Filmy,Wielogłos

Wielogłosem o…: „Wiedźmin: Zmora Wilka”

zmora wilka
zmora wilka

Już jutro (23 sierpnia) premiera filmu Wiedźmin: Zmora Wilka osadzonego w uniwersum stworzonym przez polskiego pisarza Andrzeja Sapkowskiego. Sylwia i Mateusz pragną zachęcić Was do seansu i dzielą się swoimi przemyśleniami na temat produkcji Netflixa, który w pewien sposób zaryzykował, ponieważ stworzył ten film w formie egzotycznej dla większości polskich widzów, czyli anime. Są jednak zgodni, że forma nie gra roli, ponieważ stworzona na potrzeby tego filmu historia broni się sama i z pewnością oboje do niej powrócą. Wielka w tym zasługa tego, że animacja wzbudza w widzu ogromne emocje i na długo pozostaje w pamięci, a poruszana problematyka jest bogata, uniwersalna i ponadczasowa.

WRAŻENIA OGÓLNE

Sylwia Sekret: Wiedźmin: Zmora Wilka to animacja, do której podchodziłam w zasadzie dość beznamiętnie. Nie miałam wobec tej produkcji żadnych konkretnych oczekiwań, sądząc, że jest to po prostu tytuł, który po pierwsze wykorzystywać ma popularność Wiedźmińskiego uniwersum, po drugie podtrzymać zainteresowanie fanów serialu czekających na drugi sezon Netflixowego Wiedźmina. Jakże nie doceniłam tego tytułu! Jakąż wykazałam się ignorancją! Zmora Wilka okazała się opowieścią, która od pierwszej do ostatniej sekundy trzymała w uścisku moje emocje, nie puszczając ich ani na chwilę. Okazała się tak intensywną historią, tak pełną smutku, zła i prawdy także o współczesnym świecie, że po seansie musiałam włączyć sobie coś totalnie innego, żeby móc w ogóle zasnąć. Historia Vesemira nie jest pod żadnym względem gorsza od historii Geralta i gdyby powstał osobny serial na jej kanwie, myślę, że oglądałby się równie dobrze i działałby na emocje równie mocno.

Mateusz Cyra: Zgadzam się. Zmora Wilka zostaje w człowieku i myślę, że jest to tytuł, który ma szansę trafić u niektórych widzów do grona najlepszych produkcji 2021 roku. Moje oczekiwania z kolei były wobec tej animacji ogromne, bo kocham to uniwersum i od pierwszej wzmianki na temat tej produkcji aktywnie śledziłem strzępki informacji, którymi dzielił się Netflix. Nie jestem co prawda miłośnikiem anime, ale w sumie na swojej liście mam około kilkunastu produkcji, które mnie interesują, ale ciągle przegrywają z historiami nienarysowanymi. Najnowsza historia osadzona w uniwersum Wiedźmina jest doskonałym przykładem, że warto jednak przełamać jakąś wewnętrzną niechęć lub niepewność i dać szansę animowanym historiom dla dorosłych. 

ZARYS FABUŁY

Sylwia: Zmorze Wilka poznajemy młodziutkiego Vesemira, który wraz ze swoim ojcem jest chłopcem na posyłki u zamożniejszych państwa. Chłopiec ma dość życia, w którym nie ma miejsca na lepsze jutro, o którym może jedynie pomarzyć. Jedynym „dobrem” w jego codzienności jest Ilyana – dziewczyna, która również usługuje w domu, a z którą Vesemir się przyjaźni, choć od początku czuć między nimi romantyczne wibracje. Kiedy pani domu zapada na dziwną chorobę, do akcji wkracza tajemniczy wiedźmin, który twierdzi, że kobietę coś opętało i żadne zioła nie pomogą.

Mateusz: To właśnie wizyta wiedźmina jest dla młodego Vesemira bodźcem, którego potrzebował, aby odmienić swój los. Ubogi chłopak ma proste marzenia – pragnie złota, dzięki któremu będzie mógł pozwolić sobie na normalne życie. Chociaż tak naprawdę to marzenie Ilyany, bo w Vesemirze tkwi jakaś nieopisana potrzeba czegoś więcej, a ten zew przygody i awanturniczą nutę jest w stanie zapewnić mu właśnie wiedźmiński żywot. Vesemir nie wie jednak, jakie trudy i wyrzeczenia czekają na niego w drodze do pozostania pełnoprawnym Wiedźminem…

WADY I ZALETY PRODUKCJI

Sylwia: Zacznę od wady, ponieważ widzę jedną, za to bardzo konkretną. Nie byłam w stanie słuchać piosenki, która pojawia się na samym początku animacji. Nie mam nic do tekstu ani muzyki, ani nawet do głosu, ale sam sposób „zawodzenia” przypominał mi księdza, który przedłuża słowa, by dopasować je do konkretnej melodii. Jedno z drugim natomiast zdawało się rozjeżdżać w dwóch totalnie różnych kierunkach. Mając w głowie muzykę z serialu i piękną balladę z gry, Wilczą Zamieć, po prostu nie byłam w stanie przeboleć tego utworu. Okropne. Na Tobie chyba jednak nie zrobiło to tak złego wrażenia?

Mateusz: Nie, aż tak mnie uszy nie bolały, chociaż z kolei moje skojarzenia poszły w kierunku pieśni Peregrina Tuka z Jacksonowej ekranizacji Władcy pierścieni i nie do końca jestem przekonany o konieczności jej istnienia w tej animacji. Wykonanie nie było złe (zarówno w polskiej, jak i angielskiej wersji), ale tak jak mówię – mam odczucia, że gdyby tej piosenki w filmie nie było, na niczym by ta historia nie ucierpiała. 

Sylwia: Zalety to z kolei temat, na który można mówić i mówić… Zacznę od tego, o czym już wspomniałam na początku, zatem od emocji. Uczucia, które Zmora Wilka we mnie wzbudziła, były (i są nadal) bardzo burzliwe i intensywne. Dawno nie widziałam produkcji, która trzymałaby je w takim uścisku przez cały seans, bez wyjątku. Liczyłam wręcz na jakieś uspokojenie, jednak animacja, za której reżyserię odpowiada Kwang Il Han, nie daje widzom taryfy ulgowej. To prawdziwa karuzela emocji i zdarzeń. Nie ma chwili na wytchnienie, wciąż coś się dzieje, a kolejne wydarzenie zdaje się bardziej emocjonujące niż poprzednie. 

Mateusz: Znowu się zgadzam. Ja z kolei określiłem to, o czym mówisz, w inny sposób – w historii zaprezentowanej w Zmorze Wilka bardzo czuć ducha Andrzeja Sapkowskiego. Jestem ciekaw, czy scenarzysta w jakiś sposób konsultował całą historię z autorem Wiedźmina, ale udało mu się wykreować dzieło, które w niczym nie ustępuje opowiadaniom, które stworzył polski pisarz. A to chyba najlepszy komplement w kierunku tej animacji. Podobała mi się kreacja i sportretowanie bohaterów, o dziwo podobały mi się także kreatury zawarte w animacji, mimo tego, że diametralnie odbiegają zarówno od moich wyobrażeń, jak i od tego, jak wyobrażali je sobie  twórcy gier lub ilustratorzy z naszych okolic. Najbardziej ujęła mnie jednak ogólna atmosfera – wiszące nad całą historią mrok i ciężkość. 

Sylwia: To prawda, atmosfera Zmory Wilka jest wyjątkowa i odczuwalna od pierwszej sekundy seansu. Nie mamy wątpliwości, że przedstawiana jest nam historia tragiczna i smutna, historia dobra i zła, które nie tyle rywalizują ze sobą, reprezentując dwa różne światy, ile koegzystują ze sobą w każdej istocie.  Ta opowieść brutalnie się zaczyna i brutalnie kończy, ale świat, zło, okrucieństwo, wojna, cierpienie, wyrzeczenia – nigdy nie biorą jeńców. Widać to w Zmorze Wilka, widać to w tym, co dzieje się obecnie na świecie. A to tylko pokazuje, jak uniwersalna jest ta opowieść, pomimo tego, że wydaje się na pozór osadzona w fantastycznym, wymyślonym, nierealnym świecie. I to jest wspaniale, bo w uniwersum Sapkowskiego było dokładnie tak samo i również stanowiło to jedną z największych jego zalet.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Sylwia: W tej przemyślanej produkcji Netflixa trudno znaleźć postać, która nie byłaby niejednoznaczna i o której łatwo by się pisało, którą łatwo by się oceniało czy utożsamiało z nią. Chyba najbliżej temu, o czym piszę, jest Ilyana, dziecięca miłość Vesemira, z którą rozdzielił go los pchający go ku wiedźmińskiemu siedliszczu. Ilyana to łagodna dusza, prosta i dobra, która od życia nie wymaga wiele. Kusi ją złoto, ale nie dla samej idei bogactwa czy władzy, lecz po to, by pozwolić sobie na spełnienie podstawowych marzeń – chce mieć dom nad jeziorem, pić wino i wychowywać dzieci w dobrobycie. Nie wiemy wiele o jej życiu, od kiedy losy jej i Vesemira rozłączyły się, ale możemy domyślać się, ile pokory i mądrości zdobyła, wiodąc życie, jakie było jej dane. To całkowite przeciwieństwo głównego bohatera, który jest porywczy, skory do kłótni i nie zamierza biernie czekać, aż ktokolwiek uzna, że coś mu się należy. 

Mateusz: Ilyana jest jednocześnie świetnym uzupełnieniem Vesemira. Zwłaszcza tego młodego. Odnoszę wrażenie, że jej nieobecność w dorosłym, już wiedźmińskim życiu głównego bohatera jest aż nadto widoczna. 

Sylwia: Równie ciekawą postacią jest czarodziejka Tetra, która moim zdaniem spokojnie zasługuje na osobną historię, i mogłaby ona być bardzo ciekawa. Ta bohaterka w milczeniu i zaciętości niesie pewne jarzmo, którym obarcza zarówno siebie, jak i tych, których w gromadzonej przez lata złości, obwinia za zło, które ją spotkało. Jej historia to niemal żywa przypowieść o zemście, grzechach przodków i hipokryzji. To równie tragiczna postać, co Vesemir, ale chyba żadne z nich nie jest w stanie w pełni tego dostrzec.

Mateusz: No to ja wspomnę o głównym bohaterze. Vesemir, którego poznajemy w Zmorze Wilka to postać diametralnie inna, niż ten Vesemir, którego znamy z kart powieści i opowiadań Sapkowskiego, oraz z gier CD Projekt Red. To młody awanturnik, którego dzieciństwo było na tyle paskudne, że jako jeden z nielicznych dzieciaków podjął świadomą decyzję na temat stania się wiedźminem. Zapragnął wiedźmińskiego życia także dlatego, żeby wreszcie przestać się bać. 

PROBLEMATYKA

Sylwia: Zmora Wilka to kopalnia tematów, które można poruszać, po obejrzeniu animacji. To opowieść o zemście, tęsknocie, porzuceniu, miłości i starości. O nadziei na lepsze jutro i o bólu, który rodzi się wtedy, kiedy odkrywamy, że cały nasz świat zbudowany jest na kłamstwie. To historia mężczyzn i kobiet, elfów, czarodziejek, wiedźminów i po prostu ludzi. To historia istot, które przelewają nawzajem swoją krew, bo każde czuje się bardziej skrzywdzone, każde czuje, że coś mu się należy bardziej. Każde wierzy, że jego przekonania, wspomnienia, prawdy i idee są tymi jedynymi słusznymi. To tragiczna opowieść miłosna i jednocześnie historia o niezwykłej rodzinie, o przedłużaniu gatunku i o wyrzeczeniach. O ludzkiej naturze, która zawsze będzie nas zaskakiwać, której nie da się jednoznacznie określić ani ocenić. W tak krótkim czasie zawarto tak wiele, w dodatku ubierając to w animację – naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem.

Mateusz: Zgadzam się. Zmora Wilka to także opowieść o nieustannym strachu wpisanym w nasze życie. Jedni uczą się z tym strachem funkcjonować, innym niekoniecznie się to udaje. To również stara jak świat opowieść o największych ludzkich przywarach – ksenofobii, zabobonach i pielęgnowanej latami nienawiści. 

NAJBARDZIEJ ZAPADAJĄCA W PAMIĘĆ SCENA

Mateusz: Ponownie spotkanie Vesemira z Ilyaną. Choć podszyte bólem, to jednak na pierwszy plan wysunęła się radość i ciepłe emocje. A tych przecież w świecie wiedźmińskim jak na lekarstwo. Wiem, że będziesz chciała o tym więcej powiedzieć, dlatego ja tylko wspomnę: zostają w człowieku z pewnością sceny Próby Traw.

Sylwia: Tak, ogromne wrażenie zrobiły na mnie sceny, w których widzimy próby, jakim poddawani są adepci wiedźminskiego fachu. Chłopcy jeszcze, oderwani od rodziny, rzuceni na pożarcie okrutnemu światu, o którym wciąż niewiele wiedzą. Choć z książek Sapkowskiego wiedziałam, jak dramatyczne są to przeżycia, to dopiero ta animacja sprawiła, że dotarło do mnie z całą mocą, jak straszny jest wiedźmiński świat, który my, jako widzowie, czytelnicy, gracze widzimy w dużej mierze przez pryzmat raz cięższych, a raz lżejszych sakiewek ze złotem, przygodnego seksu, ciętego języka i pewności, że z większością potworów da się wygrać. Koszmar chłopców w Kaer Morhen pokazany jest w paru dosłownie kilkusekundowych scenach, a jednak zapada w pamięć i sprawia ból. Tak samo, jak kilkukrotne w trakcie całego filmu zbliżenie na skrwawione wiedźmińskie medaliony z wizerunkiem wilka, z których wiele nigdy już nie zawiśnie na szyi żadnego chłopca, a tym bardziej mężczyzny.

KWESTIE TECHNICZNE

Mateusz:  Kreska jest przyjemna, powiedziałbym nawet, że uniwersalna. Nie ma w niej żadnych dziwności, które kogoś mogłyby zniechęcić. Same animacje walk, szybkich ruchów, odcinanych kończyn oraz starć z potworami są wykonane bardzo dobrze, a przynajmniej mnie nie rzuciło się w oczy nic nienaturalnego, bądź nieudolnie wykonanego. Muzyka była bardzo dobra i chętnie posłuchałbym jej w oddzieleniu od filmu. Pierwsze kilka minut przesłuchałem w oryginalnym (w zamyśle twórców) języku angielskim, ale niestety, kiedy w trakcie pierwszej walki usłyszałem Vesemira (Theo James), to tak bolały mnie uszy ranione jego stylem wypowiedzi i tonem, że z miejsca zapauzowałem i sprawdziłem, czy nie ma może wersji z polskim dubbingiem. Na szczęście była. I nasza rodzima wersja jest świetna. 

Sylwia: Ja natomiast od razu, uprzedzona przez Ciebie, włączyłam polski dubbing i w żaden sposób nie żałuję (choć muszę jeszcze sprawdzić, jak utwór, który wymieniam jako jedyną wadę produkcji, wypada w oryginalnej wersji językowej). W pewnym momencie miałam jedynie problem z rozróżnieniem głosów, ponieważ głos dorosłego Vesemira niemal zlewał mi się z głosem jednego z jego rozmówców, ale była to kwestia dosłownie jednej sceny. Poza tym zgadzam się w zupełności z Tobą – animacja jest bardzo przyjemna dla oka, muzyka również zdała egzamin i świetnie współtworzyła mroczny klimat niepokoju i wiszącego nad bohaterami, czającego się wszędzie zła. Bardzo podobały mi się scenerie, akwarelowe widoki, które tworzyły wspaniałe, bajkowe tło dla krwawych i brutalnych wydarzeń dziejących się na pierwszym planie. Ten kontrast również mocno kojarzy mi się zarówno w wiedzmińskim uniwersum, jak i… niestety naszym światem. Tym prawdziwym. Muszę przyznać, że na samym początku, zwłaszcza kiedy pojawiła się po raz pierwszy Tetra (ale nie tylko) uznałam, że kreska jest zbyt japońska, zbyt mocno w stylu anime, a sama inaczej wyobrażałabym sobie animację świata, z którego znamy Geralta, ale szybko zaakceptowałam tę stylistykę i ostatecznie wszystko pięknie się ze sobą połączyło. Potwory moim zdaniem były narysowane świetnie – w odpowiednim stopniu konkretne i jednocześnie pozostawiające co nieco wyobraźni. W żadnym stopniu nie były karykaturalne, a wręcz zaryzykowałabym, że całkiem straszne.

Dodam jeszcze, że jestem wielką fanką polskiego tłumaczenia tytułu. Oryginale Nightmare of the Wolf można było przełożyć na wiele różnych sposobów, ale Zmora pasuje jak ulał, niosąc wiele znaczeń, idealnie wpasowując się zarówno w opowieść o życiu samego Vesemira, jak i w świat słowiańskich legend i wierzeń.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Mateusz: Wiedźmin: Zmora Wilka to z pewnością jedno z najbardziej pozytywnych zaskoczeń tego roku. Miałem co prawda wysokie oczekiwania względem tej produkcji, ale też z tyłu głowy lekkie obawy, że taka forma niekoniecznie będzie czymś dobrym dla uniwersum Wiedźmina. Bawiłem się świetnie, chętnie do tej animacji wkrótce wrócę i wiem, że będę wracał cyklicznie, bo w moje gusta produkcja ta wpasowała się perfekcyjnie.  

Sylwia: Zmora Wilka to opowieść, która rewelacyjnie uzupełnia znane nam do tej pory wiedźmińskie opowieści, udowadniając, że nie zawsze trzeba po prostu odcinać kupony i tworzyć dobrze sprzedające się produkcje, ale marne i nijakie. Choć nawet jeśli ta animacja jest odcinaniem kuponów, to na takie godzę się w zupełności. Takiego napięcia, w jakim trzymała mnie omawiana tu opowieść, nie odczuwałam już dawno przy żadnej produkcji filmowej. Tyle emocji w pewien sposób mnie wyczerpało, ale zarazem już nie mogę się doczekać, żeby siąść z przyjaciółmi i rozpocząć dyskusje na wiele, wiele niełatwych tematów, które porusza Zmora Wilka. Jak widać, można opowiedzieć coś animacją i fantastyką i być w tym bardziej przekonującym i aktualnym, niż tworząc film z aktorami, osadzony we współczesnym świecie. Zmora Wilka to czysta akcja, niepokój i wulkan emocji. Naprawdę.

Fot.: Netflix

Podobne wpisy:

Ocena Mateusza:9
Ocena Sylwii:9
9Ocena ogólna

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *