ciemne strony rybołówstwa

Zakurzony projektor #18: Ciemne strony rybołówstwa (2021)

Nie lubię dokumentów. Z reguły najzwyczajniej w świecie ich unikam. I mam tak zarówno z literaturą, jak i z filmami lub serialami. Długo zastanawiałem się, z czego owa niechęć wynika i chyba dochodzę do wniosku, że najzwyczajniej w świecie w większości przypadków nie jestem w stanie w pełni uwierzyć w wizję świata/danego problemu, którą starają się przedstawić mi twórcy. Zawsze z tyłu głowy mruga mi pomarańczowa lampka z ostrzeżeniem, że mogę mieć do czynienia ze zręczną manipulacją, laurką wybielającą (lub odwrotnie – obrazem piętnującym) dane zagadnienie lub po prostu, że oglądam materiał kogoś, kto prezentuje mierny poziom dziennikarstwa. Dlatego zwykle seans filmu dokumentalnego lub lektura literatury faktu w moim przypadku nigdy nie kończy się na wyłączeniu telewizora lub zamknięciu ostatniej strony – ja później przeglądam Internet i dłubię długimi godzinami, żeby zgłębić temat. A to proces długi i żmudny i zwykle nie lubię tego robić. Dodatkowo nie znika we mnie wrażenie, że nie wyczerpałem tematu i nie mogę się bezpiecznie o nim wypowiadać. Nie inaczej było w przypadku słynnego już serialu dokumentalnego Netflixa – Ciemne strony rybołówstwa (Seaspiracy).

Ali Tabrizi to reżyser i główny bohater Ciemnych stron rybołówstwa. Mężczyzna ten od dziecka interesował się życiem morskim, oceanami i morzami i w zasadzie odkąd odkrył, że kręcenie filmów jest tym, czym chce zajmować się w swoim życiu, pragnął nakręcić dokument o pięknie podwodnego świata. Dość szybko i brutalnie jego wizja zderzyła się z ponurą rzeczywistością – znaczna część oceanów to rejony wyniszczone, pełne zanieczyszczeń, a branża rybołówcza jest odpowiedzialna za szereg zmian, które lada moment mogą być nieodwracalne, co dla naszej planety będzie równać się z wyrokiem śmierci. 

Dlatego też zamiast uroczego filmu o kolorowej rafie koralowej finalnie otrzymujemy Ciemne strony rybołówstwa. Tabrizi wraz ze swoją żoną i najbliższą ekipą jeździ więc od państwa do państwa, odwiedza takie miasta jak Hongkong (miasto płetw rekina) czy Taiji, chodzi od siedziby do siedziby organizacji rządowych oraz pozarządowych zajmujących się oceanami, rybołówstwem czy zanieczyszczeniami wód słonych, rozmawia z byłymi tajlandzkimi niewolnikami, naukowcami lub byłymi pracownikami przemysłu rybołówczego. Wszystko po to, żeby otworzyć nam oczy na zatrważającą skalę problemu, którego na co dzień nie widzimy lub uważamy, że nas nie dotyczy.  

To, co uwierało mnie w tej produkcji, to nie fakt, że przez moje oczy przewinęły się setki tysięcy, jeśli nie miliony męczonych, umierających, zabijanych, wykrwawianych na śmierć ryb czy ssaków (wieloryby, delfiny), tony najróżniejszego plastiku czy beznamiętne twarze rybaków, którzy odbierają istnienia wielu zwierzętom. To oczywiście zostaje w człowieku i sieje spustoszenie, nie pozostawiając obojętnym. Problem jednak w tym, że te obrazy mówią same za siebie, nie widzę potrzeby dorabiania do tego taniej sensacji rodem z paradokumentów czy filmów akcji klasy B, gdzie za protagonistą jadą źli bandyci, ścigając go na złamanie karku, bo znalazł się w złym miejscu w niewłaściwym czasie. Ali Tabrizi niestety nie potrafił się tego wyzbyć, najwyraźniej za idoli, poza Davidem Attenboroughem, mając młodego Harrisona Forda czy Chucka Norrisa. Dlatego też Ciemne strony rybołówstwa naszpikowane są ujęciami z kolan, w biegu czy z ukrytych kamer. Znajdziemy tu sporo ścigających radiowozów, wściekłych mężczyzn nawołujących do natychmiastowego zaprzestania nagrywania czy rozmowy z ludźmi, którzy za wszelką cenę pragną zachować anonimowość. To granie na emocjach i prowadzenie narracji w tak wojowniczy sposób naprawdę przeszkadza, dodatkowo odbierając Tabriziemu wiarygodność. 

Warto poświęcić także akapit kontrowersjom, jakie pojawiły się na całym świecie po premierze tego dokumentu. Wiele organizacji (nawet tych, które nie zostały przywołane w filmie) zarzuca Tabriziemu wyrywanie wypowiedzi z kontekstu, manipulowanie faktami bądź ich kompletne przemilczenie czy nawet powielanie krzywdzących teorii spiskowych i marginalizowanie pracy tysięcy osób, od dekad walczących na rzecz polepszenia życia oceanów i mórz. Twórcy filmu w kilku momentach swojej produkcji sugerują, że wszystkie osoby i organizacje związane z ekologią, nauką i życiem morskim bagatelizują niektóre problemy (zjawisko przełowienia) związane z rybołówstwem lub kompletnie je przemilczają (sieci widmo). Sęk w tym, że nie bagatelizują (link) i nie przemilczają (link). 

To pięknie zrealizowany dokument, z mnóstwem ładnych oraz działających na wyobraźnię zdjęć i kadrów, ale przeszkadzało mi, że twórcy za bardzo skaczą po tematach, nie wgryzając się w żaden w 100%. W efekcie powiedziano nam trochę o tuńczykach, trochę o delfinach, waleniach i rekinach, trochę o nielegalnych połowach i nielegalnych metodach poławiania, o sieciach widmo, o zjawisku oraz problemie przyłowu czy o sposobie działań organizacji „walczących” na rzecz oceanów oraz o tym, jak przemysł rybny powiązany jest z polityką, organizacjami międzynarodowymi i gargantuicznymi pieniędzmi, ale jako odbiorca tego dokumentu dowiedziałem się stosunkowo niewiele nowego na ten temat. Jasne, Seaspiracy uporządkowało mi pewne kwestie, ale część zjawisk wcześniej przybliżał mi chociażby Anthony Bourdain niemal dwie dekady temu i robił to bardziej w sposób bezstronny, bez narzucania swojej wizji, natomiast oglądając Ciemne strony rybołówstwa, miałem nieustanne wrażenie, że Tabrizi szepcze mi do ucha albo przyjmujesz mój punkt widzenia, albo jesteś taki, jak oni…

Oczywiście należy zadać sobie pytanie: po co powstał ten dokument? Jeśli po to, żeby wbić przysłowiowy kij w mrowisko i wzbudzić międzynarodową dyskusję (a publikacja w Netflixie daje zdecydowanie taką możliwość), która może przyczynić się do tego, że cały świat zacznie prężniej działać na rzecz uzdrowienia środowisk morskich, to trzeba oddać Tabriziemu, że wykonał bardzo dobrą pracę. Osobną kwestią jest to, czy po drodze wpadł w sieć (nomen omen) naukowych niedociągnięć, wrzucania wszystkich do jednego wora, naginania rzeczywistości do swoich potrzeb czy tanich zagrywek mających na celu wywołanie emocji w przypadkowym widzu. Cieszę się, że obejrzałem ten dokument, bo przez ostatnie tygodnie przeczytałem sporo artykułów polskich i zagranicznych na ten temat i problem jest ogromny, ale Ciemne strony rybołówstwa to dokument w kilku miejscach krzywdzący, zbyt mocno narzucający własną wizję problemu i zbyt naiwny w sposobie jego rozwiązania. To tytuł, który warto obejrzeć, ale po seansie polecam zgłębić temat we własnym zakresie.


Tytuł: Ciemne strony rybołówstwa 

Oryginalny tytuł: Seaspiracy

Gatunek: Dokumentalny

Rok produkcji: 2021

Nagrody i nominacje: brak

Fot.: Netflix

ciemne strony rybołówstwa

Overview

Ocena:
5 / 10
5

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.