Żądza krwi – Jamey Bradbury – „Dzikie serce” [recenzja]

Dzika Alaska stała się ostatnimi czasy modnym literackim krajobrazem. Wykorzystywała ją jako miejsce swojej powieści Kristin Hannah (Wielka samotność) czy Rosamund Lupton (Barwa ciszy). Do tego grona dołączyła z debiutancką powieścią Jamey Bradbury, która, podobnie jak jej koleżanki, w Dzikim sercu poruszyła relację matki z córką, osamotnienie wynikające nie tylko z miejsca, w którym nastolatce przyszło żyć, ale również w związku z traumami, które przeżywała. Dzikie serce to coś więcej niż thriller, to coś więcej niż powieść psychologiczna – to powieść, która balansuje na granicy obłędu, obsesji i młodzieńczego widzenia świata – bardzo często paranoicznego. Wyobraźnia podpowiada nam najróżniejsze scenariusze, a nasza bohaterka swoim tokiem myślenia, rozproszonymi myślami, głęboko zakorzenionym lękiem buduje w nas obraz dokładnie takiego uczucia, jakie sami odczulibyśmy stojąc na bezkresnej przestrzeni Alaski – dzikiego regionu, który w swoich leśnych ostępach kryje wiele tajemnic – uczucia totalnego strachu.

Dzikie serce to powieść, w której odkrywanie siebie i tożsamość są niezwykle istotne. Bohaterka została wychowana w surowym klimacie i surowych warunkach, a kobieta, która dała jej życie i kreowała jej charakter, nie była ideałem – bardzo enigmatyczna, twarda i nieustępliwa. Dziewczyna czuje się przez to wszystko jak odrzutek i jak odrzutek żyje – skonfliktowana z lokalną młodzieżą oraz samą sobą jest dla mnie typową przedstawicielką powieści nurtu young adult – w który to została dosypana nutka paranormalności. Mimo że dostrzegamy w bohaterce ślady postaci z powieści, chcąc nie chcąc, wampirystycznych, nie ma określone nigdzie wprost kim ona jest i dlaczego. Może nutka tajemnicy w tym przypadku ma skłonić nas do głębszych refleksji niż kolejna powieść o nastoletnim wampirze?

Schematy powieściowe rządzą się swoimi prawami, a od tych sztampowych chciała Bradbury odejść, dając nam nad wyraz wiele pretekstów, aby jednak szukać czegoś ukrytego pod tą wierzchnią warstwą kiczowatego i płynącego posoką krajobrazu. Można niekiedy zaśmiać się z politowaniem nad miłością bohaterki do ludzkiej krwi i umówmy się, jest to kicz i jest to ogromne nawiązanie do literatury młodzieżowej, w której to młody wampir walczy ze swoją naturą, ale kiedy spojrzymy ponad to, to wraz z rozwojem fabuły jesteśmy coraz bardziej skłonni z wyrozumiałością spojrzeć na pewne zagrywki fabularne. Pewna aura cudowności i element fantasy zderza się tutaj z zimnym i twardym życiem w nieustępliwym klimacie alaskańskiej dziczy. Ten kontrast świata realnego i fantastycznego jest namacalny, a życie codzienne naznaczone rutyną przeplata się ze zjawiskami nadprzyrodzonymi. Jednak prawdziwe niebezpieczeństwo czyha poza tym światem, poza światem dobrze znanym bohaterce, który jest jej bezpieczną oazą i powoli przestaje nią być wraz z pojawieniem się nieznanego przybysza.

Świat przedstawiony w Dzikim sercu jest światem ujmującym. Symbioza człowieka z naturą jest tutaj doskonale uwypuklona, a stylistyka jest bardzo sensualna, opisy malownicze i przemawiające do wyobraźni, ceniącego piękne literackie krajobrazy, czytelnika. Dzikie tereny i leśne ścieżki, malownicze chaty na skraju lasu, pejzaże niezbadanej w swym ogromie tajgi oraz psie zaprzęgi pędzące po śnieżnym trakcie – to na pewno dobra sceneria, zarówno dla horroru jak i powieści psychologicznej z nutką egzystencjalizmu. Ale to nie wszystko. W powieści przeplata się wiele literackich wymiarów – począwszy od gotyckiej literatury grozy, przez uwielbiany przeze mnie realizm magiczny, a nawet tani horror, który przecież ma równie wielu zwolenników – jednak jest to okraszone dużą dawką świetnej atmosfery, która w tym przypadku potęguję tajemnice i to, co niewypowiedziane.

To, z ilu nurtów czerpie Bradbury w książce Dzikie serce, niekoniecznie jest wadą powieści. Wydawać by się mogło, że uprzedzenia tutaj będą grały dużą rolę, bo jeśli ktoś nam powie, że to powieść o młodocianym wampirze, to w ruch pójdą wszystkie powieściowe i filmowe skojarzenia. Nie tego chcemy w dobrej literaturze, a przynajmniej nie ja tego oczekuje. Jednak odkrywam w tej powieści powiew świeżości, bowiem ta literacka hybryda broni się tym, że jest po prostu widmem jakiejś nowości, której przecież brakuje na rynku wydawniczym. Doceniam mnogość nawiązań i łatwość z jaką autorka tworzy dziki i niezbadany klimat swojej debiutanckiej powieści. I niech to będzie zachętą dla każdego, kto w literaturze ceni śmiałe próby eksperymentowania z zakotwiczonymi w nas literackimi uprzedzeniami.

Fot.: Marginesy

Write a Review

Opublikowane przez

Anna Sroka-Czyżewska

Na zakurzonych bibliotecznych półkach odkrycie pulpowego horroru wprowadziło mnie w świat literackich i filmowych fascynacji tym gatunkiem, a groza pozostaje niezmiennie w kręgu moich czytelniczych oraz recenzenckich zainteresowań. Najbardziej lubię to, co klasyczne, a w literaturze poszukuje po prostu emocji.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.