Wstrząsająca zbrodnia – Wojciech Smarzowski – „Wołyń” [recenzja]

Wojciech Smarzowski jest bardzo cenionym twórcą, a jego najnowszy film pt. Wołyń już wywołał zachwyt wśród publiczności. Na Festiwalu Filmowym w Gdyni produkcja w głównej kategorii przegrała z Ostatnią rodziną, lecz zdania są podzielone, jeśli chodzi o to, który tytuł sprawuje się lepiej (głos zabrał między innymi krytyk Tomasz Raczek, który kibicował właśnie Wołyniowi). Oczywiście warto tutaj zauważyć jeszcze jedną rzecz – podobne podziały w opiniach świadczą o tym, jak świetnie w bieżącym roku radzi sobie polskie kino. Wracając jednak do historii o rzezi, która rozegrała się w 1943 roku, muszę przyznać, że Smarzowski stworzył dzieło zapadające w pamięci – czy powinno się je zobaczyć? Jak najbardziej.

Być może narażę się tutaj wielbicielom Wołynia, ale w pewnych punktach film jest podobny do Miasta 44. Największa zbieżność to poruszenie tematu miłości w świecie wojny. Z postaciami mocniej się wiążemy przez zapoznanie z ich uczuciami, a gdy są ofiarami zbrodni, jesteśmy wstrząśnięci. Jednak dzieło Wojciecha Smarzowskiego na pewno jest inne, dojrzalsze i bardziej przemyślane. Zamiast efektowności, stawia na zapierającą dech w piersiach przyrodę, trochę sielankowy początek, pokazanie relacji między sąsiadami dwóch różnych nacji i tamtejszą kulturę, żeby potem zaprezentować kontrastującą z tym rzeź.

Wołyń

Spokojne wprowadzenie w postaci zamążpójścia może wydawać się dla niektórych za długie, ale dla mnie jest przede wszystkim wejściem w interesującą kulturę, zobaczeniem obyczajów i poznaniem tego, jak wyglądał Wołyń przed nadejściem tragedii. To czyni tę część filmu bardzo ciekawą oraz bogatą w atrakcyjne szczegóły. Niestety już wtedy można zauważyć szczególną cechę produkcji, która nie każdemu przypadnie do gustu. To nie jest tak, że śledzimy tylko losy jednej bohaterki, kochającej się w Ukraińcu Zofii Głowackiej. Wojciech Smarzowski, żeby zaprezentować szersze tło, często przedstawia sceny niepowiązane z tą postacią, choć łączące się z kwestią postępującej nienawiści do Polaków, mającej niedługo osiągnąć apogeum. Nawet niekoniecznie znamy osobę z danej sytuacji choćby z imienia.

Reżyser, ukazując takie sceny, wyrywa widza ze śledzenia innych wątków. Zdarza mu się nawet ucinać jakieś momenty i nagle przechodzić do kolejnych. To zabieg, który powoduje niewielki spadek zainteresowania, zwłaszcza że często trudno powiedzieć, w jakim kierunku dążą losy Zofii. Zdarzają się przestoje, gdy czeka się, aż coś zacznie się dziać i na nowo zostaniemy wciągnięci w bieg wydarzeń. Rzutuje to na odbiór produkcji, bo w przeciwnym razie nie bałbym się mówić o niej nawet jako genialnej. Szkoda, że fabuła nie jest bardziej zwarta, płynnie przechodząca z jednej sceny do drugiej, ponieważ wtedy Wołyń byłby jeszcze lepszy.

Wołyń

Duży podziw Wojciech Smarzowski budzi w chwilach czystej grozy, gdy już dochodzi do krwawych i bestialskich sytuacji. Znakomicie oddziałuje na emocje oglądającego, powodując u niego gniew na oprawców i rozpacz. Wiele momentów jest tu naprawdę drastycznych, co wydaje mi się zupełnie zrozumiałe, jednak wolę ostrzec – niektórzy mogą mieć problemy z oglądaniem do końca. Udziela się napięcie, a całe otoczenie zamienia się w przerażającą, choć klimatyczną scenerię. Muzyka, krzyki ofiar, zło w najczystszej postaci, nocna pora, dookoła ogień pochłaniający majątki i ludzi oraz niemy świadek wydarzeń, czyli przyroda – to wszystko tworzy wspaniałą atmosferę. O kunszcie reżysera można było przekonać się wcześniej, bo piękne miejsca akcji – jak wieś i lasy za dnia – także robią wrażenie.

Jednocześnie film nie ma być tylko próbą odtworzenia kawałka ważnej dla nas historii, jednak też pewnego rodzaju lekcją. Wojciech Smarzowski nie stawia Ukraińców w roli tych złych, podobnie jak i Polaków. Rzecz jasna, biorący udział w zbrodniach na pewno zostają napiętnowani, ale nie o nich opowiada Wołyń. Polski twórca kładzie nacisk na to, jak bardzo niesprawiedliwa jest nienawiść skierowana w jedną konkretną grupę, tutaj naród. Natomiast zemsta do niczego dobrego nie prowadzi, tylko rodzi kolejne tragedie. Dostaje się również postawie skrajnego nacjonalizmu, którego reprezentantów można dostrzec na ekranie.

Wołyń

Chwilowy brak kierunku, w jakim ma dążyć wątek bohaterki, powoduje zastanowienie – jak skończy się ten film? Nie wdając się w spoilery, zdecydowano się na ciekawe, niejednoznaczne i dające do myślenia zwieńczenie, które pokazuje wielkość Wołynia. Smarzowski w wywiadzie powiedział, że chciał zrównoważyć okropieństwa i uzasadnia pomysł tym, że produkcja opowiada również o lirycznej miłości, z czym nie sposób się nie zgodzić. Ogólnie relacje między postaciami odgrywają znaczącą rolę, także te przyjazne, powodując mocniejsze zaangażowanie w historię. Na uwagę zasługuje też dobór aktorów. Zamysłem twórcy był realizm, więc przykładowo Polaków grają Polacy, a Ukraińców Ukraińcy. Do tego dialogi są w różnych językach (przy języku ukraińskim wyświetlają się napisy, więc bez obaw – wszystko jest zrozumiałe). Ta dbałość o drobiazgi imponuje.

Wołyń to kino świetne – pełne emocji, zrealizowane z pietyzmem i pokazujące, jakie wartości są w życiu ważne, a co jest destrukcyjne i tragiczne w skutkach. To także odtworzenie wydarzeń – mniej czy bardziej wierne, pozostawiam ocenę tego historykom – które nie mogą odejść w zapomnienie. Dlatego koniecznie powinniście wybrać się na produkcję Wojciecha Smarzowskiego. Niewiele można jej zarzucić (luźno powiązane ze sobą sceny, brak płynnych przejść między nimi), a i to też kwestia gustu oraz konsekwencja przyjęcia konkretnego sposobu opowiadania, który miał lepiej zarysować sytuację.

Fot.: Forum Film Poland

Write a Review

Opublikowane przez

Krzysztof Lewandowski

Student dziennikarstwa i miłośnik fantastyki. Uwielbia czytać książki (fantastyczne) oraz oglądać filmy i seriale telewizyjne (nie tylko fantastyczne). Nie ma nic przeciwko dobrej grze, zwłaszcza z gatunku cRPG, ale ostatnio częściej grywa w Fifę. Piłka nożna to jego pasja, lecz zdarza mu się śledzić zmagania w innych dyscyplinach sportowych - gdy jest komu kibicować.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.