Komiksy

dalekosiężne macki n'rygotha 0

Fantastyczna czwórka – Wiebe, Upchurch, Šejić – “Rat Queens – 2 – Dalekosiężne macki N’Rygotha” [recenzja]

Fantasy, seks i dawka niezłego humoru – mogłoby się wydawać, że to mieszanka, która ma raczej marne szanse na powodzenie. Tymczasem komiksowa seria zatytułowana Rat Queens okazuje się być naprawdę intrygującym zjawiskiem, a sama historia wciąga i potrafi rozbawić czytelnika. Czy jednak drugi tom cyklu, Dalekosiężne macki N’Rygotha, podołał wyzwaniu i spełnia oczekiwania, które mogły rozbudzić się w odbiorcy po lekturze pierwszej części? Powiedziałabym, że robi nawet coś więcej – o ile bowiem Magią i maskarą (recenzję znajdziecie tutaj) było interesującym przeżyciem i raczej podeszłam do lektury jak do ciekawostki, o tyle kontynuacja nie pozostawia wątpliwości, że ten cykl ma do opowiedzenia i pokazania coś więcej, a zmagania czterech głownych bohaterek potrafią odbiorcę niemalże wessać do świata przedstawionego. Strony komiksu przewracają się same, scenariusz nie pozostawia nam chwili wytchnienia, a rysunki zabierają nas w podróż po barwnym i żywiołowym świecie.

0

Nie takie zwykłe kobiety – Kurtis J. Wiebe, Roc Upchurch – “Rat Queens – 1 – Magią i maskarą” [recenzja]

Mam na półce sporo komiksów – a w każdym razie sporo, jak na osobę, która jeszcze 3 lata temu mogła się “pochwalić” jedynie tym, że czytała kiedyś pożyczonego Tytusa, Romka i A’Tomka. Pewien kulturalny przełom, jaki nastąpił u mnie, kiedy zaczęłam doceniać komiksy, zaczytywać się w nich, poznawać ich róznorodność i rozumieć, że są równie wartościowe, co pełnoprawne powieści czy filmy (a czasem nawet bardziej), uważam za jeden z ważniejszych w moim życiu w tej dziedzinie. Dziś nie wyobrażam sobie, jak mogłam nie czytać komiksów. I choć na półce mam tytuły od większości polskich wydawców, to dopiero, gdy zaczęły do mnie (bardzo tłumnie zresztą) przybywać komiksy od Non Stop Comics, zdałam sobie sprawę z tego, jak niewiele jest powieści graficznych, w których to kobiety są głownymi bohaterkami – a już tym bardziej grupa kobiet. Tymczasem w moje ręce trafiły takie komiksy jak Paper Girls, o których pisałam tutaj, Giant Days, o których dopiero będę pisać, nawet Tank Girl, która co prawda swoje lata już ma, ale trafia ponownie na polski rynek właśnie za sprawą Non Stop Comics. Dziś również będzie mowa o jednym z takich komiksów, w dodatku całkowicie szalonym. Poznajcie Rat Queens.

0

Ani jednego chłopaka – Brian K. Vaughan, Cliff Chiang – “Paper Girls – 1” [recenzja]

Chłopaki… to niemal zawsze są chłopaki. Walczą z potworami, przywołują wspomnienia z lat 80. (lub innych), zbawiają świat, przeżywają przygody i jeżdżą na rowerach, kłócą się z dorosłymi, buntują się. Tylko czasami towarzyszy im jakaś dziewczyna, dołączona do paczki w ramach bonusu, przez przypadek lub przez wzgląd na początkujące zauroczenie płcią przeciwną. W Kingowym To do Klubu Frajerów dołączyła z czasem Bev, do chłopaków ze Stranger Things Jedenastka, a w Stań przy mnie na podstawie powieści Ciało w ogóle nie było dziewczyny. Tymczasem dzieła, w których grupa nieletnich przyjaciół przeżywa przygody (zwyczajne lub fantastyczne), stają się coraz bardziej popularne. Jeśli do tego dodamy również fakt, że akcja takich powieści, seriali czy filmów rozgrywa się często w latach już sugerujących wspomnienia i nostalgię za dawnymi czasami – murowany sukces jest blisko. Jednak to niemal zawsze są chłopaki. Dziewczyny w tym wszystkim odgrywają rolę drugorzędną (nie można powiedzieć tego co prawda o Nastce z Netflixowego hitu, ale nie zmienia to faktu, że “przygarnęła” ją grupa chłopaków) lub nijaką wręcz. A gdyby tak powstało dzieło o grupie dziewczyn, które w końcówce lat 80. zaczynają przeżywać coś niezwykłego? Zaraz, zaraz… takie dzieło już istnieje! Przedstawiam Wam komiksową serię zatytułowaną Paper Girls, w której cztery dziewczyny nie potrzebują w swojej paczce ani jednego chłopaka, by ich przygody były równie wciągające.

zanim spali nas świt 0

Na skraju zwątpienia – Remender, Tocchini, McCaig – “Głębia – 2 – Zanim spali nas świt” [recenzja]

Pierwszy tom Głębii był dobry, choć stanowił dopiero początek historii, którą twórcy zaplanowali dla swoich czytelników. Trzymał w napięciu i zaciekawiał, ale… No właśnie – okazuje się, że może być jeszcze lepiej – i to o wiele. Sięgając po kontynuację, czyli zeszyty 7-10, zebrane w tomie Zanim spali nas świt, spodziewałam się po prostu czegoś równie dobrego, czegoś, do czego twórcy przygotowali mnie w pierwszej, otwierającej cykl części. Tymczasem zdumienie nastąpiło już niemal na samym początku. Zanim spali nas świt to opowieść o wiele bardziej brutalna, bogatasza w charakterologię postaci, a także o wiele mocniej angażująca czytelnika, sprawiająca, że drżymy o każdy ich los, zastanawiając się jednocześnie, czy aby na pewno każdy z nich wart jest tego, by mu kibicować. Twórcy zabierają nas coraz głębiej, a podróż ta robi się zarówno mroczniejsza, jak i – paradoksalnie – mająca więcej do powiedzenia o nadziei – tak istotnej dla tej opowieści.

Iluzja nadziei 0

Studium rozpaczy, studium nadziei – Remender, Tocchini – “Głębia – 1 – Iluzja nadziei” [recenzja]

Nasz świat nie jest wieczny. Możliwe, że naukowcy potrafią w miarę bezbłędnie oszacować, kiedy nastanie jego kres, możliwe, że wszechświat zaskoczy nas kompletnie i stanie się to niespodziewanie, z dnia na dzień, kiedy nikt nie będzie na to gotowy. Jednak gdybyśmy wiedzieli, gdybyśmy byli świadkami intensywnego i nieuchronnego końca naszego świata, to jak byśmy się zachowali? Czy ludzkość potrafi stanąć na wysokości zadania, zmobilizować siły, zapomnieć o konfliktach i różnicach i razem próbować przetrwać? Czy w obliczu nieuchronnego końca, można w ogóle zachować optymizm i zmusić umysł do intensywnej pracy nad naprawą tego, co nienaprawialne? Głębia, do której scenariusz napisał Rick Remender, a którą zilustrował Greg Tocchini, to opowieść o nieuniknonym i o reakcji na ową nieuchronność paskudnego losu, na nieprzychylną dla nas kolej rzeczy. Iluzja nadziei to pierwszy tom tej podwodnej wędrówki.