Tom „Ocalić wzruszenie” autorstwa Jana Twardowskiego to coś znacznie więcej niż wybór wierszy. To przemyślana, poruszająca autobiografia poetycka, w której życie i twórczość splatają się w jedną, spójną opowieść o wierze, przemijaniu, kapłaństwie i pisaniu. Zbiór obejmuje ponad siedemdziesiąt lat pracy twórczej – od 1934 do 2006 roku – i układa się w czytelną drogę duchowego oraz artystycznego dojrzewania.
Za wybór i układ tekstów odpowiada Aleksandra Iwanowska, która podzieliła tom na trzy części: „Odgłos moich butów”, „Wierzę Panu Bogu jak dziecko” oraz „Żebym nie zamykał się w budce poezji”. Ten klarowny podział – dodatkowo uporządkowany chronologicznie – pozwala czytelnikowi obserwować rozwój poety: od młodzieńczych doświadczeń, przez refleksję nad wiarą, aż po autotematyczne wiersze o samym pisaniu. Ciekawym zabiegiem edytorskim jest umieszczenie pod niektórymi utworami dwóch dat – pierwodruku i ostatecznej redakcji – co pokazuje, jak Twardowski wracał do swoich tekstów, jak je dopracowywał i jak zmieniał się jego warsztat.
To, co najmocniej wybrzmiewa w tym zbiorze, to prostota. Prostota języka, obrazu, metafory. Ksiądz Twardowski potrafił zatrzymać się nad źdźbłem trawy, mrówką czy kroplą rosy i uczynić z nich punkt wyjścia do rozważań o sensie życia i obecności Boga. Jego poezja nie potrzebuje patosu – siła tkwi w czułości spojrzenia i w uważności. Właśnie ta uważność sprawia, że czytelnik odnajduje w wierszach własne doświadczenia: małe radości, drobne smutki, niepewności i nadzieje.
Wiara w tej poezji nie jest deklaracją ani ideologicznym manifestem. Jest raczej relacją – cichą, dziecięco prostą, pełną zaufania. Twardowski potrafił pisać o Bogu tak, że trafiał również do tych, którzy stoją z dala od Kościoła. Nie moralizował, nie pouczał, nie „nawracał”. Jego słowa przypominają raczej zaproszenie do rozmowy. Znamienny pozostaje tytuł innego zbioru poety: „Nie przyszedłem pana nawracać” – i rzeczywiście, w jego twórczości nie ma presji. Jest za to głęboka mądrość i pokora.
W „Ocalić wzruszenie” odnajdziemy zarówno wiersze znane, jak „Do moich uczniów” czy „Mrówko ważko biedronko”, jak i teksty mniej popularne. Szczególnie porusza fakt, że ostatni wiersz – „Jezu, ufam Tobie” – został napisany w szpitalu, w dniu śmierci poety. To symboliczne domknięcie drogi twórczej. W tomie znalazł się również liryk wcześniej niepublikowany, zaczynający się od słów „Choć jedną chwilę dzieciństwa” – subtelny, pełen zadumy powrót do świata młodości.
Dla wielu czytelników – i dla mnie również – twórczość Twardowskiego ma wymiar bardzo osobisty. To poezja, która towarzyszy w chwilach trudnych, kiedy brakuje słów. Wystarczy otworzyć tomik na przypadkowej stronie, by znaleźć wers, który rozjaśnia myśl, uspokaja serce, nadaje sens temu, co wydaje się bez wyjścia. Ta zdolność „ocalania” jest chyba największą siłą tej liryki. Sam poeta pisał, że wiersze mogą ocalić coś ludzkiego – i rzeczywiście, w jego twórczości czuć troskę o człowieka.
Nie bez znaczenia jest również strona edytorska wydania. Tom został starannie opracowany, z dbałością o estetykę i szczegóły. Projekt graficzny Urszuli Gireń nadaje książce elegancji i sprawia, że obcowanie z nią staje się także doświadczeniem wizualnym. To wydanie, które chce się mieć na półce i do którego chce się wracać.
„Ocalić wzruszenie” to książka dla tych, którzy cenią poezję prostą, a jednocześnie głęboką. Dla wierzących i poszukujących. Dla tych, którzy chcą zatrzymać się w codziennym biegu i zobaczyć więcej – w małych rzeczach, w drobnych gestach, w zwykłej codzienności. To autobiografia duszy, zapisana w wierszach. I przypomnienie, że wzruszenie nie jest słabością, lecz siłą, która pozwala nam pozostać wrażliwymi i prawdziwie ludzkimi.
Foto. Wydawnictwo Literackie







