Zakurzony projektor #9: „The Florida Project” (2017)

Na wakacyjne wydanie Zakurzonego projektora postanowiłam wybrać film, który może nie do końca – przynajmniej w całości, nie w wydźwięku ogólnym – ściśle współgra z tematyką zwycięzcy ankiety (wakacje oczami optymisty), jednak przy tym emanuje tak pozytywną i momentami beztroską energią, że nie sposób było go pominąć: The Florida Project.

The Florida Project to – jak dotąd – najgłośniejszy i najbardziej znany projekt niezależnego reżysera i scenarzysty, Seana Bakera. Historia prosta, ale i wielowarstwowa, urzekająca pokładami wrażliwości i empatii, jakie wylewają się z każdego kadru. Pozbawiona moralizatorstwa i kategorycznego oceniania, traktująca o ludziach znajdujących się „pomiędzy”. Opowieść ma miejsce na granicy ogromnego parku rozrywki Disney World na Florydzie, a całą historię śledzimy z perspektywy bandy nieokrzesanych urwisów. Tło zajmują pastelowe barwy, hotele, podupadłe bary i restauracje, ale i codzienna walka o przetrwanie i wyrwanie się z marginesu społecznego. Dramatyczny ton rozgrywa kolejne sceny, brak tu jednak cynizmu, obraz jest szczery, autentyczny i mający w sobie tę niemożliwą do podrobienia dziecięcą beztroskę, radość i chęć życia.

The Florida Project to kolejna produkcja Seana Bakera, która zdominowana jest przez dokumentalną formę. Wymyka się jej jedynie finał historii, swoista baśniowa ucieczka od Złego, niespodziewany ratunek. Najnowszy film Bakera jest słodko-gorzką opowieścią o dzieciakach, młodej dorosłej, która sama jest jeszcze rozkapryszonym, egocentrycznym, acz w całości oddanym swojej córce, dzieciakiem i dobrodusznym, choć twardym kierowniku hotelu, który w tej opowieści pełni oprócz tego rolę hotelowego, przyszywanego ojca. A co było przed The Florida Project?

Sean Baker, dzisiaj 49-letni mężczyzna, rozpoczął swoją karierę jako reżyser w roku 2000. Zaczęto o nim mówić więcej, gdy do filmowego świata wstąpiła Gwiazdeczka (2012). To historia o specyficznej przyjaźni pomiędzy starszą, 85-letnią kobietą a młodą dziewczyną pracującą w branży porno. Kolejna była Mandarynka (2015) – queerowa filmowa opowieść o dumnej transpłciowej prostytutce, która przemierza slumsowe obrzeża Los Angeles; ta w całości nakręcona została iPhone’em. W końcu i The Florida Project (2017) – powierzchownie zupełnie inny, bo skupiający się na nieokrzesanych sześcioletnich rozrabiakach, patrząc głębiej, na to z jaką empatią i czułością przygląda się swoim postaciom reżyser, wciąż taki sam. Z pozoru lekki, wakacyjny, całkiem zabawny film o dzieciakach. Jednak Baker sięga w nim po wiele warstw, nie tylko tę jedną. Mamy nierówności społeczne, bezdomność, ludzi skazanych na życie pomiędzy światem, w którym spełnienie amerykańskiego snu jest możliwe a światem, w którym codzienna walka o dach nad głową, jedzenie i godność występuje nagminnie; brutalny, tym bardziej że otoczony bajkową scenerią portret dzisiejszych Stanów Zjednoczonych.

Florida Project

Brak w tym filmie oceny, moralizatorstwa, Baker na pierwszy plan wysuwa mniejszości, pogardzanych, wszystkich tych znajdujących się niżej, o których w popularnym kinie, się nie mówi. Tworzy historię, pokazuje życie bohaterów takim, jakim to w istocie jest. Bez tłumaczeń, bez zarzutów. Po prostu przygląda się, a robi to z ogromną wrażliwością i empatią. Sean Baker większość aktorów do swojego projektu znalazł po prostu na ulicy. Tak było, chociażby z Valerią Cotto, odtwórczynią roli Jancey – reżyser i scenarzysta spotkał ją wraz z jej matką w jednym ze sklepów i zaprosił na przesłuchanie. Gdy rodzicielka po czasie sprawdziła w Internecie, że dane, jakie przekazał jej Baker w rozmowie, są autentyczne, zgodziła się. Jak powiedział w jednym z wywiadów, Cotto swoimi jasnymi, rudymi włosami, zwróciła na niego uwagę już z daleka. Z kolei Bria Vinaite, dziewczyna wcielająca się w rolę Halley, znaleziona została przez Bakera na Instagramie. Jak dotąd nie miała za sobą żadnych doświadczeń aktorskich, jednak twórca zobaczył w niej coś, co nie pozwoliło mu odpuścić. Pewna siebie, autentyczna, dynamiczna, wyrazista, emanująca siłą. Ekipa filmowa szybko zaprosiła Vinaite do Orlando, gdzie odbywać się miały zdjęcia do filmu, aby zapoznać ją z młodszą częścią obsady. Dla Bakera priorytetem było to, aby więź pomiędzy Vinaite a Brooklynn Prince, czyli w historii matką i córką, była w pełni naturalna (można powiedzieć, patrząc na niedojrzałość emocjonalną oraz wiek Halley, w którą wcielała się Bria, była to bardziej relacja siostra-siostra).

Brooklynn Prince, która wystąpiła w roli Moonee, jako jedna z nielicznych w obsadzie miała za sobą pierwsze doświadczenia w świecie filmowym (w jednej produkcji dla dzieci oraz głównie w reklamach). Baker, zaraz po tym, jak poznał się z Prince, wiedział, że to właśnie ta dziewczynka zagra jedną z głównych ról w The Florida Project. Ta entuzjastyczna, pogodna mała osoba szybko urzekła swoją osobowością resztę obsady. No i oczywiście, był i Willem Dafoe. Jedyne głośne, powszechnie znane nazwisko i rola tak inna od większości dotychczasowych popisów aktora. Stonowana, zwyczajna, ale emanująca niezwykłą mocą i energią. Pokazująca mężczyznę zasadowego, twardego, przemaglowanego i styranego życiem, a przy tym niezwykle dobrego, sprawiedliwego i czułego. Zresztą Dafoe jest znany z tego, że bez większych przeszkód potrafi transformować się z jednej postaci w drugą, bez cienia fałszu czy karykatury.

The Florida Project zdominowany jest przez żywą i rozpierającą każdą scenę energię dzieciaków. Kamera śledząca je na każdym kroku, daje młodym przestrzeń do popisu, dlatego też w dziele Bakera tak wiele scen, od których bije dokumentalna wibracja. Chociażby scena smakowania i jedzenia loda, wymieniania się nim pomiędzy sobą, aż do momentu, gdy ten się skończy. Na koniec zostaje ostatni gryz. Jak mówi Moonee, z racji na to, że Jancey – jej nowa przyjaciółka – dopiero co dołączyła do paczki urwisów, w nagrodę ma prawo do ostatnich skrawków zakupionej słodkości. Ta przyjmuje to wyróżnienie, jednak sięga po nie na tyle niezdarnie, że lód nieoczekiwanie ląduje na ziemi. Dzieciaki chórem wypowiadają tylko gromkie: „Oj”, patrząc się przy z otwartymi buziami i twarzami, na których maluje się lekkie zdziwienie, ale nie złość w stosunku do tego nagłego upadku. Trudno, zdarza się, idą dalej. Jutro też jest dzień, w Orlando jest przecież tyle lodów i tylu turystów, którzy mają zbyt dużo drobnych monet, zawieruszonych gdzieś w nieużywanych kieszeniach, zagłębieniach plecaków i torebek. Skończy się tak, jak zawsze, czyli, korzystając z jednego z cytatów z filmu:

Możesz nam dać trochę drobnych, proszę? Doktor powiedział, że mamy astmę i musimy natychmiast zjeść lody! – Moonee do jednego z turystów przy budce z lodami.

Takich scen jest więcej i to one sprawiają największą radość, to właśnie one ładują w odbiorcę najsilniejszą dawkę pozytywnej energii. Dzięki nim wspomnienia z dzieciństwa nagle przesłaniają nam oczy. Dziecięca wyobraźnia przemienić może najgorsze w najlepsze. Zaczarować lub odczarować rzeczywistość. Pole okupowane przez pasące się na nim krowy to afrykańskie safari, lody to świetny przepis na każdą chorobę, kanapka z dżemem to – w danej chwili – najpyszniejszy rarytas świata, a kominek w jednym z domków na opuszczonym osiedlu przecież świetnie nadaje się do rozpalenia w nim ognia. W tym ostatnim przypadku świat wyobraźni jednak przenosi się do rzeczywistości bohaterów, z czego wynika i jeden z najlepszych komediowych momentów filmu, a jednocześnie główny zwrot dramatyczny, który prowadzi do nieubłaganego końca tej beztroskiej, dziecięcej podróży.

Florida Project

Sean Baker tym razem postanowił nie kręcić filmu iPhone’em – jak miało to miejsce przy tworzeniu Mandarynki – a postawił na taśmę filmową 35 mm, czyli jeden z najczęściej wykorzystywanych formatów, czy to w świecie filmowym, czy to w fotograficznym. A skąd nazwa samego filmu? Florida Project to pierwotne określenie na florydzki Disney World.

Mimo tego, że istotną częścią The Florida Project jest komentarz społeczny, to Baker stara się jak może, aby ten nie przytłoczył głównego rdzenia opowieści. A jest nim beztroska, uczuciowość i ciepło jakim emanuje trójka 6-latków wobec siebie. Mała Moonee jeszcze nie ma świadomości, jeszcze do niej nie dociera, że z otaczającą ją rzeczywistością jest coś nie tak. Jest w swoim Disneylandzie, może nie tak rozpasanym, jak ten rzeczywisty, ale nadal w pełni autentycznym i generującym wiele śmiechu, radości i zabawy. Dorośli również nie chcą dojrzeć rzeczywistości, która ich otacza. Są jak dzieci, manewrują, lawirują, kręcą się, unikają, byle przedłużyć ten okres przejściowy. W końcu jednak jego koniec nadejdzie. Halley – mama Moonee – to jej najlepsza przyjaciółka. Dorosła dziewczyna często dziecinna, rozwrzeszczana, unikająca odpowiedzialności, łamiąca zasady i infantylna, jest w pełni świadoma tego, w jakiej sytuacji się znalazła. Czasu na zażeganie kryzysu coraz mniej, ale i możliwości. Matka jednak za wszelką cenę – na wszystkie sobie jej znane sposoby, te dobre i te złe – stara się, aby Moonnee nie wyszła z bajki, w jakiej się znajduje. Nie zderzyła się z prawdą, która ją otacza; a nawet jeśli w końcu ten moment będzie musiał nadejść, niech nadejdzie jak najpóźniej. W tym wszystkim widać wyraźnie, że Halley nie jest przygotowana do roli rodzica, nie radzi sobie z tą rolą. Niemniej córka jest dla niej kimś ważnym. Chce dla niej jak najlepiej, chce dać jej szczęśliwe wspomnienia, radosne i beztroskie chwile, bez poczucia, że coś tutaj nie jest okej, że coś nie gra, że życie takie nie powinno być.

Jednym z największych plusów The Florida Project jest tak trudna do uchwycenia magia dzieciństwa, a także obserwowanie wydarzeń z perspektywy najmłodszych. Na otaczającą rzeczywistość, na całą opowieść, patrzymy ich oczami, świat ukazany jest tak, jak widzą go dzieciaki. Jest tajemniczy, baśniowy, kolorowy, pełen atrakcji i przygód, które czają się w każdym, najmniejszym zaułku, za każdymi drzwiami hotelu – szczególnie tymi, do których dostęp jest zakazany. Świat jest dobry, a przynajmniej jest w porządku. Nie ma się czym przejmować. Trzeba zwiedzać, wymyślać nowe psikusy, odnajdywać zarośnięte ścieżki, pluć na samochody i jeść lody.

Bohaterowie The Florida Project znajdują się w szarej strefie. Można powiedzieć, że w niej utknęli – a ta przecież jest błędnym kołem. Nie ma z niej wyjścia, a jeśli jest, to potrzeba wiele szczęścia i uśmiechu ze strony kapitalistycznej współczesności. Okolica jest tutaj metaforą zaczarowanego świata, którego bywalcami są sześcioletnie maluchy. Baker korzysta z intensywnych barw (szczególnie pastele: róż, zieleń, fiolet), które z jednej strony podkreślić mają dziecięcy sposób patrzenia na wszystko, co nas otacza, a jednocześnie stanowić jakby gorzki komentarz, co do miejsca, w którym postacie filmu egzystują. Tak blisko tego idealnego, magicznego świata, a jednak nie na tyle, żeby wejść tam ot tak, po prostu i zwyczajnie, stać się turystą, przechodniem, zostać przez niego rozpoznanym i wchłoniętym. Disney World to nie miejsce dla mieszkańców hotelu, którego porządku pilnuje Willem Dafoe. Ten zamieszkany jest przez w dużej mierze przez ofiary kapitalizmu, trzeba jednak zaznaczyć, że jego ofiarami wciąż nie czują się najmłodsi. Ci jako – być może jedyni – są w stanie poczuć jedność ze sobą i znaleźć radość, nawet w najgorszych warunkach.

The Florida Project to dla mnie jeden z najczulszych, najbardziej wrażliwych i autentycznych filmów o czasie dzieciństwa. Prawdziwy, szczery, pokazujący, śledzący, ale nigdy oceniający. Przy tym wybitnie wręcz zagrany – szczególnie najmłodsi zachowują się i rozmawiają w taki sposób, jakby wcale a wcale, nie zdawali sobie sprawy ze śledzącej ich kamery. Dorośli bohaterowie The Florida Project mają niewielkie szanse na awans społeczny, całą ich codzienność zajmuje walka o przetrwanie, próba wyrwania się z drogi nieustannie prowadzącej w dół, ku jeszcze większemu zubożeniu. To wytrwała, nieokrzesana, pełna upadków i coraz bardziej wściekła próba dążenia do samodzielności ekonomicznej. Sean Baker stworzył film w dużej mierze smutny i gorzki. To amerykański sen widziany w krzywym, ale nie cynicznym zwierciadle. To i dzieło, które niebotycznie podnosi na duchu, nawet w scenach, które z pozoru, takiej mocy nie mają. Obraz, który posiada w sobie magię – wybuchową energię, pewne szaleństwo, zadziorność, krzyk, radość z prostych, zwyczajnych chwil:

Wiesz dlaczego to moje ulubione drzewo? Bo się przewróciło, ale wciąż rośnie – Moonee do Jancey


Tytuł: Projekt Floryda

Oryginalny tytuł: The Florida Project

Reżyseria: Sean Baker

Scenariusz: Sean Baker oraz Chris Bergoch

Gatunek: dramat, obyczajowy

Rok produkcji: 2017

W rolach głównych: Bria Vinaite, Brooklynn Prince, Valeria Cotto, Willem Dafoe, Caleb Landry Jones

Nagrody i nominacje: nagroda za najlepszą reżyserię oraz dla najlepszego aktora drugoplanowego (Willem Dafoe) od Stowarzyszenia Nowojorskich Krytyków Filmowych, nagroda dla Najlepszej młodej aktorki (Brooklynn Prince) Critics’ Choice, nagroda za najlepszy film oraz dla najlepszego aktora drugoplanowego (Willem Dafoe) Stowarzyszenie Krytyków Filmowych z San Francisco; nominacje do BAFTY, Złotych Globów czy Oskarów – najlepszy aktor drugoplanowy (Willem Dafoe) i wiele innych

Ocena: 8

 

Fot.: M2 Films


Florida Project zwiastun PL

Write a Review

Opublikowane przez

Magda Przepiórka

Psychofanka Cate Blanchett, Dario Argento, body horrorów Davida Cronenberga, Rumuńskiej Nowej Fali i australijskiego kina. Muzyka to beztroskie, ale i mocniejsze polskie brzmienia – przekrój dekad 70/80 – oraz aktualne misz-masze gatunkowe w strefie alternatywy. Literacko – wszystko, co subiektywnie dobre i warte konsumpcji, szczególnie reportaże podróżnicze. Poza popkulturą miłośniczka wojaży wszelakich.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.