czarownica

Zakurzony projektor #16: „Carrie” (1976)

Brian de Palma przeczytał powieść mało znanego i debiutującego wówczas pisarza. Była to historia o młodej dziewczynie, która obraca swoje telekinetyczne zdolności przeciwko rówieśnikom, którzy brutalnie ją poniżają na balu maturalnym. Powieść prosta i skondensowana, krótka i wymowna. Taka jest właśnie Carrie Stephena Kinga. Film, będący powieściową adaptacją, jest już dziś klasyką kina grozy i podwaliną pod motyw zemsty, który w kinie ma się teraz całkiem dobrze. Oprócz tego jest to film doskonały, który stawiam w równym rzędzie z najlepszymi w swoim gatunku, z Egzorcystą,  z Omenem,  z Dzieckiem Rosemary. To wyjątkowe dzieła, końcówki lat 60., jak w przypadku dzieła Polańskiego, ale głównie wytwory złotego wieku horroru w kinie lat 70. W cyklu Zakurzony projektor chcę omówić ważny dla mnie film, a który porusza także ważne kwestie dla wielu z nas – wykluczenia, wyśmiewania, ostracyzmu. Oprócz tego Carrie Briana de Palmy wpisuje się doskonale w temat nagrodzonych dzieł lat 70., gdyż obraz ten zdobył kilka prestiżowych nagród i wiele nominacji. 

 

Być jak Carrie

Wspomniałam o Egzorcyście nie bez powodu, bo nie tylko to łączy oba filmy, że są doskonałymi dziełami kina grozy lat 70.,  ale także specyficzna reklama, jaką twórcy przyciągali do kin potencjalnych widzów obrazu de Palmy. Hasła reklamujące film mówiły o tym, że jest on straszniejszy niż Egzorcysta i przerazi widza jeszcze bardziej. Ludzie lubią się bać i na takie hasła do kin ruszyły tłumy, a później wychodzili rzeczywiście poruszeni, gdyż wydźwięk filmu jest dużo straszniejszy i boleśniejszy. Takie dziewczyny jak Carrie są wśród nas, były wśród Kinga, który wziął przecież inspirację ze swojej szkolnej ławy. Kto z nas był Carrie, a kto z Carrie drwił i szydził?

Bez wątpienia film de Palmy porusza się po bardzo dobrze znanym gruncie i pokazuje figurę kozła ofiarnego w sposób wymowny i realistyczny, mimo telekinezy i wątków parapsychicznych, mamy tutaj do czynienia z dziełem wyjątkowo życiowym. Carrie White nie pasowała do niczyich standardów – inna, dziwna, na uboczu. To, w jaki sposób została wykreowana postać, budzi podziw, ale to, jak została odegrana przez Sissy Spacek, zasługuje na ogromne uznanie. Oscara otrzymała co prawda dopiero 3 lata po pamiętanej nominacji za rolę w Carrie (Córka Górnika z 1980), ale już wtedy pokazała, jak świetną jest aktorką.

Carrie White wychowywana jest przez despotyczną matkę (o jej postaci tutaj), która objawia klasyczne symptomy fanatyzmu religijnego. Dom rodzinny Carrie jest zatem miejscem nieprzyjaznym, gdzie dziewczyna nie ma zbyt wiele zrozumienia, wsparcia i akceptacji. Można nawet powiedzieć, że czeka ją tam tylko terror i strach i właśnie z takiego domu idzie ona do szkoły, gdzie doświadcza przemocy ze strony rówieśników, jednak co także jest problemem, z małym zrozumieniem tych dorosłych, czyli kadry nauczycielskiej. Kulminacja, pokazana nawet w oryginalnym zwiastunie,  jest wybuchem niepozornej Carrie, ale jest także filmową ucztą i jedną z najbardziej znanych scen w historii filmowego horroru.

 

Początek baśniowego koszmaru

Scena otwierająca film już sama w sobie jest dość wymowna i składa się na sekwencję młodych, rozebranych dziewcząt pod szkolnym prysznicem. Tak zaczynający się film dziś może nie dziwi, a na pewno nie gorszy, lecz to, co zrobił de Palma, jest dużo bardziej gorzkie i cyniczne, niż nam się wydaje. Zestawienie scen z pięknymi, młodymi dziewczynami w licealnej łazience, przeciwstawione jest obrazowi Carrie, która jest raczej niepozorną szarą myszką, a paradoks sytuacji potęguje fakt, że dziewczyna dostaje pierwszą miesiączkę i taki sielankowy nastrój z damskiej przebieralni pryska, zostawiając widza w lekkiej konsternacji.

Sama scena finałowa, gdzie Carrie zostaje wybrana królową balu maturalnego, jest dość mocna, ale także jej wydźwięk gorzki i przykry. Jest to także nieco baśniowa konwencja o szarej myszce, Kopciuszku, która zostaję zaproszona przez popularnego chłopca, księcia na bal. I nawet wybicie północy zgrywa się u Kinga i de Palmy, podobnie jak w baśni o Kopciuszku; czar pryska, a piękną dziewczyna na powrót staje się brzydkim kaczątkiem. Dla Carrie jest to dość brutalna przemiana, zdążyła już bowiem zasmakować życia w blichtrze i byciu podziwianą, a także tego, że ludzie są dla niej po prostu mili. Wcześniej nigdy tego nie zaznała i być może to, a nie tylko drwiny, których doświadcza, sprawiły, że czarka goryczy się przelała.

 

Arcydzieło suspensu

Dzieło Briana de Palmy jest bez wątpienia arcydziełem grozy, sam Stephen King w swojej książce Danse Macabre wychwala ekranową Carrie i podkreśla jej przewagę nad jego prostą, lecz dobrą powieściową fikcją. Cóż się dziwić, kiedy Kingowi udało się wydać Carrie, był wówczas nikomu nieznanym pisarzem z Maine, nawet sama książka nie sprzedawała się zbyt dobrze i dopiero głośna ekranizacja przysporzyła sławy jej… i samemu Kingowi. W Carrie otrzymujemy horrorową warstwę dosłowną, ale także głęboki przekaz, który dotyka tragizmu głównej bohaterki.

Sielankowy nastrój filmu przerywany jest niepokojącymi scenami, ale głównie poruszamy się po płaszczyźnie dramatu jednostki, jaką jest Carrie. Mamy domieszkę grozy, przede wszystkim zdolności telekinezy, które dziewczyna przejawia, jednak nie przysłania to innych ważnych wątków. Jednak ważne jest,  że sceny używania mocy telekinetycznych przez Carrie to bez wątpienia majstersztyk operatorski, ale też sama jej postać i jej wygląd, grymas i to, co najwspanialsze w tego typu scenach w filmie – muzyka. Muzyka jest kwintesencją, wisienką na torcie, czymś, co spaja obraz i nadaje mu niezapomnianego klimatu. Jak się już Carrie obejrzy, to sekwencje z główną bohaterką, która dokonuje małych aktów zemsty i rzuca groźne spojrzenia, na długo pozostaną w pamięci.

Carrie to czysty suspens i majstersztyk grozy, który broni się po latach i ma szansę wywołać w widzach i dreszcz lęku, i dużo więcej skomplikowanych emocji. Połączenie genialnej reżyserii Briana de Palmy, prostej historii wykreowanej przez Stephena Kinga, ale także niezapomnianej roli Sissy Spacek i Piper Laurie (matka Carrie) – to wszystko sprawia, że mamy obraz wyjątkowy, który trzeba zobaczyć. Twórcom udało się zawładnąć emocjami widza, pokierować jego myśli ku biednej dziewczynie, której współczujemy, ale też trochę się boimy. A, że lubimy się bać….

 


Tytuł: Carrie

Oryginalny tytuł: Carrie

Gatunek: Horror

Rok produkcji: 1976

W rolach głównych: Sissy Spacek, Piper Laurie, Amy Irving, William Katt, John Travolta

Nagrody i nominacje:

Amerykańskie Stowarzyszenie Krytyków Filmowych – Wygrana – Najlepsza aktorka Sissy Spacek

Oscar – Nominacja dla Sissy Spacek – Najlepsza aktorka pierwszoplanowa, Nominacja dla Piper Laurie – Najlepsza aktorka drugoplanowa

Złote Globy – Nominacja – Najlepsza aktorka drugoplanowa Piper Laurie

Saturn – Nominacja za Najlepszy horror

Ocena: 9/10

Carrie (1976) - Official Trailer (HD)

Fot.: United Artists

czarownica

Write a Review

Opublikowane przez

Anna Sroka-Czyżewska

Na zakurzonych bibliotecznych półkach odkrycie pulpowego horroru wprowadziło mnie w świat literackich i filmowych fascynacji tym gatunkiem, a groza pozostaje niezmiennie w kręgu moich czytelniczych oraz recenzenckich zainteresowań. Najbardziej lubię to, co klasyczne, a w literaturze poszukuje po prostu emocji.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.