Halfway Festival – spotkajmy się w połowie drogi – dzień pierwszy i drugi [relacja]

23 czerwca rozpoczął się trzydniowy Halfway Festival – fantastyczne święto muzyki alternatywnej, które gromadzi znakomitych, nieoczywistych artystów i równie niebanalną publiczność; festiwal dla osób, które lubią poszukiwać – ambitnych, ciekawych i świadomych odbiorców kultury; wydarzenie skupiające się głównie na dwóch nurtach – songwriterskim i folkowym, które wciąż są doskonałym polem do odkrywania nowych, nieznanych jeszcze artystów bądź muzyków popularnych tylko w konkretnych krajach. Zdecydowanie jest w czym wybierać i czym się zachwycać, ponieważ na malowniczych terenach kameralnej imprezy muzycznej panuje niesamowity klimat i nie istnieją bariery między artystami a publicznością. Cieszymy się niezmiernie, że Głos Kultury objął wydarzenie patronatem medialnym.

23 czerwca Halfway Fanday otworzył tegoroczny białostocki festiwal. Na dużej scenie pojawił się lokalny zespół STARSABOUT, prezentujący dream sounds balansujące na pograniczu rocka progresywnego i alternatywy. Na estradzie zagościła też Christine Owman, która zaprezentowała połączenie mrocznych, psychodelicznych brzmień z marzycielskimi i subtelnymi dźwiękami. Zdołała zachwycić odbiorców własnym głosem oraz grą na wiolonczeli. SHUMA, ostatni zespół, który pojawił się pierwszego dnia na festiwalu to mieszanka białoruskich pieśni archaicznych, stanowiących spuściznę po wschodniosłowiańskich pogańskich rytuałach, ze współczesną elektroniką, będący dość ciekawym odkryciem.

Drugi dzień festiwalu Halfway Festival / W Połowie Drogi rozpoczął się od występu Agaty Karczewskiej, utalentowanej singer-songwriterki, która zaprezentowała w amfiteatrze repertuar ze swojej EP-ki zatytułowanej You’re Not So Special. Młoda artystka akompaniując sobie jedynie gitarą, urzekła publiczność swym głosem i skromnością, a entuzjazm zasiadających na widowni przerósł oczekiwania samej występującej.

Po jej występie swe umiejętności sceniczne zaprezentowała Cate Le Bon, która w swojej twórczości nawiązuje do dźwięków znanych z The Velvet Underground i Nico oraz nowojorskiej sceny lat 80. Muzyczne brzmienie oparte na mocnym rytmie perksusji uzupełnione było syntezatorami i surowymi gitarami. Wszystko okraszone zostało teatralnymi ruchami wokalistki, nieco przypominającej swoim głosem Jehnny Beth z grupy SAVAGES.

Kolejną pozycją w line-upie festiwalu okazała się pochodząca z Argentyny Juana Molina, która swego czasu zaintrygowała Davida Byrne’a z Talking Heads, przez którego została zaproszona do supportowania jego amerykańskiej trasy koncertowej. Podczas swojego show jedna z najważniejszych postaci sceny alternatywnej Ameryki Południowej zaprezentowała psychodeliczne i mroczne brzmienia, przeplatane folkiem i ambientem. Juanie Molinie towarzyszyło dwóch arcyzdolnych, młodych muzyków, którzy odpowiadali za syntezatory, gitary, perksuję oraz bębny. Przemyślany występ ukazywał południowo-argentyński temperament artystki, a klimatu koncertowi dodawało dynamicznie zmieniające się oświetlenie. Wprowadzona w trans publiczność nagrodziła zespół owacjami na stojąco, na co artystka odpowiedziała królewskim ruchem dłoni.

Następnie na scenie pojawiła się TORRES, czyli Mackenzie Scott, singer-songwriterka z Nowego Jorku. Prezentowała głównie rockowo-alternatywny materiał z ostatniej płyty Sprinter oraz kilka nowości, między innymi niedawno wydany utwór SKIM. Odbiór zakłócało nieco słabe nagłośnienie (na reszcie koncertów dźwięki były idealnie słyszalne), ale artystka na koniec zaprezentowała swe zdolności w towarzystwie własnej elektrycznej gitary, czym zachwyciła odbiorców. Dopiero wtedy można było usłyszeć, jak głęboką i przejmującą skalę głosu posiada.

Jako ostatni zagościł na scenie zespół The Veils, na który czekało bardzo wielu fanów i zgodnie z ich oczekiwaniami od pierwszego utworu Veilsi przejęli bezapelacyjnie scenę. Charyzmatyczny wokalista i gitarzysta, Finn Andrews, z nieodłącznym atrybutem, kapeluszem, przykuwał uwagę i nawiązał wspaniały kontakt z publicznością. Był także mile zaskoczony przyjęciem grupy na ich pierwszym koncercie w Polsce i wyraził nadzieję na kolejne zaproszenia na występy w naszym kraju. Uwagę odbiorców zwróciła również basistka nonszalancko poruszająca się na scenie. Po gromkim aplauzie Finn wyszedł zagrać bisy sam i porwał słuchaczy intymnym wykonaniem utworów, m.in. z pierwszej płyty The Veils. Cały amfiteatr tańczył do rytmu, a w dobrej zabawie nie przeszkodził nikomu nawet deszcz.

DZIEŃ TRZECI

Z Białegostoku relacjonują: Małgorzata Kilijanek i Izabela Maziejuk

Fot.: Małgorzata Kilijanek, Izabela Maziejuk

Małgorzata Kilijanek

Pasjonatka kina, muzyki i literatury, a także sportu, w szczególności siatkówki. Filmowo ceni różnego rodzaju dramaty i filmy psychologiczne, a także kino niezależne. Muzycznie – głównie brzmienia alternatywne. W literaturze wybiera różnego rodzaju powieści, często o tematyce egzystencjalnej, psychologicznej, ale nie stroni od dzieł biograficznych i podróżniczych. Swoimi recenzjami dzieli się z czytelnikami Głosu Kultury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *