duch roju

Zakurzony projektor #23: „Duch Roju” (1973)

Nakarmić Kruki Carlosa Saury jest jednym z ważniejszych dzieł kina hiszpańskiego, filmem wręcz kultowym. Trzy lata wcześniej (dokładnie w roku 1973) dzieło o podobnej problematyce – dzieciństwo, dojrzewanie, niedostatek tego, co potrzebne młodemu człowiekowi, stworzył Victor Erice. A nazwał je enigmatycznie, a mianowicie Duch roju. Jak się okazało, jest to film lekko kontrowersyjny w realizacyjnych aspektach. Nie można powiedzieć, że spodoba się każdemu, ale jest filmem głębokim, oryginalnym, uduchowionym. Praktycznie zawsze takie kino polecam, nawet w celu poznania swoich filmowych preferencji.

Victora Erice wcześniej nie znałem, a kino hiszpańskie niespecjalnie jest moim głównym przedmiotem zainteresowania. „Duch Roju” był dla mnie w pewnym sensie seansem w ciemno – dobre opinie, opis brzmi ciekawie, pomyślałem więc, że sprawdzę. Ostatecznie spełnił moje oczekiwania filmu dobrego i intrygującego. Duch Roju to film osadzony w małym miasteczku na równinach Kastylii w powojennej Hiszpanii. Porusza tematykę poszukiwania sensu w miejscu, gdzie próżno szukać wrażeń. Tym samym główni bohaterowie, jakimi są dzieci – Isabel i Ana – uciekają w świat marzeń, fascynacji niebezpiecznym. Fascynacji i lęku zarazem. Wszystko ma początek w seansie Frankensteina Jamesa Whale’a z 1931 roku.

Bardzo lubię kino coming of age, analizy psychiki dzieci, to, jak bardzo odbieranie, przetwarzanie informacji różni się u dorosłego (widza?), jak i również wrażliwość i odczuwanie emocji. Tutaj znalazłem sporo dla siebie. Erice w fenomenalny sposób dostrzega, jak bardzo seans narusza dziecięcą niewinność, pokazuje uroczą naiwność młodych bohaterów i jak bardzo odbiór seansu różni się u chłodnego dorosłego i u dziecka, które w ten sposób odkrywa niemal drugą płaszczyznę rzeczywistości. Sprzyja temu hiszpańskie miasteczko, w którym zaiste za wiele się nie dzieje. Nie widziałem nigdy wcześniej tak cudownej gry małych scen. Banalnych z perspektywy dorosłego, zwyczajnych, a jednak dzięki dzieciom dorosły naprawdę dostrzega w codzienności coś nowego. Nie zdradzając za dużo,  wspomnę, że Erice nadaje dwuznaczność powiedzeniu „emocje jak na grzybach”.

Duch roju jest seansem wymagającym cierpliwości, dość ciężkim i męczącym. Można spokojnie nadać mu etykietkę slow cinema. Osobiście trochę kręciłem nosem na toporną, wybitnie oszczędną realizację. Próżno szukać w scenach dynamiki, szczególnie na tle malowniczej, ale pustej okolicy. Przewijające się, urywane poetyckie parabole, wydłużone sceny, kilka z nich – z punktu widzenia bardziej kinomana, niż poety – nie znajduje celu innego, niż tworzenie klimatu. Z drugiej strony doceniam to, jak bardzo jest to kino autorskie pełną gębą oraz to, jak bardzo szczegółowa jest realizacja. Przytoczę jedną scenę, która sama w sobie jest statyczna, a na dodatek na drugim planie obok głównego bohatera przejeżdża mężczyzna ze snopem siana na taczce. Bez dialogu, bez interakcji. Czy ma to być filmowe i atrakcyjne? Pewnie nie. Czy jest to brutalistyczne i realistyczne? Oczywiście, że tak.

Jeśli chodzi o aktorstwo, wspomniałem już wcześniej, że jest to teatr dwóch młodych bohaterów. Nie są to jakieś najbardziej spektakularne role, ale też nie musiały takie być i w sumie po takim scenariuszu więcej się nie spodziewałem. Dobrze odegrali swoje role, da się wczuć w ich punkt widzenia i dzięki nim Erice przekazuje to, co chce. Mam zagwozdkę, jeśli chodzi o dorosłe postaci – bez charakteru, osobowości, przezroczyste, mają rolę tylko formalną, zadaniową, ograniczoną do absolutnego minimum. Da się to z drugiej strony obronić tym, że reżyser w ten sposób chce zaakcentować, kto jest w tym filmie najważniejszy i kto rządzi percepcją, być może podkreślić też chłód, obojętność dorosłych, zmęczony brakiem perspektyw w hiszpańskim miasteczku.

Podsumowując i będąc uczciwym z samym sobą, muszę przyznać, że nie jest to dzieło, w którym odpowiadało mi wszystko. Zamęczyły mnie niedopowiedzenia, porwane poetyckie parabole – żeby przeanalizować, czym jest tytułowy duch roju, musiałbym sporo się namyślić. Zresztą jestem dość pewny, że Erice stworzył film bardziej do odczuwania, aniżeli do analizowania. Na całe (moje) szczęście, film udało się zamknąć zaskakującą i dość oryginalną klamrą. Tak, jak daleko mi do wielkiej miłości do „Duchu roju”, tak jestem przekonany, że obejrzałem coś dobrego i uduchowionego. Nie można odmówić Erice’owi wielkiej wrażliwości na emocje, trafnych spostrzeżeń i tego, jak szczegółowo i oryginalnie udaje mu się wszystko przenieść na ekran. Film jest warty sprawdzenia, chociażby dla własnej oceny. Można go uznać za artystyczny bełkot, można się w nim zakochać, ale trudno uznać za „jeden z wielu”.

fot. Elías Querejeta Producciones Cinematográficas S.L.


 

TytułDuch roju

Oryginalny tytułEl espiritu de la colmena

Rok produkcji: 1973

Nagrody i nominacje:

Złota muszla (MFF w San Sebastian)- Najlepszy film

Nagrody CEC- Najlepszy film, najlepszy reżyser, najlepszy aktor, najlepsza muzyka, najlepsze zdjęcia

 

duch roju

Write a Review

Opublikowane przez

Błażej Piechota

Fan kina od 13 roku życia. Docenia zwłaszcza kino twórcze, odważne, czasem kontrowersyjne. Stara się oceniać filmy pół sercem, a pół głową. Docenia wszelkie inne przejawy pasji i kreatywności, nawet jeśli je nie do końca rozumie. Do ulubionych twórców należą min. Michael Haneke, Ingmar Bergman, Krzysztof Kieślowski i Dennis Villeneuve. Lubi oprócz tego czytać literaturę true-crime, męczyć się nad językiem niemieckim, dobrze zjeść, a później dla równowagi pograć w badmintona. Senior minimum wage work expert.

Tagi
Śledź nas
Patronat

1 Komentarz

  • super napisane, trzeba będzie obejrzeć. pozdrawiam z chorwacji

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *