Wyprawa asów

Wielogłosem o…: „Wyprawa asów”

Wyprawa asów to czwarty tom z serii Dzikie Karty, pod redakcją George’a R. R. Martina, i choć nasi redaktorzy od początku byli zachwyceni tym projektem, tym razem będą mniej łaskawi w ocenie. Twórcy postanowili sprawdzić, jak prezentuje się globalny obraz poszkodowanych wirusem Dzikiej Karty i według naszych redaktorów w teorii brzmi to jak dobry pomysł. Wykonanie jednak znacznie odbiega od oczekiwanych efektów. Co dokładnie stanowiło pigułkę nie do przełknięcia? Czy w Wyprawie asów można znaleźć jakieś zalety i czy jest sens wyglądać kolejnych tomów? Na te pytania odpowiedzieli Patryk i Krzysiek – zgadzacie się z ich opinią? Zapraszamy do lektury i dyskusji.

WRAŻENIA OGÓLNE

Patryk Wolski: To jest trudny moment – nikt przecież nie lubi, gdy początkowo zachwalane dzieło stopniowo staje się potworkiem, z którym mimo szczerych chęci najlepiej jest się jednak rozstać. Dzikie karty porwały moje serce jednym z najlepszych otwarć serii o superbohaterach, Wieża Asów wciągnęła do szczętu wartką akcją, Szalejący dżokerzy – mimo kulejącej narracji i intrygi zawiewającej tu i ówdzie nudą  – jeszcze trzymali poziom. Natomiast to, co zadziało się w Wyprawie asów... jest dla mnie nie do zaakceptowania. Dawno już nie męczyłem się z jakąś książką aż tak bardzo, że chciałem ją po prostu rzucić w kąt i do niej nie wracać. Samo założenie powieści ma ręce i nogi, ale już po dwustu stronach lektury czułem, że coś gdzieś poszło nie tak.

Krzysztof Lewandowski: Niestety muszę przyznać Ci rację, choć po pierwszych stronach żywiłem nadzieję, że książka okaże się dobra. Do tej pory bardzo lubiłem Dzikie karty, a każdy z kolejnych tomów wywoływał we mnie jeszcze większy entuzjazm. Wyprawa asów zatrzymała ten progres, powodując negatywne uczucia, zniechęcenie i częste znużenie, które sprawiały, że lektura stawała się męczarnią. Co do założeń tytułu – poszerzenie świata o wydarzenia z innych krajów było dobrym pomysłem. Szkoda, że jego wykonanie zupełnie nie wyszło. Przy jednym opowiadaniu mocno zastanawiałem się, jak przeszło przez redakcję George’a R. R. Martina. Najwyraźniej twórca Gry o tron wcale nie jest tak surowy, a może nawet sam się pogubił, nie utrzymując pozostałych pisarzy w ryzach? W każdym razie niech nikt nie zaczyna cyklu właśnie od Wyprawy asów – popełniłby duży błąd.

ZARYS FABULARNY

Patryk: Po incydencie z 1986 roku, który miał miejsce w okrągłą rocznicę feralnego lotu Śmiga i uwolnienia wirusa Dzikiej Karty na Nowy Jork, znowu w mediach zawrzało wokół osób naznaczonych zbawiennym bądź tragicznym w skutkach zarazkiem z planety Takis. Po walce z szalonym Astronomem wiele osób żądało wyjaśnień zaistniałej sytuacji i przede wszystkim obawiało się o dalszy los nie tylko samego miasta, ale również całego świata. Efektem tego jest międzynarodowa misja we współpracy z WHO, mająca na celu sprawdzenie, jak mają się asowie i dżokerzy na całym świecie (co… tak naprawdę zdaje się mieć niewiele wspólnego z pierwotnym problemem). Bo przecież wirus to nie tylko problem Nowego Jorku, ale również całego świata – owszem, tam znajdowało się epicentrum zarazy, ale z biegiem czasu wirus rozprzestrzenił się po całym globie. Tak więc delegacja złożona z asów, dżokerów oraz natoli (czyli zwykłych ludzi) wyruszyła w świat, aby zbadać to i owo, a tu i ówdzie wyrazić swoje niezadowolenie z fatalnych warunków sanitarnych. Jak mówiłem, brzmi nawet nieźle, prawda?

Krzysztof: Może poza fragmentem z warunkami sanitarnymi. Generalnie misja, której moim zdaniem brakuje konkretnego celu (poza zapoznaniem się z innymi miejscami na świecie), zmienia się w coś innego i niezbyt ciekawego.  

ZALETY I WADY ZBIORU

Patryk: Może Krzysiek będzie w stanie napisać o jakichś zaletach Wyprawy asów (jeśli takowe znajdzie), ale mnie na usta cisną się same gromy. Po pierwsze, ta książka niebywale nudzi. Jej schemat jest prosty do bólu i szybko przestaje ekscytować. No bo jasne, jak tu nie zacierać rączek, skoro śmietanka towarzyska Nowego Jorku odwiedzi Meksyk, RPA, Indie, Japonię… Ale dlaczego wszystko jest zrealizowane na jedno kopyto, gdzie mam wrażenie, że czytelnika ma się za idiotę? W poprzednich odsłonach ceniłem sobie głównie to, że za tak zwany target nie obierały sobie dzieciaków i młodzieży, których przedstawiciele ekscytują się najbardziej irracjonalnymi przygodami komiksowych bohaterów, a tym razem mam wrażenie, że właśnie tak zostałem potraktowany. Banalność każdego kolejnego opowiadania (na zasadzie: jeden kraj – jedno opowiadanie) z reguły zawsze opiera się na kulturze danego narodu. Dlatego jeśli nasi bohaterowie zajeżdżają do Ameryki Południowej, napotykają asów, którzy w ich mniemaniu zostali namaszczeni przez starożytnych bogów Majów czy innych Azteków; jeśli przybywają do arabskiego kraju, okazuje się, że rządzi tam człowiek, który został supermocami naznaczony przez samego Allaha; wizyta w Australii zaś to wycieczka po wierzeniach autochtonicznych Aborygenów. Wszystko fajnie, ale czułem się jak nastolatek, którego jakiś popularnonaukowy magazyn próbuje nauczyć historii poprzez infantylne historyjki.

Krzysztof: Trudno się nie zgodzić. Mnie razi przede wszystkim powierzchowne traktowanie tych kultur. Mam wrażenie, że twórcy ledwie poruszyli ich temat, uzasadniając nimi nabyte przez bohaterów zdolności i cechy. Nie jestem przeciwny takiemu ułatwieniu pracy, ale czemu nie pójść dalej? Nie stworzyć naprawdę ciekawych osobowości, które znacząco wiązałyby się z prezentowanymi wierzeniami? Czemu nie zagłębić się w nie i przy okazji snucia historii nie raczyć czytelnika interesującymi informacjami? Dochodzą do tego inne wady. Dlaczego tyle czasu poświęca się krajom, przy których tylko przedstawia się przygnębiającą biedę? Nie ma w tym nic odkrywczego. Postacie też nie zmieniają sytuacji najsłabszych jednostek, więc właściwie – po co się tam pchają? Naprawdę nie kupuję tego celu zapoznawczego.

Patryk: Po drugie, tytułowa wyprawa asów szybko przeradza się w nieustanny interwencjonizm w życie polityczne danego regionu. Ich celem było tylko i wyłącznie zbadanie, w jaki sposób traktuje się naznaczonych Dziką Kartą asów i dżokerów, a nie włączanie się w przepychanki z lokalnymi władzami. Dlatego w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy twórcom ich własny projekt nie wymknął się z rąk – jak dla mnie Wyprawa asów przepełniona jest bardziej chaosem i niespójnymi historyjkami niż skonsolidowaną opowieścią, która ma konkretny początek i koniec. A szkoda, bo tak właśnie było w poprzednich częściach.

Krzysztof: To też prawda. Jeśli ktoś spodziewał się podróży na miarę Fileasa Fogga – bohatera powieści W 80 dni dookoła świata – to się zawiedzie. Dobra, przesadzam, ale bardzo liczyłem na wartość rozrywkową książki, a nie wchodzenie w sprawy polityczne czy udawanie się na nudne przyjęcia, bo w końcu grupę asów i dżokerów traktuje się jak gości. Wszelkie okoliczności wynikające podczas wyprawy były nudne i proste. W opowiadania wchodzi się mozolnie, autorzy dużo obiecują, wolno wprowadzając do akcji, ale bywa, że potem rozwiązują ją bezmyślną sieczką. Nie pamiętam, żeby sceny walk były wcześniej tak mocno przesadzone – podobnie elementy erotyczne. Tachionowi zarzuca się myślenie penisem – a ja momentami zastanawiam się, czym myśleli autorzy. Piję głównie do tekstu W dół Nilu Gaila Gerstnera-Millera, który nie wprowadza żadnej dobrze zarysowanej postaci, a znane już nam zamienia w bohaterów antypatycznych (Tachion) lub niemożliwie naiwnych (Sokolica). Po przeczytaniu byłem w szoku, że coś tak słabego trafiło do Wyprawy asów.

Patryk: W ogóle zastanawia mnie jedna rzecz – z jednej strony mamy sporo uproszczonych opowiadań o kulturze obcych cywilizacji, których walory estetyczne są pokroju materiałów edukacyjnych dla najmłodszych, z drugiej zaś pojawia się brutalność i seks, które w moim odczuciu eliminują Wyprawę asów jako lekturę dla młodzieży. Dla kogo więc jest ta książka? Bo ja się przy niej bawić nie potrafiłem jako dojrzały czytelnik, nawet jeśli bohaterowie starali się zachowywać jak dorośli. Szkoda, że z trzeźwo napisanych trzech poprzednich części twórcy nagle przeskoczyli na do bólu popowe rozwiązania rodem z komiksów lat sześćdziesiątych – szkoda, tym bardziej że dotychczas powtarzałem, że mimo superbohaterskiego sznytu Dzikie Karty nie brzmią jak komiksowa, mainstreamowa papka.

Krzysiek: Zalety? Mimo wszystko bywały lepsze momenty. Mnie przyjemnie czytało się np. Z brodawką i całą resztą Kevina Andrewa Murphy’ego. Intryga w miarę mnie zaciekawiła, a postać Howarda była całkiem sympatyczna – jego nieustanne wzwody lepiej pomińmy… Nawet chaotyczna akcja nie zmieniła mojego zdania. To było przyzwoite opowiadanie.

Patryk: Tak naprawdę jedyne, co w tej książce miało sens, to poważniejsze spojrzenie na przyczynę, dlaczego niektórych asów zamieniło tak, a nie inaczej. Okazało się bowiem, że wirus nie wybierał losowej zdolności bądź deformacji, lecz działał zgodnie z najbardziej podświadomymi pragnieniami bądź lękami danej osoby. Na przykład Hiram Worchester posiada zdolność zmiany ciężaru zarówno swojego, jak i czyjegoś, ponieważ całe życie był otyły, przez co spotykały go czasami nieprzyjemności. To jest bardzo ciekawy aspekt działania Dzikiej Karty i może nawet międzynarodowa podróż miała to uzewnętrznić. Za dużo jednak było w tym infantylności, abym dał się twórcom przekonać.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Patryk: Z obsadą Wyprawy asów bywa różnie, ale może zacznijmy od tych najjaśniejszych gwiazd niniejszego występu. Oczywiście nie zabrakło tu niezastąpionego Tachiona, bez którego nie wyobrażam sobie Dzikich Kart; pojawił się również Hiram „Grubas” Worchester, Sokolica, Poczwarka i Jack „Złoty Chłopiec” Braun. Ten ostatni to miłe przypomnienie pierwszego tomu, kiedy to Braun stanowił jeden z elementów Czwórki Asów, superbohaterskiej grupy pełniącej rolę wybawicieli świata po II wojnie światowej – tyle że Jack w końcu wykapował w latach makkartyzmu swoich współziomków i od tego czasu był wśród nich nazywany Judaszem. Inne nazwiska i pseudonimy również mogą Wam się już kojarzyć – na przykład senator Gregg Hartmann (jedna z najbardziej tajemniczych postaci tej książki) oraz Troll, który dotychczas pełnił w Dżokerowie rolę ochroniarza. A jeśli już jesteśmy przy tym specyficznym miejscu w Nowym Jorku, to wraz z wyprawą w świat udał się Xavier Desmond, nieformalny burmistrz Dżokerowa. Na tym jednak kończy się moja lista kojarzonych postaci, zaczyna się natomiast spis jednostek, które pojawiły się pierwszy raz w tej historii. I muszę niestety przyznać, że nie są to postaci, które wybitnie zapadły mi w pamięć. Pojawia się ich wiele, ale nie stanowią dla mnie jakiegoś objawienia i żadnaz nich mnie nie zaintrygowała na tyle, żebym pragnął przeczytać o niej kolejne historie.

Krzysztof: Stara obsada zazwyczaj trzyma poziom, nowa już nie – tak można to w skrócie ująć. Zazwyczaj, bo (jak już wspominałem) Tachion i Sokolica mieli momenty, gdy byli nie do zniesienia. Zachowywali się infantylnie i zwyczajnie głupio, a oboje brałem za inteligentne i pozytywne postacie. Myślę, że właśnie przedstawienie nowych bohaterów można uznać za największą porażkę Wyprawy asów, ponieważ część z nich zapewne powróci w kolejnych tomach. W czwartym jedynie zostali wprowadzeni, szkoda, że stało się to w tak kiepskim stylu. Dobrze, że kolejna część ma się skupić na trójce wcześniej nam znanych charakterach (Tachion, Żółw, Śpioch), bo to daje nadzieję, iż po przeczytanej wtopie dostaniemy powrót do dawnej jakości.

STRUKTURA, STYL, JĘZYK

Patryk: Nihil novi, chciałoby się rzec w kwestii stylu i języka Wyprawy asów. Chociaż autorów jest wielu, niezmiennie mam wrażenie równego poziomu książki, tak jakby wyszła spod pióra tylko jednego autora. To fenomen, który mnie zaskakuje od samego początku Dzikich Kart. Jeśli chodzi zaś o strukturę, najnowsza pozycja z tej serii powraca do korzeni zbioru uzupełniających się opowiadań. Jak już wspomniałem na początku, dla tempa fabuły nie wypada to tym razem zbyt korzystnie, bo po którejś z kolei wizycie w innym państwie już miałem po prostu dosyć. Niejakim orzeźwieniem były dla mnie krótkie przerywniki w postaci dziennika Xaviera Desmonda, który streszczał na kilku stronach pomniejsze wyprawy w miejscach przystankowych oraz udzielał czytelnikowi kilkau uwag i własnych spostrzeżeń na temat dotychczasowych osiągnięć ich misji. Aż żałuję, że było ich tak mało.

Krzysztof: Co do struktury, przydałby się bardziej zwarty główny wątek. Chociaż mamy powracający dziennik Xaviera Desmonda i kwestię senatora Hartmanna, to nie są one w stanie utrzymać tak mizernie powiązanych ze sobą opowiadań (główne połączenie to ta cała wyprawa), które z drugiej strony opierają się na podobnych schematach. Język i styl rzeczywiście się nie różnią na przestrzeni całej książki, jednak jakoś mam wrażenie, że czasami przesadzono z erotycznymi odniesieniami. To znaczy pojawiały się już wcześniej – w Dzikich KartachWieży asów – ale dopiero tutaj zaczęły być odpychające.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Patryk: I cóż ja mogę powiedzieć? Wyprawa asów była dla mnie ogromnym rozczarowaniem i przykro mi to mówić, ale przed sięgnięciem po kolejny tom zastanowię się z pięć razy, czy to będzie na pewno dobra decyzja. Na szczęście Brudne gry zapowiadają się jako powrót do normalności, a że pojawią się w niej takie osobistości jak Żółw i Śpioch (które dotychczas były dla mnie elementem niezastąpionym), to jestem gotów jeszcze nie skreślać dzieła pod redakcją Martina. Mam również nadzieję, że nie będę prorokiem fatalnej przyszłości, gdyż dla mnie seria Dzikich Kart z tomu na tom zaliczała delikatny zjazd w dół – tym razem był to jednak solidny spadek na tyle, że musiałaby solennie odkupić swoje winy, aby jeszcze zachęcić mnie do lektury. Szkoda – tym bardziej że wielkimi krokami zbliża się serial, którego nie oczekuję już tak bardzo jak przed lekturą Wyprawy asów. Nie lubię być katem, ale według mnie lektura niniejszej książki odbywa się tylko i wyłącznie na Waszą odpowiedzialność.

Krzysztof: Wyprawa asów rozczarowuje, ale szczerze liczę, że okaże się ona jedyną wpadką w serii Dzikich kart i następne tomy zapewnią udaną rozrywkę. Pomysł z poszerzeniem informacji o świecie był dobry, wykonanie już nie. Na szczęście w Brudnych grach historia powinna wrócić na właściwie tory, a może i autorzy lepiej poczują się na amerykańskim gruncie niż choćby w Syrii czy Rio. Co do serialu – niecierpliwie czekam na pierwsze informacje o nim. Na pewno będę go oglądał.

Fot.: Zysk i S-ka

Wyprawa asów

Write a Review

Opublikowane przez

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Krzysztof Lewandowski

Student dziennikarstwa i miłośnik fantastyki. Uwielbia czytać książki (fantastyczne) oraz oglądać filmy i seriale telewizyjne (nie tylko fantastyczne). Nie ma nic przeciwko dobrej grze, zwłaszcza z gatunku cRPG, ale ostatnio częściej grywa w Fifę. Piłka nożna to jego pasja, lecz zdarza mu się śledzić zmagania w innych dyscyplinach sportowych - gdy jest komu kibicować.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.