Za wysoko zawieszona poprzeczka – Sarah Hilary – „Nie ma innej ciemności” [recenzja]

W maju ubiegłego roku miałem przyjemność zapoznać się z „Najlepszym Kryminałem 2015 roku w Wielkiej Brytanii”, debiutancką powieścią Sarah Hilary – W obcej skórze. Te kilka miesięcy temu rozpływałem się nad kunsztem autorki, jak i samą, dość mroczną i zaskakującą zagadką, którą rozwikłać próbowała inspektor Marnie Rome. Pod koniec oznaczonej powyżej recenzji napisałem: O tym, czy W obcej skórze nie jest jednorazowym, szczęśliwym wybrykiem (w co szczerze wątpię), będziemy mogli przekonać się już na jesieni, kiedy to nad Wisłą pojawi się kontynuacja przygód Marnie Rome – Nie ma innej ciemności. Ja już zacieram ręce, a Wam polecam czym prędzej zapoznać się z omawianą tu częścią pierwszą. Nie wiem, ile osób to przeczytało, nie mam pojęcia, komu udało się w międzyczasie sięgnąć po niezwykle ciepło przyjęty debiut Brytyjki, znam jednak odpowiedź na pytanie, czy W obcej skórze nie było jednorazowym, szczęśliwym wybrykiem. Odpowiedzi udzieliła mi – rzecz jasna – lektura Nie ma innej ciemności, jeśli więc jesteście ciekawi, jak tym razem poradziła sobie Sarah Hilary, to nie pozostaje Wam nic innego, jak przeczytać tekst poniżej.

Pewnego dnia, podczas pracy w ogrodzie, mieszkaniec jednego z domków zapełniających względnie nowe londyńskie osiedle odkrywa na swojej posesji nietypowe znalezisko – podziemny bunkier. I choć już sam bunkier mógłby kogoś zaskoczyć, to prawdziwy szok nadchodzi dopiero w momencie, gdy Terry (ów właściciel posesji) postawia zajrzeć do środka. O tym, co zobaczył, dość szybko zostaje poinformowana inspektor Marnie Rome, ponieważ okazuje się, że w bunkrze znaleziono ciała dwóch małych chłopców, a policyjny patolog już na oko jest w stanie stwierdzić, że chłopcy nie żyją od co najmniej czterech lat. Co za tym idzie – zostali złożeni pod ziemią jeszcze przed powstaniem Bukowego osiedla.

Policjanci (co chyba nie dziwne) zaczynają od przesłuchania ogrodnika oraz jego rodziny. Rodziny zresztą nietypowej, ponieważ obok tatusia, mamusi i dwóch małych szkrabów obecnie w jej skład wchodzi również adoptowany, zbuntowany i chadzający własnymi ścieżkami nastolatek – Clancy. Generalnie większość mieszkańców osiedla to specyficzne jednostki i choć to właśnie od nich poszukiwania mordercy chłopców rozpoczyna Marnie, już wkrótce będzie musiała skupić się na dwóch kolejnych indywiduach – Alison oraz Esther, kobietach, które niedługo przed makabrycznym odkryciem w bunkrze zostały (po wieloletniej resocjalizacji) zwolnione z zakładu dla psychicznie chorych. Kto przyczynił się do śmierci dwójki dzieci? Kim są preppersi i co łączy Clancy’ego ze Stevenem – przybranym bratem Marnie, który odsiaduje właśnie wyrok za podwójne, brutalne morderstwo dokonane na rodzicach głównej bohaterki?

Największą zaletą drugiej powieści Sarah Hilary jest to, że po raz kolejny autorka serwuje nam niezwykle wciągającą lekturę. Nie ma w tej książce ani chwili na nudę, cały czas coś się dzieje, a to za sprawą kolejnej cechy: Hilary pokazuje, że dobry kryminał nie może opierać się tylko i wyłącznie na warstwie stricte kryminalnej, musi zostać obudowany ciekawym tłem obyczajowym i to właśnie dostajemy w Nie ma innej ciemności. Autorka porusza temat relacji rodzinnych, które nie zawsze bywają takie, jakbyśmy sobie tego życzyli. Przykładami są Marnie i jej relacje z przybranym bratem, Noah Jake (partner Marnie w pracy) i jego postrzeganie młodszego, rozkapryszonego rodzeństwa, a także cała rodzina Doyle’ów (to pod ich ogrodem odkryto bunkier). Udaje się Brytyjce zachować odpowiednie proporcje pomiędzy zagadką stanowiącą sedno książki a wątkami pobocznymi, które owo sedno świetnie uzupełniają.

Znajdzie się jednak i minus i to niestety dość poważny. Mianowicie chodzi o to, że same twisty fabularne nie są wielce zaskakujące, a przynajmniej mnie nie były w stanie zaskoczyć. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że sporo osób uniesie brwi ze zdziwienia a usta ułożą im się w jedno wielkie „O”, kiedy na jaw wychodzić będą kolejne fakty dotyczące odnalezionych w bunkrze chłopców oraz poszczególnych bohaterów tej powieści, ja jednak w miarę szybko odgadłem, kto tutaj kryje w sobie największy sekret, dlatego rozwiązanie całej historii nie zrobiło na mnie piorunującego wrażenia. Nie mówię, że było to źle napisane, może po prostu – nieskromnie mówiąc – to ze mnie taki domyślny facet.

Ogólnie rzecz ujmując, mamy tu do czynienia z wciągającą powieścią, która (przynajmniej mnie) nie zaskoczyła fabularnymi rozwiązaniami, mamy też bohaterów, którzy choć ciekawi, dość szybko dają się rozszyfrować. Nie ma innej ciemności to summa summarum książka całkiem niezła (takie 7 na 10), jednak odstaje poziomem od swojej poprzedniczki. Nie sposób nie wspomnieć tu o podobieństwach w dotychczasowej twórczości Sarah Hilary oraz jej rodaczki – Alex Marwood. Obie panie w podobnym czasie wkroczyły na rynek kryminałów z przytupem, wydając powieści, które z miejsca zyskały status bestsellerów; obie zderzyły się również z koniecznością przeskoczenia poprzeczki, którą same sobie ustawiły – jak się okazuje – trochę zbyt wysoko. Niestety tak jak w przypadku Marwood i jej Zabójcy z sąsiedztwa, który mimo wszystko wypadł blado w porównaniu do Dziewczyn, które zabiły Chloe, tak i Hilary nie udało się omawianą właśnie lekturą przebić debiutanckiego W obcej skórze. Nie jest jednak znowu tak źle, ponieważ wszystkie wymienione tytuły warte są zapoznania się z nimi i są to pozycje, które umilą niejeden wieczór fanom gatunku. Powstaje jednak pytanie: co dalej? Nie wiem, jak rzecz ma się w przypadku Alex Marwood, jednak kontynuacji przygód inspektor Marnie Rome możemy już wkrótce wyczekiwać na polskim rynku wydawniczym i pomimo kilku niedociągnięć w Nie ma innej ciemności, będę jednym z tych, którzy czym prędzej będą chcieli poznać dalsze losy twardej pani policjant.


Fot.: Czwarta Strona

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *