Książki,Recenzje

Kim jest amerykański Indianin? – David Treuer – „Witajcie w rezerwacie” [recenzja]

David Treuer Witajcie w rezerwacie recenzja
David Treuer Witajcie w rezerwacie recenzja

Autorem reportażu jest Indianin z grupy Odżibuejów wychowywany w rezerwacie Leech Lake. Ukończył amerykańskie uczelnie i obecnie jest wykładowcą uniwersyteckim, pisarzem, krytykiem. Właśnie ta niezwykła perspektywa zachęciła mnie najbardziej do sięgnięcia po ten tytuł. Autor reportażu Witajcie w rezerwacie jest jednocześnie kimś, kto doskonale zna obecną sytuację Indian, ale ma także możliwość spojrzenia na nią z zewnątrz. Dzięki temu może świadomie wyliczać zakorzenione w społeczeństwie amerykańskim stereotypy, ale dostrzec także błędy swoich współplemieńców, które prowadzą do biedy czy wyniszczenia ekosystemów. Jak wygląda życie w dzisiejszym rezerwacie?

Walka ze stereotypami

Autor zaraz na początku rozprawia się z największym stereotypem dotyczącym indiańskich rezerwatów. Jednym z pierwszych mocnych stwierdzań, które padają od strony autora, jest „Kochamy nasze rezerwaty” – i to bez podszytej ironii.

Pewnie zastanawiacie się, jak to Indianin kocha być zamknięty na wydzielonych przez Amerykanów, jałowych ziemiach, kiedy przed ich przyjazdem miał do dyspozycji prerie z bogactwem roślin i zwierzyny? Czyż nie właśnie taki obraz zaszczutego i upokorzonego Indianina mamy w głowie, myśląc o rezerwatach?

Jak to wygląda okiem Indianina? Autor prowadzi dość długą dysputę na temat samej historii, sposobu zakładania czy obecnego stanu prawnego rezerwatów. Treuer przykładowo podkreśla często, że David Treuer Witajcie w rezerwacie recenzjarezerwaty nie zostały im narzucone. Powstały w procesie długich negocjacji, w których Indianie walczyli o swoje prawa np. do polowania w obrębie rezerwatów czy możliwości uprawiania ziemi. Oczywiście osobną nieco historią jest wykorzystywanie praw traktatowych przez Amerykanów, aby zachęcić Indian do np. wzmocnienia ich sił w ich wojnach. Czym innym jest również bezprawne łamanie praw przez białych.

Same rezerwaty jednak wyrosły w poczuciu współpracy między białymi a Indianami. Obecnie prawa traktatowe często są przyczyną konfliktów, szczególnie wówczas, gdy jakiś biały zapędzi się na indiańską część jeziora w poszukiwaniu ryb i złapie go indiański patrol. Wówczas ponownie wybucha przemoc podszyta nietolerancją. Wielu Amerykanów opowiada się za zniesieniem praw traktatowych, szczególnie dziś, gdy Indianie mają już obywatelstwo.

Witajcie w rezerwacie …

W wielu rezerwatach panuje bieda, szerzy się alkoholizm, przemoc i narkotyki. Indiańskie życie jest krótkie. Rodziny nie dają dzieciom takiego schronienia ani właściwego wychowania jak wcześniej. Autor bezpośrednio wini za to obowiązkowe szkolnictwo narzucane przez Amerykanów. Dzieci były siłą wyrywane od rodziców i umieszczane w szkołach z internatem. Tam uczono ich nie tylko języka angielskiego, ale wpajano im, niesione przez cywilizację białych, oświecenie. Po ukończeniu edukacji dzieci miały stać się cywilizowane. Oczywiście nie trzeba wspominać o warunkach, jakie panowały w szkołach, przemocy i molestowaniu. Tego typu działania zniszczyły tak naprawdę wszelkie więzy rodzinne. Precedens ten obowiązywał nie tylko na terenie Stanów Zjednoczonych, ale również Kanady. O tym możecie przeczytać w reportażu Joanny Gierak-Onoszko 27 śmierci Toby’ego Obeda. Przygotujcie się jednak na ciężką lekturę.

Nie każdy rezerwat chyli się ku upadkowi. Te położone na lepszych ziemiach, mające lasy, jeziora, a także te, które zdołały wybudować na swoim terenie kasyno – potrafią swoim mieszkańcom zapewnić godne warunki życia. Rezerwaty są bogate i dobrze prosperują.

Indianie mogą opuszczać rezerwaty – szkolić się na uniwersytetach białych – tak jak zrobił to autor reportażu. Wiele z nich jednak i tak wraca, zakłada rodzinę w rezerwacie. To jest ich miejsce na ziemi. Tu czują się najlepiej.

Kim jest amerykański Indianin?

Reportaż Treuera Witajcie w rezerwacie jest także próbą odnalezienia indiańskiej tożsamości. Indianie przez wieki musieli walczyć z aktami przemocy, nietolerancji i wykluczenia. Przez liczne działania Amerykanów, mające na celu wyniszczenie indiańskie kultury, sami zaczęli się od niej oddalać, zaniedbywać plemienne tradycje i język. Liczba osób mówiących językiem swojego plemienia jest zastraszająco mała. Wiele z tych języków wkrótce przestanie istnieć.

W obrębie rezerwatów mieszkają zarówno Indianie, jak i biali. Dochodzi do coraz większego mieszania krwi. Powoduje to pewien problem prawny. Życie w rezerwatach niesie ze sobą także zalety jak np. darmowa opieka medyczna, prawna czy dochody z kasyna. Objęci są nimi jedynie zarejestrowani Indianie, którzy są w 100% indiańskiej krwi… Sytuacja ta rodzi kolejne absurdy – gdy poza plemieniem znajdują się osoby mające o wiele więcej wspólnego z indiańską kulturą niż pełnokrwiści obywatele rezerwatów, posługujące się plemiennym językiem i dbające o utrzymanie tradycji.

Treuer uważa, że obronę indiańskiej kultury należy rozpocząć od obrony jej języka. To w nim kryje się unikalny sposób patrzenia na świat. Bez niego to, co piękne, inne i to, co powinno się pielęgnować, zniknie na zawsze.

W tej miłości do rezerwatów czuć tęsknotę za własną tożsamością. To jak tęsknota do małych ojczyzn, lokalności i niewielkich miasteczek, w których społeczność jest jedną wielką rodziną.

Czytając Witajcie w rezerwacie, musiałam odrzucić własne stereotypy, które – jak pokazał mi autor – również we mnie tkwiły. Niejednokrotnie sens jego wywodów gdzieś mi umykał, czułam, jakby sam autor zaczynał się gubić. Dochodziło do powtórzeń i niejasnych deklaracji. Klamrą narracyjną dla tego reportażu jest śmierć dziadka Treuera i jego pogrzeb. Pisanie tej książki prawdopodobnie było także dla autora drogą, na której końcu miał nadziej odnaleźć nadzieję na obronę indiańskiej kultury. Być może także własną tożsamość i spokój, który pozwoli mu się pogodzić z przemijaniem i zmianami zachodzącymi w rezerwatach.

Lektura tej książki była ciekawa nie tylko ze względu na masę informacji, faktów z historii Indian i ich obecnej sytuacji. Przy zmianie perspektywy zaczynają nabierać one innego znaczenia. Autor poprzez drugie dno każe nam porzucić własne stereotypy dotyczące Indiańskiej historii, aby w pełni zrozumieć ich kulturę i status na amerykańskich ziemiach.

Fot.: Wydawnictwo Czarne

Podobne wpisy:

Avatar

Kulturoznawca, literaturoznawca, pisze tu i ówdzie o tym i o tamtym. "Niektórzy noszą baletki i wierzą, że na koniec wszystko będzie dobrze. Inni noszą kowbojki, które stukają, i wierzą w co innego: że trzeba wyjść na zewnątrz i zobaczyć świat, póki jeszcze trwa" R. J. Waller. Baletki to z pewnością nie jej typ obuwia.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *