Z rozmachem, ale i z jajem – Andrzej Sapkowski – „Narrenturm” [recenzja]

Andrzej Sapkowski jest autorem, którego zna niemal cała Polska. Aktualnie dzieje się tak za sprawą niezwykle popularnych gier z serii Wiedźmin, opowiadających o perypetiach wiedźmina Geralta z Rivii. Tytuły te spotkały się z tak dużym zainteresowaniem na całym świecie, że dziś w zasadzie trudno Sapkowskiego nie znać. I słusznie, bo stworzył on naprawdę świetny cykl fantasy, od którego nie sposób się oderwać. Nie samym Wiedźminem jednak twórczość popularnego polskiego pisarza stoi – w 2002 roku autor wydał pierwszy tom tak zwanej Trylogii Husyckiej, opowiadającej – w bardzo dużym skrócie i uproszeniu – o czasach Inkwizycji i niepokojach społecznych na Dolnym Śląsku od roku Pańskiego 1420. Sapkowski w zręczny sposób połączył wydarzenia historyczne, do których wplótł fikcję literacką, dodając do faktów czary, zabobony i wierzenia. Od kilku lat mamy wybór – czy zapoznać się z tą powieścią w sposób standardowy czy też za sprawą superprodukcji, która może poszczycić się mianem jednej z najlepszych dostępnych na krajowym rynku produkcji audio, w której powstanie zaangażowane zostały prawdopodobnie setki osób. Ja wybrałem tę drugą opcję i zdecydowanie jestem z tego faktu zadowolony, gdyż bawiłem się wprost wybornie. I spora w tym zasługa tak Sapkowskiego i jego pomysłowej głowy, jak wszystkich osób odpowiedzialnych za powstanie Narrenturm w wersji audiobooka.

Powieść zaczyna się od obszernego i nieco przytłaczającego faktami, datami oraz zależnościami między postaciami wstępu, w którym narrator objaśnia czytelnikowi wszystko, co ten powinien na wstępie wiedzieć tytułem zarysu historycznego oraz by nie pogubić się w wydarzeniach, które dopiero przed nim. Przyznam szczerze, że ten wstęp jest nieco uciążliwy – zostało w nim podane zbyt wiele informacji i zdaję sobie sprawę, że może on odpychać co mniej cierpliwych czytelników. Warto jednak przez niego przebrnąć, ponieważ po nim jest tylko lepiej i dochodzi do głosu fabuła właściwa. A w niej poznajemy głównego bohatera – Reinmara z Bielawy, w niektórych kręgach znanego także jako Reynevan. Ten młody medyk, zielarz i uczony ma olbrzymią słabość do płci pięknej. Jego uczucie staje się motorem napędowym całej akcji, gdyż jego płomienny romans z zamężną Adelą von Stercza kończy się przyłapaniem przez rodzinę jej męża. W obliczu nieuchronnych kłopotów obiekt jego uczuć bardzo szybko wyrzeka się miłości do Rainmara, oskarżając go jednocześnie o rzucenie na nią uroku, dlatego młody chłopak musi salwować się ucieczką przed rozwścieczonymi braćmi von Stercza. Podczas emocjonującego pościgu umiera najmłodszy z trójki braci, co powoduje jeszcze większe pogorszenie i tak już niełatwej sytuacji młodego medyka.

Podczas swojej długiej i męczącej ucieczki, Reynevan wpada w coraz to nowe kłopoty, trafiając z miejsca w miejsce, będąc oskarżanym o coraz to nowe zbrodnie, a w efekcie jego osoba obrasta legendą człowieka bezwzględnego i morderczego. Dochodzi nawet do tego, że jest on ścigany przez Inkwizycję. Z pomocą przychodzą mu nabyte znajomości i eskorta niejakiego Szarleja, który w zamian za obiecaną wolność z przymusowego pobytu w zakonie zgadza się, aby towarzyszyć medykowi w jego podróży w bezpieczne miejsce. Przyznam, że o ile ciągłe przygody i niekończące się problemy bohaterów są ciekawe i zapewniają przyjemność z lektury, o tyle jest to momentami mało wiarygodne, żeby panowie mieli aż tyle kłopotów i non stop zdarzały im się nowe problematyczne sytuacje.

Oczywiście Narrenturm to nie tylko losy Reinewana, Szarleja oraz (dołączającego do wcześniej wymienionej dwójki później) Samsona, ponieważ w tle cały czas dzieją się istotne wydarzenia i walka między Husytami a chrześcijańską częścią Europy. Wyżej wymieniona trójka dość szybko wpada w sidła wielkiej, międzynarodowej machiny politycznej i nie będą oni w stanie przejść obok wydarzeń, nie mieszając się w żaden sposób ani nie opowiadając się po żadnej ze stron. Zresztą nasi bohaterowie lądują finalnie w tytułowym Narrenturmie – Wieży Błaznów, znajdującej się we Frankensteinie, będącej placówką dla osób chorych psychicznie oraz tajnym więzieniem Inkwizycji, która w Narrenturmie przesłuchuje i poddaje torturom swoich więźniów.

Sapkowski zadbał o każdy, nawet najdrobniejszy detal swojej opowieści, odzwierciedlając realia dawnego Dolnego Śląska, Wojny Husyckiej i średniowiecznego stylu życia. Nie brakuje tu także wielu zwrotów w języku łacińskim, które niestety tłumaczone nie były (z przyczyn zrozumiałych w audiobooku), niemniej jednak brakowało mi jakiegoś wyjaśnienia, ponieważ były całkiem długie momenty, gdy bohaterowie posługiwali się łaciną, a ja za cholerę nie umiałem zrozumieć kontekstu. Generalnie czuć ogrom pracy włożonej przez autora w to, żeby wszystko było możliwie jak najbardziej osadzone w niegdysiejszej rzeczywistości, ale Sapkowski nie byłby sobą, gdyby całość nie była okraszona specyficznym, momentami rubasznym i dość wisielczym, humorem.

Superprodukcja Narrenturm powstała w 2010 roku w Teatrze Polskiego Radia. Została wydana zarówno w formacie mp3, jak i na płytach CD. Nagranie trwa łącznie 24 godziny. Jest to jedno z największych i najlepszych słuchowisk zrealizowanych w naszym kraju. Nagrywanie powieści Sapkowskiego trwało około sześćdziesięciu dni, a udział w tym przedsięwzięciu wzięło niemal stu dwudziestu aktorów! W rolach głównych wystąpili: Lesław Żurek jako Reinmar, Henryk Talar jako Szarlej, Krzysztof Wakuliński jako Samson, Krzysztof Gosztyła jako Narrator. Wszyscy wymienieni panowie spisali się na medal, interpretując przydzielone im role na najwyższym poziomie. Nie sposób wyróżniać teraz któregoś z nich, ponieważ byłoby to niesprawiedliwe wobec pracy pozostałych, a naprawdę wszyscy zasługują na najwyższe noty. Zresztą to samo można powiedzieć o pozostałych aktorach, którzy wcielili się w bohaterów drugo- i trzecioplanowych, oraz o tych, którzy brali udział tylko epizodyczny w nagraniu. Niewiele jest w naszym kraju tak fenomenalnie wykonanych słuchowisk i pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłości ta sama ekipa zabierze się za kolejne wielkie dzieła literatury. Ciekawostką jest fakt, że w sprzedaży jest również muzyka z tego słuchowiska.

Narrenturm to kawał porządnie napisanego dzieła, które przyswaja się jeszcze przyjemniej w formie słuchowiska. To połączenie jest warte każdej wydanej złotówki i uważam, że każdy szanujący się fan fantastyki, literatury polskiej i porządnych słuchowisk powinien mieć w posiadaniu swoją kopię. Nie dość że jest to długa i emocjonująca podróż, a Sapkowski jak mało kto potrafi kreować fenomenalne opowieści i nietuzinkowych bohaterów, to jeszcze jest to dzieło napisane lekko i z zamysłem. Jednak najlepszą wiadomością jest fakt, że to dopiero pierwszy tom z całej Trylogii Husyckiej.

Fot.: Audioteka.pl

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.