Moonlight

Mamy ten komfort, że nic nie musimy udowadniać – wywiad z Danielem Potaszem z zespołu Moonlight

Zespół Moonlight powrócił na dobre. W tym roku mamy okazję po raz pierwszy od 12 lat posłuchać nowej muzyki formacji, która nieustannie jest w doskonałej formie. Premiera krążka Nate jest więc doskonałą okazją do rozmowy z Danielem Potaszem. Zapraszam do lektury.

Nate to powrót po 10 latach przerwy wydawniczej. Jak doszło do reaktywacji w 2015 roku?

Wystarczyło jedno spotkanie z Mają. Pogadaliśmy, wypiliśmy kawę i umówiliśmy się na zrobienie nowego utworu.

Jakie cele stawia sobie reaktywowany, współczesny Moonlight?

Mamy tę komfortową sytuację, że nic nie musimy udowadniać. Gramy, robimy nowe utwory, które nas satysfakcjonują, wiadomo, im więcej będzie nas w mediach, tym więcej ludzi o nas się dowie – że znowu działamy i mamy się dobrze.

Do jakiego albumu z dorobku Moonlight porównałbyś Nate? Czy jednak chcesz uniknąć takich porównań?

Najbardziej potraktowałbym Nate jako kontynuację po płycie Candra. To chyba najbardziej spójne określenie. Część pomysłów powstała już wtedy, trzeba było je tylko zrealizować, no ale miałem „krótką” przerwę w zespole. Teraz się to udało, z czego bardzo się cieszę.

Powiem szczerze, że potrzebowałem czasu, aby docenić piękno i urok Nate. Masz talent do tworzenia świetnych kompozycji, nie kusiło Cię, aby przy okazji powrotu postarać się o stworzenie kawałka, który byłby z miejsca w stanie podbić stacje radiowe?

Wydaje mi się, że OFF ma taką szansę. Jest dość prosty w formie, z melodyjnym refrenem, męski wokal dodaje mu jeszcze uroku. Osobiście stawiam na ten kawałek. A jeżeli takim nie będzie? Cóż, może nie umiem robić szybkich przebojów :D.

Wśród premierowych kompozycji wyróżnia się Sensitive z brudną partią gitary. Skąd pomysł na takie brzmienie w tym kawałku?

Zakochałem się w brzmieniu ośmiostrunowej gitary. Na początku miała być użyta jedynie w Zabić siebie, ale jak tego posłuchałem, to już chciałem używać jej wszędzie :D. Oczywiście przesadzam, ale ma coś takiego w sobie, że aż ciarki przechodzą. Do tego Marek jest niesamowitym gitarzystą i dawał radę z przekładaniem palców na gryfie, bo to nie taka prosta sprawa na tym zagrać.

Warstwa tekstowa to opis szeroko rozumianych relacji międzyludzkich. Co było główną inspiracją do tekstów?

Inspiracji było wiele i to chyba „problem” tej płyty – że nie odniosłem się do jakiegoś wąskiego zagadnienia. Po prostu po dłuższej przerwie chciałem napisać wszystko i o wszystkim. Płyta ma ponad 50 minut, a ja mam wrażenie, że nie wyczerpałem niczego :). Potrzebowałbym chyba kolejnych 50.

Jeśli musiałbyś wskazać utwór wizytówkę najnowszego wcielenia Moonlight, to jaką wybrałbyś kompozycję?

Chyba bym nie umiał. W każdym jest coś. Wszystkie na pewno cechuje duża ilość nowoczesnych sampli, dojrzalszych partii instrumentów i wokali, trochę zmian brzmienia, którego po części dodają nam goście, których zaprosiliśmy na płytę. Chyba po prostu ewoluujemy, ale konkretów nie umiem powiedzieć. Może po dwóch, trzech płytach będzie można mieć szerszy obraz.

Sex został okraszony partią instrumentu o nazwie duduk. Co to za instrument? Co spowodowało, że właśnie dynamiczny Sex doczekał się takiego właśnie instrumentarium?

Duduk to taki rodzaj fletu, gra na nim mój znajomy, Aram. Wyśmienity instrumentalista. Pozdrawiam go serdecznie i dziękuję, że zgodził się na współpracę. Duduk daje w tym utworze takie specyficzne otwarcie. Do tego momentu jest dość „wąsko”, a z jego wejściem nagle robi się szeroko po „horyzont”. I o taki efekt chodziło. Jako ciekawostkę powiem, że ten instrument gra temat przewodni w filmie Gladiator.

Moim zdaniem płyta nieco traci na braku obecności prawdziwego perkusisty, który zastąpiony zostaje automatem perkusyjnym. Skąd decyzja o braku „żywego pałkera”? Chcieliście tym uwypuklić, wyeksponować elektroniczny charakter płyty, który wydaje się zrywać z brzmieniem znanym z pierwszych albumów?

Głównie chodziło o wygodę gry na koncertach i możliwość pokazania brzmienia. Perkusja nie do końca jest elektroniczna. Większość gra prawdziwy perkusista, tyle że brzmienia są zamienione (tu podziękowania dla Mateusza Jończyka). Także artykulacja człowieka zostaje, ale łatwiej się później z tym pracuje. Na koncertach natomiast nie męczymy się z nagłaśnianiem, Maja nie ma problemu ze świszczącymi blachami na wysokości uszu, szczególnie w małych klubach. Zobaczymy, nie mówimy „nie” bębniarzom, zobaczymy jak będzie.

Wydaje się, że złote czasy dla muzyki gotyckiej w Polsce minęły, chociaż mogę się mylić. Jaki, według Ciebie, jest stan współczesnego gotyckiego grania w Polsce? Sądzę, że jako doświadczony artysta możesz dokonać ciekawego porównania :).

Hmmmm. Mało znam się na gotyku, nie wiem za dużo także, co na tej scenie się dzieje, wiem, że kilka kapel gra, kilka się reaktywowało. Raczej moja wiedza bazuje na rozmowach ze znajomymi. Nigdy w sumie do tego światka nie należeliśmy, wystarczy posłuchać naszych starych płyt. Zostaliśmy tak zaszufladkowani wieki temu przez nieopatrzne stwierdzenie któregoś z dziennikarzy i tak zostało. Ale raczej daleko nam do Closterkellera czy Artrosis, Pornografii. Po Nate ta różnica będzie jeszcze większa.

Gdzie w najbliższym czasie będzie można ujrzeć Was podczas koncertu na żywo? Planujecie koncerty?

Na luty jest Warszawa, Poznań i Gdańsk, ale to nie koniec, wiem, że w planach są kolejne miasta. Obserwujcie na bieżąco Facebooka, tam wszystko idzie jako pierwsze.

MOONLIGHT - Ciężar

Dziękuję za rozmowę!

Fot.: W. Jaszczak

Moonlight

Write a Review

Opublikowane przez

Jakub Pożarowszczyk

Czasami wyjdę z ciemności. Na Głosie Kultury piszę o muzyce.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.