Książki,Wielogłos

Wielogłosem o…: „Zawsze mieszkałyśmy w zamku”

Shirley Jackson
Shirley Jackson

Zawsze mieszkałyśmy w zamku oraz Nawiedzony dom na wzgórzu to najsławniejsze dzieła Shirley Jackson, które stały się dla pozostałych artystów, scenarzystów inspiracją do tworzenia nowych niezwykłych dzieł. Jest tu subtelna groza, która wylewa się z każdej strony, nieśpiesznie wciągając Czytelnika w mrok ludzkiej duszy; niewinność zakrapiana szaleństwem, nierealne marzenia, pragnienia, nad którymi trudno zapanować. To zdecydowanie elementy, które stanowią o wyjątkowości prozy Shirley. Jakie opinie na temat książki – Zawsze mieszkałyśmy w zamku mają Anna, Patrycja i druga Anna? Zapraszamy do przeczytania Wielogłosu. 

WRAŻENIA OGÓLNE

Anna Sroka-Czyżewska: Groza, jaką tworzy Shirley Jackson, jest grozą niesamowitą. Wyobcowani bohaterowie, specyficzny mikroświat, inność, poczucie zagrożenia i stale trawiący bohaterów lęk – te wszystkie elementy znajdziemy właśnie w powieści Zawsze mieszkałyśmy w zamku. To psychodeliczna wręcz historia o rodzącym się szaleństwie, która w jakiś sposób była przełomowa – odkryła nowy sposób narracji, gdzie bohater nie do końca musi być tym, za kogo się podaje. Tak napisanych powieści dziś może i znajdziemy wiele, ale to, co stworzyła Jackson, i pokazała w powieści o Merricat Blackwood i jej rodzinie, stanowi dla mnie niejako wzór gotyckiej historii grozy, w której napięcie aż boli czytelnika, w której atmosfera paniki i klaustrofobii przenika do szpiku kości. Mimo że już wcześniej czytałam Zawsze mieszkałyśmy w zamku, to był to znakomity powrót do powieści, która tak niezmiernie przypadła mi do gustu. Dostarcza ona intensywnych wrażeń, a choć z pozoru nie dzieje się w niej za wiele, to klimat, który stworzyła autorka, oraz bolesna prawda, która czai się za bohaterkami, sprawiają, że nie da się oderwać od lektury.  

Anna Plewa: Zawsze mieszkałyśmy w zamku to druga (po Nawiedzonym domu…) najpopularniejsza powieść autorstwa Shirley Jackson. Powieściowy debiut amerykańskiej pisarki nie cieszy się (jeszcze!) taką popularnością jak Nawiedzony dom…, mimo że nie ustępuje mu ani warsztatem literackim, ani przesłaniem. To subtelna, intrygująca i klimatyczna opowieść utrzymana w tak charakterystycznej dla Jackson atmosferze niepokoju i subtelnej grozy. Poza tym powieść ma solidnie skonstruowaną, wciągającą fabułę, która pozwala na chwilowe oderwanie się od przyziemnej rzeczywistości.

Patrycja Słodownik: Nie mogę się nie zgodzić z przedmówczyniami – Shirley Jackson potrafi stworzyć wspaniałą atmosferę niepokoju, grozy, mroku, tajemnic i niepewności. Historia rodziny Blackwood, którą zaprezentowała autorka w swojej książce, nie należy do łatwych. Bogactwo oraz nienawiść społeczności są wyczuwalne od razu. Piętnowanie członków rodziny, stygmatyzacja oraz wycofanie dostarczają czytelnikowi wiele miejsca na własne przemyślenia, dodatkowo wyczulając go na różne słowa i gesty lokalnych mieszkańców. Pisarka stworzyła arcyciekawą historię, która wciąga od początku, a której zakończenie niesienie ze sobą znamiona smutku i rozpaczy. 

RYS FABULARNY

Anna S-C.: Fabuła powieści skupia się na losach rodziny Blackwood – Mary Katherine Blackwood i jej siostra Constance Blackwood wraz z wujem Julianem zamieszkują ogromną posiadłość na uboczu miasteczka. Jest ich tylko troje, reszta rodziny odeszła z tego świata w bardzo dziwnych okolicznościach, a bezpośrednią przyczyną ich śmierci było zatrucie arszenikiem. Pogłoski, plotki i strach zatruwają myśli mieszkańców miasteczka, którzy obwiniają jedną z sióstr o pozbycie się praktycznie całej rodziny. Mimo uniewinnienia przed sądem Constance praktycznie nie wychodzi z domu, a mury posiadłości opuszcza tylko osiemnastoletnia Merricat. Żyją na pozór sielankowo, spokojnie i nic nie zakłóca ich spokoju, aż do czasu przyjazdu kuzyna Charlesa

Anna P.: Od siebie dodam jedynie, że spokojne i jednostajne życie rodziny w momencie pojawienia się wspomnianego kuzyna wywróci się do góry nogami, co – zgodnie z regułami gatunku – pociągnie za sobą tragedię.

Patrycja: Charles zmienia wszystko – jako jedynym sprawny fizycznie i psychicznie mężczyzna w domu zaczyna ustawiać wszystkich domowników pod swoje rządy. Problemy pojawiają się w związku z ich reakcją. Brak przyzwolenia, brak zgody na określone zachowanie niesie ze sobą znamiona szaleństwa, które jest tragiczne w skutkach. 

WADY I ZALETY POWIEŚCI

Anna S-C.: Przede wszystkim na ogromną pochwałę zasługuje wyjątkowy sposób narracji w powieści – inny niż dotychczas stosowany, który zasiewa ziarno niepewności co do wydarzeń prezentowanych przez narratorkę – Merricat. Patrzymy na świat jej oczami, przez nieco rozmyty pryzmat, nieco skrzywioną perspektywę. Dla dziewczyny wszystko jawi się jako zagrożenie, każdy napotkany człowiek kpi z niej, obmawia ją i jej rodzinę, szydzi i wyśmiewa. Na początku powieści nie wiemy jeszcze zbyt wiele o tym, co spotkało Blackwoodów, jednak już owiewa nas atmosfera skandalu. Klimat to kolejna zaleta książki – bez wątpienia jest niezwykle klimatyczna i niepokojąca, a aura grozy i strachu jest bardzo namacalna. Jasne punkty Zawsze mieszkałyśmy w zamku to także postaci, które intrygują i zaskakują, o których chce się wiedzieć więcej i więcej, aby odkryć ich sekrety i wreszcie odetchnąć z ulgą. Naprawdę trudno mi dojrzeć elementy niespójne bądź jakieś większe wady, gdyż książka Shirley Jackson wywarła na mnie ogromne wrażenie, a jej powtórna lektura tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że to jedna z lepszych i tak nietuzinkowych powieści spod znaku horroru. Jednak tego horroru, który skrywa się w duszy bohatera, a nie w jego nawiedzonym domu.

Anna P.: Shirley Jackson jest niekwestionowaną mistrzynią w budowaniu niepokojącego klimatu. Właśnie niepodrabialna atmosfera jest największą zaletą tej fabuły. Powieść wciąga, wręcz zasysa czytelnika, ale nie jakąś niebywałą oryginalnością czy precyzją w budowaniu świata przedstawionego, lecz umiejętnością trzymania czytelnika w nieustającym, trudnym do sprecyzowania niepokoju i napięciu budowanym nawet przy okazji opisywania prozaicznych, codziennych czynności. Zło nie spada tu jak grom z jasnego nieba, lecz jest wszechobecne, wpisane w naturę rzeczywistości. To głębokie przekonanie pisarki, że najstraszniejsza groza skrywana jest pod pozorami ogłady i cywilizacji znajduje zresztą wyraz we wszystkich jej dziełach. Zawsze mieszkałyśmy w zamku zachwyca też pięknem języka. Niemal każde zdanie jest maleńkim dziełem sztuki, a całość wyróżnia się na tle większości powieści grozy właśnie wyrafinowanym stylem i konsekwentnie prowadzoną, niespieszną, duszną narracją. 

Patrycja: Zaletą książki moim zdaniem jest zdecydowanie klimat – powolne budowanie napięcia, nieśpieszne uchylanie rąbków tajemnicy i zakończenie, które przytłacza. Nie chcąc zdradzić zakończenia powieści, powiem tylko, że jest to także książka o miłości, przywiązaniu, poczuciu bezpieczeństwa w odniesieniu nie tylko do miejsca, ale też konkretnej osoby. Wyrządzone krzywdy nie są mierzone ilością krwi, siniaków czy zadrapań, a urazami psychicznymi, strachem, brakiem akceptacji. Shirley Jackson idealnie zbudowała każdą z postaci – każda z nich ma swoje określone cechy charakteru, które dominują w jej zachowaniu. Ale sami bohaterowie nie są krystalicznie czyści – mają swoje wady, które rzutują na ich życiu, podejmowanych decyzjach, a także niestety na istnieniu innych osób. Fabuła książki nie jest opatrzona szybkimi zwrotami akcji, jednak niełatwo się od niej oderwać. Wyczuwalne „drugie dno” wciąga i nie puszcza czytelnika od pierwszej do ostatniej strony. Jedyną wadą książki jest to, że historia sióstr Blackwood zbyt szybko się kończy. 

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Anna S-C.: Postać Merricat jest na tyle interesująca i frapująca, że stała się ona już niemal ikoną w literaturze amerykańskiej. Mary Katherine poznajemy na samym początku, gdyż to ona jest narratorką omawianej powieści – to szalenie interesujący i dziwaczny punkt widzenia, który ona obiera, zabierając czytelnika w jakąś paszczę szaleństwa, niejasności i własnych imaginacji. Można nawet powiedzieć, że dość wcześnie orientujemy się lub przypuszczamy, że z tą młodą dziewczyną jest coś nie tak. Nie zapominajmy też, że to książka wydana w latach 60. i obyczajowość tamtych lat nieco różni się od dzisiejszych, co tym bardziej skłania to do zadawania pytań o samą Merricat. To, co dostrzegamy od początku, to jej chwiejny charakter, nieco paranoiczne podejście do życia, przeistaczanie rzeczywistości na swoją korzyść, ale przy tym także troska, przede wszystkim o siostrę, Connie. I właśnie narracja Merricat jest taka, że należy na to wszystko patrzeć przez palce – nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy rzeczywiście całe miasteczko zawzięło się na Blackwoodów, czy pozornie dziecinna dziewczyna rzeczywiście taka jest, czy to, co widzi, obserwuje i wspomina, jest prawdą czy kłamstwem. Tak wykreowaną postać można kochać lub nienawidzić i to samo tyczy się całej powieści, gdyż jest na tyle specyficzna, że trudno w niej odnaleźć proste rozwiązania i proste klisze. Wracając jeszcze na chwilę do samej Merricat, nie zapominajmy, że straciła ona praktycznie całą swoją rodzinę, jest poddana izolacji w starym domu z pozamykanymi oknami i drzwiami, nie ma kontaktu z rówieśnikami i tak naprawdę nikt za bardzo nie przejmuje się tym, co ona robi i mówi. Na jej barkach spoczywa także ochrona rodziny, w tym Connie, która z powodu swoich własnych problemów i lęków nie wychodzi z domu.

Nazywam się Mary Katherine Blackwood. Mam osiemnaście lat i mieszkam z siostrą Constance. Często myślę, że przy odrobinie szczęścia mogłam urodzić się wilkołakiem, bo dwa środkowe palce obu moich rąk są tej samej długości, ale muszę zadowolić się tym, czym obdarzyła mnie natura. Nie lubię mycia, psów i hałasu. Lubię moją siostrę Constance, Ryszarda Plantageneta i „Amanita phalloides”, muchomora sromotnikowego. Reszta mojej rodziny nie żyje.

Sam początek już nasuwa nam skojarzenie, że rzeczywiście coś jest nie tak z tą młodą dziewczyną, później dzieje się jeszcze ciekawiej – bawi się w jakieś voodoo, zakopuje talizmany i wypowiada zaklęcia – to wszystko ma poniekąd chronić ją i jej rodzinę. W tych chwilach odczuwamy nawet jakiś groteskowy niepokój, podszyty myślą o rodzącym się w głowie dziewczyny szaleństwie. I tutaj też dochodzimy do istoty genialności narracji – przez bohaterkę poznajemy tę skrzywioną perspektywę i chcemy jak najszybciej uciec z tego pokręconego i chorego, wynaturzonego świata. Zamiast utożsamiać się z narratorem, zaczynamy się zwyczajnie o niego bać, ale także bać się jego samego. Tym samym może i nabieramy trochę dystansu do smutku, jaki otacza Blackwoodów, a zamiast im współczuć, boimy się ich tak samo, jak mieszkańcy miasteczka, ale czy słusznie? 

Anna P.: Ekscentryczna Merricat Blackwood to pozornie niewinna, delikatna dziewczyna, która ma mnóstwo niecodziennych nawyków, jest infantylna, egocentryczna i zamknięta w sobie. Jest też obdarzona niezwykłą wyobraźnią, żyje więc głównie w świecie swoich fantazji, izolując się od otoczenia, pielęgnując swoje dziwactwa i obsesje. To fascynująca i przewrotna osobowość, która stopniowo wzbudza coraz większy niepokój czytelnika. Jackson stworzyła intrygujące i psychologicznie wiarygodne studium osobowości niejednoznacznej, pełnej niuansów i niedopowiedzeń i prawdopodobnie też głęboko zaburzonej.

Patrycja: Merricat Blackwood wyróżnia się na tle pozostałych postaci – jej podejście do życia, nawyki, infantylizm połączony z dziwnymi myślami i zachowaniami stanowi mieszankę wybuchową. Z pozoru niewinna dziewczyna, która tak naprawdę ma mroczną duszę i obsesję na punkcie swojej siostry. To uczucie staje się bodźcem do zdarzeń, które odbiją  swoje piętno na dalszej historii rodziny Blackwood. 

PROBLEMATYKA

Anna S-C.: Zawsze mieszkałyśmy w zamku jest powieścią specyficzną, wyjątkowo dobrą, genialną pod względem pewnych rozwiązań. I znajdziemy tutaj kwestie związane z izolacją, ostracyzmem społecznym, wykluczeniem i potępieniem. W miasteczku nienawidzi się Constance Blackwood, nienawidzi się całej familii Blackwoodów, tego, co zrobili, i tego, co uszło im płazem. W miasteczku woła się za Merricat z najwyższą pogardą, dzieci podśpiewują rymowanki o tajemniczej śmierci jej rodziny, nikt nie życzy im dobrze. Shirley Jackson jak w kalejdoskopie pokazuje nam najgorsze odruchy i zachowania ludzi, najmroczniejszą ludzką naturę.  

Anna P.: Shirley Jackson konsekwentnie eksploruje w swojej twórczości motyw zła wpisanego w ludzką naturę i ledwie skrywanego pod pozorami kultury i „cywilizowanych” wzorców zachowań. Nie inaczej jest i w tej powieści. Tu również najmocniej przeraża codzienne, banalne, niemal niedostrzegalne, choć perfidne i prymitywne okrucieństwo niewielkiej społeczności wyrażane w uprzedzeniach, pogardzie i izolacji wobec inności, na którą jest tylko jedno lekarstwo – odrzucenie. 

Patrycja: Kolejna książka autorki, która pokazuje, że świat nie jest czarno-biały. Ma w sobie bardzo dużo odcieni szarości, które ukazują brak jednoznaczności. Wykluczenie rodziny Blackwood jest tak silnie zakorzenione w społeczności, że nikt nie pamięta, o co dokładnie chodzi. Tragedia, która spotkała rodzinę podczas jednej z uroczystych kolacji, także podgrzewa tę atmosferę. Uszczypliwości, prześmiewcze zachowania, utyskiwanie na każdym kroku przyjmują przejaw otwartej agresji, która jest dozwolona w odniesieniu do Blackwoodów. Nienawiść do tej rodziny jest wyssana niemal z mlekiem matki, ponieważ małe dzieci także nie lękają się okazywać im pogardy. A pewna noc zmienia wszystko – staje się jakby katharsis, podczas którego społeczność, pozbywając się kumulowanej od dawna agresji, wreszcie udaje się przejrzeć na oczy i poddać refleksji swoje zachowanie. Autorka nie boi się takich ciężkich tematów, nie boi się pokazywać, że niektórym szanowanym zawodom czy małym dzieciom zdarza się zachowywać w sposób niekulturalny, nieodpowiedni do statusu społecznego czy wieku. 

STYL I JĘZYK

Anna S-C.: Powieść utrzymana jest w gotyckim klimacie, a styl autorki jest bardzo obrazowy, ale także poetycki, delikatny. Idealnie prezentuje atmosferę izolacji, napiętnowania, lęku i braku swobody. To, jakiego języka używa Shirley Jackson w powieści, świadczy o jej niebywałym kunszcie pisarskim, ale także oddaje nastrój i przede wszystkim służy jako narzędzie kreacji postaci – infantylizm Merricat przejawia się w używaniu specyficznych słów i zdrobnień na równi z użyciem łacińskich określeń, choćby nazw grzybów i roślin. Oczywiście powieść, poprzez swój styl i użyty język, może być określana jako przestarzała bądź starodawna, jednak została napisana w latach 60. i o tym należy pamiętać.  

Anna P.: Jak już wspomniałam, język tej powieści jest przepiękny, poetycki i wyrafinowany. Autorka buduje specyficzne, spiętrzone zdania, za pomocą których perfekcyjnie potrafi oddać atmosferę dziwności, wykluczenia i zagrożenia. Język jest zresztą charakterystyczny dla gotyckiej opowieści grozy, celowo romantyzowany i przestylizowany. 

Patrycja: Książkę czyta się bardzo dobrze, konstrukcje zdań są przejrzyste, przemyślane. Brak w nich zbędnych słów, nadmiaru ubarwień czy dziwacznych metafor. Pojawiające się w treści nazwy łacińskie są wyjaśniane podczas dialogów. 

WYDANIE

Anna S-C.: To już drugie wydanie Zawsze mieszkałyśmy w zamku wydawnictwa Replika. Współgra ono z resztą kolekcji Shirley Jackson, na którą składają się zbiór opowiadań Loteria oraz Nawiedzony dom na wzgórzu. Książka jest w twardej oprawie, szata graficzna jest stonowana i przywołuje na myśl klasyczne gotyckie powieści grozy.  

Anna P.: Podobnie jak w przypadku również wydanej przez wydawnictwo Replika Loterii, tak i Zawsze mieszkałyśmy w zamku zachwyca szatą graficzną i okładką utrzymaną w konwencji gotyckiej powieści grozy.

Patrycja: Jestem totalnie oczarowana wydaniem Wydawnictwa Replika. Twarda oprawa, okładka, która poprzez swoją niesztampowość przyciąga wzrok. Piękne wydanie, które po przeczytaniu wspaniale prezentuje się na półce. 

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Anna S-C.: Historia Merricat Blackwood wymyka się prostej ocenie, nie da się jej jednoznacznie zaszufladkować nawet w konkretnym gatunku. Choć uważam, że bardzo blisko jej do klimatycznej powieści gotyckiej, to także myślę, że wątek obyczajowy gra tu niezmiernie ważną rolę. Wspomniana wcześniej izolacja, ostracyzm, ale także lęki i fobie społeczne, zaburzenia osobowości czy problemy psychiczne wiodą tu prym. Wszystko to, czego trzeba się doszukać między wierszami, ponad zasłoną opowieści snutych przez Mary Katherine, doszukiwać w metaforach, które ona tworzy, sprawia, że powieść ta staje się niezwykłą zagadką. Nie tylko podobną do klasycznych kryminalnych opowieści, pisanych na przykład przez Agathę Christie, ale także do skomplikowanych historii psychologicznych, w których najważniejsze są mozaikowa psychika postaci. Akcja powieści osadzona jest w latach 50. lub 60., ale czytając powieść, czujemy się trochę poza miejscem i czasem. Mamy silne poczucie, że jeśli taka historia jak ta, która zdarzyła się rodzinie Blackwoodów, miałaby miejsce w naszych czasach, historia rozwinęłaby się podobnie, a nienawiść, wykluczenie i osąd, które spotkały siostry, mógłby być nawet silniejszy. To, co pokazała Shirley Jackson, to przede wszystkim zło, które czai się w ludziach, to, do czego są zdolni i jak łatwo oceniają innych, z jaką łatwością przychodzi im wykluczenie kogoś ze społeczeństwa i jaką siłę ma plotka, sugestia i strach. Podczas czytania można naprawdę poczuć się nieswojo, niekomfortowo, ale można też poczuć to, co bohaterki – siłę ich przywiązania, lęki, które nie pozwalają im normalnie funkcjonować, poczucie zastraszenia i wyalienowania. Inwazja, która w końcu się wydarza, burzy spokojny i z pozoru uporządkowany świat bohaterek, a szczególnie Merricat. I mamy tu suspens, mamy czystą grozę, niedomówienia, klimat osączenia i bohaterów niczym duchy uwięzione w starym domostwie.  

Anna P: W Zawsze mieszkałyśmy w zamku Shirley Jackson udało się wykreować specyficzną, wręcz psychodeliczną atmosferę. Dzięki jej talentowi czytelnik ma możliwość wglądu w niespokojny, ogarnięty obsesjami umysł głównej bohaterki, co jest doświadczeniem tyleż fascynującym, co przerażającym. Z charakterystyczną dla siebie wrażliwością na wszelką inność i stadne okrucieństwo pisarka zbudowała też przejmujący obraz okrutnych fantazji spaczonego umysłu i narastającej spirali przemocy, tej dosłownej, jak i wyobrażonej. To przerażająca, klimatyczna i wzbudzająca emocje opowieść o szaleństwie i izolacji. Moim zdaniem jest to najwybitniejsze dzieło Jackson. 

Patrycja : Obok powieści Shirley Jakson nie można przejść obojętnie. Historia przedstawiona w niej może być przestrogą przed zbyt pochopnym ocenianiem innych osób, myśleniem w stereotypowy sposób, bo: „tak myślą wszyscy”, refleksją nad swoim zachowaniem.  Specyficzna atmosfera w książce, zbudowana głównie za sprawą Merricat i jej podejścia do życia, ma w sobie znamiona wyjątkowości i nietuzinkowości. Tematyka, która pojawia się np. w książce Loteria, także jest podkreślona w tym dziele. Wykluczenie, obojętność, groza, strach o życie czy wrodzona nienawiść. Emocje podczas czytania tej lektury przeplatały się z ogromną różnorodnością – ciekawość i strach, szaleństwo i bezpieczeństwo, okrucieństwo i miłość. Mnogość myśli, przeżyć, które dostarczyła książka, bez wątpienia przyczyniają się do tego, że zostanie ona dłużej w pamięci.

Fot.: Replika

Podobne wpisy:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *