Romantyczna technologia, zimna religia. Romans fantastyczny, ale nieudany? – Aaron Guzikowski – „Wychowane przez wilki” [recenzja]

Ridley Scott powraca do tematów sobie już znanych i wielokrotnie – z różnym skutkiem – eksploatowanych. Sporo tu motywów z Obcy: 8 pasażer Nostromo, sporo i zapożyczeń z Prometeusza. Przy tym znajdziemy tu inspiracje trafione, świetnie wykorzystane, jak i – niestety – te elementy, które w nowszych produkcjach szacownego Brytyjczyka nie zagrały. Wychowane przez wilki to serial, który zachwyca. Przynajmniej początkowo. Przynajmniej przez pierwsze 4, 5 odcinków – aby potem zacząć tracić fabularny wigor, zrzucając przy tym z siebie niezwykle trafną powłokę minimalizmu. Wizualnie to jeden z najbardziej zrównoważonych seriali roku, fabularnie – od połowy historii – chaotyczny miszmasz.

Jakkolwiek Wychowane przez wilki są produkcją nierówną, nie można zaprzeczyć temu, że serial ten pokazuje wszystko to, co najlepsze w staroszkolnym kinie science fiction. Kadry są zimne, surowe, gra aktorska powściągliwa, dialogi znacząco zredukowane, a odbiorca wkracza w historię powoli, wręcz w sennym rytmie, odkrywając przede wszystkim nie kolejne odpowiedzi, ale poznając następne pytania. Epicki, niepokojący, acz trzymający się w ryzach soundtrack, zachwycająca stylistyka, pytania o przyszłość ludzkości, mistycyzm, ale i wytrącające z rytmu dziury fabularne, przeszarżowane momenty i rozczarowujący finał. Z drugiej strony wszystko wskazuje na to, że cała historia została skonstruowana w taki sposób, ażeby pierwszy sezon był zaledwie małym prologiem do dalszej opowieści. Krótko mówiąc, Aaron Guzikowski i Ridley Scott ambicje mają, pytanie tylko, czy skończy się ta cała przygoda raczej pod znakiem Prometeusza, czy filmu Obcy: Przymierze, a może wyjdzie z tego mariaż bliższy Obcemu: 8 pasażerowi Nostromo lub Blade Runnerowi? Zobaczmy. Więcej serialowych recenzji znajdziecie tutaj.

Science fiction w starym stylu?

Wychowane przez wilki to klasyczny twór science fiction (liczy sobie 10 odcinków), w którym mamy do czynienia ze wszystkimi ulubionymi wątkami Ridleya Scotta. Główną postacią fabularną jest silna bohaterka, która w dodatku cechuje się potężnymi możliwościami fizycznymi i psychicznymi. Pokrótce – posiada niebotycznie niszczycielskie moce, które jednak wykorzystuje w sposób dwojaki. Idąc za wątkami Scottowskimi dalej: bohaterowie trafiają na obcą, choć odkrytą już przez ludzkość planetę (to Kepler-22b – planeta znajdująca się 600 lat świetlnych od Ziemi, która została oficjalnie odkryta przez NASA w 2011 roku; charakteryzuje się średnicą prawie 2,5 raza większą od Ziemi, umiejscowiona jest w ekosferze, czyli strefie, w której mogą wystąpić warunki sprzyjające powstaniu i utrzymaniu organizmów żywych), która jednak nie okazuje tak pusta, bezpieczna i spokojna, jak z początku mogło się wydawać. Pierwsza połowa serialu to przede wszystkim motywy fabularne związane z naturą ludzkości, wątpliwościami co do jej przyszłości, nieustannym wkraczaniem religii tam, gdzie wkraczać nie powinna; to także skrajne poglądy czy też w końcu przeznaczenie. Czy to ostatnie istnieje, czy to tylko człowiek pomaga sobie poprzez uzasadnienie pewnych zdarzeń, nadawanie im pomocnych ciągów przyczynowo-skutkowych? Co istotne, przez pierwsze pięć odcinków, Wychowane przez wilki prezentują zaskakująco zrównoważony poziom, nie sięgają po nadekspresyjne środki wyrazu, raczej wyciszają sceny. Z odcinka na odcinek poruszane są coraz to nowe zagadnienia, jednak wszystko to zgrabnie się zazębia. Do czasu.

Warto też zaznaczyć, że ostatni serialowy projekt Scotta to Mogul – dramat zrealizowany dla BBC w 1969 roku – niemniej jednak, jeśli chodzi o Wychowane przez wilki, to wyreżyserował zaledwie dwa pierwsze odcinki, pozostając przy tym producentem wykonawczym całości. Twórcą serialu jest zaś Aaron Guzikowski (również producent wykonawczy oraz scenarzysta 6 odcinków produkcji).

Powrót do przeszłości to za mało

Wychowanych przez wilki dzieje się niewiele. I gdyby to surowe, powolne tempo utrzymało się do końca, nie odpowiadając na większość pojawiających się w serialu Dużych Pytań, to kto wie, dokąd ta historia by nas zaprowadziła. Wydarzenia jednak skręcają w inne, negatywnie wpływające na wybrzmienie całej opowieści, ścieżki. Druga połowa historii – o próbie odbudowy ludzkości na nowej planecie – staje się relacją rwaną, chaotyczną i coraz bardziej absurdalną. Ma to oczywiście – po części – uzasadnienie w scenariuszu. Bohaterowie popadają w obłęd/nawracają się/czują boską obecność/zaczynają nadawać nowe sensy temu, co wokół nich się dzieje. A dzieje się coś niemożliwego, nienazwanego, obcego. Jednak brak tu chwili zastanowienia, głębszego wsunięcia się w umysły bohaterów, a za dużo jest działania, akcji. Nadal jednak jest to tempo wcale nie gwałtowne, choć w porównaniu do subtelnego pływu z pierwszych epizodów – znacząco wzrasta.

Moja koncepcja na życie jest lepsza niż twoja koncepcja na życie

Z czym właściwie mamy do czynienia? Jaki początek czy też koniec stoi za tą opowieścią? W pierwszych minutach – jak i godzinach – Wychowanych przez wilki nie wiemy za wiele. Informacje są krótkie, generują kolejne pytania. Zwykłe strzępy danych. Jako obserwatorzy wkraczamy do nowego świata. Jego fizycznymi odkrywcami są zaś Matka i Ojciec – dwójka androidów, oczywiście. Żaden to jednak diaboliczny David z Prometeusza czy Obcego: Przymierze. Matka z Ojcem lądują na planecie nieznanej, ich celem (początkowym) jest niedopuszczenie do wyginięcia gatunku ludzkiego. Na pokładzie ich statku znajdują się embriony ludzkie. Na nowy keplerowski świat przychodzą trzy dziewczynki oraz trzech chłopców, z zachowaniem etnicznej różnorodności. Niestety, wydaje się, że planeta niezbyt dobrze przyjmuje nowych Przybyszów. Dzieci zaczynają chorować. Umierać. Z szóstki zostaje tylko jeden – Campion. To jednak nie wszystko.

Androidy uciekły z Ziemi, na której toczyła się wyniszczająca środowisko i ludzkość walka. Mitraici (religijni fanatycy) kontra Ateiści. Temat stary jak Wszechświat. Jak się potem okaże, walka wcale nie tak łatwa do wymazania z głów ludzkiego społeczeństwa. Co jednak zaskakujące, tym razem wyznawcy wiary nie prezentują sobą niechęci czy też obrzydzenia do „nieczystej” technologii. Wręcz przeciwnie, wykorzystują ją na swoje potrzeby. Ci pierwsi zniszczyli Ziemię. Teraz część z nich przybywa (zbudowaną na te potrzeby Arką o nazwie Heaven) na Kepler-22b. Na tymże boskim statku znajduje się jednak dwóch Ateistów, którzy podszywają się pod znienawidzonych Mitraitów.

Pierwsza generacja na Kepler–22b

Matka i Ojciec są ateistami. Zostali tak zaprogramowani. Tak też wychowują dzieci. Te jednak, jak każda myśląca istota, która poszukuje siebie, zaczynają zadawać pytania. Ufają nauce, powierzają jej swoje życie, ale jednocześnie zaczynają skłaniać się ku wierze. Wierze w to, że może być lepiej, w to, że poza tym, co widzimy, jest jeszcze coś, czego nazwać nie potrafimy. Nie jest to nic oryginalnego czy też w gatunku science fiction nieoczekiwanego i niesztampowego, ale motyw ten jest szczególnie interesujący właśnie ze względu na to, jak został rozegrany. Ateiści raz jeszcze mierzą się z Mitraitami, tym razem walcząc o to, w jakim modelu zostanie wychowana pierwsza generacja kosmicznych podróżników. Czy ci zawierzą nauce, czy religii? A może staną pomiędzy? Odpowiedź nie wybrzmiewa. Dzieje się coś innego.

Guzikowski nie manipuluje, a jedynie podrzuca tropy. Dlaczego Marcus – Ateista podszywający się pod Mitraitę – zaczyna powoli skręcać w kierunku, który wydawał się w jego przypadku niemożliwy? Wiara przestaje być dla niego żartem, bujdą, ślepym zapatrzeniem. Zaczyna słyszeć głosy, przewidywać. Wyraźnie coś podpowiada mu, jak postępować. I to się sprawdza. Czy Marcus oszalał, zaczął powoli tracić zmysły, nie wyszedł z symulacji, faktycznie stał się Wybrańcem? A może te głosy to jedynie pokłosie sceny z podłożoną mu przez jednego z mitraickich androidów pluskwą? To samo Paul, chłopiec o dużej wierze i dużym sercu, który wszystkich traktuje tak samo. Nagle wkracza na złą, przepełnioną silnymi, zaślepiającymi zdrowy rozsądek emocjami, ścieżkę. Czy to nienamacalny byt, żyjąca planeta rodem z Solaris Lema, czy kolejny fortel, szachrajstwo, zwykła blaga? Oczywiście, odpowiedzi na te pytania poznajemy w finale, do konkluzji dojść zresztą można o wiele wcześniej. Jednak właśnie już sam motyw jest niezwykle interesujący; nawet nie pytanie, nie odpowiedź (zresztą rozczarowująca i tak niespójna z początkowym prowadzeniem serialu), ale sama droga, która przedstawia wiele możliwości, każda w jakimś sensie uzasadniona, poparta tym, co na Kepler-22b istnieje.

Awaria – wykryto emocje

Matka i Ojciec to bez dwóch zdań dwie najlepsze kreacje. Wychowane przez wilki prezentują jeszcze parę charyzmatycznych ról (Marcus oraz Sue), jednak to właśnie ta dwójka aktorów wcielająca się w androidy perfekcyjnie porusza się po tej surowej przestrzeni. Amanda Collin wcielająca się w Matkę i Abubakar Salim wcielający się w Ojca to silne osobowości. Nieludzkie, poprzez nagminny brak emocji oraz wyuczone ruchy i zachowania, a przy tym zaskakująco prawdziwe, w momentach, w których jednak pewne zmienne w ich rutynie, codzienności występują i są przez nas zauważane. W pewnym momencie wydaje się wręcz, że Wychowane przez wilki prowadzą nas do przyszłości, która zamieszkana będzie przez zupełnie nową, z pieczołowitością zaprojektowaną wcześniej nową rasę. W pewnym sensie takie przewidywania w finale się sprawdzają. Z pewnością jednak nie jest to coś, czego można by się w połowie produkcji spodziewać. Co do ról dziecięcych, tutaj mam zdecydowanie ambiwalentne uczucia. Pewnie, mamy takie postacie jak Paul czy Campion, które przykuwają naszą uwagę, intrygują i zachęcają do śledzenia. W późniejszych odcinkach na bliższy plan wysuwa się także Tempest, bohaterka, która z każdym kolejnym odcinkiem przybiera na sile i jako postać fabularna zyskuje w oczach (to jeden z lepszych przykładów, jeśli chodzi o rozwój postaci w Wychowanych przez wilki). Niemniej reszta stanowi głównie tło, zdające się nie mieć większej wagi dla fabuły. Zresztą i Campion, i Paul mają też momenty, które ich przerastają – aktorsko szala przechyla się ku dorosłym.

Dystopijna przyszłość Ridleya Scotta?

Podobnie jak Prometeusz, Wychowane przez wilki dają nadzieję na wielkie show. I pod pewnymi względami – głównie wizualnymi i dźwiękowymi – otrzymujemy je. Niemniej – boli szczególnie to, że z produkcji zapowiadającej się na fascynującą, urzekającą enigmatycznością i mrożącą surowością, wyszedł finał dosyć miałki i aktywujący w odbiorcy raczej rozczarowanie aniżeli zachwyt. Nawet formalnie – ostatni odcinek stanowi opowieść chaotyczną, jest niemiłosiernie, bez wyczucia pocięty, jakby robiony w pośpiechu, w obawie, że wszystko, co miało zostać w nim zawarte, nie znajdzie w przestrzeni tej dla siebie miejsca. Jeśli miałabym oceniać wyłącznie pięć pierwszych odcinków, byłby to dla mnie – aktualnie – najlepszy serial tego roku. Cóż, stało się jednak inaczej, narracyjnie powędrowało to sobie zupełnie inną ścieżką, aniżeli myślałam. Nie zmienia to jednak faktu, że na drugi sezon wyczekuję i tak. Z ciekawością, gdzie ta historia się dalej zakradnie, ale i z obawą, czy nowy-stary Ridley przypadkiem nie zapędził siebie samego w fantastyczny ślepy róg.

*a tutaj dostępny jest wywiad dla „NY Timesa”, w którym Aaron Guzikowski i Ridley Scott parę rzeczy wyjaśniają i ogólnie dyskutują o sezonie pierwszym. Drugi sezon został oficjalnie zapowiedziany.

Wiara w nierzeczywiste potrafi ulżyć ludzkim umysłom, ale je osłabia. Cywilizacja, której dacie początek, zostanie zbudowana na wierze we własne siły, nie zmyślone bóstwa – Matka do dzieci, epizod pierwszy.

Raised by Wolves Episode 2 End Credits Soundtrack (by Ben Frost)

 

wychowane przez wilki

Write a Review

Opublikowane przez

Magda Przepiórka

Psychofanka Cate Blanchett, Dario Argento, body horrorów Davida Cronenberga, Rumuńskiej Nowej Fali i australijskiego kina. Muzyka to beztroskie, ale i mocniejsze polskie brzmienia – przekrój dekad 70/80 – oraz aktualne misz-masze gatunkowe w strefie alternatywy. Literacko – wszystko, co subiektywnie dobre i warte konsumpcji, szczególnie reportaże podróżnicze. Poza popkulturą miłośniczka wojaży wszelakich.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *