Kiedy wybieramy się z dzieckiem do kina, liczymy na dobrą zabawę – dla niego i dla nas oczywiście. Nie po to płacimy krocie za bilety i popcorn (koniecznie we wszystkich smakach), żeby wynudzić się, siedząc obok naszej latorośli – i prosząc w duchu bogów kina o to, by dziecko nie musiało w połowie seansu wyjść do toalety – nie zaśmiawszy się chociaż kilka razy. Jasne, rozrywka jest ważna, a śmiech to zdrowie. Ale! Bądźmy ze sobą zupełnie szczerzy – kto z nas nie zabiera pociechy do kina z choć minimalną nadzieją na to, że seans okaże się również wartościowy? Że znajdzie się w nim jakiś mądry przekaz, jakiś morał, jakaś mądra myśl przewodna, z która zostanie z naszym dzieckiem na dłużej? Jeśli jesteście jednymi z tych rodziców/ dziadków/ opiekunów – zapewniam, że Hopnięci, jakkolwiek głupkowato nie brzmi ten tytuł – nie zawiodą Was. Zwłaszcza jeśli dobro zwierząt nie jest Wam obojętne.
BOBRY, ZŁY I BRZYDKI
Naszą główną bohaterką jest Malwina (Mabel) – zbuntowana małolata, która w scenie otwierającej najnowsze dzieło od Pixara pokazuje nie tylko różki, ale i pazurki, a my nie mamy wątplowści, że nie jest to pierwsza sytuacja, kiedy niemal za fraki to dziecko jest wyprowadzane ze szkoły. A ponieważ mama Malwiny jest zajęta, podrzuca łobuziarę do babci. Babcia natomiast szybko staje się centralnym punktem w życiu dziewczynki. Oazą spokoju i kopalnią wiedzy, fabryką uśmiechu i nauczycielką wrażliwości. Malwina i babcia mają swoje ukochane, wyjątkowe miejsce. Głaz, zieleń, jeziorko, zwierzęta, przyroda… To tam padają słowa, które zostaną z buntowniczką na zawsze: Trudno się wściekać, kiedy czujesz, że jesteś częścią czegoś większego. Po śmierci babci Malwinie zostaje jeziorko i ich wspólna oaza. Jednak kiedy Malwina ma 19 lat, a serce nadal tak samo buntownicze jak kiedyś, miejsce to zostaje zagrożone, kiedy bezwzględny, zły i brzydki burmistrz planuje zburzyć ów teren, by zbudować wymarzoną obwodnicę.
Jest pewien sposób, żeby ocalić jeziorko – sprowadzić w jego okolice zwierzęta, które uciekły. Wystarczy jeden bóbr, by pojawiła się reszta mieszkańców… Tylko jak sprowadzić bobra? No cóż… traf chce, że profesorka Malwiny dysponuje tajemniczą technologią, która pozwala…
…zapnijcie pasy…
…przenieść świadomość człowieka w ciało robota do złudzenia przypominającego zwierzę, a nawet… rozumieć je i rozmawiać w ich języku.
Jak można się domyślać, to teraz zaczyna się cała zabawa. Malwina jako bobrzyca poznaje tajniki świata zwierząt, ich sekrety i obyczaje, a to wiąże się oczywiście z całą masą gagów, żartów i śmiechu. Sprowadzenie zwierząt i ocalenie jeziorka nie jest jednak tak łatwe, jak mogłoby się wydawać, natomiast zwierzęta – również te wzbudzające lek, jak niedźwiedź czy rekin – okazują się bardziej ludzkie od nas samych.
WSPÓLNE BOBRA
Hopnięci to odważna animacja, która uczy przede wszystkim szacunku do świata zwierząt i praw natury. Uczy pokory wobec tego, że ludzie są również jednym z gatunków i choćby bardzo chcieli – nie są panami tego świata. Nikt nie jest. Ziema jest naszym wspólnym dobrem i wspólnie powinniśmy o nią dbać – szanując siebie i swoje prawo do życia, do przestrzeni, do posiadania domu. Nieważne, czy zbudowanego z cegły, czy z gałęzi i mułu.
Prawo puszczy, u którego podłoża leży bezwzględny, ale od wieków nieprzerwany łańcuch pokarmowy, okazuje się w tej opowieści o wiele mniej okrutne niż prawo człowieka do bycia panem i władcą. Do zagarniania ziem, lasów i wód z tytułu wyłącznie tego, że może. Instynkt przetrwania i wpojona każdemu stworzeniu wola życia przemawiają w tej animacji o wiele bardziej niż żądza mordu dyktowana własną wygodą, pragnieniem sukcesu i bogactwa.
Hopnięci przedstawiają Królestwo zwierząt w sposób momentami groteskowy, ale jednocześnie nie bardziej niż Królestwo ludzi. Mamy tu klasyczny podział na ssaki, gady, płazy, ryby, ptaki i owady, a każdy gatunek ma swojego króla – dumnie noszącego koronę. O sprawach najważniejszych dla zwierząt, w sytuacjach tego wymagających, decyduje najwyższa rada, czyli, jak możemy się domyślać – królowie i królowe każdego gatunku. Razem dbają o wspólne dobra, choć oczywiście nie brakuje przy tym niesnasek, kłótni czy ostrzejszej wymiany zdań.
BOBRA ROBOTA
Początkowe sceny nie przekonały mnie do siebie. Zresztą podobnie było ze zwiastunem, który wcześniej kilkukrotnie widziałam w kinie. Spodziewałam się szalonej animacji, która zaoferuje przede wszystkim dynamiczną akcję, sceny zmieniające się z prędkością światła i żarty o różnym stopniu śmieszności. Czego nie spodziewałam się absolutnie, to tak mocnego przekazu i wzruszających momentów. Poziom rozbawienia również przekroczył moje oczekiwania – większość żartów zostało naprawdę zgrabnie napisanych, a polskie tłumaczenie i dubbing – kolejny raz nie zawiodły. Pytacie o animację? Moi Drodzy, przecież to Pixar – może trafić w czyjeś gusta lub nie, ale nie ma tu mowy o fuszerce. Słowem – kolejny raz: dobra robota, Pixar.
Jednak Hopnięci to również produkcja nieco ryzykowna. Historia bowiem przedstawia nas, ludzi, w niezbyt przychylnym świetle. Co tu dużo mówić – na tle innych gatunków wypadamy po prostu słabo. Może i jesteśmy najmądrzejsi. Może i zbudowaliśmy całe miasta i wielkie mosty. Obwodnice! Wynaleźliśmy Internet i szczepionki. Przyznajemy Nagrody Nobla i ladujemy na Księżycu. Jednak wciąż nie zrozumieliśmy tej jednej, ważnej rzeczy – jesteśmy częścią czegoś większego. Ziemia jest naszym domem, ale nie jest to nasza własność. Dzielimy go z innymi stworzeniami, które mają do niego takie same prawa, a być może nawet i większe, biorąc pod uwagę, w jakim stopniu my, ludzie, przyczyniamy się do zagłady tego wspólnego domu.
PŁAKAŁA JAK BÓBR
Hopnięci mogą być świetnym punktem wyjścia do rozmowy o świecie ludzi, świecie przyrody, o planecie, którą zamieszkujemy. Historia może i zaczyna się od małego jeziorka, ale ostatecznie otrzymujemy ocean porządnej rozrywki, bardzo mądrego przesłania i wrażliwości, którą warto pielęgnować u naszych dzieci.
Ostatni raz moja córka płakała tak na bajce Dziki robot. Gwoli ścisłości – ona płacze na każdej bajce, miejcie tego świadomość, ale… Na Dzikim robocie pierwszy raz widziałam ją tak zdruzgotaną i wzruszoną, lejącą łzy na długo po napisach końcowych i po wyjściu z kina. I cóż – seans Hopniętych zadziałał bardzo podobnie. Całą drogę powrotną płakała jak bóbr, choć bajka, jak to animacje kierowane do młodszych widzów – skończyła się przecież szczęśliwie. Jak jednak słusznie wytłumaczyła siedmiolatka – płakała ze wzruszenia.
BÓBR, BÓBR, JASZCZURKA, JASZCZURKA, CZERWONE SERCE, RÓŻOWE SERCE, CIĘTE DREWNO, CIĘTE DREWNO
KARTOFEL
Hopnięci od Pixara to zaskakujące dobre dzieło – mądre, wzruszające, wypełnione przesłaniem tak uniwersalnym i ponadczasowym, jak tylko się da. Jednocześnie seans jest wciągający, angażujący, nie brakuje w nim zaskoczeń i co najważniejsze – przemówić powinien do niemal każdej grupy wiekowej. Może oprócz tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z kinem. Jeśli więc nauka (w tym wypadku nauka o empatii, szacunku do fauny i flory, pokorze do świata i tego, jak niewielką, lecz ważną jego częścią jesteśmy) powinna odbywać się przez zabawę, to najnowsze dzieło Pixara może być flagowym przykładem tego, jak w sposób rozrywkowy można nauczyć dzieciaki (i nie tylko) czegoś naprawdę wartościowego.
I gdyby tylko dało się wysłać do świata zwierząt wiadomość, że my również wiemy, choć nie zawsze udaje nam się to respektować, że każde istnienie, każde, nawet najmniejsze życie jest ważne i ma znaczenie – wysłałabym taką natychmiast. Z przeprosinami i obietnicą poprawy. Choć bardzo możliwe, że wiadomość taka, mogłaby brzmieć:
Bóbr, bóbr, jaszczurka, jaszczurka, czerwone serce, różowe serce, cięte drewno, cięte drewno.
Kartofel.
Fot.: Disney/Pixar



















