Mascha Schilinski to nowe nazwisko na niemieckiej filmowej scenie. Wpatrując się w słońce jest jednym z głośniejszych debiutów ostatniego roku, a film spotkał się z szerokim uznaniem zarówno krytyków, jak i widzów. Oprócz dziesięciu nominacji do nagród Loli (przyznawanych przez Niemiecką Akademię Filmową), film znalazł się też na oscarowej shortliście. Moje wysokie oczekiwania były wobec tego uzasadnione. Miałem jednak też pewne obawy. Temat, który podjęła reżyserka należy do trudniejszych (zwłaszcza jak na debiut) i wymaga odpowiedniego wyczucia i precyzji. Film wszedł na ekrany polskich kin 17 kwietnia.
Miejsce akcji filmu ogranicza się praktycznie do jednej farmy w północnych Niemczech. Przedstawia losy kilku dziewczynek, dziewczyn, kobiet żyjących i dorastających tam w kilku różnych okresach XX i XXI wieku. Mimo upływu wieków powtarzają się zaniedbania, przemocowe relacje oraz tragedie najbliższych. Z tego powodu bohaterki doświadczają uczuć przygnębienia, odrzucenia i niemocy. Wpatrując się w słońce jest portretem dojrzewania w różnych czasach. Zamiast kina społecznego i historycznego, jest to bardziej film wnikający w kształtującą się psychikę i emocje. Trudnym doświadczeniom towarzyszą różne sposoby na radzenie sobie z nimi, byle tylko przetrwać. Bywają tymczasowe, nieudolne i zahaczają one o autodestrukcję. Nagromadzenie nieprzyjemnych emocji przytłacza zarówno protagonistki, jak i widza. Przytłoczyć może również pokaźny metraż.
Mascha Schilinski w swoim debiucie koncentruje się na perspektywie kobiet i chce, by usłyszano ich krzyk. Krzyk, który nierzadko musi być tłumiony i na który ludzie wokół są głusi przez dekady. Uczucia rozpaczy, ucisku, bycia zdominowanymi przez mężczyzn w dalszym ciągu muszą znaleźć swoje ujście. Protagonistki myślą o śmierci, fantazjują o ucieczce, popadają w ryzykowne zachowania. Wpatrując się w słońce można nazwać dziełem feministycznym, choć skupia się zdecydowanie bardziej na bezsilności i doświadczanych udrękach, aniżeli na sile, która mogłaby się przebić przez ogólnie panującą znieczulicę. Bohaterki doświadczają skrajnych stanów emocjonalnych, które stale naruszają poczucie własnego ja. Mam jednak mieszane uczucia co do sposobu, w jakim reżyserka podeszła do bohaterek. Są one biernymi uczestniczkami wydarzeń, których obecność ograniczona jest do fizycznej formy. By film mógł rozliczać niemieckiego społeczeństwo z patologii i patriarchalnego uścisku brakuje natomiast wyraźnych punktów odniesienia i spójniejszej struktury. Film Maschy Schilinski jest bardziej przekonujący w oddawaniu psychicznego stanu swoich bohaterek, choć również w tym zakresie jej dzieło nie jest pozbawione łopatologii. Wątpliwości mam także co do wielu użytych środków.
Cieszy mnie fakt, że jako debiutująca reżyserka Mascha Schilinski wobec braku swego rodzaju renomy i narzuconych oczekiwań do stracenia zrobiła tak bardzo autorski, oryginalny film. Imponująca jest tutaj twórcza spójność i rozmach, z jaką In die Sonne Schauen (tytuł oryginalny) zostało zrealizowane. Jest to projekt o ogromnej skali artystycznej. W tym miejscu należy nadmienić jednak, że realny świat i elementy hauntologiczne, będące wytworem wyobraźni bohaterów łączyli w kinie już Hiszpanie. Mówię tu o kinie Carlosa Saury (Nakarmić kruki), czy Victora Erice (o jego Duchu Roju już zresztą pisałem). I robili to ze zdecydowanie większą subtelnością i wrażliwością, nie zamykając bohaterów do bycia ofiarami opresji. Dalej jednak jest to film jak najbardziej intrygujący. Niemiecka reżyserka odważnie korzysta z różnych zabiegów, mieszając chociażby czasy narracji, czy zaburzając chronologię. Jeżeli ktoś zdecyduje się wybrać do kina, lepiej jednak przygotować się na pesymistyczne i fatalistyczne doświadczenie, aniżeli strukturalnie stabilną opowieść. Fabuła jest celowo bardzo pourywana, a narracja nielinearna. Poniekąd pasuje to do panicznej reakcji mózgu człowieka na zagrożenie, jednak znacząco ogranicza potencjał rozwijania innych aspektów. Bohaterkom brakuje indywidualności, a w tonie jest zdecydowanie za mało wrażliwości. Metoda emocjonalna filmu opiera się przede wszystkim na zapętlających się szantażach, lecz nawet i to po czasie przestaje działać i przestaje mieć efekt. Co więcej, nagromadzenie krzywd i chaos w ich przedstawianiu składają się na wrażenie karykaturalności.
Najtrafniejszym określeniem problemu filmu jest jego przereżyserowanie. Jest w zbyt dużym stopniu skoncentrowany na samym sobie, na swoim stylu i pożądanym efekcie. Materia schodzi na drugi plan. Przerost estetyki nad treścią jest wybaczalny, jeśli mówimy o filmie, który ma dostarczać rozrywki. Stanowi to jednak spory problem, gdy dzieło jest ambitne oraz podejmuje ważne i trudne tematy. Tracą one na znaczeniu w momencie, kiedy są wykorzystywane w sposób instrumentalny. Najbardziej to boli w przypadku bohaterek pozbawionych spójnej historii, ani cech indywidualnych. Można odnieść wrażenie, że istnieją jedynie w takim zakresie, w jakim są potrzebne filmowi. Rodzą się przed nim, a umierają po. Nie jestem w stanie dostrzec, by były kimś więcej niż rekwizytami. Uniemożliwia to emocjonalne połączenie się widza z kimkolwiek. Nawet jeśli główną intencją twórczyni jest wniknięcie w ogólny stan umysłu, który miesza jawę i fantazję, postawiła na wiele wątpliwych elementów. Należą do nich przede wszystkim dziwaczne, fizykalne metafory występujące w zupełnie losowych momentach. Pozostaje dla mnie zagadką, czy ich rola jest inna, niż wyłącznie prowokacyjna. Demonstruje to niewątpliwie bezkompromisowość twórczą reżyserki, ale nadaje filmowi niepotrzebnie pretensjonalnego tonu.
Schilinski wie jednak, jakich środków używać i w jakim celu – gorzej jest jednak z samym ich sposobem użycia. Przesyt to jeden z głównych grzechów arthouse’’u i takowy został tu popełniony. Z jednej strony udaje się wywołać immersyjny efekt, a po wyjściu z kina poczułem się, jakby świat był aż nadto szybki. Cienka linia dzieli natomiast seans ciężki, intrygujący, a niepotrzebnie rozwleczony i nadęty. W przeciągu dwóch i pół godzin film traci moc swojego oddziaływania, powielając wielokrotnie sam siebie. Mowa tutaj nie tylko o powtarzalnych w charakterze scenach, ale i środkach formalnych. Notoryczne zbliżenia, rybie oka, rozmazania, różne sposoby kręcenia, immersyjne dźwięki – na początku zaskakuje to swoją świeżością, jednak stanowią zarazem pułapkę, w którą reżyserka wpada. Walcząc panicznie z jakimikolwiek odznakami nijakości, paradoksalnie nijakim Wpatrując się w słońce się staje. Podziw i szacunek wzbudza natomiast szczegółowość w odwzorowywaniu XIX-wiecznego, niemieckiego domu. Kostiumy oraz scenografia faktycznie budują odczucie obecności samego widza w tym miejscu i uczestnictwa w tragicznych dziejach rodzin. To dopracowane jest do perfekcji, a debiutantka dba nawet o takie niuanse, jak niemiecki akcent, który przez wieki ulega zmianom.
Przez film przetacza się ogrom bohaterów obu płci i w każdym wieku. Jest to teatr wielu aktorów (a raczej głównie aktorek) i trudno wskazać jedną, wyróżniającą się rolę. Warto jednak pochwalić grającą pierwszy raz w poważnym filmie dziesięcioletnią Hannę Heckt w lekko uroczej, a lekko niepokojącej roli Almy. Aktorstwo przez cały film jest równe i cały zespół bardziej niż indywidua robi wrażenie. Z drugiej strony, wszyscy są tu prowadzeni niemal od linijki według wizji reżyserki. Każdy szept, spojrzenie w kamerę jest tutaj ustalone, co po czasie dawało wrażenie lekkiej nienaturalności. W zwiastunie można zobaczyć scenę, w której kilka bohaterek się śmieje. Może być to mylące, gdyż jest to bodaj jedyna zabawna scena w filmie. Film dominują doznawane trochę losowo rozmaite krzywdy, zarówno psychiczne i fizyczne.
Nie będę ukrywał, że chciałbym zobaczyć inne podejście do kwestii międzypokoleniowych traum oraz reakcji na nie. Doceniam Schilinski przede wszystkim za ryzyko oraz rzadko spotykany w kinie europejskim rozmach. Na wyróżnienie zasługują też zdolni montażyści, scenografowie, kostiumografowie oraz aktorki. Treściowo natomiast jedynie niektóre monologi w stylu Terrence’a Mallicka momentami sprawiają wrażenie, że ma się do czynienia z czymś naprawdę głębokim. Jeśli ktoś zdecyduje się podjąć wyzwanie (bo tak to należy nazwać) seansu Wpatrując się w słońce – najlepiej zrobić to na jak największym ekranie, to możliwe. Być może kogoś debiut niemieckiej reżyserki przekona. Mi jednak brakuje przede wszystkim twórczego opanowania, który zapobiegłby przerostowi formy nad treścią oraz spłaszczeniu tematu do niskolotnego, choć stylowego misery porn. Jako całość jednak, Wpatrując się w słońce jest filmem, który nie prowadzi do sensownych, zaskakujących konkluzji. A jest przecież opowiadać o czym. Od pewnego momentu irytuje nadmierną egzaltacją i pretensjonalnością, nie rozwijając się w wystarczający sposób. Jestem dość zawiedziony, że tak bardzo reżyserka skupia się na tym, jaki jej film jest, a nie o czym. Będę śledził twórczość Maschy Schilinski i zgadzam się, że jest twórczynią obiecującą. Liczę, że kolejny film będzie nieco dojrzalszy artystycznie, nawet jeśli z mniejszym patosem, czy mniej oryginalny. Jeśli chodzi o debiut – Gott sei Dank, że udało się dotrwać do końcowych napisów.
Fan kina od 13 roku życia. Docenia zwłaszcza kino twórcze, odważne, czasem kontrowersyjne. Stara się oceniać filmy pół sercem, a pół głową. Docenia wszelkie inne przejawy pasji i kreatywności, nawet jeśli je nie do końca rozumie. Do ulubionych twórców należą min. Michael Haneke, Ingmar Bergman, Krzysztof Kieślowski i Dennis Villeneuve. Lubi oprócz tego czytać literaturę true-crime, męczyć się nad językiem niemieckim, dobrze zjeść, a później dla równowagi pograć w badmintona. Senior minimum wage work expert.
Na tej stronie wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? ZGADZAM SIĘ
Manage consent
Privacy Overview
This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.