Zepsuta rukola, spleśniały chleb – Ewa Nowak – “Bardzo biała wrona” [recenzja]

O pisarstwie Ewy Nowak i o tym, że literatura dla młodzieży nie musi na szczęście opowiadać wyłącznie o wampirach, pisałam już przy okazji recenzji powieści Wszystko tylko nie mięta. Jednak, choć wspominana książka otwiera tak zwaną Serię miętową, to na samym początku, kiedy wydawnictwo Prószyński i S-ka zaczęło wznawiać powieści polskiej pisarki, ukazała się Bardzo biała wrona – historia napisana równie dobrze, choć już z o wiele mniejszą dawką humoru, a większym bagażem emocjonalnym i poruszająca o wiele ważniejszą problematykę. Czy jednak Natalia, jej rodzina i przyjaciele przyciągają do siebie tak samo mocno jak Gwidoszowie? Czy niełatwy temat nie odbiera Ewie Nowak tej lekkości w pisaniu o zwykłej szarej (a czasem kolorowej) codzienności? Na szczęście absolutnie tak nie jest.

Podobnie jak w powieści Wszystko tylko nie mięta (której recenzję znajdziecie tutaj), również w Bardzo białej wronie główną osią fabularną są wydarzenia dziejące się wokół członków jednej rodizny, a najbardziej historia skupia się na nastoletniej Natalii. Natalia Milewska jest zwykłą dziewczyną, która stara się postępować uczciwie, kocha swoich rodziców, wspiera ich, wyprowadza na spacer dość leciwego już psa i bardzo, ale to bardzo chciałaby mieć chłopaka – kogoś, kto ją pokocha i kto pozwoli pokochać siebie. Nie jest łatwo cieszyć się szczęściem Mileny – jej przyjaciółki – która z wzajemnością zakochana jest w niejakim Witku, zwłaszcza że ten świata poza nią nie widzi, podczas gdy Natalia jest singielką bez większych szans na to, by zawrócić w głowie jakiemuś przystojnemu licealiście. Życie jednak potrafi zaskakiwać i któregoś dnia w sklepie, przy kasie, Natalię zagaduje Norbert – znają się z widzenia ze spotkań samorządu szkolnego. Dziewczyna jednak nie widzi w koledze nic szczególnego i po tym jednym spotkaniu nie sądzi również, by ona oczarowała jego. Kolejne dni pokazują jednak, że Natalia się myliła – Norbert sukcesywnie, krok po kroku, wprowadza w życie plan, którego celem jest to, by Natalia zwróciła na niego uwagę – w dodatku nie jako na kolegę. Wciąż wpada na nią na korytarzu, przynosi jej do szkoły robione własnoręcznie kanapki (wstaje wcześniej, by zdążyć do piekarni – Natalia zasługuje wszak na świeże pieczywo) z różnymi rodzajami sera i rukolą. Stopniowo ich znajomość zaczyna przechodzić od zdawkowego “cześć” na korytarzu, po sytuację, kiedy Norbert czeka na dziewczynę na przystanku i razem idą do szkoły. Tak zaczyna się ich związek – bo panna Milewska w końcu ulega urokowi chłopaka i zakochuje się w nim – w jego trosce, opiekuńczości, tym, że Norbert tak bardzo ją adoruje. A ponieważ miłość jest ślepa… Natalia bardzo długo nie zauważa, jak z pozoru zwykłe zauroczenie Norberta przeradza się w obsesyjną żądzę kontrolowania dziewczyny i że tak naprawdę rukola od początku była zepsuta, a chleb spleśniały. Sytuacja pogarsza się z dnia na dzień, jednak zakochana licealistka nie chce wierzyć w to, co dostrzegły już nawet jej przyjaciółki – Norbert to dupek, tyran i bezczelny typ, który umiejętnie owinął sobie Natalię wokół palca, a teraz stosuje wobec niej – ni mniej ni więcej – tylko przemoc psychiczną.  Sytuacja robi się coraz bardziej skomplikowana, Natalia zastraszona, a Norbert… groźny.

Bardzo ciekawy jest również drugi wątek związany z Natalią, a także z jej rodzicami. Wojtek i Agata Milewscy od dłuższego już czasu starają sie o adopcję. I w końcu się udaje, co mniej więcej dzieje się w tym samym czasie, w którym rozkwita uczucie ich córki i niejakiego Norberta. Do mieszkania Milewskich przybywa więc kilkuletni chłopiec imieniem Marek. Cała rodzina jest ogromnie podekscytowana, zarówno rodzice, jak i córka, cieszą się z tego, że ich grono sie powiększyło, że mogą zapewnić dom temu dziecku i uczynić jego życie szczęśliwszym, a on – w ich życie wnieść jeszcze więcej radości. Agata i Wojtek wzięli nawet z tego względu dłuższy urlop i postanowili zaniedbać obowiązki w pracy, by być przy Marku cały czas, kiedy będzie się oswajał z nimi i z nowym otoczeniem. Niestety, szybko okazuje się, że rzeczywistośc różni się diamterlanie od naszych wyobrażeń i fantazji. Mały Marek wywraca życie swoich nowych rodziców i siostry do góry nogami – i to wcale nie w tym dobrym sensie. Nieufny wobec mamy, nastawiony do niej negatywnie, wzbudza w kobiecie poczucie winy i ogromny spadek samooceny; wiecznie przyklejony do taty, niepozwalający mu odejść ani na krok, w zasadzie uzależnia go od siebie, doprowadzając do przemęczenia i bezradności; krzykliwy, roszczeniowy i chciałoby się powiedzieć rozpuszczony, co jednak dziwnie brzmi w przypadku dziecka z sierocińca, zakłóca życie także Natalii – przeszkadzając jej w nauce, rozstrajając właściwie całkowicie dotychczasowy spokój domowy. Jest jeszcze jedna waża sprawa wiążąca się z przybyciem Marka do domu Milewskich – niemiłosierne wycie ich psa. Bobik zdaje się wyczuwać w chłopcu coś, co ogromnie mu przeszkadza, w związku z czym wyje po nocach, nie dając spać domownikom, a co więcej, nastrajając źle sąsiadów, którzy nie ograniczą się jedynie do cierpkich spojrzeń. Długie spacery z Bobikiem, nawet przez pół nocy, zaczną być normą, podobnie jak podkrążone z niewyspania oczy Natalii.

Bardzo biała wrona umiejętnie łączy te oba wątki, dzięki czemu czytając, nie mamy wrażenia, że są to dwie zupełnie osobne sprawy, choć dotyczące tej samej dziewczyny. Widzimy, jak wpływa na nią związek z Norbertem, a także sytuacja z Markiem; widzimy, jak jej życie nagle zaczyna przypominać kompletną destrukcję, choć… sama Natalia będzie potrzebowała o wiele więcej czasu, aby to zauważyć. Opis lektury brzmieć może wbrew pozorom dośc lekko, jednak historia zakochanej dziewczyny przeżywającej różnorakie problemy związane z adopotwanym bratem okazuje się o wiele bardziej skomplikowana i dramatyczna. Z pozornie błahej historii miłosnej, na naszych oczach, krok po kroku, bardzo sukcesywnie, zamienia się w prawdopodobną i życiowo nakreśloną opowieść nawet nie tyle o toksycznej miłości, co o psychicznym znęcaniu się i o bezradności, jaką czuje wtedy jego ofiara, wcześniej zapewniana o bezgranicznej miłości, a także w zawoalowany sposób ostrzeżona, ze już nikt nigdy jej przecież nie pokocha. Paraliż Natalii, do którego w końcu dochodzi – kiedy dziewczyna już wie, że coś jest nie tak, ale nadal nie potrafi się z tej relacji wyrwać – jest dla czytelnika bardzo emocjonalny. Czytając, ma się ochotę potrząsnąć dziewczyną, wylać na jej głowę kubeł zimnej wody, krzyknąć i otworzyć jej oczy na rzeczywistość. Jednak czy bylibyśmy w stanie to zrobić, skoto nawet dwie najlepsze przyjaciółki nie dały rady? Milena i Mycha to zresztą również ciekawy wątek, choć ewidentnie poboczny – pokazujący, jak dwie osoby jawnie się nielubiące, potrafią odłożyć na bok wzajemne antypatie, gdy chodzi o dobro osoby bliskiej im obydwu.

Ewa Nowak w Bardzo białej wronie znów pokazuje klasę, a wydawnictwo Prószyński i S-ka, decydując się wydać właśnie tę powieść jako pierwszą w odnowionej wersji serii, przygotowuje czytelnika kolejnych części na to, że polska pisarka nie zawsze sięga po lekkie i przyjemne historie, że jej powieści nie tylko bawią i wzruszają, emanując ogromnym ciepłem, ale również ukazują wiele prawd o człowieku, stawiając go w przeróżnych światłach. Bardzo biała wrona podejmuje temat trudny, o którym niełatwo się mówi, a jeszcze ciężej go zrozumieć osobie, która sama takiej przemocy od ukochanej osoby nie doświadczyła. Bardzo ważne dla lektury okazało się to, że Ewa Nowak niezwykle umiejętnie pokazała przemianę Norberta – choć była to przemiana tylko dla Natalii i czytelników, bo przecież on się nagle nie zmienił, on dopiero z czasem pokazał, jaki jest naprawdę. Wyszło to pisarce bardzo naturalnie – nie czułam podczas lektury, że coś jest naciągane lub grubymi nićmi szyte, a w tej historii było to bardzo ważnym czynnikiem.

Bardzo biała wrona to powieść młodzieżowa, którą młodszym czytelnikom mogę polecić z całego serca, ale przecież nie tylko im – to opowieść o różnych odcieniach miłości i o tym, że niektóre z nich bywają bardzo ciemne, bardzo mroczne i zwyczajnie niebezpieczne. To też historia przyjaźni i zmian, jakie zachodzą w człowieku. Czytelnik sporo z tej powieści może dla siebie wyciągnąć – wystarczy, że wyciągnie po nią rękę. Lektura wywołuje żywe emocje i niezwykle mocno angażuje czytelnika w sprawy bohaterów, a to wbrew pozorom, nie zdarza się aż tak czesto.

Fot.: Prószyński i S-ka

Sylwia Sekret

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *