Książki,Patronat,Recenzje

Zbrodnia małomiasteczkowa – Anna Kusiak – „Cień Judasza” [recenzja]

cień judasza
cień judasza

W małym mieście wielkie tragedie wydarzają się zazwyczaj rzadko, ale kiedy już do nich dochodzi, roznoszą się one echem, które wybrzmiewa w mieszkańcach bardzo długo. W małych miasteczkach, gdzie wszyscy się znają, trudno cokolwiek ukryć, ale również takie społeczności rządzą się prawami wielkiego świata. Prawami, które niestety nierzadko rozdają przywileje nierówno i niesprawiedliwie. W małym miasteczku opinia sąsiadów jest nie tylko drzazgą, która uwiera, ale potrafi także być podpałką, która rozpęta ogień, stawiający nasz dobytek. W małym miasteczku właśnie dzieje się akcja debiutanckiej powieści Anny Kusiak, Cień Judasza, którą Głos Kultury objął patronatem medialnym. Książki, w której każdy może być winny, bo w tak małej zamkniętej społeczności niemal każdy miał i okazję, i motyw, by zabić.

Klaudia wraca do rodzinnej miejscowości na pogrzeb matki, z którą nie zdążyła się pożegnać, i przy okazji po to, by zrobić porządek w jej rzeczach, posprzątać dom i zapewne wystawić go na sprzedaż. Nic bowiem nie trzyma jej w Brzózkowie, wsi, która kojarzy jej się tylko z wielką tragedią, stratą i bólem. Problem jednak w tym, że jej życie w dużym mieście rozpadło się na drobne kawałki, kiedy narzeczony ją zdradził, a w pracy została zastąpiona przez swoją przyjaciółkę. Klaudia została więc z niczym. Przesiadując w opuszczonym domu w Brzózkowie, wraca myślami do dwóch tragedii, które wydarzyły się 10 lat temu, niemal jedna po drugiej, tragedii, które na zawsze zmieniły życie młodej kobiety. W 2005 roku Klaudia i jej kuzynka Aneta wybrały się na imprezę organizowaną z okazji Trzecich Dni Brzózkowa. Dziewczyny podczas powrotu do domu zaliczyły porządną kłótnię, po czym każda poszła w swoją stronę. I o ile Klaudia wróciła do domu cało i bezpiecznie, o tyle Aneta nie miała tyle szczęścia. Następne dni przyniosły poszukiwania kuzynki, a jeszcze następne tragiczną informację o znalezionym w lesie ciele dziewczyny. Niedługo później w stodole obok domu Klaudia znajduje powieszonego ojca…

Brzózkowo to, jak wspominałam, niewielka wieś, a takie rządzą się pewnymi prawami. Społeczność szybko dodaje więc dwa do dwóch i dokonuje samosądu na martwym mężczyźnie – jakkolwiek dziwnie to brzmi. Choć policja nigdy nie rozwiązała sprawy Anety, mieszkańcy Brzózkowa dochodzą do wniosku, że ojciec Klaudii nie miał innych powodów, by popełnić samobójstwo, musiał zatem być winny śmierci dziewczyny; zaczęły dręczyć go wyrzuty sumienia, a koniec był wszystkim dobrze znany. Klaudia nigdy nie pogodziła się z tą przyjętą przez wszystkich „prawdą”. Również tragiczna śmierć kuzynki, z którą Klaudia, choć miały za sobą niejedną kłótnię, była bardzo zżyta, odcisnęła na kobiecie niemałe piętno. Zresztą – to dość łagodnie powiedziane, bo prawda jest taka, że nasza bohaterka nigdy nie zamknęła tych rozdziałów swojego życia, nigdy nie uznała ich za wyjaśnione, nigdy nie dała za wygraną, przeżywając wszystko i rozpamiętując raz po raz na nowo. 

Biorąc pod uwagę wpływ tego, co wydarzyło się 10 lat przed powieściowym „teraz”, doskonałą decyzją okazało się to, by rozpisać tę historię w dwóch planach czasowych. Dzięki temu czytelnik ma szansę zanurzyć się we wspomnieniach Klaudii i razem z nią przeżywać to, co już nigdy miało jej nie opuścić. Taki zabieg daje również odbiorcy jeszcze większe pole do popisu, jeśli chodzi o nasze własne, czytelnicze śledztwo, bo dzięki temu wiemy więcej i możemy próbować szukać powiązań tam, gdzie w innym przypadku mogłyby nam umknąć. I choć rozdziały dotyczące 2005 roku są o wiele krótsze i przede wszystkim pojawiają się rzadko, to autorka zawarła w nich to, co najważniejsze, jednocześnie nie zdradzając zbyt wiele, nie wykładając kawy (którą tak często pijają bohaterowie) na ławę. Skontrastowanie 2005 i 2015 roku przynosi również porównawcze spojrzenie na samą Klaudię, która przecież przez dekadę dorosła, wyprowadziła się, usamodzielniła. Kobieta niemal całkowicie (a przynajmniej pozornie) zamknęła rozdział Brzózkowa, co wpłynęło na to, że nawet z mieszkającą samotnie matką widywała się bardzo rzadko. 2005 i 2015 rok to zatem dwa punkty zwrotne w życiu głównej bohaterki. Czy jednak uda jej się przepędzić demony przeszłości? Czy powrót w rodzinne strony, gdzie ewidentnie nie jest mile widziana, przyniesie jej jakiekolwiek ukojenie, czy wręcz przeciwnie? 

Cień Judasza to debiutancka powieść Anny Kusiak i jako debiut wypada w swoim gatunku obiecująco. Pisarka kilkukrotnie myli tropy, na koniec jednak nie częstuje czytelnika finałem tak skomplikowanym i nieprawdopodobnym, że niemożność jego domyślenia się buduje tylko w czytelniku frustrację. Nie – w debiucie Kusiak rozrzucane tropy i zaskakujące zwroty akcji są odpowiednio wyważone, a cała historia przede wszystkim jest bardzo prawdopodobna. I ta prawdopodobność właśnie to bodaj największy plus tej powieści. Cień Judasza opowiada bowiem historię, która mogłaby się wydarzyć, która wręcz w jakiś obrzydliwy, niepokojący sposób pasuje do tego sennego, nieco zastanego w czasie i miejscu Brzózkowa. Wydarza się tu taka zbrodnia, jakiej wręcz spodziewalibyśmy się po tym miejscu. Jednak dzięki meandrowaniu autorki pomiędzy poszczególnymi bohaterami, wydarzeniami i odkrywaniu kolejnych elementów układanki, rozwiązanie tajemnicy, a w zasadzie dwóch, może nastręczyć niektórym czytelnikom pewnych trudności.

Kusiak całkiem sprawnie skonstruowała swoich bohaterów – stają nam przed oczami jak żywe takie postaci jak Gruba Kaśka, szarmancki Krystian, uparta ciotka Felicja czy opuchnięty od alkoholu Wojnar. Autorka stworzyła społeczność, która – znowu – mogłaby istnieć naprawdę i nikt by się takiej społeczności nie przyglądał ze zdziwieniem, bo naturalnie wtopiłaby się ona w małomiasteczkowy, nieco zaściankowy krajobraz. Również dialogi wypadają naturalnie, co niejednokrotnie potrafi być bolączką – zwłaszcza debiutanckich – powieści z tego gatunku. Cień Judasza natomiast jest sprawnie napisany, lektura nie męczy swoim stylem, nie powoduje u nas teatralnego przewracania oczami. Po skończeniu lektury towarzyszy nam wrażenie, że autorka miała od początku do końca konkrety zamysł na tę historię i właśnie tak miała ona w jej wyobrażeniu wyglądać. Nie sprawia wrażenia pisanej na kolanie ani tym bardziej wymyślanej tylko po to, by na siłę i za wszelką cenę zaskoczyć czytelnika – i całe szczęście!

Cień Judasza to powieść, która opowiada przede wszystkim o rodzinie – o tym, jak silne są więzi, które łączą poszczególnych jej członków, nawet po wielu latach. Jak ogromnym cieniem potrafi kłaść się na potomstwie przeszłość rodziców. Ukazuje również, jak odmienni potrafią być spokrewnieni ze sobą ludzie, jak różne rzeczy mogą się dla nich liczyć. To również historia wielkiego pecha, bo tego, co przydarza się Klaudii na przestrzeni dekady, nie da się opisać inaczej. To, jak nietrudno się domyślić, opowieść o próbie pogodzenia się z przeszłością, wyjścia jej naprzeciw i stawieniu jej czoła, skoro ukrywanie się nie dało żadnych pozytywnych efektów. To obraz hermetycznej społeczności, w której wszyscy zdają się wiedzieć więcej, niż mówią; opowieść o ludziach, których miejsce zamieszkania zdaje się naznaczać w trudny do zrozumienia sposób. Może dlatego tych, którzy się z niego wyrwali, traktują jak obcych? 

Debiutancka powieść Anny Kusiak jest dobra, bo mogła wydarzyć się w najbliższej mieścinie, dziesięć lat temu, pod osłoną nocy. Historia snuta przez Kusiak jest dobra, ponieważ unika przerostu gatunku nad treścią. Opowieść  Kusiak jest dobra, bo nie skręca w ścieżki, z których trudno byłoby zawrócić. Nie mąci czytelnikowi w głowie, nie naigrawa się z jego bystrości. Jest prosta w takim sensie, w jakim prosta jest ludzka natura – a więc prosta i skomplikowana zarazem. I właśnie ludzka natura – czasem wzruszająca swoją dobrocią, a czasem niemieszcząca się w głowie przez swoją podłość – gra tu pierwsze skrzypce. Jak w każdej dobrej powieści. 

Fot.: Zysk i S-ka


Przeczytaj także:

Recenzja książki Zimowa miłość

Podobne wpisy:

Avatar

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Komentarze: 2

  1. Avatar
    Halina 8 kwietnia, 2021 at 10:56 Odpowiedz

    Świetna recenzja, bardzo dobrej książki. Jedna tylko mała uwaga. Brzózkowo to, wieś podobnie jak Stukoty. Fikcyjne miejscowości wymyślone przez autorkę, ale jak się zastrzega, uważny czytelnik znajdzie punkty charakterystyczne dla pewnych niewielkich wsi południowej Polski.

    • Avatar
      Sylwia Sekret 8 kwietnia, 2021 at 15:01 Odpowiedz

      Dziękuje za miłe słowa i za zwrócenie uwagi – zmieniłam już “mieścinę” na wieś :). Pozdrawiam serdecznie,
      Sylwia Sekret

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *