Ułamek tarcia

Wielogłosem o…: Kaliber 44 – „Ułamek tarcia”

Why is it  Fresh? Czy Ty doktorku, nie łżesz jak pies, jeśli to oldschool, czemu świeże jest? Ale zaraz zaraz, co jest tak świeże? Aaa, no tak, nowa płyta legendy polskiego rapu, reprezentującego Górny Śląsk, Kalibra 44! Po ponad piętnastu latach przerwy, jakie minęły od wydania kultowego krążka 3:44, bracia Marten powracają z czwartym studyjnym albumem, zatytułowanym Ułamek tarcia. Czy rzeczywiście jest świeżo? Czy członkowie zespołu nie zardzewieli? Czy jest to płyta warta uwagi, czy jedynie przedstawia sobą chęć zarobienia paru złotych, żerując na fanach zakochanych w hitach sprzed lat? Wszystkiego tego dowiecie się z poniższego Wielogłosu, a raczej Jednogłosu, ponieważ recenzujący najnowsze dzieło Kalibra, Mateusz i Przemek są nad wyraz zgodni w ocenie wydawnictwa formacji rodem z Katowic.

WRAŻENIA OGÓLNE

Przemek Kowalski: Zanim przedstawię swoje ogólne wrażenia na temat najnowszej płyty Kalibra, chwilę poprzynudzam i powiem dlaczego tak bardzo wyczekiwałem tej płyty i jakie ma ona dla mnie znaczenie. Nie pamiętam dokładnie, który to był rok, ale gdzieś w okolicach 1997, czyli jeśli dobrze liczę, miałem wówczas 13 lat. Wtedy to do mojej klasy w podstawówce dołączył nowy chłopak, jego rodzina przeprowadziła się z Katowic do mojego rodzinnego Torunia. Żadnego artysty muzycznego nie nazywałem wtedy swoim idolem, słuchałem czego popadło, tzn. wszystkiego poza rapem. No i tak się złożyło, że skumplowaliśmy się z chłopakiem z Katowic i to właśnie on zaszczepił we mnie miłość do Kalibra 44. Nie zliczę, ile razy od tamtej pory przesłuchałem płyt K44. Nie wiem, czy umiem do tylu liczyć. Płyt jak płyt, te zostały zajechane tak, że nie dość, że w końcu nie dało rady ich odtwarzać, to jeszcze popsuły nowiutką wieżę rodziców. Wcześniej jeszcze była kaseta, na której połamałem nie eden ołówek (przewijając ją). Autentycznie, po dziś dzień znam na pamięć wszystkie utwory z trzech pierwszych płyt legendy polskiego rapu, obudźcie mnie w środku i zarzućcie bit, pojadę od początku do końca, mimo upływu lat ;). No więc tak, kto czytał uważnie, już wie – Kaliber 44 to moi pierwsi muzyczni idole, ba, do teraz uważam, że to oni i taka jedna pani z Nowego Jorku ukształtowali mój muzyczny gust i w pewnym sensie pokierowali też moim życiem, choć to już temat na inną dyskusję ;). Jak wiadomo (lub nie), zespół zakończył (zawiesił) działalność prawie 16 lat temu, spróbujcie więc wyobrazić sobie moją radość, gdy kilka tygodni temu dowiedziałem się, że lada moment premierę będzie miała czwarta płyta Kalibra! Ciężko to opisać. No i tu przechodzimy do wrażeń ogólnych i moich oczekiwań. Jeśli ktoś po powyższych słowach myśli, że przyjąłbym byle gówno pod szyldem K44 i cieszył się nim tylko ze względu na samą markę, jest w sporym błędzie. To właśnie miłość do tego zespołu spowodowała, że oczekiwania miałem raczej zawyżone i nie chciałem doznać zawodu, słuchając Ułamka tarcia. Teraz, po kilkukrotnym odsłuchaniu nowego krążka, mogę odetchnąć z ulgą i z ręką na sercu powiedzieć, że jest to zdecydowanie udany powrót! O plusach i minusach za chwil kilka, jednak tak słowem wstępu i pierwszych wrażeń – dali radę!

Mateusz Cyra: Nasza przygoda z Kalibrem 44 wygląda troszkę inaczej, ale widzę, że można snuć fajne opowieści swojego życia za pomocą muzyki chłopaków ze śląska. Ja poznałem Kalibra pierwszy raz jakoś w okolicy 2000 roku, wtedy słuchałem ich na przemian z Paktofoniką. Potem na mój muzyczny piedestał wkroczył większy gracz (Eminem) i na długie lata jakakolwiek inna muzyka przestała dla mnie istnieć. Dlatego też prawdziwy boom na K44 miałem w pierwszej liceum. Gdy zrozumiałem w końcu teksty z albumu KsięgaTajemnicza: Prolog, to przepadłem na długie miesiące. Hardcore psycho rap to było to! Cholernie żałowałem, że kolejne płyty były odejściem od tej stylistyki, ale w końcu przekonałem się też do tego i doceniłem kunszt tekstowy oraz wokalny Abradaba i Joki. Po dziś dzień – podobnie jak Przemo – pamiętam wszystkie teksty i lubię mniej więcej raz na kwartał wrócić do starych płyt. Z pełną tego świadomością mogę powiedzieć, że zarówno Kaliber 44 jak i Paktofonika należą do moich ulubionych wykonawców wszech czasów, a z polskiej sceny muzycznej poza nimi akceptuję i lubię tylko 52 Dębca. Mimo przesłuchania przeszło 60 polskich albumów rap, tylko rzeczy wymienionej trójki wpisują się w mój gust i światopogląd. Dlatego też, kiedy dowiedziałem się o powrocie Kalibra – zdębiałem. Zapaliła mi się w głowie pomarańczowa lampka, ponieważ przeważnie wielkie powroty po latach nie są zbyt udane. Jednak w dniu premiery stanąłem w kolejce po swój egzemplarz płyty Ułamek tarcia. Pierwsze wrażenie? Przyjemna podróż w przeszłość, ciekawe bity i dobra forma Joki oraz Daba. Jednak do zachwytu było daleko. Na szczęście nie jestem jednym z tych, którzy po pierwszym przesłuchaniu płyty wydają o niej jednoznaczny i ostateczny osąd. Po prawie 12 przesłuchaniach nowego albumu jestem zadowolony, bo to dobra płyta jest.   

PLUSY I MINUSY ALBUMU

Mateusz: Zacznę od tego, czego Ułamek tarcia ma zdecydowanie mniej – czyli od wad. Mnie na tej płycie brakuje przede wszystkim… Joki. Uwielbiam Abradaba, tak samo Jokę, ale nie można zaprzeczyć, że na czwartej płycie Kalibra w tym duecie dominuje De a Be. Starszy z braci Marten ma bardzo specyficzny i kompletnie niepodrabialny styl i żałuję, że nie wystąpił w każdej piosence. Jasne, to może być podyktowane tym, że Joka miał rozbrat z rapem na wiele lat, ale słuchając najnowszego albumu Śląskiej legendy, nie czuć jakichś niedociągnięć wokalnych, słabszych rymów czy niedostatecznego flow. Czy jeszcze coś mógłbym wrzucić w poczet wad? W tej chwili raczej nie.

Przemek: Tu się zgodzę, i to zarówno z tym, że minusów jest mało, jak i tym, że jednym z nich jest mniejszy udział Joki, którego zawsze uważałem za może nie najmocniejsze, ale z pewnością najciekawsze ogniwo K44. Tyle że w przeciwieństwie do Mateusza, jestem zdania, że to właśnie rozłąka ze stałym nawijaniem miała na to największy wpływ i pomimo tego, że starszy z braci cały czas to czuje, to dało się momentami słyszeć, że lekko zardzewiał. Joka ma swój specyficzny styl, nie jest on taki… powiedziałbym gładki i amerykański jak u Daba, teraz jednak zdarzały się wersy, rymowane trochę… nie chcę przesadzić, ale “nieporadnie”, choć to może złe słowo, ale pierwsze, które przychodzi mi do głowy.

Mateusz: Jak tak teraz o tym mówisz, to może faktycznie czuć to w niektórych utworach. Aczkolwiek urok Joki jest niezaprzeczalny i mnie ten rozbrat z rapem nie przeszkadza. Wrócił i robi dobry rap. Przechodząc do zalet – Ułamek tarcia to hiphopowa podróż do przeszłości. Świetne, tłuste bity, które kojarzą się bardziej z przełomem lat 90. a nowym stuleciem niż z połową drugiej dekady XXI wieku. Godne odnotowania są skity, których w dzisiejszych czasach nie uświadczymy raczej wcale, a to kolejny ukłon w stronę rapowych wyjadaczy. Odnoszę też wrażenie, że Ułamek tarcia jest formą podziękowania Joki i Daba dla tych wszystkich fanów, którzy tyle lat pozostają wierni pionierom porządnego rapu w polsce. Chłopaki niemal dwie dekady temu tworzyli muzykę, której nie trzeba było się wstydzić, hip hop był wtedy “czymś”, co niestety kilka lat później zepsuło się za sprawą kasy i promowania miałkich “raperów”; na szczęście (bądź nie?) Kaliber 44 zdążył zniknąć przed mrocznymi czasami dla rapu.  Wrócili jednak po 16 latach, a ich najnowsza płyta jest jakby nie pasująca do dzisiejszych realiów, bo mimo ogólnej świeżości, jest to album na wskroś oldskulowy. I bardzo dobrze! Kolejny plus to świetne flow tak Abradaba, jak i Joki. Na koniec bardzo udane featuringi. Rahim i Gutek to również legendy, których jakość jest niepodważalna i momenty, w których udzielają się na krążku, są naprawdę spoko. Nowością i takim malutkim odkryciem jest dla mnie Grubson, którego jakoś do tej pory omijałem, a tu dał całkiem fajną próbkę możliwości.

Przemek: Mateusz napisał w zasadzie o wszystkim o czym sam chciałem powiedzieć. Pierwsze, co chciałem pochwalić, to skity. I tu nawiązując do przedmówcy – ja, jeśli mowa o polskim rapie, zatrzymałem się na Kalibrze i Paktofonice, później odszedłem od tego gatunku w naszym rodzimym wydaniu, bo zdzierżyć nie mogłem tych wyrastających jak grzyby po deszczu raperków sepleniących o tym, jakie to złe jest życie na blokowiskach, jaka tam bieda itp. itd. Normalnie cofało mi się w przełyku. Zdarzało się jednak, że ktoś ze znajomych włączał jakąś nowszą płytę i z tego, co kojarzę – skitów tam nie było. Tak więc, jak napisał już Mateusz – jest to świetny ukłon w stronę lat 90., to samo tyczy się bitów i samego klimatu płyty. To album dla każdego fana rapu, jednak ci, którzy słuchali Kalibra ponad dekadę temu, znajdą tu dodatkowe smaczki i za to wielkie brawa dla braci Marten. Największą zaletą nowego albumu chłopaków z Katowic jest to, że Kaliber pozostał Kalibrem, mimo upływu lat.

NAJLEPSZY UTWÓR

Przemek: Tu mam lekki problem z wybraniem tego najlepszego kawałka, gdyż już teraz co najmniej trzy mocno wbiły mi się w pamięć, a są to (Why is it) Fresh?, Historia oraz Superstary. Pierwszy ma wszystko, co potrzeba, by zostać sporym radiowym hitem, słucha się świetnie, jest Fresh ;). Historia to nietypowy Kaliber, bardziej miękki niż zazwyczaj, jednak ten utwór chwyta za serce i aż chce się go odtwarzać w kółko i w kółko, także za sprawą świetnego śpiewanego refrenu Gutka. Ostatni, czyli Superstary, jest mimo wszystko chyba jednak moim ulubionym. 100% Kalibra w Kalibrze, świetny bit i wersy, które zwalają z nóg, zarówno odnosząc się do wieku chłopaków ze składu, jak i lekkiego, ale jednak pokazywania reszcie środowiska, że wróciły prawdziwe stary :).

KALIBER 44 - Fresh - Premiera albumu "Ułamek tarcia" // prod. abradAb [OFFICIAL VIDEO]

Mateusz: Najlepszy kawałek? Ale taki absolutnie, bezapelacyjnie najlepszy? Od pierwszego przesłuchania jest to Historia. Może niekoniecznie wpisuje się on w stylistykę K44 i jest to taki… lajcik dla wrażliwców, ale kurde – ta piosenka miażdży, zwłaszcza zwrotka Joki i refren Gutka. Miód dla mych uszu. Nie samą Hisorią jednak Ułamek tarcia stoi. Świetne są również utwory opatrzone numerkami: 2, 9, 13, czyli kolejno: (Why is it) Fresh?, Kung Fu Superstary. O dwóch z trzech wymienionych przeze mnie piosenkach mój redakcyjny ziom już powiedział i z jego zdaniem się zgadzam, także powielać nic nie będę. Natomiast kawałek z Rahimem to mega ciekawy bit, świetna zabawa słowem i dobra chemia między śląskimi raperami. To też taki prztyczek w nos wszystkich rapowych świeżaków, na zasadzie: może i coś potraficie, ale my robimy to lepiej. Jesteśmy wyjątkowo zgodni, co nie Przemo?  

Przemek: Jesteśmy, jesteśmy, od razu widać kto zna się na rzeczy; lub jak mówią chłopaki na dzielni – widać, kto jest kto ;)

NAJSŁABSZY UTWÓR

Mateusz: Miałem na początku umieścić tutaj Razowego, ale mimo wszystko nie jest zły ten kawałek. I zacząłem mieć problem z tą kategorią. W końcu jednak znalazłem. Nie do końca przekonuje mnie Rok podniesionych w górę rąk. Niby tekst jest spoko, niby wszystko gra, ale jednak podczas słuchania płyty, jest to jedyny utwór, który przełączam na kolejny w większości przypadków. Nie wiem, może jest to kwestia chwilowego złego dostrojenia, bo coś ewidentnie mi przeszkadza. Nie wiem tylko, czy jest to bit, czy flow.

Przemek: Najsłabsze wytypowałbym dwa kawałki: Rok podniesionych w górę rąk, za to, że jest po prostu nijaki oraz UWAGA – pierwszy raz się nie zgadzamy ;) – Kung fu. Nawet obecność Rahima, którego uwielbiam, nic tu nie pomogła. Męczący. Męczący bit, męczący refren, męcząca nawijka. Naprawdę dawałem temu utworowi parę szans, jednak z tej mąki chleba nie będzie.

TEKSTY

Mateusz: Kaliber 44 to od zawsze był tekstowy znak jakości polskiego hip hopu i jeśli ktoś ma na ten temat inne zdanie – niech wróci do słuchania Mezo i przy tym zostanie. Tak zawiłych gierek słownych nie ma nikt inny i Ułamek tarcia nadal podtrzymuje dawne tekstowe tradycje. Wiecie o co mi chodzi? Słuchasz wydanego po 16 latach albumu K44 i czujesz się jak w domu, i tak, jakby przerwa między albumami wynosiła co najwyżej rok. Może tym razem zabrakło tak skrajnych zawiłości jak w utworze Film, ale w większości piosenek z czwartej płyty zdarzają się zakręcone wersy, które z miejsca powodują u fana szeroki uśmiech na twarzy. Wymienisz coś, co szczególnie Ci się spodobało?

Przemek:  Poza tym, że praktycznie wszystko? ;) Przede wszystkim – pomijając pierwszą, rządzącą się swoimi prawami, psychodeliczną płytę, czyli Księgę Tajemniczą – Kaliber miał zawsze coś, co wyróżniało go spośród reszty polskiej sceny, a mianowicie luz. Oczywiście, nie żeby innym jakoś bardzo go brakowało, jednak o jakości krążków chłopaków z Górnego Śląska stanowiły między innymi takie numery jak Konfrontacje, Kontem o.k., Litery czy np. Rutyny, a więc kawałki, które nie niosą za sobą tłamszącego przesłania w stylu: “Boże, jak nam źle na tym ziemskim padole, bo jesteśmy z bloków bla, bla, bla”. Nie, większość kultowych kawałków K44 była lekka, z przymrużeniem oka, brzmiały one spontanicznie. I tak właśnie brzmią te z Ułamka tarcia.

Mateusz: Ułamek tarcia pokazuje jednak pewną zmianę – jasne, Joka i Dab nie zatracili daru do sklejania świetnych zbitek słownych, ale taka Historia to zdecydowany krok do przodu w ich twórczości. Szczególnie ujęła mnie Kalibrowa wersja bajki CzerKaptur pokazująca, że opowieści w stylu Konfrontacji oraz Grubego, czarnego kota to coś, w czym chłopaki czują się mocni.

Przemek: Historia to właśnie najlepszy przykład tego, że chłopacy nadal są w świetnej formie, z jednej strony jest to coś innego, “gładszego” niż to, do czego przywykli fani zespołu, a zarazem przy wielu wyróżniających się na krążku utworach, ten – nazwijmy go “inny” – jest w ścisłej czołówce, właśnie tych najlepszych.

Mateusz: Dokładnie tak! Ułamek tarcia zaskoczył mnie też tym, że znajduje się tutaj stosunkowo niewiele przekleństw. Ja w każdym razie doszukałem się w sumie 5. W porównaniu z poprzednimi albumami to wręcz ugrzeczniona wersja Kalibra. Chyba, że to ja zostałem przygłuchy na brzydkie wyrazy ;).

Przemek: Heh, à propos przekleństw, to przyznam się bez bicia, że nie zwróciłem na to uwagi, jednak fakt, jest ich mniej; ba, w samym Grubym, czarnym kocie jest kilka razy więcej wulgaryzmów niż na całym Ułamku tarcia. Na szczęście można to zaliczyć tylko jako kolejny pozytyw. Tak przynajmniej mi się wydaje, jednak mogę się mylić, gdyż cytując klasyka: Mówię Ci brat, centralnie nie do wiary, zwariował świat albo jestem Superstary (…) O tak, ja jestem Superstary, kupowałem swoje pierwsze Lego za dolary ;).

KALIBER 44 - Nieodwracalne zmiany - 2016 // produkcja abradAb [OFFICIAL VIDEO]

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Przemek: Jak dość wyraźnie zaznaczyłem na początku, miałem w stosunku do tej płyty spore oczekiwania, powodowane jakością poprzednich albumów zespołu. Nie zawiodłem się i odetchnąłem z ulgą, już po pierwszym odsłuchaniu płyty Ułamek tarcia, a moje pozytywne wrażenia wzbierały na sile, z każdym kolejnym. Świetne jest to, że bracia Marten stworzyli płytę, która spodoba się młodym słuchaczom, a i ci starsi docenią przemycane tu i ówdzie nawiązania do wcześniejszych dokonań K44. Pełen szacunek za profesjonalizm, za to, że chłopacy zrobili swoje, zrobili to tak, jak czują, nie patrząc na trendy. Wiadomo było, że płyta się sprzeda, w końcu Kaliber to marka, nawet gdyby ten krążek był słaby i tak znalazłoby się multum chętnych na jego zakup; jak się jednak okazuje, to nie jest album zrobiony wyłącznie dla pieniędzy – to słychać i usłyszy to każdy, kto po Ułamek… sięgnie, do czego zresztą ze swojej strony zachęcam. Ponieważ ktoś tu właśnie wrócił na tron!

Mateusz: Najnowszy Kaliber to świetny Kaliber. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości i nie piszę tych słów również dlatego, że jestem jakimś skrzywionym fanem, który przełknie wszystko bez krzty krytycyzmu. Bawię się podczas słuchania tej płyty przednio, a to chyba najważniejsze, nie? Ułamek tarcia udowadnia, że najlepszy krajowy rap pochodzi z Górnego Śląska.

Fot.: Mystic

Ułamek tarcia

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.