elementy scenografii, które Brett i Alex tak skrupulatnie składali w całość do swojej sztuki teatralnej Diuna, na podstawie prozy Franka Herberta. Była w tym wszystkim nutka autoironii, ale z drugiej strony miało to swój magiczny, niepowtarzalny klimat, za który też między innymi na bardzo długo zapamiętam ten serial.

Bliskość 6

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Sylwia: Drugi sezon Togetherness okazał się dużo lepszy niż poprzedni i naprawdę nie mogłam odczekać się kolejnych odcinków. Fabuła została świetnie poprowadzona i wbrew pozorom, mimo że serial nie opowiada o niczym spektakularnym, sezon wciągał i intrygował, chciało się oglądać więcej i więcej. Bardzo dobrze twórcom udało się przybliżyć widzom bohaterów; osobiście niemal się z nimi zaprzyjaźniłam i naprawdę będę za nimi tęsknić. Chętnie napiłabym się z nimi piwa i pomogła kraść piasek. Bo Michelle, Brett, Alex i nawet Tina to tacy ludzie, z którymi – pomimo ich wad – można kraść nawet konie. Naprawdę żałuję, że nie powstanie kolejny sezon, choć mam cichutką nadzieję, że może jednak coś się zmieni.

Mateusz: Niestety, dla stacji HBO wszystko to, za co wychwalamy ten serial, nie wystarczyło, aby bracia Duplass dostali zielone światło na sezon trzeci. Dlatego też jestem ciekaw, czy ostatnie odcinki były kręcone już z wiedzą, że – idąc za słowami Kuby Sienkiewicza – to już jest koniec, nie ma już nic, czy jednak cały scenariusz to konkretna i kompletna wizja, nieskalana decyzjami amerykańskiej stacji telewizyjnej. Niezależnie od tego, jak było naprawdę – drugi sezon urzeka jeszcze silniej niż pierwszy i wiem, że będę do serialu wracał często. Nawet mam w planach zakupienie obu sezonów na DVD, zakładając oczywiście, że otrzymamy w Polsce takowe wydanie. Bo Togetherness to serial niezwykle ciepły, napawający jakimś niezrozumiałym optymizmem i wiarą, i na poprawę humoru pasuje jak ulał.

Bliskość 10

Fot.: HBO

Podobne wpisy:

Ocena Sylwii9
Ocena Mateusza9
9Ocena ogólna

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *