controlled collapse

Wyjście poza utarte schematy – rozmowa z Controlled Collapse

Controlled Collapse popisali się świetną płytą Post Traumatic Stress Disorder, która chwalona jest również poza granicami naszego kraju. Trudno się temu dziwić, kwartet na swoim najnowszym dziele zaproponował bowiem muzykę przez duże M. Nowa płyta to dobra okazja do rozmowy, zapraszam więc do lektury wywiadu z całym składem.

Na początek pytanie nieco banalne: jak pracowało się Wam nad Post Traumatic Stress Disorder? Jesteście doświadczoną ekipą i to już Wasz czwarty długograj. Tworząc muzykę na nowy album, szliście utartymi ścieżkami z okresu nagrywania poprzednich krążków, czy jednak tworząc Post Traumatic Stress Disorder, postawiliście na nowe sposoby tworzenia?

Paulina Lewek: Przy tej płycie zdecydowanie nastąpił przełom ;). Większość piosenek powstała dzięki pomysłom Wojtka, jednak każdy z nas coś proponował, dokładał swoje pomysły, potem dyskutowaliśmy, ocenialiśmy i to słychać na tym krążku. Idąc tym torem, nie mogę doczekać się już kolejnej płyty!

Marek Smolski: Tak, było inaczej niż zwykle. Zawsze Wojtek miał wizję płyty od początku do końca. Tutaj nieco „odpuścił”, gdy rozmawialiśmy o tym, jaka ta płyta ma być, a ja ze swojej strony chciałem, aby było więcej gitar i żywe bębny. To się doskonale udało.

Kuba Sawicki: To był mój właściwie pierwszy LP z Controlled Collapse, więc moim zdaniem było to zupełnie inne podejście do gitar niż na wcześniejszych płytach. Co było inne faktycznie to to, że razem rozwijaliśmy nasze pomysły w zespole i na podstawie tego budowaliśmy dalej utwory. Każdy dawał coś od siebie, każdy miał wpływ na to, jak dany utwór zabrzmi, to bardzo ważne, kiedy mówimy o zespole.

Wojciech Król: Jak wyżej. Rzeczywiście moje podejście do tego albumu było inne niż wcześniej. Doszedłem do wniosku, że zespół nie powinien być tylko do grania koncertów, ale również do tworzenia muzyki, w związku z tym każdy mógł na tej płycie dodać coś od siebie. Powstał album o zupełnie innej jakości niż poprzednie. Zarówno brzmieniowo, jak i merytorycznie.

Gracie mix elektro-industrialu z metalem. Wiem, że to przesadne uproszczenie. Natomiast nurtuje mnie co innego. Nie boicie się tego, że dla fanów metalu jesteście zbyt elektroniczni, a dla sympatyków elektroniki właśnie gracie zbyt ostro, zbyt gitarowo?

Paulina: Nigdy nie będzie tak, że wszystkim wszystko będzie pasowało. Dla jednego za ciężko, dla drugiego za lekko, a dla innego zbyt tanecznie. Trzeba otwierać umysł na mieszanki stylów! Z opinii, jakie słyszymy po koncertach, możemy wnioskować, że jednak nie jest źle, i to nas krzepi. Osobiście, bardzo się cieszę, że ta płyta jest taka, a nie inna, i wydaje mi się, że każdy znajdzie na niej coś dla siebie, zarówno fan gitarowego grania, jak i tego bardziej elektronicznego. I mam nadzieję, że to właśnie będzie naszą siłą.

Marek: Przede wszystkim chodzi o to, aby w robić rzeczy, które nam sprawiają przyjemność. Kalkulowanie czy coś się podoba konkretnej grupie odbiorców, czy nie powoduje, że muzyka przestaje być naturalna, staje się sztucznym, wykreowanym produktem, którego nie brakuje na żadnej scenie muzycznej. To nie jest droga, która mnie interesuje.

Kuba: Zawsze uważałem, że trzeba wychodzić poza utarte schematy. Dla mnie połączenie takiej elektroniki i metalu jest bardzo ciekawym zabiegiem. Nie można patrzeć na muzykę przez pryzmat gatunków, ginie w tym wszystkim ten jej piękny aspekt. Oj, ile mam znajomych, z którymi prowadzę często bezsensowne dyskusje, gdzie licytują się ze mną, co jest “dobre”, a co nie. Kompletnie nie patrzę w taki sposób. Z drugiej strony, rzeczywiście bliżej mi do takiej cięższej sceny i mam nadzieję, że na następnej płycie coś ciekawego się jeszcze wydarzy ;).

Wojciech: Zawsze dla kogoś będziemy „za…”. Trudno. Gramy to, co nam się podoba. To co jest efektem pracy czwórki indywidualności, gdzie każdy ma swoje inspiracje, swoje upodobania i swój pomysł na to, czym Controlled Collapse ma być. Gramy swoje. Jeśli przy tym znajdą się ludzie, którym się to podoba – tym bardziej nas to będzie cieszyć.

Jako sympatyk muzyki metalowej nie mogłem przejść obojętnie obok Burn The Bridges, który sami określiliście jako najbardziej metalowy utwór w Waszej historii. Jak on powstał? Jaka jest geneza takiego właśnie ataku ściany gitar w tym kawałku?

Paulina: Jeżeli dobrze pamiętam, to wszystko zaczęło się od klawiszy, które prosiły się o konkretne, mocne beczki (które nagrywałam na telefon) oraz gitary, które dopełniły całości. Niektóre utwory po prostu same się piszą, układają w całość. To jeden z moich ulubionych numerów na płycie, refren robi swoje – mocno kopie.

Marek: Tak, numer chyba zaczął się od pomysłu na klawisze, ale już na etapie wstępnego wokalu było wiadomo, że to gitary i mocne bębny będą „robiły” ten numer. Teraz nie wyobrażam sobie go w wersji stricte elektronicznej.

Kuba: A, dziękuję bardzo. Jak zaczynaliśmy myśleć nad tym utworem, to od razu czułem, że przydadzą się tutaj ciężkie à la Meshuggah djenty. Ja jako osoba, która właśnie zajmuje się taką muzyką, nie mogłem sobie tego odmówić. Chyba to jedyny utwór na płycie, w którym gitary są tak nisko, bo Drop D na 8’mce.

Wojciech: Wersja demo, która była elektroniczna z próbami wokalu rzeczywiście prosiła się o ścianę hałasu. Nic nie robi tego lepiej niż soczyste gitary i o to Kuba się postarał. Ostateczny tekst dopełnił siłę tego numeru. Zdecydowanie najcięższy utwór Controlled Collapse w historii.

Zauważyłem, że trochę też skręciliście na Post Traumatic Stress Disorder w kierunku melodyjnego grania, bliższego synth-popowi, pokazując przy okazji, że potraficie zagrać wręcz przebojowo. Chodzi mi na przykład o utwór Memories. Celowo chcieliście osiągnąć taki efekt w tym kawałku?

Paulina: Dobry przebój nie jest zły, czasami po mocnych nutach potrzeba chwilę odpocząć albo zatańczyć, ważna jest równowaga. Chcieliśmy na pewno osiągnąć taneczną różnorodność

Marek: Jak dla mnie to trochę przypadek. Nie byłem fanem tego numeru, dopóki nie usłyszałem nagranych gitar.

Kuba: Słuchając tego utworu, czułem, że brakuje w nim jakiegoś uderzenia. Pomyślałem nad gitarami, wymyśliłem djentowo-stutterowe pocięte, niskie melodie i jak to Smoła mówi, “zrobiły robotę”.

Wojciech: Czy ja wiem, czy skręciliśmy w tym kierunku? Płyta Things Come To Pass też, wydaje mi się, była mocno melodyjna, choć fakt, prawie w 100% elektroniczna. Ja lubię od czasu do czasu nagrać jakiś spokojny, melodyjny numer. Nie wszystko zawsze musi być metalową gonitwą. Memories rzeczywiście nabrało swojej przebojowości dopiero po nagraniu gitar. Zresztą utwór ten był też nagrywany z myślą o damskim wokalu…

Co w Waszym założeniu ma oznaczać tytuł Post Traumatic Stress Disorder? Termin ten kojarzy mi się z nauką psychiatrii i psychologii…

Paulina: Tytuł ma odpowiadać klimatowi, kompozycjom, ale i być odzwierciedleniem tego, co działo się przez ostatnie lata. Każdy z nas rozumie go na swój sposób.

Marek: Wojtek wymyślił ten tytuł i ma do tego zbudowaną teorię.

Kuba: Tak, to prawda, to od Wojtka narodził się pomysł na taką nazwę i klimat płyty.

Wojciech: Post Traumatic Stress Disorder to syndrom stresu pourazowego. Często kojarzony jest z żołnierzami wracającymi do domów, którzy mają problemy z dostosowywaniem się do „nowych” realiów, ale dotyczy tak naprawdę wielu ludzi, którzy przeżyli trudne, traumatyczne chwile. Teksty na nowej płycie opowiadają właśnie o tym trudnym czasie.

Którą kompozycję z nowej płyty wybralibyście, jako najbardziej reprezentatywną dla całości? Który kawałek stanowi esencję Post Traumatic Stress Disorder?

Paulina: Niełatwe pytanie… Trudno wybrać tylko jeden! Postawiłabym chyba na Create the Change, Lust albo Unhappy.

Marek: Płyta jest bardzo różnorodna, ale Unhappy to jest dokładnie to, na czym nam zależało: świetny, melodyjny wokal, mocne bębny i gitary.

Kuba: Zgadzam się, to Unhappy najbardziej wyróżnia się z płyty i moim zdaniem pokazuje Controlled Collapse od zupełnie innej, niespotykanej wcześniej strony. Trochę śmiesznie, bo gitary na intro, które wymyśliłem, nie były do końca na serio. Ale spodobały się i tak zostało.

Wojciech: Też wydaje mi się, że będzie to Unhappy. Jest tam wszystko – mocna elektronika, ciężkie gitary i bardzo dobre bębny.

|controlled.collapse|unhappy||official.video|

Jesteście ekipą z pokaźnym dorobkiem muzycznym. Z którego albumu jesteście najbardziej dumni? Są momenty w Waszej twórczości, może pojedyncze piosenki, o których chcielibyście jak najszybciej zapomnieć?

Paulina: To chyba pytanie bardziej do Wojtka, ja na pewno jest dumna z tej płyty i tego, jak Controlled Collapse ewoluowało.

Marek: To pierwszy album Controlled Collapse, w ramach którego jestem jednym z członków zespołu – co za tym idzie – nie mam wyboru. Post Traumatic Stress Disorder to zdecydowanie najlepszy album Controlled Collapse.

Kuba: Gram z Controlled Collapse od 2013 roku, dołączyłem dokładnie po wydaniu płyty Babel, więc również jest to moja pierwsza płyta. Również uważam, że Post Traumatic Stress Disorder to najlepsza nasza płyta, z tego powodu chociażby, że robiona była przez nas wszystkich razem, ale również to pierwsza płyta, która łączy ze sobą różne aspekty muzyczne.

Wojciech: Jestem dumny ze wszystkich albumów, które powstały w ramach Controlled Collapse. Oczywiście widzę to, że niektóre utwory są lepsze niż inne, lecz tak to chyba już w muzyce jest, że nie zawsze udaje się utrzymać wysoki poziom. Post Traumatic Stress Disorder natomiast myślę, że jest zdecydowanie najlepszym albumem w dorobku. Zarówno stylistycznie, jak i produkcyjnie.

Jak Wam kształtują się palny po wydaniu Post Traumatic Stress Disorder. Planujecie koncerty z muzyką na żywo?

Paulina: Skupiamy się na promocji albumu i oczywiście graniu koncertów. W kwietniu mieliśmy okazję zagrać dwa koncerty z Hocico (w Bratysławie i Wrocławiu), kilka koncertów w innych polskich miastach i jeszcze przed nami 3 festiwale (Międzyrzecz, Bolków, Środa Śląska). Mamy także nadzieję wyruszyć w drugą część trasy na jesień, może bardziej na zachód? Czas pokaże.

Marek: Zdecydowanie szukamy możliwości, aby zagrać ponownie kilka koncertów w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Holandii.

Kuba: Uwielbiam grać koncerty, nie mogę się już doczekać powrotu do Niemiec i Wielkiej Brytanii.

Wojciech: Zagraliśmy kilka koncertów w Polsce. Przed nami okres letni i kilka festiwali. Planujemy i pracujemy nad tym, aby jesienią zagrać również w innych krajach Europy. Nie jest to jednak takie proste, ale zobaczymy, co uda się zorganizować.

Jesteście zespołem z długim stażem, który ma ugruntowaną pozycję w polskiej muzyce elektronicznej. Nie zastanawialiście się nad głębszym skokiem na rynki zagraniczne? Dotarły do Was pierwsze głosy na temat tego, jak płyta przyjęła się na Zachodzie?

Paulina: Minęły zaledwie 2 tygodnie od premiery i fajnie móc powiedzieć, że zachodnie recenzje są nam przychylne, polskie zresztą też. Szczerze mówiąc, jesteśmy otwarci na ludzi, którzy będą nas słuchać, przychodzić na koncerty, każdy rynek wchodzi w grę.

Marek: Od początku nalegałem, abyśmy podeszli nieco inaczej do promocji tej płyty niż przy poprzednich albumach Controlled Collapse. Zdecydowanie chodziło o to, aby płyta pojawiła się na Zachodzie, dotarła do portali, prasy muzycznej, blogów, dj-ów itd. To się udało – stąd recenzje i wywiady, głównie w prasie niemieckiej, a także dobra pozycja na Deutsche Alternative Charts.

Kuba: Płyta przyjęła się bardzo dobrze, co nas ogromnie cieszy. Dostaliśmy mnóstwo pozytywnych recenzji. Mam nadzieję, że każdy na niej znajdzie coś dla siebie.

Wojciech: Ja uważam wręcz, że Zachód jest nam zdecydowanie bliższy niż rynek Polski. Oczywiście na mitycznym Zachodzie jest też zdecydowanie więcej podobnych zespołów, ale myślę, że jak dalej będziemy robić swoje i robić to dobrze, to uda nam się przebić do szerszego grona odbiorców. Nową płytę postaraliśmy się zdecydowanie mocniej wypromować niż poprzednie i widzimy też tego efekty w postaci wielu recenzji, newsów czy artykułów na nasz temat. Mam nadzieję, że pomoże to nam też w zagraniu większej ilości koncertów.

Dziękuję za rozmowę!

Fot.: cantaramusic.pl

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.