czarownica

Zakurzony Projektor #13: „Imię róży” (1986)

Klasyki literatury bywają bardzo trudne w przełożeniu na język filmowy – mnogość wątków przytłacza, postaci są bardzo złożone, a scenerie bywają tak szczegółowe, że niełatwo znaleźć obiekty, które mogłyby być użyte w filmie. Właśnie tak było ze słynnym Imieniem róży na podstawie prozy Umberta Eco, który to film zdecydowałam się omówić w listopadowej odsłonie Zakurzonego projektora. Ekranizacji podjął się Jean-Jacques Annaud i sprawił on, że odżył przed nami średniowieczny świat – pełen grozy, tajemniczości i z uniwersalnie ukazaną walką dobra ze złem. Nie mogłoby też zabraknąć rewelacyjnie odegranych ról – franciszkanina Williama z Baskerville oraz jego młodego towarzysza Adso z Melku granych przez wybitnego Seana Connery’ego oraz Christiana Slatera, dla którego była to jedna z pierwszych ról w karierze. Dzięki niezwykłej kombinacji: talentu reżyserskiego, umiłowania do epoki średniowiecza, wspaniałego odwzorowania detali i przejmującej atmosfery, powstał film, który budzi emocje po dziś dzień i jest doskonałym przykładem na to, jak adaptować wielkie dzieła literackie.

Detektywi w sutannach

Akcja filmu rozgrywa się w XIV wieku we Włoszech. William z Baskerville przybywa do położonego w górach klasztoru benedyktynów, a towarzyszy mu jego uczeń – Adso. Mnichów do klasztoru sprowadzają sprawy nauki – odbywa się tu naukowe sympozjum. Czas skupienia i radości związanej z obcowaniem ze świętymi księgami zakłóca niewyobrażalna sytuacja – pod murami biblioteki ginie jeden z mnichów, Adelmus, zostają także znalezione zwłoki tłumacza z greki. Opat klasztoru prosi Williama o pomoc w rozwiązaniu zagadki ich śmierci. Już na samym początku franciszkanin uważa, że tajemnica związana ze śmiercią mnichów jest powiązana z biblioteką, a konkretniej, z jedną z ksiąg, którymi zajmował się zmarły mnich.

Dbałość o szczegóły

Wraz z postępem fabuły Imienia róży zdajemy sobie sprawę, że wykreowany świat przedstawiony jest niezwykle przyciągający, ale również groźny i mroczny. Tak jak cały ówczesny świat, wszystko skupione było wokół Boga i religijności – nie bez powodu średniowiecze nazywane bywa mrocznymi wiekami. Oglądając film, czujemy się jakby przeniesieni w owe mroczne czasy – to zasługa między innymi tego, jak wiele detali twórcy filmu – cierpliwie i krok po kroku – odwzorowywali. Do konsultacji zatrudniono dziewięciu specjalistów w zakresie historii średniowiecza, którzy czuwali nad szczegółami, aby nie zmąciły one odbioru filmu i żeby był on jak najbardziej autentyczny. Jean-Jacques Annaud nie poszedł także na łatwiznę w kwestii scenerii, w jakiej chciał umieścić fabułę – nie mogąc znaleźć odpowiedniego budynku, wydał polecenie stworzenia specjalnej makiety, która imitowała położony w górach zakon. Wielkie poświęcenie i skrupulatność twórców wpłynęły na to, że Imię róży nie traci nic ze swojego klimatu, mimo że film powstał ponad 30 lat temu.

Klimatyczne średniowiecze

Wielokrotnie spotykamy się w literaturze czy filmie z pewnym popkulturowym ujęciem średniowiecza. Brudny i ciemny świat, tajemniczy i pełen grozy, ale także brutalny i nieprzewidywalny. W pewien sposób Umberto Eco, a za nim Jean-Jacques Annaud, pokazują nam świat zupełnie inny i bardzo odległy od tego, w jakim żyjemy. Realia, w jakich na co dzień żyją mnisi, są przytłaczające. Przepisują księgi przy świecy, bardzo dużo się modlą, odprawiają nabożeństwa, śpiewają w chórze – zdawałoby się, że żyją tylko w duchowym świecie, całkowicie odżegnując się od życia doczesnego. Dodatkowo w ten surowy klimat wpisują się idealnie zarzuty dla kościoła czasów średniowiecza – spory i kłótliwość między mnichami, rozpusta, a nawet inkwizycja. Liczy się władza i chęć jej utrzymania, wszelkimi możliwymi sposobami.

Imię róży – filmowa uczta

Imię róży to dzieło z najwyższej półki. Biorąc na warsztat tak doskonałą prozę, można było spodziewać się, że coś umknie, że będą pewne nieścisłości, a może nawet język filmu nie poradzi sobie z zawiłością fabularną dzieła Umberta Eco. Jednak twórcy poradzili sobie doskonale i przedstawili spójny z wizją pisarza pomysł na uchwycenie tego, co w filmie najważniejsze. Jest tutaj oczywiście pewnie uproszczenie fabularne, wszak nie da się postąpić inaczej, kiedy na warsztat bierze się ponad siedmiuset stronicową powieść. Dotknął ten problem na pewno drugiej warstwy filmu, gdyż tak naprawdę jej nie ma – widz skupia się przede wszystkim na śledztwie, które prowadzą mnisi. W powieści Eco fabuła jest pewną osią, która prowadzi czytelnika do zaskakujących wniosków, które podparte są wieloma rozważaniami postaci i dyskusji wplecionych w fabułę. Jednak warto, nawet po seansie, uzupełnić sobie historię i oddać się literackiej uczcie. Nie można jednak zarzucić obrazowi zbyt wiele. Nadal jest to majstersztyk i genialne odwzorowanie czasów – brud, mrok, ale też pewna wzniosłość, którą średniowiecze w sobie ma; nawet muzyka wydaje się podkreślać wyjątkowość tej epoki. Kreacje aktorskie, o których wspomniałam tylko trochę, stanowią o sile tego obrazu – Sean Connery i Christian Slater tworzą niezapomniany duet, który pozostaje w pamięci na bardzo długo. O takich rolach się pamięta. Imię róży to jeden z najlepszych kryminałów, jakie widziałam. Już sam fakt, że osadzony został w czasach średniowiecza, a główną rolę zagrał Sean Connery, sprawia, że chce się go oglądać. Unikalny klimat, niezapomniane sceny i postaci oraz erudycja twórców sprawiają, że film po ponad trzydziestu latach ogląda się rewelacyjnie.

czarownica

Write a Review

Opublikowane przez

Anna Sroka-Czyżewska

Na zakurzonych bibliotecznych półkach odkrycie pulpowego horroru wprowadziło mnie w świat literackich i filmowych fascynacji tym gatunkiem, a groza pozostaje niezmiennie w kręgu moich czytelniczych oraz recenzenckich zainteresowań. Najbardziej lubię to, co klasyczne, a w literaturze poszukuje po prostu emocji.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.