Filmy,Patronat,Wielogłos

Wielogłosem o…: „Wymazać siebie”

wymazać siebie
wymazać siebie

22 lipca 2019 roku dzięki dystrybutorowi Filmostrada premierę miało wydanie DVD filmu Wymazać siebie Joela Edgertona. To poruszający dramat o młodym człowieku, któremu podczas budzącej olbrzymie kontrowersje terapii konwersyjnej wmówiono poczucie winy i wstrętu do samego siebie. W rolach głównych tego dramatu wystąpili Lucas Hedges, Nicole Kidman, Russell Crowe i Joel Edgerton. Wymazać siebie to ważny punkt na mapie filmów o tematyce LGBT, jednak zdaniem naszych redaktorów –  Sylwii i Mateusza –  powinien obejrzeć go każdy człowiek, zwłaszcza jeśli jest rodzicem. Zapraszamy do lektury naszego Wielogłosu. 


WRAŻENIA OGÓLNE

Sylwia Sekret: Mogłoby się wydawać, że w dzisiejszych czasach na temat homoseksualizmu, tolerancji i akceptacji z tym związanej powiedziano już wszystko. Tymczasem niemal każde kolejne dzieło udowadnia, że nic bardziej mylnego i że dopóki ludzie nie zmienią myślenia, nie zmądrzeją –  każda taka opowieść będzie na wagę złota. Od Wymazać siebie oczekiwałam ważnej, choć niekoniecznie poruszającej opowieści. Tymczasem otrzymałam dzieło, które chwyta za gardło w podobny sposób, jak Lot nad kukułczym gniazdem.

Mateusz Cyra: To prawda, film Joela Edgertona zdaje się bardzo niepozornym dramatem. Dotąd zastanawiam się, czy fakt, że film nie znalazł polskiego dystrybutora kinowego, wynika z tego, że obawiano się, iż przez swoją niepozorność nie przyciągnie wystarczającej ilości widzów, czy jednak dlatego, że obawiano się, że Polacy nie są wciąż zbyt gotowi na brutalne prawdy ukazane w filmie? Zostawiam jednak tę kwestię bez odpowiedzi, bo na szczęście znalazł się dystrybutor wydania DVD i dzięki temu możemy legalnie zapoznać się z tym dramatem, który udowadnia, że temat prześladowań i idiotycznych (z punktu widzenia trzeźwo myślącego człowieka) prób „nawrócenia” na „normalność” ciągle ma wiele do zaoferowania.

siebie

WADY I ZALETY FILMU

Sylwia: Podczas omawiania tej kategorii musimy być ostrożni i pamiętać, że film jest adaptacją książki, ta z kolei stanowi prawdziwe wspomnienia człowieka, w którego postać wciela się na ekranie Lucas Hedges. Czy produkcja ma jakiekolwiek wady? Zapewne dla ludzi uprzedzonych już samo powstanie filmu będzie wadą, ale pomijając ich grono, myślę, że dzieło w reżyserii Joela Edgertona wolne jest od większych uszczerbków – a przynajmniej ja takowych nie zauważyłam.

Mateusz: Zgadzam się z Tobą: jeśli tylko nie jest się człowiekiem uprzedzonym – trudno wskazać jakieś oczywiste wady. To film nieco zbyt spokojny, nieco zbyt liniowy i nieco zbyt słabo rysujący drugi plan. Reżyserowi nie w pełni udało się wykorzystać posiadania w obsadzie zarówno Nicole Kidman, jak i – zwłaszcza – Russella Crowe’a. To jedyne wady, które mógłbym wskazać.

Sylwia: Jeśli chodzi natomiast o zalety, to na pewno wymienić należy fakt (i tutaj trochę stanę w opozycji do tego, o czym wspominasz wyżej), że tak znakomici aktorzy, jak Russell Crowe, Nicole Kidman czy właśnie Joel Edgerton  odegrali to role drugo -, a nawet trzecioplanowe, jakby swoim udziałem przede wszystkim chcieli zwrócić uwagę na problem, a nie zarobić czy popisać się aktorskim kunsztem.

Mateusz: O, jeśli spojrzeć na to z tej strony, to przytoczony przeze mnie nie w pełni wykorzystany potencjał gwiazd traci trochę na znaczeniu.

Sylwia: Wymazać siebie to film bardzo spokojny, choć temat, który porusza, wywołuje gwałtowne burze. Toczy się niespiesznie, mało w nim ekspresji. Nie brakuje tu jednak scen bardzo mocnych, niemal szokujących widza (jak widać, nie trzeba do tego nagości i seksu). Napięcie, które towarzyszy nam podczas oglądania, jest niemal namacalne, podobnie jak uczucie zaszczucia. Tego obrazu nie da się oglądać bez buzujących w nas emocji i bez uczucia sprzeciwu i właśnie to jest dla mnie jego największą zaletą.

Mateusz: Prawda jest taka, że tego dzieła nie da się (nomen omen) z siebie wymazać. To jeden z tych filmów, który zostaje z człowiekiem, czy tego chcemy, czy też nie. A wszystko to za sprawą poruszanej tematyki i dobrego jej ukazania.

ws

PROBLEMATYKA

Sylwia: Ameryki nie odkryjemy, bo nie jest tajemnicą, że film porusza problem orientacji seksualnej, reakcji rodziców na wyznanie syna, a także – co w filmie chyba najważniejsze – terapii, która ostatecznie (jak można się było domyślać od początku) wyrządza więcej złego niż dobrego. Zresztą – dobrego nie czyni wcale, bo i już samo jej założenie jest szkodliwe.

Mateusz: To prawda. Temat terapii konwersyjnej chyba nigdy nie straci na ważności i będzie budził gwałtowne reakcje, a Wymazać siebie bardzo dobrze ukazuje, co dzieje się z psychiką człowieka, który doświadcza tej „terapii”, prowadzonej zwykle w imię Boga. Jakiego? Nie wiem. Tym bardziej przykro to mówić, ale w tej kwestii Polska wciąż pozostaje ciemnym grodem Europy, zezwalając na legalne prowadzenie tego typu terapii, mimo że Organizacja Narodów Zjednoczonych wielokrotnie upominała nasz kraj o zaprzestanie tego procederu. Udowodniono naukowo, że terapia konwersyjna nie przynosi żadnych pozytywnych skutków, a jedyne, co w niej skuteczne, to maltretowanie ludzi i popychanie ich do samobójstw. Dlatego też ten film jest tak ważny i dlatego też nie rozumiem, że nie znalazł dystrybucji kinowej…

Sylwia: Może właśnie dlatego nie znalazł?

Wymazać siebie mamy dodatkowo poruszony problem homoseksualizmu syna, skonfrontowany z religijnością rodziców. Co więcej, są oni nie tylko mocno wierzący, ale ojciec głównego bohatera jest pastorem. Jak więc słusznie zostało zauważone w opisie filmu, rodzice Jareda muszą znaleźć sposób, by pogodzić miłość do syna z wiarą, w której zostali wychowani, a która nie daje im ani ich potomkowi taryfy ulgowej. Matka Jareda o wiele szybciej zauważa paradoks, który naprowadza ją na drogę zrozumienia i akceptacji – jak religia, która uczy miłości, może jej zabraniać? Kocha ona Boga i kocha syna – czy którekolwiek z tych uczuć jest ważniejsze? Trudniejszą drogę do pokonania ma pastor, ponieważ wiara to dla niego także sposób na życie, jego powołanie. Jako pastor myśli także o tym, co powiedzą inni i czy będą patrzeć na niego przez pryzmat życia jego syna.

Mateusz: Wymazać siebie może i w zdawkowy sposób pokazuje poszczególnych bohaterów, jedynie ich zarysowując, ale w zamian za to z nawiązką ukazuje nam trudy życia rodzinnego oraz rzecz najistotniejszą – jak tytaniczną pracę muszą wykonać wszyscy członkowie rodziny, gdy nagle w poukładanym światopoglądzie następuje solidna zmiana. Rzecz jasna w idealnym świecie tej pracy w ogóle nie powinno być, ponieważ kochający rodzice powinni po prostu stanąć murem za wyborem swojego dziecka, które w żaden sposób nie krzywdzi siebie, ich ani nikogo innego. Film Edgertona pokazuje jednak odmienną sytuację i tych emocji nie da się pominąć, ale ukazano je świetnie.

Sylwia: Jednak najważniejszym wątkiem, jeśli chodzi o problematykę, jest to, jak w uczestnikach terapii zaszczepiona zostaje niechęć i odraza do… samych siebie. To, że wierzą oni, iż robią coś złego, że ich myśli i pragnienia są grzechem, jest niesamowicie przykre i dołujące. Żyć z wiarą w to, że to, kogo kochamy i kto nas pociąga, sprawia, że jesteśmy gorszymi ludźmi… Czy może być coś smutniejszego? Ten, kto wmawia drugiej osobie coś takiego, jest tak obrzydliwy, że brakuje słów, by to opisać.

Mateusz: Do tej pory czuję niesłabnące obrzydzenie, gdy o tym myślę. I mimo że nie zapamiętam postaci kaznodziei jako ikony zła, bo to nie jest bohater zapadający w pamięć na takim poziomie, to w pamięci na długie lata pozostaną ze mną emocje, które wywołał we mnie swoimi czynami Victor Sykes.

wymazać siebie

NAJBARDZIEJ ZAPADAJĄCA W PAMIĘĆ SCENA

Sylwia: Nawet jeśli wskażesz inną, to założę się, że Tobie „terapia” zgotowana Cameronowi, tak jak i mnie, zapadła bardzo głęboko w pamięć. Te sceny oglądało się ze ściśniętym sercem i do tej pory wzdrygam się na samo wspomnienie. To były trudne momenty w filmie, ale niezwykle potrzebne. Zwłaszcza że – nie zapominajmy – jest to film biograficzny, a podobne „eksperymenty” były zapewne przeprowadzane w niejednej tego typu placówce. Nie wspominając zresztą o tym, jaki miało to wpływ na tego młodego mężczyznę.

Mateusz: Chociaż także mam głęboko w pamięci wspomnianą przez Ciebie scenę, to mnie najbardziej poruszyła końcowa rozmowa między Jaredem a jego ojcem.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Sylwia: Wiem, że mało kto zwrócił na niego uwagę, wiem, że pojawił się on w jednej tylko scenie, ale myślę, że warto o nim wspomnieć, bo w świetle całego filmu i problemu staje się on osobą równie ważną, co matka Jareda. Mam tu na myśli ojca jednego z chłopców, który po incydencie z piłkami bejsbolowymi został zabrany przez rodziców. Jego ojciec również musiał nie godzić się na orientację syna, skoro umieścił go w tej placówce. Jednak miłość do syna i troska o niego sprawiły, że jego zdrowie i psychiczne i fizyczne okazały się o wiele ważniejsze niż preferencje seksualne syna czy opinia społeczeństwa. Nam może wydawać się to naturalne, ale zauważmy, że ojciec Camerona nie tylko nie zabrał syna z miejsca, które go krzywdziło, ale wręcz brał udział w „terapii”, która upokarzała go i doprowadziła do ostateczności. Dlatego tak ważne wydaje mi się zwrócenie uwagi na tego bezimiennego ojca. Dzięki niemu twórcy zaznaczają, że nie wszystkie nastolatki były pozostawione na pastwę losu.

Mateusz: To ja opowiem kilka słów o rodzicach Jareda. Marshall, lokalny pastor, oddany członek społeczności to z pewnością osoba, która przez wielu uchodziła za wzór do naśladowania, wszak co niedziela głosił on słowo Pana z kościelnej mównicy. Gdy tylko dowiedział się o orientacji syna – nie wykazał nawet krzty zrozumienia. Od razu podjął próbę wyjścia z sytuacji, która nie mieściła się w jego umyśle. Znajomi duszpasterze udzielili mu informacji na temat terapii, która pomaga młodym ludziom zwalczyć szatańskie podszepty. Ojciec zresztą stawia mu ultimatum – albo podda się terapii, albo zostanie wykluczony z kościoła i tej rodziny. Po drugiej stronie barykady stoi Nancy, która początkowo także jest w szoku, ale już od pierwszych chwil zdaje się tą bardziej otwartą, bardziej ludzką i nastawioną na dobro swojego syna. Oczywiście religia nauczyła jej czegoś kompletnie innego, dodatkowo zdeterminowany mąż utwierdził w przekonaniu, że warto podjąć próbę wyleczenia syna, jednak z upływem czasu, poszerzeniem swojej wiedzy na temat zarówno homoseksualizmu, jak i terapii, Nancy zaczęła coraz silniej wątpić w słuszność męczenia Jareda.

 

wymazać
AKTORSTWO

Sylwia: Czy po takiej obsadzie można było spodziewać się, że ktokolwiek wypadnie źle? Muszę przyznać, że zdziwiły mnie niewielkie ostatecznie role Crowe’a i Kidman – zwłaszcza tego pierwszego, ale finalnie, jak już pisałam, uważam, że to ogromna zaleta Wymazać siebie. Świetnie zagrali natomiast zarówno Joel Edgetron, jak i Lucas Hedges, którego możemy kojarzyć choćby z filmów Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri, Powrót Bena czy Manchester by the Sea. Scenarzyści postawili przed nim trudne zadanie, ponieważ jego postać nie jest ekspresyjna, aktor musiał więc sporo odegrać mimiką i głosem, ale udało mu się to wyśmienicie. Ogromne brawa należą się także reżyserowi filmu, bo jego Victor Sykes wzbudza odrazę – czyli dokładnie takie uczucia, jakie powinien. Po napisach końcowych odraza rośnie, a obok niej wyrasta także politowanie.

Mateusz: Rola w Wymazać siebie nie okazała się życiową dla Lucasa Hedgesa, ale to z pewnością dla aktora kolejna solidna cegiełka w karierze, bo to głównie na nim opiera się cały film i gdyby źle odwzorował emocje, otrzymalibyśmy zamiast dramatu dramatyczną klapę. Joel Edgerton jako współscenarzysta i reżyser podjął bardzo ciekawą decyzję i przyjął rolę Victora Sykesa, który jest przecież największym antagonistą w filmie. Australijski aktor wypadł bardzo przekonująco i naprawdę bardzo szybko pałamy do niego szczerą niechęcią. Jedyne, czego żałuję, to naprawdę malutka rólka Russella Crowe’a, który jest jednym z moich ulubionych aktorów. Wiele wynagradza ostatnia, niezwykle emocjonalna scena, ale wciąż odczuwam niedosyt.

KWESTIE TECHNICZNE

Sylwia: Podobało mi się to, że film nakręcony został w jasnych, pastelowych barwach, co dobrze współgra ze spokojnym rytmem produkcji. Muzyka także stanowi dobre tło, sprawiając, że wszystkie te elementy ze sobą harmonizują. Nie zauważyłam natomiast żadnych wyjątkowych zabiegów montażowych czy nietypowego ruchu kamery, ale przez ważność podejmowanej tematyki uważam, że wszelkie tego typu zabiegi niepotrzebnie odwracałyby naszą uwagę od problemu. Summa summarum – film jest skromny, jeśli chodzi o te aspekty, ale robi to – moim zdaniem – z pełną premedytacją.

Mateusz: Racja, ten film ma na celu opowiedzieć nam pewną bolesną historię oraz uwidocznić nam, że najwyższa pora zmienić myślenie i przestać raz na zawsze mieszać religię ze sprawami sercowymi. O ile pamiętam, to nigdy nic dobrego nie przyniosło.

wymazać siebie

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Sylwia: Wymazać siebie to kolejny ważny film na drodze ku zrozumieniu, że to, kogo kochamy i do kogo czujemy pożądanie, nie jest ani naszym wyborem, ani powodem, by kogokolwiek karać. Edgerton w bardzo dojrzały i zdecydowany sposób opowiedział historię człowieka, który walczył nie tylko z uprzedzeniami swojej rodziny, ale także własnymi, które zostały w nim zaszczepione do samego siebie. Ten wstyd i poczucie winy, jakie zostały wmówione uczestnikom terapii, zapamiętam chyba z całego filmu najbardziej, bo nie ma chyba nic gorszego niż wstydzić się tego, czego nie możemy zmienić, a co jest naturalne i nie wyrządza nikomu krzywdy.

I choć nie jest to jedyny film poruszający tę tematykę (wspomnieć można chociażby Złe wychowanie Cameron Post, które zresztą z Wymazać siebie ma wiele wspólnego), to jest kolejną cegiełką dołożoną do dyskusji, w której najważniejsze to zrozumieć, że w miłości nie ma nic złego.

Mateusz: Wymazać siebie z pewnością niejednego widza zszokuje i jedno wiem na pewno – obok tego filmu trudno będzie przejść obojętnie. Niestety wciąż zbyt wiele osób cechuje konserwatywne podejście, które często nie ma kompletnie nic wspólnego z logiką czy też empatią i między innymi o tym jest ten film. Edgerton podszedł do tego tematu śmiertelnie poważnie i chwała mu za to – opowiadanie o rzeczach tak przykrych w inny sposób po prostu nie przystoi.

trzy kroki od siebie

Ocena Sylwii:7.5
Ocena Mateusza:7.5
7.5Ocena ogólna
Do NOT follow this link or you will be banned from the site!