Znajomi i sąsiedzi

Taniec na krawędzi luksusu – Jonathan Tropper – „Znajomi i sąsiedzi”

Szczerze? Ten serial wziął mnie z zaskoczenia w sposób, którego zupełnie się nie spodziewałem. W okolicy premiery praktycznie o nim nie słyszałem – ani wielkich dyskusji w mojej bańce, ani tego poczucia „musisz to mieć na liście, bo wszyscy o tym mówią”. I wiecie co mnie do niego przyciągnęło? Totalnie współczesna, internetowa głupotka: viral z tańczącym Jonem Hammem. Nagle ten jeden krótki klip stał się emocją pokolenia, takim „wyłączam myślenie i wreszcie oddycham”, a ja – zaintrygowany – odpaliłem pierwszy odcinek i… przepadłem. Bo Znajomi i sąsiedzi (oryg. Your Friends & Neighbors) to nie jest tylko serial o bogaczach i ich problemach pierwszego świata. To opowieść o tym, jak łatwo przestać być kimś, a zostać jedynie „tym facetem, co kiedyś miał wszystko”. I o tym, jak bardzo boli, gdy w tłumie idealnie ubranych ludzi nikt cię już nie widzi. 

Zarys fabularny

Punktem wyjścia jest dość chwytliwa, ale prosta sytuacja: główny bohater, Andrew „Coop” Cooper, facet z finansowej elity, nagle wypada z obiegu. Rozwód już zdążył go emocjonalnie przetrzepać, a kiedy dochodzi do zawodowego tąpnięcia, wchodzi na drogę, która w jego świecie jest jednocześnie niewyobrażalna i… zaskakująco kusząca. Zaczyna okradać swoich bogatych sąsiadów – ludzi, z którymi jeszcze chwilę temu pił drinki, zbierał fundusze na „słuszne cele” i uśmiechał się na przyjęciach, gdzie każdy gest jest elementem społecznego rytuału. I tu serial robi piękny skręt: to, co miało być prostym sposobem na podtrzymanie statusu, zamienia się w niebezpieczną grę z pozorami, tajemnicami i konsekwencjami. Bo za perfekcyjnymi elewacjami i wypielęgnowanymi trawnikami kryją się rzeczy, których nikt nie chce oglądać w świetle dziennym. To ważne: pierwszy sezon ma dziewięć odcinków i jest rozpisany tak, byś co chwilę mówił: „dobra, jeszcze jeden”. Dwa epizody na start, później tygodniowy rytm – świetny dla budowania napięcia i rozmów, ale równie dobrze działa w binge’u, bo konstrukcja jest sprytnie uzależniająca. I choć w oficjalnych opisach to „dramat kryminalny”, ja mam poczucie, że najwięcej dzieje się tu na granicy czarnej komedii, obyczajowego dramatu i satyry na klasę, która udaje, że pieniądze rozwiązują wszystko.

znajomi i sąsiedzi 6

Klimat: luksus, brud i czarny uśmiech

Największa niespodzianka? Klimat. Ten serial jest jak dom pokazowy – świeci, pachnie, kusi – ale gdy tylko uchylisz drzwi do pomieszczenia „dla obsługi”, widzisz kurz, nerwowe ruchy i rozpaczliwą próbę utrzymania wizerunku. Znajomi i sąsiedzi mają w sobie coś z „suburban noir”: niby pięknie, niby bezpiecznie, a jednak czujesz, że to bezpieczeństwo jest luksusem zrobionym z dmuchanego plastiku. Tutaj nawet rozmowy o winie, zegarkach czy designerskich torebkach nie są niewinne – one są deklaracją przynależności. A kiedy wypadasz z obiegu, nagle te wszystkie symbole zaczynają cię dusić jak zbyt ciasny kołnierzyk. Przy tym serial nie udaje, że jest odkrywczy w temacie „bogaci mają źle” – wręcz przeciwnie: on bierze ten pozornie banalny temat i robi z niego nośnik dla czegoś znacznie ciekawszego. Bo bogactwo jest tu nie tyle fantazją o dobrobycie, co chorobą utrzymywania pozorów. I to jest piękne w tej realizacji: oglądasz rzeczy, które są obiektywnie absurdalne, a jednocześnie rozumiesz emocje bohaterów, bo w mniejszej skali każdy z nas zna presję „muszę dowieźć wizerunek”.

Bogactwo jako piasek w dłoniach

Najmocniejsza warstwa serialu to jego spojrzenie na majątek jako na coś… ulotnego. Twórca, Jonathan Tropper, nie ukrywał, że inspiracją było obserwowanie elitarnych środowisk i cyklicznego pękania baniek – tego momentu, kiedy nagle okazuje się, że całe to „pewne życie” było konstrukcją z kart. I w serialu to czuć na każdym kroku: pieniądze nie są tu stabilnością, tylko ruchem ciągłym – jeśli przestajesz biec, zaczynasz się cofać.  Coop jest więc świetnym przewodnikiem po świecie, gdzie można zarabiać kosmiczne kwoty i jednocześnie żyć w lęku przed utratą pozycji – bo koszty życia w tej klasie są jak haracz. Alimenty, szkoły, oczekiwania, imprezy, składki „dla prestiżu”, prezenty, które muszą być wystarczająco drogie, żeby nikogo nie obrazić… Ten serial bardzo zgrabnie pokazuje, że w pewnym momencie bogactwo przestaje być wolnością, a staje się systemem zależności. I właśnie dlatego kradzieże Coopera działają nie tylko jako thrillerowy haczyk, ale jako metafora: gość dosłownie próbuje odzyskać kontrolę nad własnym życiem, sięgając po to, co w jego świecie jest walutą uznania.

Samotność wśród ludzi, którzy „mają wszystko”

Pod spodem tej całej zabawy w bogactwo kryje się coś, co mnie autentycznie uderzyło: samotność. I to nie ta romantyczna, filmowa samotność przy oknie w deszczu, tylko samotność praktyczna – taka, kiedy masz ludzi dookoła, masz kalendarz pełen kontaktów, masz sąsiadów, którzy udają bliskość, bo „tak wypada”, a jednak czujesz się jak intruz we własnym życiu. Ten serial jest, wbrew pozorom, opowieścią o braku docenienia, o niezrozumieniu, o wyobcowaniu – nawet w rodzinie, nawet wśród przyjaciół, nawet w miejscu, które powinno być domem.  Co więcej, Tropper bardzo dobrze pokazuje mechanizm, w którym człowiek sukcesu nagle odkrywa, że był kochany nie za to, kim jest, tylko za to, co reprezentuje. A kiedy przestaje reprezentować cokolwiek – zostaje z ciszą. I przerażającą samotnością. I wtedy zaczynają się te najciekawsze pytania: czy my w ogóle umiemy być ze sobą bez funkcji? Bez etykietki? Bez rachunku zysków i strat? Znajomi i sąsiedzi może nie są serialem subtelnych niuansów psychologicznych, ale mają w sobie trafność, która działa jak lekko gorzkie espresso: niby proste, a jednak zostaje na języku.

znajomi i sąsiedzi 4

Relacje damsko-męskie bez pudru

Byłem też pozytywnie zaskoczony tym, jak serial Znajomi i sąsiedzi diagnozuje relacje damsko-męskie. Nie spodziewałem się, że dostanę tutaj aż tak sprawną mieszankę ironii i emocjonalnej prawdy. Z jednej strony wszystko wygląda znajomo: rozwody, zdrady, napięcia, gra pozorów. Z drugiej – to jest podane w sposób świeży, bo kamera (i scenariusz) nie moralizują, tylko pokazują, jak ludzie ranią się nawzajem, często nawet nie zauważając, że robią to z przyzwyczajenia. I tak, niby to już było. Ale jest w tym energia, która sprawia, że chce się kibicować postaciom, nawet jeśli w teorii powinno się nimi potrząsnąć i powiedzieć: „ogarnij się, człowieku”.  Dużo tu też o męskiej dumie i o tym, jak łatwo pomylić „bycie potrzebnym” z „byciem kochanym”. Coop, w swoim upadku, jest chwilami śmieszny, chwilami żałosny, chwilami cholernie bliski – bo jego mechanizmy obronne, choć ekstremalne, są zaskakująco ludzkie. A kobiece postacie nie są tu tylko dekoracją: mają swoje życie, swoje pragnienia, swój gniew i swoje granice. Ten serial – nawet jeśli momentami idzie w stronę „telewizyjnej przystępności” – potrafi trafić w punkt, gdy mówi o oczekiwaniach, o komunikacji, o samotności w związku i o tym, jak trudno jest rozmawiać, kiedy całe życie trenowało się tylko autoprezentację.

znajomi i sąsiedzi 3

Głos z offu i Jon Hamm

Teraz najważniejsze: Jon Hamm jest fenomenalny. To rola, którą kupiłem natychmiast – nie dlatego, że Coop jest wzorem cnót, tylko dlatego, że Hamm gra go z taką mieszanką charyzmy, wstydu, wkurzenia i autoironii, że ja temu facetowi wierzę w każdej scenie. Wierzę w jego pewność siebie i wierzę w jego rozsypkę. A to w serialu o pozorach jest kluczowe. Nic dziwnego, że sporo głosów podkreślało, iż to jedna z jego najlepszych telewizyjnych kreacji od lat – i ja się pod tym podpisuję obiema rękami.  Ale jest jeszcze coś, co mnie osobiście kupuje w dziełach i co tutaj działa jak magnes: narracja z offu. Kocham, gdy bohater dopowiada rzeczy, których nie mówi na głos – gdy dostajemy jego kąśliwe, czasem bezczelne, czasem zaskakująco czułe komentarze do świata. W Znajomych i sąsiadach ten głos bywa celowo przerysowany, bywa też trochę „za bardzo wprost” (to moja jedyna większa uwaga), ale w większości przypadków działa obłędnie. I skojarzenie z Maxem Payne’m oraz Dexterem Morganem pojawia mi się naturalnie: podobna jest ta sarkastyczna samoświadomość, to poczucie, że oglądamy człowieka, który jednocześnie uczestniczy w własnym życiu i komentuje je, jakby oglądał je z boku.

znajomi i sąsiedzi  2

Podobieństwa, które nie bolą

Jeśli lubicie seriale o bogaczach i ich moralnych przesunięciach, to w Znajomych i sąsiadach odnajdziecie echa różnych tytułów – w głowie pojawiają mi się porównania do takich rzeczy, jak Biały Lotos czy Gotowe na wszystko. Tylko że ten serial nie kopiuje ich wprost. On bierze atmosferę społecznej satyry, dorzuca kryminalny nerw i doprawia to narracją z offu, która jest trochę jak osobisty przewodnik po upadku człowieka sukcesu. To wszystko jest znajome, a jednak ma własny smak – jak klasyczny koktajl podany w innym szkle.  Warto też dopisać, że serial ma za sobą solidne przyjęcie: dobre wyniki wśród krytyków i widowni, a platforma okazała mu duże zaufanie, zamawiając kontynuacje (premiera drugiego sezonu już w kwietniu!) jeszcze zanim kurz po pierwszym sezonie na dobre opadł. To nie jest przypadek – bo nawet jeśli Znajomi i sąsiedzi bywają momentami zbyt dosłowni, a niektóre elementy ekspozycji mogłyby być subtelniejsze, to całość jest topową rozrywką z zaskakująco trafnymi obserwacjami o współczesnym statusie, męskości, relacjach i lęku przed spadaniem.

znajomi i sąsiedzi 1

Ocena i podsumowanie

Znajomi i sąsiedzi to serial, który wszedł mi bokiem – przez mem, przez viral, przez tańczącego Jona Hamma – a został w głowie jako jedna z najprzyjemniejszych niespodzianek ostatnich miesięcy. Ma świetny klimat i potrafi mówić o bogactwie nie jak o marzeniu, tylko jak o nerwicy. Ma bohatera, którego można jednocześnie podziwiać i mieć ochotę postawić do kąta. I ma narrację z offu, która – choć czasem zbyt łopatologiczna – w większości daje tej historii pazur oraz niepowtarzalny rytm. To nie jest serial idealny, ale jest cholernie wciągający, zabawny w odpowiednich momentach i wystarczająco prawdziwy emocjonalnie, bym chciał iść dalej.

Fot.: Apple TV

Znajomi i sąsiedzi

Overview

Ocena
8 / 10
8

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *