Muzyka,Wywiady

“Wierzę w swój wiedźmowy instynkt i jak dotąd mnie nie zawiódł” – Wywiad z zespołem Arshenic

arshenic
arshenic

Kilkanaście dni temu metalowy zespół Arshenic wydał singiel Where Did You Sleep Last Night, będący coverem Nirvany. 

Nowym singlem Arshenic kontynuuje konwencję muzyczną jaką stworzył na wydanej w zeszłym roku przez wytwórnię Sliptrick Records płycie “Final Collision”, z której pochodził m.in. uznany przez zagranicznych fanów klip “Dear Remorse”.

Przy okazji udało nam się porozmawiać z liderką grupy, Ofilią. Zapraszamy do lektury! 

Zespół Arshenic nie jest debiutantem w muzyce. Ale poniekąd debiutujecie ponownie na polskim rynku. Jak do tego doszło?

Arshenic powstał w 2007 roku. W 2009 roku nagraliśmy naszą pierwszą płytę, całą w języku polskim. W 2011 roku wystąpiliśmy w programie Must Be The Music, po czym niestety z braku dalszych perspektyw, zawiesiliśmy działalność. Część składu zespołu została zmieniona i od 2014 roku zaczęliśmy pracować nad nowym materiałem i brzmieniem. Postanowiliśmy spróbować iść w innym kierunku i od roku 2016 zaczęliśmy wydawać single w języku angielskim. W tym samym czasie zaczęliśmy aktywnie prowadzić nasze konto na Instagramie. Po wypuszczeniu singla „Unspoken”, wraz z klipem w klimacie horroru klasy B, zaczęły do nas pisać radia z Meksyku, Brazylii czy Hiszpanii, prośbą o udostępnienie tego utworu w ich audycji. To z kolei sprawiło, że zaczęły do nas spływać oferty wydawnicze z zagranicy. Nasza płyta „Final Collision” została wydana w sierpniu zeszłego roku nakładem wytwórni Sliptrick Records. Album ten ma bardzo dobre recenzje, za którymi poszły kolejne oferty wydawnicze i tak oto zdecydowaliśmy się wydać nowy singiel z amerykańską wytwórnią DI Records. Ponieważ nie są to polskie wytwórnie, a nasz nowy album dostępny jest w zagranicznych sklepach muzycznych, ich decyzją było skupienie się na krajach, w których nasza muzyka sprzedaje się najlepiej.

Dlaczego polskie zespoły metalowe lepiej odbierane są w USA, Japonii, a nie w naszym kraju?

Myślę, że powodów jest wiele, ale jeden z nich jest taki, że ilość fanów ciężkiej muzyki w Polsce jest po prostu bardzo mała w skali całego świata. Problemem jest także brak wsparcia mediów promujących muzykę w Polsce. Problem wspierania Polskich artystów nie dotyczy tylko metalu czy rocka, jednak takiej muzyki w radio czy telewizji po prostu jest najmniej. Ciężka muzyka dalej jest stygmatyzowana. To kwestia tego, że jest dużo bardziej złożona muzycznie niż muzyka komercyjna, tym samym trudniejsza w odbiorze ludzi, którzy słuchają w kółko tych samych schematów. W Polsce mamy także duży problem z akceptowaniem inności czy indywidualności, a metal to przede wszystkim kult wolności wyrażania siebie. Wielu ludziom o konserwatywnych poglądach będzie to przeszkadzać.

Czy macie swoich fanów w Polsce, czy raczej poza granicami?

Chociaż większość osób słuchających naszej muzyki jest z zagranicy, gramy koncerty w Polsce, mamy więc wsparcie także wśród Polskich fanów, których z tego miejsca serdecznie pozdrawiamy <3

Czym zaskakuje, wyróżnia się w muzyce Wasza formacja? 

Kiedy zdecydowaliśmy, że naszym celem na nowy album jest wydanie go nakładem ogólnoświatowym, musieliśmy zupełnie zmienić podejście do pisania i tworzenia muzyki. Nasze kompozycje miały zacząć konkurować, nie z rodzimymi wydawnictwami, ale z muzyką z całego świata. Zależało nam więc, aby nasze utwory nie były stworzone w ramach znanego już, określonego gatunku muzycznego. Chcieliśmy stworzyć utwory, które nie będą kojarzyły się z żadnym innym zespołem. Pracowaliśmy więc długo nad technicznymi aspektami. Łamaliśmy i mieszaliśmy konwencje różnych gatunków ciężkiej muzyki. Na poziomie rock metalu dodaliśmy elementy progresywne, czasem melodyjność nu metalu, a niekiedy elementy folkowe czy orientalne. Ze stworzonego materiału wybraliśmy 11 utworów na płytę Final Collision, z których każdy mógłby być singlem. Długo pracowaliśmy także z Dawidem Gorgolewskim, nad produkcją ostatecznego brzmienia. Płyta, musiała w końcu brzmieć równie dobrze, co zagraniczne produkcje znanych zespołów. Taki był nasz cel i takie też założenia mamy względem naszych kolejnych wydawnictw.

Czy jako liderka zespołu masz wpływ na ostateczny kształt waszych utworów, decyzji artystycznych?

Mamy to szczęście, że mimo kontraktów wydawniczych, pozostajemy zespołem niezależnym. Oznacza to, że możemy wydawać materiał, w który nikt, poza zespołem, nie ingeruje.  Dostarczamy wydawcy gotowy materiał. Jestem autorką tekstów i linii melodycznych. To ja jestem ostatnim filtrem decydującym o tym, który utwór wejdzie do naszego repertuaru. Z dziesiątków pomysłów, które powstają w zespole, wybieram te, które naprawdę mnie poruszają, które w moim odbiorze są wyjątkowe. Zależy mi na śpiewaniu i wydawaniu utworów, które będą miały znaczenie, które będą coś wnosić. Wtrącam się w proces aranżacji i kiedy trzeba, walczę o kawałek, który reszta zespołu chce odrzucić. Jestem osobą bardzo wrażliwą i zdarza mi się dostrzegać w utworze coś, co chłopcy mogą czasem pominąć. Wierzę w swój wiedźmowy instynkt i jak dotąd mnie nie zawiódł.

Robicie nowe otwarcie singlem, który jest coverem utworu Nirvany, chociaż oczywiście brzmi zaskakująco. Skąd ten wybór?

Mam często tak, że jakiś pomysł za mną chodzi. Pojawia się, ale jest niewyraźny jak jakieś widmo, więc go pomijam. Z czasem jednak takie pomysły pojawiają się coraz częściej i wyraźniej, aż czuję, że muszę coś zrobić. Mogę jeszcze nie wiedzieć czemu, ani co mi to przyniesie, ale zawsze słucham tego instynktu. Tak samo było z tym utworem. Nirvana była dla mnie ważnym zespołem, kiedy dorastałam. Jako nastolatka byłam zafascynowana emocjonalnością, buntem i niezależnością bijącą z tego zespołu. Kiedy uczyłam się grać na gitarze, pierwszym utworem jakiego się uczyłam był „Smells like teen spirit”. Kiedy w liceum koledzy tworzyli szkolny zespół, przychodziłam do nich na próby i śpiewałam „Come as you are”. „Where did you sleep last night” „przykleiło” się do mnie ponownie parę miesięcy temu. Codziennie utwór ten chodził mi po głowie, aż zaczęłam myśleć jak by brzmiał jego aranż, gdyby to był nasz utwór. Przez te dni zżyłam się z tym kawałkiem ponownie tak bardzo, że ułożyłam wstępny aranż i pokazałam go chłopakom. Na początku nie byli przekonani, wyjaśniłam im więc, że czuję, że muszę to zrobić. Kiedy zaczęła się wzmagać panika dotycząca epidemii i zostaliśmy zmuszeni do zostania w domu, wiedziałam, że to jest ten czas, aby wrócić do pomysłu zrobienia nowego aranżu. Zarezerwowałam termin w studio a jeszcze cztery dni przed nagraniem układaliśmy z Bartkiem szczegóły perkusji a trzy dni wcześniej elektronikę z Włodkiem. Dzień wcześniej dostałam propozycję ostatecznych riffów. W dzień ogłoszenia kwarantanny siedzieliśmy w studio. Klip udało nam się nakręcić trzy dni później, jeszcze przed ogłoszeniem zakazu wychodzenia z domu. Mam szczęście współpracować ze wspaniałymi ludźmi, którzy wspierają mnie i moje pomysły nawet w tych trudnych czasach. To  chłopcy z mojego zespołu, ale także z Dawidem ze Studio Osso, czy Krzysztofem Szczepańskim z Creoofficial, który kręci nasze klipy.

Arshenic Where did you sleep last night

Czy na polski rynek macie też jakieś propozycje muzyczne po polsku?

Nasza pierwsza płyta, o tytule „Arshenic”,  cała jest w języku polskim. Płyta ta, jak nasze pozostałe wydawnictwa, dostępna jest we wszystkich cyfrowych serwisach muzycznych oraz na CD poprzez nasz profil na Facebooku. Na naszej EP z 2016 znajduje się między innymi utwór „Grzyby”. Chociaż teksty na płycie „Final Collision” są głównie w języku angielskim, przemyciliśmy na nią utwór „Atari”, który wbrew tytułowi jest po polsku.

Dziewczyna na czele zespołu metalowego to atut?  Czy czasem masz wrażenie, że możesz być traktowana z rezerwą?

Przyznam, że tak się zdarza. Nie raz spotkałam się z sytuacją, kiedy bez przesłuchania nas, czy zobaczenia klipu zostaliśmy odrzuceni z powodu żeńskiego frontu zespołu. Dużo rzadziej jednak dzieje się tak w skali ogólnoświatowej. Obecnie rynek metalowy przeżywa rozkwit female frontów. Największe wytwórnie wydają zespoły metalowe z wokalistkami, olbrzymią popularność zyskują takie zespoły jak Arch Enemy, czy Jinjer. Do Polski ten trend musi jednak jeszcze przyjść.

Jakie są Wasze muzyczne marzenia? 

Jest ich sporo. Marzymy o możliwości wystąpienia na dużych festiwalach muzycznych czy kontrakcie z jedną z głównych wytwórni metalowych. Wierzę jednak, że jeśli nic nas nie zatrzyma i dalej będziemy się rozwijać, ten cel jest do zrealizowania.

A realne plany?

Niestety obecna sytuacja na świecie nie pozwala na zaplanowanie niczego. Nie wiemy, kiedy skończy się epidemia, kiedy znów będziemy mogli grać koncerty i zarabiać pieniądze na nasze następne działania. Powiedzmy więc, że obecnie planujemy stworzyć, nagrać i wydać nowy materiał i zająć się jego promocją.

http://arshenic.com

www.instagram.com/arshenic_official

www.facebook.com/Arshenic

www.youtube.com/arshenic

fot. Mikołaj Kornacki

Podobne wpisy:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *