Marianę Enriquez możecie kojarzyć przede wszystkim ze zbioru opowiadań Niebezpieczeństwa palenia w łóżku. Długo musieliśmy czekać na zapoznanie się z jej debiutancką powieścią Zjazdy są najgorsze, bowiem ta została napisana w 1995 roku. Cieszy jednak to, że wydawnictwo Echa porwało się na ten projekt, dzięki czemu polscy czytelnicy mogą zapoznać się z autorami południowoamerykańskimi. Z ciekawością przeniosłem się do stolicy Argentyny, aby zajrzeć w dusze trojga młodych ludzi, zagubionych we własnych światach.
Fabuła przedstawia historię trzech młodych ludzi, Facunda, Narvala oraz Caroliny o polskobrzmiącym nazwisku Novak. Wszyscy są zagubionymi duszami, które szukają swojego miejsca w świecie. Niestety, wskutek przeróżnych traum ich poszukiwania obejmują przede wszystkim narkotyki, alkohol i w przypadku Facunda – prostytuowanie się. Ten zresztą jest najbardziej barwną postacią całej powieści. Przedstawiony jako młody mężczyzna o wręcz boskiej aparycji, działa magnetyzująco zarówno na płeć piękną, jak i mężczyzn. Do tego stopnia, że w przypadku Narvala, ten traci zainteresowanie kobietami i jego życiowym celem staje się zbliżenie do Facunda.
Wraz z rozwinięciem fabuły Zjazdy są najgorsze ich relacje stają się coraz bardziej skomplikowane. Carolina, najpierw zakochana w Facundzie, odtrącona, przelewa swe uczucia na Narvala, ten zaś jest rozdarty między koleżanką, boskim kochankiem, a narkotycznymi wizjami, w których uprawia miłość z postaciami rodem z horroru (sic!). Trudno nie porównywać książki Enriquez z legendarnymi Dziećmi z dworca ZOO. Według mnie Zjazdy są najgorsze niestety ustępują na każdym polu, a sceny, które miały szokować, sprawiały jedynie, że czułem się zmieszany.
Zjazdy są najgorsze są debiutancką powieścią Mariany Enriquez. Czuć to w napisanym tekście, kiedy fabuła zwalnia, żeby nie powiedzieć: wlecze się jak żółw ze złamaną nogą. Dialogi między bohaterami często brzmią sztucznie, a motywacje postaci może są zrozumiałe dla gorących nastoletnich umysłów, lecz trzeźwo myślący człowiek, może mieć problem ze zrozumieniem zachowań bohaterów.
Największy dysonans odczuwam w stosunku do Facunda, który jest nieziemsko piękny, nie czując radości z seksu, uprawia go z niemal każdą napotkaną osobą, potem zaś robiąc wyrzuty swoim przyjaciołom na temat ich moralności. Nie przeszkadza im to jednak razem zażywać narkotyki w ilości zdolnej wysłać słonia do innego wszechświata. Narval i Carolina walczą o uwagę Facunda jak gdyby był słońcem, a oni więdnącymi roślinami w ciemnym lesie, nie dostrzegając, że w rzeczywistości jest księżycem.
Mimo mankamentów, które towarzyszą większości debiutów, Zjazdy są najgorsze przeczytałem niemal jednym tchem. Liczy ona zaledwie dwieście pięćdziesiąt stron i jest dobrze napisana pod względem stylu. Jest to ciekawa propozycja, podczas której możemy przenieść się z polskiej zimowej szarugi wprost do gorącego Buenos Aires i podejrzeć nocne życie trójki mocno nietuzinkowych bohaterów. Myślę, że mimo wszystko jest to ciekawa pozycja do osobistej interpretacji.
Foto: Wydawnictwa Echa









