Wataha

Wielogłosem o… „Wataha”, sezon 3

Trzeci sezon Watahy, a więc, co za tym idzie, najprawdopodobniej cały serial – dobiegły końca. Od ostatniego odcinka produkcji HBO minęło już trochę czasu, więc nasi redaktorzy mieli czas, by na spokojnie, ochłonąwszy z emocji, porozmawiać o finałowym sezonie opowieści o strażnikach granicznych i bieszczadzkich, niepokojących lasach. Czy zakończenie satysfakcjonuje w takim stopniu, by uznać serial za absolutnie skończony? Czy pozostawia może uczucie niedosytu lub wręcz nieskończonej historii? Czy postacie, które znamy od samego początku – prokurator Dobosz, Wiktor Rebrow, Markowski, Kalita, Łuczak i inni – czymś nas zaskakują w najnowszej odsłonie? I jak sprawują się nowi bohaterowie? O tym wszystkim, o wadach i zaletach, o ulubionym odcinku i problematyce, rozmawiają w poniższym Wielogłosie Mateusz i Sylwia. Czy Wataha na tyle wryła im się w pamięć i serca, że będą za nią tęsknić? Sprawdźcie sami!

WRAŻENIA OGÓLNE

Sylwia SekretWataha to serial, którego poziom z sezonu na sezon na szczęście nie spada, a tak się niestety często dzieje przy wielosezonowych produkcjach. Toteż trzecia, finałowa odsłona polskiej produkcji od HBO nie rozczarowuje. Bardzo mocno trzyma w napięciu i choć niektóre wątki pozostawiają niedosyt, to ogólne wrażenie po zakończeniu przygody z Rebrowem, Dobosz i resztą bohaterów jest jak najbardziej pozytywne. Nie uda mi się także uniknąć przy okazji tego tekstu sformułowania „Jak na polski serial…” – i choć może to być krzywdzące, to jednak jest w tym sporo prawdy, że (no właśnie) jak na polski serial Wataha jest bardzo, bardzo dobra. Ale również na tle zagranicznych produkcji prezentuje się niczego sobie, a obecnie w dobie tylu seriali i tylu platform, na których możemy je oglądać (a jednych i drugich ciągle przybywa), jest to wyczyn nie byle jaki, że widz Watasze chciał poświęcać wieczory i robił to (tak jak na przykład ja), niemal obgryzając paznokcie podczas niektórych odcinków.

Mateusz Norek: Mam dość ciekawe relacje z serialem Wataha, bo nigdy nie uważałem go za jakoś szczególnie udaną produkcję, a jednak każdy sezon oglądałem na bieżąco, mimo że zazwyczaj niełatwo mi wygospodarować czas nawet na tytuły, na które bardzo czekam. Sam pomysł na serial był strzałem w dziesiątkę – umiejscowienie akcji w polskich Bieszczadach dało ogromne pole do wizualnego popisu, a bohaterowie w postaci strażników granicznych wachlarz ciekawych, sensacyjnych możliwości. Pierwsze dwa sezony zaczynały się bardzo dobrze, ale gdzieś w połowie drogi łapały wyraźną zadyszkę, akcja zwalniała, a scenariusz moim zdaniem mocno się gubił. Nie miałem więc wielkich oczekiwań względem trzeciej serii, ale przez wyraźny deficyt polskich produkcji serialowych, postanowiłem ponownie śledzić losy strażnika Rebrowa i prokurator Dobosz. Tym razem twórcy nie popełnili już błędu poprzedniego sezonu, przypominając nam dokładnie, co działo się w poprzednich, a scenariusz od początku do końca trzyma w napięciu, nawiązując do wszystkich poprzednich zdarzeń i sprawnie zamykając całą historię watahy. Dla mnie to zdecydowanie najlepszy sezon serialu HBO.

WADY I ZALETY SEZONU

Sylwia: W zasadzie trudno mówić o wadach, bo – jak oboje zresztą wspomnieliśmy – ostatni sezon Watahy jest najlepszy i najbardziej dopracowany, trzymając w napięciu niemal do samego końca. Muszę jednocześnie wyznać, że nieco zazdroszczę osobom, które produkcję HBO zaczęły oglądać mniej więcej w czasie, kiedy finał ujrzał światło dziennie, bo nadrabiając zaległości, były na bieżąco ze wszystkimi wątkami i wydarzeniami. Tymczasem od drugiego sezonu trochę minęło i muszę przyznać, że nieco zatarły się w mojej głowie pewne wątki. W związku z tym niełatwo było mi nadążyć za scenariuszem, który mocno bazował na tym, co do tej pory wydarzyło się w Bieszczadach. Absolutnie nie uważam tego jednak za wadę – świadczy to bowiem o tym, że twórcy od początku doskonale wiedzieli, co robią, i obyło się bez choćby takich wpadek, jakie miały miejsce w ostatnim sezonie osławionej już Gry o tron.

Mateusz: Zakładam, że w takim razie nie trafiłaś na filmik, który bardzo przystępnie i dość kompleksowo podsumowywał wszystkie najważniejsze wątki z poprzednich sezonów. Bardzo dobrze, że HBO zdecydowało się coś takiego wypuścić, bo pamiętam, że po trzyletniej przerwie między 1 a 2 sezonem zabrakło mi właśnie takiej formy przypomnienia.

Sylwia: Niestety, nie trafiłam na ten filmik i teraz trochę żałuję. Ale mimo wszystko ostatecznie udało mi się w tym trzecim sezonie odnaleźć. Nie mogę jednak nie wspomnieć o tym, że kusi kolejny sezon. Wiem, że Wataha to już produkcja kompletna, a twórcy o bohaterach powiedzieli wszystko, co mieli do powiedzenia, nie ukrywam jednak, że będzie mi brakowało zarówno Rebrowa i jego hasania po lesie bez słowa, jak i Dobosz z jej zimnym spojrzeniem. A niech mnie, nawet za Kalitą będę tęsknić i jego przekleństwami. Nawet za wyimaginowanym zapachem bimbru Łuczaka…

I choć rozumiem i doceniam decyzję o tym, że po trzecim sezonie następuje definitywny koniec, to gdzieś tam w tyle głowy czai się myśl, że jednocześnie szkoda, że to już koniec. Na upartego zresztą, tam, gdzie do tej pory widzieliśmy ładne zakończenie, a nawet klamrę, można dostrzec furtkę…

Do zalet zaliczyć należy w zasadzie wszystko – grę aktorską, zdjęcia, ogólny, wypracowywany przez wszystkie sezony klimat, bardzo szczegółowy scenariusz, który chyba ustrzegł się większych głupotek i luk fabularnych. W pewnym momencie bałam się, że scenariusz zmierza w kierunku zbytniego zagmatwania, by ostatecznie zszokować widza czymś mało realnym, ale na szczęście tak się nie stało. Jako największą zaletę wskażę natomiast świetnie budowane i prowadzone napięcie, które mnie osobiście w ostatnim odcinku utrzymywało w stanie najwyższej gotowości.

Mateusz: To, co moim zdaniem zdecydowanie najbardziej udało się w tym sezonie twórcom, to właśnie zbudowanie odpowiedniego napięcia. Przez tempo akcji i wydarzenia, jakie mają miejsce, a także to, jak bohaterowie na nie reagują, cały czas czujemy, jak duża jest stawka i po jak bardzo cienkim lodzie stąpają bohaterowie. Scenariuszowo jest bardzo dobrze, dzieje się dużo, wątki przeplatają się ze sobą, ale cały czas pozostaje to wiarygodne i w miarę czytelne.

Miałem natomiast wrażenie, że fabuła już po pierwszym odcinku odbiła w takim kierunku, w którym ukazywanie bieszczadzkiej natury będzie mniejsze niż dotychczas. I faktycznie chyba tego elementu jest tutaj ze wszystkich sezonów najmniej, a kiedy pojawiają się przejścia przez dziką granicę, jest to podyktowane jedynie tym, że to znak rozpoznawczy serii, i bohaterowie mogliby rozwiązać to w inny sposób.

PROBLEMATYKA

Sylwia: Nie chodzi o to, że chcę iść na tak zwaną łatwiznę, ale myślę, że nie ma co rozpisywać się wybitnie w tej kategorii, bo nie zmieniła się ona względem pierwszego i drugiego sezonu. I w żadnym wypadku nie jest to zarzut. Wataha opowiada zarówno o handlu ludźmi, jak i nielegalnym przemycie w ogóle; opowiada o stracie i próbie poradzenia sobie z nią; o zdradzie i różnych reakcjach na nią. To serial, który pokazuje, że rzadko kiedy coś jest wyłącznie czarno-białe, że czasami trzeba złamać kilka zasad, by postąpić dobrze lub po prostu w zgodzie z naszym sumieniem. To wreszcie opowieść o człowieku – ze wszystkimi jego słabościami. Nie bez powodu zresztą Wataha dzieje się w Bieszczadach i na tle tamtejszych terenów – gęstych, nieprzeniknionych, zarówno urokliwych, jak i momentami zgubnych. To właśnie na ich tle ludzka natura wybrzmiewa jeszcze głośniej. Niejednokrotnie przekraczane są granice – i to nie tylko dosłownie. O czym warto jeszcze wspomnieć?

Mateusz: Wymieniłaś właściwie wszystko, czym fabularnie charakteryzuje się serial, więc ja może pokrótce nakreślę, jak przedstawia się fabularnie początek 3 sezonu Watahy. Od wydarzeń z poprzedniego minęły dwa lata. Mimo wnikliwego śledztwa nie udało się prokurator Dobosz ustalić, kto stał za agentem Halmanem. Tropy po ukraińskiej stronie również się urwały. Teraz jednak w Bieszczadach zatrzymanie dwóch imigrantów zza wschodniej granicy doprowadza Rebrowa i Markowskiego do fermy drobiu niejakiego Gauzy. Szybko okazuje się, że sprawa ta jest dużo większa i związana nie tylko z ukraińskimi bossami mogącymi mieć związek z Halmanem, ale także z wysadzeniem Watahy lata wcześniej. Zarówno Rebrow, jak i Dobosz, która na wieść o tym wraca ponownie w Bieszczady, są zdeterminowani, aby tym razem doprowadzić sprawę do końca i odkryć zleceniodawców na samej górze.

Sylwia: Chciałabym zwrócić jeszcze uwagę na to, jak ciekawie, bo z perspektywy „tych złych”, został ukazany problem traktowania kobiet, jakbyśmy wciąż żyli gdzieś w średniowieczu. Kobieta, nawet ta wyżej postawiona od mężczyzn, jest traktowana z góry i pobłażliwie, wręcz lekceważąco. Przy władzy zdaje się w oczach pozostałych utrzymywać ją mąż leżący w szpitalu, niebędący w pełni sił, by na cokolwiek zareagować. Również zwróciłeś na to uwagę?

Mateusz: Zakładam, że mówisz tutaj o Barkowej, co jest trochę bardziej skomplikowane. To jednak osoba z zewnątrz, która weszła w krąg mafijnych porachunków niejako przypadkiem – przez sytuację, w jakiej znalazł się jej mąż. Nikt nie ma do niej zaufania i tylko ze względu na szacunek do niego, tolerują jej działania.

Sylwia: No cóż, mamy więc inne spojrzenia na tę sprawę. Ja tam jestem w zasadzie pewna, że gdyby na miejscu Barkowej był mężczyzna – również z zewnątrz, również niejako przez przypadek… Traktowany by był inaczej. A już na pewno nie doszłoby do sytuacji, jak ta z dyskusją przy stole, gdzie kobieta jest wręcz lekceważona, mimo że to ona zwołała spotkanie. Ale kto wie… może to Ty masz rację.

NAJLEPSZY ODCINEK/ SCENA

Sylwia: Ze względu na niesamowite napięcie, w jakim mnie trzymał, wyróżnię tutaj finał trzeciego sezonu Watahy. Nastąpiło w nim niesamowite skumulowanie emocji, dopięcie wątków i zamknięcie klamrą całego serialu. Choć muszę przyznać, że nie wszystkie rozwiązania fabularne przypadły mi do gustu w stu procentach, to jednak rozumiem ich zamysł i to, że twórcy się na nie zdecydowali. A Ty masz jakiś ulubiony odcinek albo może scenę?

Mateusz: Dla mnie najmocniejszy był przedostatni, piąty odcinek. Wszystko zmierzało już ku finałowi, bohaterowie balansowali na krawędzi, a scenariuszowo było w nim  kilka zaskakujących zwrotów akcji. No i w odróżnieniu od ostatniego epizodu, od początku do końca był satysfakcjonujący, bo jak już wcześniej oboje wspomnieliśmy, twórcy mogli dodać jeszcze na koniec jedną, dwie sceny, będące prawdziwym zwieńczeniem całego, długiego serialowego śledztwa.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Sylwia: Zanim siedliśmy do tego Wielogłosu, rozmawialiśmy już co nieco o wrażeniach po obejrzeniu tego sezonu i dyskusja zeszła także na Wiktora Rebrowa, pamiętasz? Wspomniałeś, że w pierwszym i drugim sezonie jakoś za nim nie przepadałeś i drażniło Cię jego hasanie po lesie w milczeniu i buncie. Ja z kolei skomentowałam to czymś w stylu: „klasyczny Rebrow!”. I właśnie tak to wygląda. Bo pakujący się niejednokrotnie w kłopoty strażnik graniczny to samotnik i buntownik, ale taki, który zawsze walczy o to, co uważa za słuszne i w co wierzy. Taki samotny wilk, który bez problemu zniesie 4 lata w niemal kompletnym odosobnieniu, ale jednocześnie wszystko, co robi, każde niebezpieczeństwo, na jakie się naraża… to wszystko napędzane jest przez uczucia do innych ludzi – miłość, przyjaźń, szacunek, przywiązanie. Rebrow to taki samotny wilk, ale i wilk stadny. Taki, który – kiedy trzeba – wybierze samotność, ale po to, aby chronić stado.

Mateusz: Nie wiem, czy to ja po tych trzech sezonach w końcu przekonałem się do Rebrowa, czy to twórcy w końcu dopracowali głównego bohatera. W pierwszym sezonie irytowało mnie jego milczenie, kiedy zamiast odbijać oskarżenia, wolał siedzieć cicho, nie poprawiając swojej sytuacji. W drugim natomiast zbyt długo śledziliśmy jego piesze wycieczki, co było oczywiście fabularnie uzasadnione i cały pomysł jego ukrywania się na odludziu był świetny, niestety zabijało to tempo akcji. W trzecim sezonie jego działania są bardziej konkretne i mam wrażenie, że jego postać bardziej wybrzmiewa także w dialogach. A że nie jest to protagonista, którego od razu można polubić i czasem jego decyzje wydają się nam głupie i samolubne – no cóż, dla mnie to sprawia tylko, że Wiktor Rebrow jest postacią ciekawszą i bardziej ludzką.

Sylwia: Od pierwszego sezonu wiernie towarzyszy mu prokurator Dobosz. Wiernie oczywiście w założeniu scenarzystów, a nie przez jakieś wybitnie romantyczne relacje tych postaci. Pani prokurator to twarda babka, która nie raz już udowadniała, że potrafi zachować zimną krew. Nie daje ponieść się emocjom, jest rzetelna i nieustępliwa. Nie wybacza błędów – zwłaszcza samej sobie. Jednak w trzecim sezonie i jej puszczają nerwy, a poczucie zagrożenia zaciska się wokół niej coraz bardziej. Widzimy, jak kotara siły i hardości opada, a my możemy obserwować wystraszoną kobietę, która stoi na granicy wytrzymałości. W trzeciej odsłonie produkcji HBO widzimy także, jakie piętno odcisnęła na Dobosz relacja z Halmanem i to, jaki był finał ich wspólnej historii. Kobieta ma problem z zaufaniem, co najprawdopodobniej będzie nie raz jeszcze zachodziło cieniem na kolejne jej związki.

W ogóle cała Wataha obfituje w ciekawe postacie, o których wiele można by napisać. Mamy przecież Kalitę, Łuczaka, Markowskiego, Wiśniaka, Ewę, która wraca we wspomnieniach i echach przeszłości; w trzecim sezonie pojawia się Barkowa, Kuczer… Chociaż potencjał tego ostatniego, mam wrażenie, że został co nieco zmarnowany – tak postaciowo, jak i aktorsko.

Mateusz: Z jednej strony mam podobne wrażenie, jeśli chodzi o Kuczera, z drugiej jednak wydaje mi się, że taki był trochę zamysł twórców i pułkownik trochę miał nam, widzom, namieszać i zmylić tropy. No i jednak, mimo że jest go niewiele, z kilku powodów to nadal bardzo ważna postać.

Dla mnie największym zaskoczeniem tego sezonu był Wiśniak. Postać, którą znaliśmy od początku serialu, okazała się o wiele ważniejsza dla fabuły, niż mogliśmy sądzić. Mam wrażenie, że twórcy chcieli trochę wypełnić tym lukę, jaka powstała po Grzywie, na którego, mówiąc szczerze, nie mieli już pomysłu w drugim sezonie. Balansujący na krawędzi dwóch światów Wiśniak, ukazuje całą historię z zupełnie innej perspektywy.

Wielka szkoda natomiast, że tak naprawdę Wataha to, oprócz Markowskiego, jedynie bohater zbiorowy i twórcy nie poświęcili strażnikom granicznym więcej czasu. Jest kilka twarzy, które wybijają się na bliższy plan i można było te postacie jakoś mocniej zarysować, ale niestety brak im charakteru i twórcy tylko co jakiś czas dają nam jedną czy dwie sceny z danym strażnikiem, by potem znowu usunąć go z ekranu. Aga, Rambo czy Sema to bohaterowie w trzecim sezonie rozpisani na dwie linijki. Nawet Doktor tym razem pozbawiony jest swojej charakterności i buńczuczności. Wcześniej zazwyczaj stawał w opozycji do samowoli Rebrowa, ścierał się z nim, a teraz, gdy tylko Wiktor dzwoni, by wysłał wszystkich ludzi w dane miejsce, nic nie wyjaśniając, Doktor po prostu to robi.

Sylwia: Moim zdaniem dzieje się tak dlatego, że w pewnym momencie Doktorowi zaczynają nie pasować po prostu rządy Kuczera i nie ufa mu do końca – stąd nagłe stanięcie nieco po stronie Rebrowa. Innym wytłumaczeniem, choć już dość górnolotnym, mogłoby być to, że w ten sposób mężczyzna pragnie UWAGA SPOILER uczcić zmarłego Markowskiego, który – jak wiemy – szanował samowolkę Rebrowa całym sercem, nawet kiedy udawał, że ma jej dosyć.

AKTORSTWO

Sylwia: No właśnie, Borys Szyc i Kuczer. Myślę, że pomysł i zaplecze były dobre, tym bardziej że aktor kojarzony głównie jednak z produkcjami wątpliwej jakości, pokazał choćby w Zimnej wojnie, że potrafi zagrać nie tylko bardzo dobrze, ale także intrygująco, w dodatku postać bardzo niejednoznaczną – a tutaj przyszło mu zmierzyć się z czymś podobnym. Niestety jego bohater w Watasze był chyba o wiele ciekawszy w zamyśle, w związku z czym żaden z nich nie może odpowiednio rozwinąć skrzydeł. A szkoda, bo potencjał – jak już wspomniałam – był. Wataha jednak nadal, co tu dużo mówić, świetnym aktorstwem stoi. Lichota od początku robił świetną robotę i trzyma poziom do samego końca – zwłaszcza że jest w swojej roli bardzo konsekwentny, nie stając się jednocześnie więźniem tego narzuconego mu wizerunku. W pamięć zapada także rola Aleksandry Popławskiej, która również w trzecim sezonie nie obniża lotów. Nadal świetnie spisują się: Andrzej Zieliński jako Markowski, który bardzo fajnie oddał ciepło bijące od tej postaci i taką aurę dobroduszności; Jacek Lenartowicz jako Łuczak – aktor miał przynajmniej jedną scenę, w której wykazał się solidnym aktorstwem i odegrał bardzo wiarygodnie pewne emocje; Mariusz Saniternik jako Kalita – chyba jeden z moich ulubionych aktorów tego serialu z genialną, mocno zapadającą w pamięć rolą, również niejednoznaczną, którą trudno ocenić według czarno-białej skali; Andrzej Konpka, który jakoś do tej pory nie do końca mnie przekonał, w trzecim sezonie sprawił, że całkowicie kupiłam jego „Doktora”. Z kobiecych ról pochwalić należy także Evgeniye Akhremenko, czyli serialową Barkową, która wypadła wiarygodnie jako twarda, ale jednocześnie zagubiona w męskim świecie babka, która nie jest wolna od słabości.

Mateusz: Cóż mogę dodać – jak to zazwyczaj bywa w polskich produkcjach, aktorstwo stoi na bardzo wysokim poziomie. Żeby nie powtarzać tego, co już napisałaś, dodam tylko, że trio Lichota, Popławska i Żurawski (Wiśniak) robi niesamowitą robotę. Na ich twarzach widać gniew, determinację, czasem bezsilność i strach – to wszystko sprawia, że my, jako widzowie, również czujemy, jak wysoka jest stawka. Prawdziwą przyjemnością jest również oglądanie Evgeniye Akhremenko i Anny Donchenko (Alsu Karimow), grających kobiety tak diametralnie różne od siebie.

KWESTIE TECHNICZNE

Sylwia: Wataha to serial bardzo dobrze zrealizowany pod względem technicznym i choć było tak już od pierwszego sezonu, to przy kolejnych dwóch widoczny jest oczywisty progres (na który wpływ miał zapewne także i większy budżet). Jeśli o ten aspekt chodzi, to w Watasze cenię w zasadzie wszystko – zaczynając od przyciągającej uwagę i niepokojącej czołówki, przez muzykę, świetny klimat, dobrze oddane piękno, ale i surowość i niebezpieczeństwo bieszczadzkich lasów, na zdjęciach kończąc. Te ostatnie w trzecim sezonie jeszcze częściej robione są z lotu ptaka, co sprzyja budowanemu napięciu i podbija uczucie zaszczucia, które zasiewane jest w głównych bohaterach od samego początku. Trzeci sezon przyniósł też kilka intrygujących ujęć, które trudno mi zinterpretować czy uzasadnić. W jednej ze scen, w której Rebrow rozmawia w knajpie z Kuczerem, kamera bardzo blisko podjeżdża zarówno do jednego, jak i do drugiego, w dość niepokojący sposób, niemal nadając rozmowie irracjonalnego charakteru. W dodatku – nie wiem, w jakim stopniu to było tylko złudzenie, a w jakim rzeczywiście mieliśmy z tym do czynienia – jest dołożony efekt rybiego oka (coś takiego zastosowano na przykład w Faworycie). W jakiś sposób te dziwne ujęcia współgrają z wizjami Rebrowa, z ukazującymi mu się wilkami, które do samego końca nie wiemy – czy są prawdziwe, czy jedynie jawią się nam oczyma wyobraźni Wiktora.

Mateusz: Świetne zdjęcia i muzyka to właściwie pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, kiedy włączyłem pilot Watahy i w tym aspekcie nic się nie zmieniło. Majestatyczne i piękne Bieszczady można pokazać na tyle różnych sposobów, że nie ma tutaj mowy o jakiejś wtórności czy monotonii – jestem pewny, że twórcy mieliby jeszcze pomysły na plenerowe ujęcia na kolejne trzy sezony. Choć, jak pisałem wcześniej, mimo wszystko w tym sezonie dominują miejskie scenerie. Bardzo podobała mi się w tym sezonie muzyka, zarówno ta ambientowa, niepokojąca, jak i świetne, skoczne piosenki przy napisach końcowych poszczególnych odcinków – ukraińskie lub rosyjskie.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Sylwia: Trzeci, finałowy sezon Watahy to porządnie zrealizowane zakończenie do produkcji, która trzymała nas w napięciu i dawała rozrywkę przez ostatnie lata. Aż szkoda, że to już koniec. Jednocześnie, wiadomo – nie ma potrzeby ciągnąć w nieskończoność czegoś, co jest dobre, bo można tylko zaszkodzić. Światek seriali zna niejeden taki smutny przypadek. Może lepiej więc ze sceny zejść… niepokonanym? Poza Watahą nie obejrzałam w 2019 roku żadnego innego polskiego serialu, ale zewsząd dochodzą mnie głosy, że produkcja HBO nie miała sobie równych, jeśli chodzi o kategorię seriali z naszego krajowego podwórka. I wcale mnie to nie dziwi, bo Wataha to świetnie zrobiony serial, do którego z pewnością jeszcze kiedyś wrócę. Klimat, aktorstwo, historia – to trzy filary, na których wspiera się Wataha i one w żadnym momencie nawet na milimetr się nie uginają. Oby więcej takich seriali w naszym kraju!

Mateusz: Nie planuję do Watahy wracać, ale to solidny, udany serial, zwłaszcza finałowy sezon. Inna sprawa, że tak jak napisałaś, bardzo mało jest wysokobudżetowych, polskich seriali i chciałbym wierzyć, że sukces produkcji HBO pociągnie za sobą stworzenie kolejnych tytułów. Wataha to przede wszystkim świetny klimat polskich Bieszczad, ciekawe zderzenie ukraińskiej i polskiej kultury, no i solidna dawka sensacyjnego kina, okraszona świetnym aktorstwem. Udało się zamknąć całą historię, złączyć może nie idealną, ale dobrą klamrą wszystkie trzy sezony i stworzyć bohaterów, którzy nawet dłuższy czas po seansie pozostaną w naszej pamięci.


Serial możecie oglądać na kanałach HBO oraz w serwisie HBO GO

Przeczytaj także:

„Wataha” — Sezon 2, epizod finałowy — wrażenia (ze spoilerami)

„Wataha” — Epizod 4 i 5 — wrażenia (ze spoilerami)

„Wataha” — Epizod 1 i 2 — wrażenia (ze spoilerami)

Wreszcie coś dobrego — Michał Gazda — „Wataha”, sezon 1 [recenzja]

 

Wataha

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Mateusz Norek

Z wykształcenia polonista. Zapalony gracz. Miłośnik rzemieślniczego piwa i nierzemieślniczej sztuki. Muzyczny poligamista.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.