Mój przyjaciel Howdy – William Friedkin – „Egzorcysta” [recenzja]

Każdy film o tematyce opętań i egzorcyzmów porównuje się do niedoścignionego ideału, jakim jest Egzorcysta w reżyserii Williama Friedkina z 1973 roku. Scenariusz filmu oparto na wydanej 2 lata wcześniej powieści Williama Petera Blatty’ego pod tym samym tytułem. Bluźnierczy horror o dwunastolatce opętanej przez mezopotamskiego demona-bożka Pazuzu jest wybitną realizacją konwencji walki dobra i zła, ale to tylko pobieżne stwierdzenie. Warstwa dosłowna filmu – muzyka, dźwięk, kadry i gra aktorska są dopełnieniem tego, co znajdujemy ukryte głębiej – lęku przed zatraceniem się w doczesności bez poświęcenia choć chwili uwagi sprawom ducha, ale także lęku przed tym, co nieznane i co może wedrzeć się w nasze życie ukradkiem, z najmniej spodziewanej strony.

To wcale nie miał być horror

Najwybitniejszy horror w historii kina wcale nie miał być horrorem. William Peter Blatty, autor powieściowego pierwowzoru, miał w zamiarze stworzenie historii opartej na fantastyce paranormalnej, ale przede wszystkim powieści pokazującej odwieczną walkę dobra ze złem. Możliwe, że społeczne nastroje, które nie były już wtedy w Stanach Zjednoczonych wolne od buntu i ucieczki w zakazane, przyczyniły się do powstania tego dzieła. Czy trudniej wyobrazić sobie większe zło, które wdziera się do nas, pożera nasze niewinne dzieci, a wszystko toczy się na idyllicznym przedmieściu? Obecnie w literaturze i kinie takie wrzucanie zła, wprost na nieświadomych i niewinnych, jest częste i już nikogo nie dziwi. Jednak w latach 70. ubiegłego wieku taka powieść, a później film, sprawiły, że na ludzi padł blady strach. Czy zło może dotrzeć także do nich i do ich spokojnych salonów i zacisznych sypialni? Zło, przybierające postać perwersyjnego bożka Pazuzu, wniknęło do umysłu i do ciała dziewczynki, dotąd cichej i spokojnej, i kazało jej mówić i robić rzeczy, które wprawiają w zdumienie, ale przede wszystkim obrzydzają i przywołują najgorsze koszmary. Za przykładem pisarza, aby nie tworzyć dzieła jednowymiarowego i zaszufladkowanego kategorią, poszedł reżyser Egzorcysty – William Friedkin. Jego Egzorcysta miał być thrillerem oscylującym na granicy paranormalności, w którym zgłębi on tajemnice wiary oraz granice jej poznania. Twórcom udała się rzeczy niesłychana, z nie-horroru wyszedł im bowiem horror pełną gębą – drastyczny, z ciężkim klimatem, wielowymiarowy i ponadczasowy. To także taki horror, który sprawia, że ludzie się zwyczajnie boją. Najgorszy demon przybrał postać małej dziewczynki, a jej zdeformowana twarz miała mi się śnić po nocach.

Walka dobra ze złem

Egzorcysta zaczyna się niewinnie – przenosimy się do dusznego i parnego Iraku, na wykopaliska archeologiczne, w których bierze udział ksiądz Merrin (Max Von Sydow) – starszy duchowny, który przeczuwa, że będzie miał do czynienia ponownie ze złem wcielonym. Kultowy już kadr, ukazujący Merrina naprzeciw posągu mezopotamskiego demona Pazuzu, ma zwiastować odwieczną walkę dobra i zła i zapowiadać dramatyczne wydarzenia, których widz będzie świadkiem, a bohaterowie uczestnikami. To oni – ojciec Merrin, ksiądz Karras (Jason Miller), Chris McNeil (Ellen Burstyn) oraz jej córka Regan (Linda Blair) zostają wrzuceni w sam środek bluźnierczej walki między najpotężniejszymi bytami ciemności. Gra toczy się o najwyższą stawkę – duszę dziecka – najbardziej niewinnej istoty. Zło zawsze przychodzi niespodziewanie i także dla bohaterów Egzorcysty wszystko zaczyna się niepozornie, a samo zło uderza w nich w najbardziej nieodpowiednim momencie ich życia, które toczy się raz spokojniej, a raz burzliwiej. Teraz natomiast każdy z nich był w dość krytycznych momentach – matka Regan, Chris, jest w separacji z mężem i musi sama sprawować opiekę nad córką. Jest z zawodu aktorką, i to wziętą, więc w domu nie gości zbyt często, przez co jej dwunastoletnia córka czuje się czasem osamotniona, co z lubością wykorzysta właśnie demon, by dostać się do niej i ją powoli zniszczyć. Jak się okaże, nie będzie to dla niego trudne – łatwo wykorzystuje potrzebę bycia zauważoną i docenioną, potrzebę przyjaźni. Ojciec Damien Karras, ksiądz, który będzie zajmował się przypadkiem opętania Regan, również nie ma w życiu łatwo. Jest jezuickim psychiatrą, który podaje w wątpliwość swoją wiarę i ciągle szuka sposobu, jak udowodnić fakt istnienia demonicznego bytu, co tym samym udowodni mu istnienie Boga. Niezliczone słowa demona, już uwięzionego w ciele Regan, sprawiają mu ból i trafiają w czułe miejsca – dotyczą jego matki i faktu jej osamotnionej śmierci, Karras bowiem znalazł ją już nieżywą, nie było go przy niej w chwili śmierci.

Mała dziewczynka i diabelska tablica

Plansza Ouija powstała już w XIX wieku i służyła głównie osobom parającym się ezoteryką czy przywoływaniem duchów. Sceny z różnych seansów spirytystycznych, jak je nazywano, przewijają się w popkulturze i dzięki temu doskonale wiemy, do czego ona służy – podczas seansu uczestnicy trzymają się za ręce i zadają duchowi pytania, na które on odpowiada, przesuwając dłońmi uczestników, i wskazuje odpowiednie litery, które zazwyczaj układają się w „tak” lub „nie”. I właśnie zabawa taką tabliczką, znalezioną w domu, była przyczyną opętania Regan. To przez nią rozmawiała ona ze swoim nowym przyjacielem – Kapitanem Howdym. Sceny, kiedy wyjawia ona ten sekret matce, są preludium do tego, co będzie się dopiero działo. Oglądając taki film jak Egzorcysta, doskonale zdajemy sobie sprawę, że widzimy stadium opętania dziewczynki, ale obok tych głównych wydarzeń obserwujemy stopniowe przemiany wewnętrzne bohaterów, jak gdyby to, że dotknęła ich tak przerażająca rzeczywistość, wynikająca z obcowania z demonem, wpływała bezpośrednio na ich wiarę i światopogląd. Tak właśnie stało się z ojcem Karrasem, który w swych poszukiwaniach istoty wiary dotarł bardzo daleko, a poznanie sprawiło, że poniósł najwyższą ofiarę. To, co stanowi o sile oddziaływania grozy w Egzorcyście to także, a może nawet przede wszystkim, kreacje aktorskie, które uniosły ciężar pokazania całego ciągu przemian, których doznają bohaterowie. Ich naturalność, prostota i prawdopodobieństwo charakterów czy wydarzeń sprawiają, że właśnie taki obraz, jak Egzorcysta Friedkina, wzniósł się na wyżyny artystycznego przekazu i do dziś, niemal 48 lat po premierze, zaskakuje, bulwersuje i fascynuje. Wracając do przemiany Regan, muszę przyznać, że obraz widziany po wielu latach od mojego pierwszego i bardzo ciężkostrawnego obcowania z dziełem Friedkina, nadal fascynuje i nadal porusza. Mimo że teraz już wiem, co stoi za makabrycznym wyglądem dziewczynki, to nadal mogę się złapać na tym, że nie chce patrzeć na nią i w jej opętane przez demona oczy. Wybitna wręcz kreacja aktorska młodej Lindy Blair dodała ogromnej wyrazistości postaci Regan. W powieści Baltty’ego doskonale można było poczuć obłęd i panikę, stopniową degenerację dziewczynki – w słowie, w czynie, w geście nie była już sobą. To jednak dopiero Linda Blair ożywiła Regan i sprawiła, że odżył w niej także demon Pazuzu. Niebywałe, jak w takich mocnych scenach odnalazła się tak młoda aktorka. Sceny, w których brała udział wtedy czternastoletnia Linda, jeżą włos na głowie – lewitacja, bluźnierstwa, wydobywające się z gardła opętańcze ryki, strumienie wymiotów, okręcanie głowy czy pamiętna masturbacja krucyfiksem. Czy ktoś dotąd zaserwował nam tak sugestywne sceny? Tak dosadnie i bez nadmiernej dziwności? Wydaje się, że w Egzorcyście połączenie niewinności i bluźnierstwa, sacrum i profanum, a także pokazanie pohańbienia i świętokradztwa w jakiś sposób sprawiły, że film ten nadal w pewnych momentach ogląda się z niesmakiem, brakiem komfortu i dreszczem na skórze.

Film na poważny temat

W salonie na parterze odbywa się przyjęcie – jest gwarno i wesoło, a przyjaciele Chris, aktorzy i inni cenieni goście, żywo dyskutują, gdy w pokoju pojawia się mała Regan ubrana jedynie w koszulę nocną. Spogląda na jednego z gości i mówi, że niedługo umrze, po czym oddaje mocz na podłogę. Ta scena, jedna z bardziej sugestywnych i wręcz niepokojących, rozpoczyna serię przedziwnych wydarzeń z udziałem dziewczynki. Tak jak wspomniałam wcześniej, seans Egzorcysty wprowadza widza w stan osłupienia – nad środkami wyrazu użytymi w tak dawno nakręconym filmie, nad jakością efektów specjalnych, dopracowanych z dużą starannością, nad doborem obsady i wreszcie doskonałą historią z szerokim przekazem. Przekaz ten uzmysławia, jak wiele twórcy mieli do powiedzenia, jak chcieli wyjść poza ramy sztampowości i kiczu oraz ramy wąskiego horrorowego gatunku. Egzorcysta jednak to poważny film, który nie porusza tematów miałkich, ale te bardzo potrzebne i niesłychanie ważne. Nie ma tu jedynie środków służących straszeniu widza, one są poniekąd wynikiem pieczołowicie konstruowanej atmosfery, która gęstą siecią oplata widza i wylewa się z ekranu. Jednak to, co w Egzorcyście najważniejsze, to ukazane ponadczasowe dylematy moralne i duchowe, które dotyczą najbardziej podświadomych lęków człowieka. Jako że Egzorcysta wprost nie zadaje pytania: co się naprawdę zdarzyło – czy dziewczynkę opętał potężny demoniczny byt, czy stała się ofiarą, bo była najzwyczajniej chora na nieznaną ówcześnie chorobę? – to zastanawiamy się nad tym my. Film nie udziela jednoznacznej odpowiedzi, nawet sceny końcowe nie są nam tego w stanie zagwarantować i ukoić naszego strachu. Jednak to, co wyraża się głęboko w warstwie przenośnej, to to, że Friedkin pokazuje, jak współczesny świat uciekł od spraw duchowości, jak pogrążył się w trendzie konsumpcjonizmu i odejścia od moralności. William Peter Blatty, pisząc powieść, miał na uwadze te kwestie, które go głęboko dręczyły, sprawy zrezygnowania z życia duchowego i wiary i jako katolik przemycił w swojej powieści takie właśnie prawdy – sceptycyzm wobec spraw wiary, ateizm społeczeństwa, wykpiwanie tematów religijnych, a za nimi także kwestii demonów, opętań. I choć twórcy stają jednoznacznie po jednej ze stron to, tak jak wspomniałam, losy Regan pozostają tajemnicą.

Ależ to jest straszne

Nie mogę oprzeć się jednak wrażeniu, że mimo wyjątkowości dzieła Friedkina i jego niesłychanych artystycznych walorów oraz przemycanych przemyśleń, Egzorcysta pozostaje dla mnie najstraszniejszym filmem, jaki kiedykolwiek widziałam. Tak, horrorem, który jest okropny, przerażający, bluźnierczy, który hańbi wszystko, co święte i wszystko, co dobre. To horror, który wkręca się w umysł, po którym ma się koszmary, który zostaje w nas na całe życie. Ma na to wpływ wiele czynników. To, w jaki sposób zmienia się Regan – z pięknej niewinnej dziewczynki w pałającego zemstą na człowieku ohydnego, sarkającego flegmą demona! Majstersztyk grozy, przed którym pochyli się nawet mało entuzjastyczny widz filmów grozy. Sekwencja egzorcyzmu, której w takim wydaniu na próżno szukać we współczesnym kinie. Nic nie będzie się równać z niepokojem, który w sobie mamy, kiedy czekamy, aż w końcu pokażą nam, co się dzieje w sypialni dziewczynki. Ale kiedy już tam wkroczymy… nasza fascynacja rośnie, oglądamy nienaturalnie wykręconą i obrzękniętą twarz Regan i zastanawiamy się, do czego to zmierza, jak daleko posuną się twórcy? Sceny, o których również wspomniałam powyżej, ale także budowany klimat i atmosfera zimnej i mroźnej sypialni Regan oraz niebezpieczeństwo, które wszystkim grozi. Do historii kina przeszła już scena z obrotową głową Regan, czy ta poszerzona właśnie w wersji reżyserskiej, rozgrywająca się na schodach, w której Regan odwrócona do góry tułowiem pręży się jak pająk i wymiotuje krwią. Kino z lubością przejęło tę scenę i zrobiło z niej sobie honorowy punkt horrorów klasy B i niżej, a ten pierwszy motyw kino przejęło jako wykwintne dzieło kiczu, co ma odzwierciedlenie w różnych parodiach, przeróbkach i nawiązaniach.

Piękny horror

Po tylu latach od premiery Egzorcysty należy przyznać, że dzieło to wykroczyło daleko poza ramy swojego gatunku oraz sprawiło, że możemy powiedzieć o nim jak o najwyższym artystycznym doznaniu. To piękno i nieszablonowa atmosfera zawiera się we wszystkich szczegółach, które składają się na całość obrazu. Muzyka, która sprawia, że przepadamy bez reszty w klimacie dzieła – niezapomniany motyw Mike’a Oldfielda to jakość sama w sobie. Nawet plakat promujący film w 1973 roku nawiązywał do dzieła sztuki surrealistycznego belgijskiego malarza Rene Maigritte’a pod tytułem Królestwo Świateł, a niektóre sceny przywołują na myśl piękne romantyczne pejzaże nocą. Tak – tak wysublimowanego horroru, operującego jednocześnie pięknem i brzydotą, na próżno dziś szukać. To Egzorcysta spełnia wszystkie kryteria ponadczasowego dzieła, który straszy i poraża, ale jednocześnie urzeka i fascynuje. Mroczna i smutna prawda, która wylewa się na nas z ekranu – istnieją siły, które są w stanie zniszczyć nasz spokojny żywot, zabrać nam to, co najlepsze – wolimy o tym nie pamiętać, ale takie filmy jak Egzorcysta dobitnie nam to uświadamiają.

THE EXORCIST - Trailer - (1973) - HQ

Omawiane wydanie DVD filmu Egzorcysta dostaniecie na Gandalf.com.pl

Fot.: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, Gandalf


Przeczytaj także:

Recenzja książki Opętania. Historie prawdziwe

Write a Review

Opublikowane przez

Anna Sroka-Czyżewska

Na zakurzonych bibliotecznych półkach odkrycie pulpowego horroru wprowadziło mnie w świat literackich i filmowych fascynacji tym gatunkiem, a groza pozostaje niezmiennie w kręgu moich czytelniczych oraz recenzenckich zainteresowań. Najbardziej lubię to, co klasyczne, a w literaturze poszukuje po prostu emocji.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.