Filmy,Patronat,Wywiady

Zostawiliśmy Anielę i Laurę w takim momencie, kiedy obie znalazły się na totalnym rozdrożu – wywiad z Marią Pawłowską

marią pawłowską
marią pawłowską

30 sierpnia do kin niezależnych wszedł pełnometrażowy film Letnie popołudnie w reżyserii Youssefa Ouarraka, który Głos Kultury objął patronatem medialnym. Tym, co wyróżnia go na tle innych produkcji, jest fakt, że został nakręcony w jeden dzień, na jednym ujęciu, a większość kwestii aktorów była improwizowana. Dzięki temu powstał prawdziwy, niebywale emocjonalny obraz dorastania, trudnych relacji rodzinnych oraz życiowych wyborów.  

Youssef Ouarrak po raz kolejny pokazał klasę. Po krótkich formach przyszła pora na film pełnometrażowy. A w nim historia niemal tworzy się na naszych oczach. Przenosimy się na warszawską Pragę. Stajemy wraz z rodziną przy grobie ojca głównej bohaterki, Laury (w tej roli znakomita Maria Pawłowska). Patrzymy, jak zdmuchuje świeczki na torcie i udaje się na obiad do rodzinnego domu. Choć wcale nie ma na to ochoty. Po pierwsze dlatego, że odkąd zamieszkała ze swoją dziewczyną, Anielą, jej mama nie może pogodzić się z faktem, iż jej córka jest lesbijką. Po drugie świętowanie urodzin bez osoby, którą darzy się uczuciem, staje się dla niej przykrą koniecznością. Atmosfera jest zatem napięta. Po nieuniknionej kłótni postanawia wziąć taksówkę i resztę dnia spędzić z Anielą. Nie wie nawet, że zwykła droga do domu diametralnie zmieni jej dotychczasowe życie.

Zapraszam do lektury wywiadu z odtwórczynią głównej roli – Marią Pawłowską.


Witaj! Na początku chciałabym Ci bardzo podziękować za fantastyczną rolę. Jesteś w niej niezwykle naturalna i prawdziwa. Choć podejrzewam, że emocjonalnie wiele Cię to kosztowało. Mogę Cię zapewnić, że film na długo po wyjściu z kina pozostaje w pamięci.

Dziękuję. Miło słyszeć.

Letnie popołudnie porusza, “wbija w fotel” od pierwszych minut. Scena zdmuchiwania świeczek na cmentarzu wydaje się w pierwszym momencie abstrakcyjna.

Rozmawialiśmy długo z Youseefem na temat tej sceny. I odradzaliśmy mu ją, tłumacząc, że to nie jest spotykane w polskiej tradycji. Widz może jej nie zrozumieć. Ale myślę, że przez żałobę matki się ona obroniła. Minęło dwa lata od śmierci męża, czyli jeszcze jest to moment, kiedy ciężko jest się pozbierać po tej stracie. Dlatego ma potrzebę wracania do przeszłości i zaimponowania córce, bo jednak wyczuwa się między nimi napięcie, konflikt.

Matka wypiera to, że jej córka jest homoseksualna, prawda?

Tak, wypiera. Próbuje ułożyć świat po swojemu. Dostosować rzeczywistość tak, jakby chciała, żeby ona wyglądała.

Zuzanna zbudowała świat na powtarzalności i to daje jej poczucie bezpieczeństwa. Nic dziwnego, że  decyzja Laury wytrąca ją z równowagi.

To też chodzi o to, że Laura jest bardzo podobna do swojej matki. Tak jak ona dąży, by ten swój świat konsekwentnie budować na takiej stabilności. Zbierać go, gdyż tak naprawdę on się jakiś czas temu kompletnie rozsypał. Stara się panować nad sytuacją. Tak samo Laura zaczęła panować nad swoim życiem. Problem polega na tym, że ten kierunek nie zgadza się z kierunkiem matki. One są zbyt podobne do siebie i dlatego nie potrafią się dogadać.

Miałam wrażenie, że cmentarz pojawia się dlatego, że ojciec był tą osobą, która akceptowała Laurę w pełni. Ta relacja była dla niej budująca, akceptująca. I ona za nim tęskni.

Dla Laury ojciec był miejscem (o ile można o osobie tak powiedzieć), w którym ona czuła się dobrze. Wiedziała, że może być sobą. On nie próbował ją wtłoczyć w jakieś swoje wzory. Dlatego świętowanie na cmentarzu nie jest dla Laury dobrym momentem. Takie zachowanie nie jest w jej stylu. Czuje sztuczność tej sytuacji. W zupełnie inny sposób chciałaby przy tym grobie być.

Wiesz, co mi się bardzo podobało? Że nie było grania nagością, seksualnością. Liczyły się emocje, relacje. A przecież łatwo ten film przerysować, spłaszczyć. Tym bardziej że temat jest coraz częściej podejmowany.

Zgadzam się z tym, co mówisz. Nie chcę powiedzieć, że miłość homoseksualna jest często sprowadzana do seksu, bo oczywiście chodzi o dużo więcej. Ale przez to, że sceny erotyczne zrobiły się coraz bardziej odważne w polskim kinie – łatwo jest kogoś nimi zaszokować. Tym samym sprowadzić dyskusję na inny tor. Bo przecież jeśli chodzi o jakąkolwiek miłość, to nie chodzi o seks. To chodzi o relację z drugim człowiekiem  I bardzo się cieszę, że właśnie taką drogę obraliśmy w filmie. By pokazać, że po prostu może być między dwójką ludzi miłość. Że to jest życie. Dzięki temu wytrącamy oręż tym, którzy zarzucają jakiekolwiek epatowanie. I to jest rzeczywiście bardzo duża siła tego filmu.

Co się ostatecznie stało z Laurą? Bo widzowie, wychodząc z kina, mieli kilka alternatywnych wersji?

Nagraliśmy jedną pełną wersję zakończenia. Ale nie będę o niej mówić, nie wydaje mi się, by wzbogaciła widza. Zresztą chyba nie ma takiej potrzeby – wiedzieć, co tam dalej było. Zwłaszcza że ja w zasadzie sama nie wiem. Bo zostawiłam tę bohaterkę w tym konkretnym miejscu – w wannie – i nie zastanawiałam się, co dalej. Zostawiliśmy Anielę i Laurę w takim momencie, kiedy obie znalazły się na totalnym rozdrożu.

Czy wszystkie miejsca akcji, czyli Mieszkanie Laury, Cmentarz,  Mieszkanie Mamy,  mieszczą się na Warszawskiej Pradze?

Tak, wszystko kręciliśmy na Pradze, bo miejsca musiałby być blisko siebie. To było kluczowe. Poza tym myślę, że ta dzielnica została wybrana nieprzypadkowo. Istnieje bowiem stereotyp i rzeczywiście jest takie poczucie, że mieszkają tam ludzie, którzy kontrolują, co się dzieje na ulicach. Że niektóre rzeczy nie pozostają niezauważone. Ktoś w tej bramie zwykle spogląda. Więc ta świadomość kontroli nam psychicznie pomagała.

Wyjaśnijmy raz na zawsze, bo pojawił się dwugłos. Film był kręcony na jednym ujęciu?

Był montowany, ale był kręcony na jednym ujęciu. Próby trwały dwa tygodnie. Każdą scenę próbowaliśmy, by zobaczyć, co w każdej z nich powinno się wydarzyć. Jaki powinien być timing. Ustalaliśmy sygnały, po których przechodziliśmy do kolejnych kwestii. Podobnie jak w teatrze, tylko my nie mieliśmy napisanych dialogów. A później trzeba było zagrać w całości. Ostatecznie zrobiliśmy trzy duble. Ostatnie trwało godzinę i czterdzieści trzy minuty.

marią pawłowską

Zadowolona jesteś z ostatecznego kształtu?

Widziałam całe nagranie, ale nie widziałam wersji zmontowanej. Wolałam zobaczyć film na premierze. Bo jak oglądam po raz kolejny, to zaczynam się krytykować, wpatrywać w szczegóły i to zdecydowanie mi nie służy.

Jak daliście radę nakręcić cały film podczas jednego dnia?

To wymagało bardzo dużego skupienia. Straszną mieliśmy ilość choreografii, jeśli chodzi o to, gdzie kamera przechodzi, by się dostać do samochodu. Następnie trzeba było uzasadnić wejście kamery do samochodu. Nie mogło być cięcia. I tak samo w każdym wejściu do pomieszczeń. Pamiętam jazdę windą. To było zabawne. Bo wsiadaliśmy z Zosią i kamerą, która była zawieszona na steadycamie. Z uwagi na brak miejsca dźwiękowiec i ostrzyciel zmuszeni byli gonić nas po schodach. Ale były takie momenty, że jeździli w bagażniku i biegiem gonili mnie by, ostrzyć i ten dźwięk łapać. To była po prostu niesamowita układanka. I jestem pełna podziwu dla całej ekipy, że oni w tej układance się odnaleźli.

W jakim stopniu Youssef był otwarty na Wasze propozycje?

Brał pod uwagę wiele naszych sugestii. Zwróć uwagę, że scenariusz miał łącznie około pięciu stron. Przykładowo wyglądało to tak: scena I i opis, co się powinno wydarzyć. Naszym zadaniem było wszystko zaimprowizować. Miał do nas duże zaufanie podczas kręcenia. Tym bardziej że plan się lekko opóźniał. Trzeba było działać szybko, bo światło się kończyło o określonej porze, a nie mogliśmy kręcić w nocy. Youssef nie mógł zatem obejrzeć ujęcia między dublami. Pytał się więc nas, co czuliśmy. Następnie pytał Zosi i operatorki, jak było, i na tej podstawie działaliśmy dalej. Nie robi się takich rzeczy zwykle. To było niesamowite.

Dlatego tak ważne były castingi, by dobrać odpowiednich aktorów. Ty rolę miałaś pewną i, co się rzadko zdarza, byłaś obecna podczas castingu z Youssefem?

Bycie na castingu to jest super nauką. Pozwala przejrzeć się w tym, co robią inni aktorzy. Jakie błędy się popełnia, a jakich błędów się nie popełnia i się troszkę ucieszyć :) To jest bardzo cenne doświadczenie. Pozwala wcielić się w rolę reżysera i pomyśleć, kogo on szuka, co jest dla niego ważne, co mu przeszkadza, a co pomaga w odbiorze.

Jak wyglądał casting do Letniego popołudnia ?

Youssef przygotował dwie sceny improwizowane: jedną dla kobiet i jedną dla mężczyzn. Aktorzy wchodzili do sali, nie wiedząc w ogóle, co się wydarzy. Dostawali zadanie i musieli się w tym odnaleźć. Te osoby, które finalnie zostały wybrane, to byli naprawdę najlepsi aktorzy. Mogę to powiedzieć z ręką na sercu.

Ty rolę miałaś pewną. Jakie to uczucie, gdy słyszy się od reżysera, że od samego początku widział Cię w głównej roli?

Cudownie było usłyszeć, że widzi mnie w głównej roli. Ale to była także duża odpowiedzialność. W trakcie prób jeszcze tego nie czułam, ale po zakończeniu, gdy już nic ode mnie nie zależało, dopadł mnie bardzo duży stres. Zastanawiałam się,  jak Józef odbierze to, co razem zrobiliśmy, czy nie będzie tej decyzji żałował.

Jestem przekonana, że nie. Dziękuję za wywiad !

Fot.: Holly Pictures 


Przeczytaj także:

Wywiad z Youssefem Ouarrakiem

Wielogłos o filmie Letnie popołudnie 

Avatar

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Zgodnie z sentencją Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pismo zostaje) pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą interpretacji muzyki w prasie lat ’70 i ‘80. Jej zainteresowania obejmują literaturę i sztukę, ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!