Niedawno w ciepłych słowach wypowiadaliśmy się o filmie „Dla dobra Adama” autorstwa Laury Wandel. „Wierzymy ci” to kolejna produkcja z Belgii, którą bierzemy pod lupę. Tematyka jest podobna – dobro dzieci i decyzje, jakie należy podjąć, by zapewnić im dobro. Realizacyjnie i podejściem do tematu filmy jednak mocno się różnią. Oba jednak udawadniają, że belgijskie dramaty słusznie cieszą się uznaniem na europejskich festiwalach. Debiutowi duetu Arnaud Dufeys i Charlotte Devillers przygląda się ponownie duet Klaudia Rudzka i Błażej Piechota. Polska premiera miała miejsce 13 marca, a dystrybucją filmu w kraju zajmuje się Aurora Films.
Spis treści
Wrażenia ogólne
Błażej Piechota
Po raz kolejny mamy do czynienia z filmem ciężkim i surowym, w którym centrum są dzieci. I po raz kolejny jest tu wszystko o nich, wszystko dla nich, a mniej ich samych! Jest to podejście całkiem ciekawe, choć końcowo zawsze wychodzi z tego traktat bardziej o dorosłych. Czy czuję zmęczenie tym tematem? W sumie nie do końca. Lubię porównywać filmy na podobne tematy i to, z jakiej perspektywy można mówić o społecznych problemach. Wierzymy ci (co zdradza nam zresztą tytuł) to typ filmu, który nie jestem fanem. Wybrzmiewa dla mnie ciut za bardzo jak kampania społeczna i nie zrobił na mnie wrażenia użytymi środkami. W dalszym ciągu jednak przekonująco obrazuje systemowe problemy, jest wybitnie kameralny, skromny i statyczny, ale nadal posiada pewne thrillerowe zacięcie. Wystarczy bowiem dać ludziom mówić.
Klaudia Rudzka
Wierzymy Ci to faktycznie trudne kino, które od pierwszych scen chwyta widza za serce. Intensywność emocji z którą mierzymy się od samego początku może być nieco przytłaczająca, jednak odnoszę wrażenie, że taki właśnie miał być ten film. Do bólu prawdziwy, realistyczny, podejmujący niezwykle ciężki temat walki o prawa do opieki nad dziećmi. To jednocześnie dzieło bardzo oszczędne w środkach, akcja dzieje się głównie na sali sądowej, co powoduje, że emocje i dialogi tak naprawdę budują ten film.
problematyka
Błażej Piechota
Dzieło belgijskiego duetu w pewien sposób kontrastuje intuicję widza i poczucie oczywistości pewnych spraw z przerażającym, systemowym chłodem. Ukazuje toporną drogę dążenia do sprawiedliwości oraz absurdy pojawiające się po drodze. Film boleśnie pokazuje, że trzeba tłumaczyć się z rzeczy, z których tłumaczyć się nigdy nie powinno. Rozmowy trwają za długo, procedury zbyt bezlitosne, koszt psychiczny za duży, a propozycje systemowe najlepsze na papierze. Warto zauważyć różnice w podejściu do gatunku dramatu sądowego pomiędzy kinem europejskim, a amerykańskim chociażby. Nie ma peruk, nie ma pompatycznych przemówień, bohaterstwa. Jest za to dużo tłumionego krzyku.
Klaudia Rudzka
Dobrze to podsumowałeś. Głównym wątkiem jest wspomniana wcześniej walka o prawa do opieki nad dziećmi. Na pierwszy plan wysuwa się tu postać Alice, która za wszelką cenę walczy o sprawiedliwość dla swoich dzieci. Główny wątek porusza kwestię przemocy domowej oraz trudności z jakimi musi zmagać się główna bohaterka wobec systemu sprawiedliwości. Film porusza również kwestię wiarygodności osób pokrzywdzonych oraz to, jak trudno jest udowodnić swoją wiarygodność wobec biurokratycznego, bezwzględnego systemu.
zalety i wady filmu
Błażej Piechota
Nie do końca szukam w kinie tego, co reżyserowie proponują. Tytuł trochę narzuca punkt widzenia, niepotrzebnie wchodzi w drastyczne szczegóły, ocierając się o manipulatywność emocjonalną i shock cinema. Należy jednak oddać, że kliniczny chłód systemu bardzo dobrze współgra ze skromnością formy, a jako filmowe rzemiosło Wierzymy ci jest bez zarzutu. Postaci są proste, autentyczne i dobrze zagrane. Film trwa zaledwie 78 minut i najprościej rzecz biorąc wciąga. Nie było wprawdzi elementu wow, ale czekałem jakie karty odkryją konkretne postaci w filmie. Jest ich dokładnie sześć, reprezentujących cztery różne punkty widzenia. Ponadto warto oglądać film uważnie. Dzięki temu można jednak wyłapać pewnie niejednoznaczności, które są najmocniejszym punktem filmu.
Klaudia Rudzka
Zaletą jest dla mnie bez wątpienia tempo, intensywność oraz sposób budowania napięcia. Charakterystyczne dla dramatów sądowych jest to, że widz może się opowiadać za jedną lub drugą stroną. Moim zdaniem nic tu prawie do końca nie jest przesądzone. Bardzo podobała mi się scena mowy Alice, która w mojej ocenie sprawia, że każdy łącznie z widzem, zaczyna odczuwać dyskomfort i coraz bardziej współodczuwa jej emocje oraz zwyczajnie zaczyna współczuć jej oraz jej dzieciom. W historii tak emocjonującej i trudnej niewiele można doszukać się wad. Być może niektórym widzom może przeszkadzać brak różnorodności miejsca akcji, gdyż prawie cały film toczy się w sądzie. Jednak dla mnie nie stanowiło to problemu.
omówienie wybranych postaci
Błażej Piechota
Mimo krótkiego metrażu, w trakcie rozmów udaje się rozwinąć postaci na tyle, żeby konflikt ich charakterów wypadał przekonująco. Podział na protagonistę i antagonistę jest dla mnie tutaj dość jasny. Matka pomimo znaczących psychicznych utrapień robi wszystko, by zyskać opiekę nad dziećmi. Ojciec jest tutaj postacią złą, choć naturalnie próbującą przekonać do swoich racji (co do pewnego momentu wypada nieźle). I pomiędzy tym wszystkim jest adwokat oraz sędzini, reprezentujący bezlitosny, absurdalny system. Nie warto wchodzić w szczegóły oraz zdradzać zbyt dużo samej historii. W rozmowie po seansie wysnułaś jednak pewne teorie co do postaci owego adwokata, zauważyłaś pewną jego progresję, co mnie zaintrygowało. Podobnie próbowałaś przeanalizować bezsensowność tłumaczeń ojca. To pokazuje, że jest to film nie tak oczywisty, jak mi się wydaje.
Klaudia Rudzka
Główną postacią jest Alice, w którą wciela się Myriem Akheddiou i to ona tak naprawdę tworzy ten film. Jej postać to przede wszystkim matka, która próbuje nie rozpaść się na kawałki i z całą swoją mocą zadbać o dobro i sprawiedliwość dla swoich dzieci. Od początku śledzimy zmagania bohaterki, która nie stanie przed niczym by je chronić. Ciekawą postacią był w mojej ocenie faktycznie również mecenas przesłuchujący dzieci. Sprawiał on wrażenie bardzo otwartego i nowoczesnego, a mimo to jego opinia była niejednoznaczna, co jeszcze bardziej dało mi do myślenia podczas seansu. Myślę, że poniekąd to również w jakimś stopniu dodało tutaj realizmu.
aktorstwo
Błażej Piechota
Aktorstwo jest tak bardzo poprawne, jak tylko może. Nikt nie kradnie show, ale każdy gra na tyle dobrze, że konflikt w sumie chce się śledzić. Najbardziej się pod tym względem wyróżnia Myriem Akheddou i cichy płacz matki oraz złość, którą musi w sobie dusić. Przy okazji, Laurenta Capelluto spotkałem już w dwóch filmach Laury Wandel. Tu już po raz trzeci gra ojca. Tym razem dość słabego sortu.
Klaudia Rudzka
Myriem Akheddiou w mojej ocenie wciela się w graną przez siebie postać bez zarzutu. Nie można odmówić jej wiarygodności oraz odwagi, by oddać tak trudne i ciężkie emocje swojej bohaterki. Właściwie pokuszę się o stwierdzenie, że główną siła napędową tego filmu są aktorzy. Wartością dodaną są dialogi oraz sposób w jaki aktorzy potrafią przedstawić swoje bez wątpienia trudne kwestie. Przekonanie z jakim je wypowiadają oraz doskonałe dobranie aktorów do ról sprawia, że nietrudno, a wręcz automatycznie „wierzymy” w przedstawioną historię.
kwestie techniczne
Błażej Piechota
Chłód, naturalność, surowość, minimalizm i realizm. To najbezpieczniejszy wybór, jeśli chodzi o dramaty i najczęściej najlepszy. Skromność środków skutecznie wybija rozmowy oraz charaktery bohaterów na pierwszy plan. Nic tutaj im w zasadzie nie przeszkadza. Może mam mieszane uczucia tylko do notorycznych zbliżeń na twarz głównej bohaterki, co ma w nas wzbudzić jeszcze większe poczucie niesprawiedliwości, współczucia. Chwilami było tego może za dużo. Film ogólnie rzecz biorąc jest po prostu umiejętnie nakręcony i zmontowany, choć należy się przygotować na sporą niespieszność i statyczność.
Klaudia Rudzka
Technicznie Wierzymy ci jest dziełem surowym, jak słusznie to określiłeś. Ograniczona przestrzeń sądu tworzy jednocześnie poczucie klaustrofrobii i strachu oraz zagubienia. Surowe korytarze niewątpliwie nie są przyjazną scenerią, co dobrze koresponduje z tematyką filmu. Muzyka jest dość oszczędna, a praca kamery to głównie zbliżenia, dzięki czemu jeszcze bardziej możemy wczuć się w osoby, które są przedmiotem rozprawy.
słowem podsumowania
Błażej Piechota
Wierzymy ci to po prostu przyzwoity dramat sądowy, w dość przekonujący sposób podejmujący temat opieki nad dzieckiem i systemowych zawiłości, w których nikt nikomu wbrew tytułowi na słowo nie wierzy. Jest skromny, kameralny i składa się tak naprawdę z jednej sceny. Brzmi to może niezbyt imponująco, ale dzięki temu film utrzymuje pewną ciągłość, dzięki której ostatecznie mnie wciągnął. Ponownie nic nowego w temacie nie ma, a przez to raczej nie zapamiętam go na szczególnie długo. Ma w sobie pewne elementy, których nie jestem za bardzo fanem. Trochę za dużo tu dość agresywnej bezpośredniości. Niemniej jednak jako rzemiosło debiutowi belgijskiego duetu nie można zbyt wiele zarzucić. Jak ty uważasz?
Klaudia Rudzka
Wierzymy ci to kino trudne i wymagające. Dzieła poruszające problem przemocy domowej są ważne i potrzebne, by choć na chwilę przystanąć i zastanowić się nad tak istotnymi kwestiami. To kino nie dla każdego, nie znajdziemy tu bowiem za dużo światła i radości, niemniej na pewno siła, walka i determinacja Alice inspirują, a poruszony w filmie problem zmusza do refleksji.









