Najważniejsze, by być wolnym – wywiad z Ryszardem Kramarskim i Piotrem Płonką z Millenium

Zasłużona dla krajowego rocka progresywnego formacja Millenium wydała na jesieni 2014 roku bardzo dobrze przyjęty przez fanów w Polsce i na świecie krążek – In Search Of The Perfect Melody. To doskonała okazja, aby porozmawiać z liderem formacji – klawiszowcem i autorem repertuaru Ryszardem Kramarskim i gitarzystą Piotrem Płonką. Ponadto ten pierwszy trudni się wydawaniem płyt – co jak wiemy, w Polsce najłatwiejszym zadaniem nie jest – i zdradził przy okazji, jakich premier fani progresywnych dźwięków mogą się spodziewać w najbliższych miesiącach od Lynx Music.

Wywiad z Ryszardem Kramarskim

Nagrałeś z Millenium już dziesięć studyjnych LP. To dziesiątki utworów, kompozycji. Jak to jest z poszukiwaniem „idealnej melodii”? Rzeczywiście sława wydaje się mitem?

Rock Progresywny to niszowa muzyka i jeżeli nie jesteś nazwą Pink Floyd, Yes lub Genesis to tak naprawdę mało kto cię zna. Nawet te bardziej znane zespoły jak Pendragon czy IQ są mało znane, raczej tylko w kręgach znawców tematu. Jeżeli mówimy o małej sławie to tak, istnieje, ale w suicie In search of the perfect melody chodzi o sławę światową (śmiech).

Byłbyś gotów zawrzeć pakt z diabłem niczym bohater In Search Of Perfect Melody?

Nie, bo ta mała sława zupełnie mi wystarcza. Najważniejsze to być wolnym i mieć czas dla najbliższych i samego siebie.

In Search Of Perfect Melody to najdłuższy utwór w historii Millenium. Hołdujecie najlepszym tradycjom rocka progresywnego jak rozbudowane, wielowątkowe kompozycje. No właśnie, czy takie długie formy mają przyszłość? Czy w następnych latach pojawią się na tyle cierpliwi słuchacze, że w coraz bardziej zabieganym świecie będą skłonni wysłuchiwać 20-minutowych kompozycji, które wymagają ciszy i skupienia?

Myślę, że są one w 90% dla mojego pokolenia, ale młodzi już tego nie czują, czyli raczej nie widzę przyszłości. Jestem jednak optymistą,, bo skoro płyta winylowa wróciła to czemu nie mają wrócić długie kompozycje. Nawet wśród młodych ludzi znajdą się fani takich długich utworów.

Powiem szczerze, że słuchając klasyków rocka progresywnego jak Yes, King Crimson, Pink Floyd czy Genesis, którzy proponując słuchaczom niejednokrotnie dwudziestominutowe kompozycje, wprawiali mnie w nie lada podziw i zachwyt. Z czasem przy okazji słuchania podobnych form, jak chociażby na Waszym Exist, gdzie żaden kawałek nie schodzi poniżej 10 minut, pojawiało się w mojej głowie pytanie, jak zespół tworzy od strony technicznej takie utwory? Dla mnie, jako kompletnego muzycznego antytalencia, jest to po prostu nie do ogarnięcia. Możesz przybliżyć od kuchni proces tworzenia rockowych suit?

To jest jak pisanie scenariusza do filmu. Musi być główny temat, który stopniowo rozbudowuję,  dodając kolejne części utworu. W środku musi być jakaś zmiana klimatu, po to żeby na koniec powrócić do tematu głównego. Reszta to już wyobraźnia, czasami przypadek lub wkład pozostałych muzyków z zespołu.

Będąc jeszcze przy tytułowej kompozycji – skąd pomysł na zaśpiewanie pod koniec  w trzech językach?

Chodziło o przekaz międzynarodowy. Nasze płyty kupowane są na całym świecie. Cieszymy się sporą popularnością w Niemczech, a język angielski  znają prawie wszyscy. Dla polskich fanów też musiał być ukłon. Do tego Łukasz bardzo dobrze mówi po angielsku i niemiecku.

Przepiękny i wzruszający Girl From A Glass Sphere zadedykowany jest dla pewnej Natalii. Także tekst jest niezwykle intrygujący. Możesz coś więcej opowiedzieć o tej kompozycji i dedykacji do niej załączonej?

Fan zespołu Millenium ma córkę Natalkę chorą na autyzm, która niezwykle żywiołowo reaguje na muzykę Millenium. Łukasz zaproponował zadedykować jej jeden utwór. Spodobał mi się bardzo ten pomysł i napisałem szybko muzykę, a Łukasz napisał tekst. Cieszymy się, że ten utwór powstał. Pierwszy raz pisaliśmy utwór dla kogoś i mamy z tego dużą satysfakcję.

W kończącym płytę In The World Of Fantasy Łukasz Gall śpiewa – „The world of hate is not for us”. Tekst jest wyrazem rozczarowania otaczającym nas światem? Skąd tyle cierpkich słów pojawiło się w tym tekście na temat naszej cywilizacji i współczesnego świata?

Gdy powstawał ten utwór trwały walki na Majdanie i wtedy jeszcze nie wiedziałem, że przerodzi się to w taki konflikt, ale czułem że to coś wielkiego. In The World Of Fantasy to utwór z antywojennym przesłaniem. Bardzo aktualnym w tym momencie.

In The World of Fantasy pięknie udziela się Karolina Leszko, która czarowała swoimi głosem również na wcześniejszych albumach Millenium. Jak odkryłeś tę wokalistkę?

Karolinę polecił basista Krzysztof Wyrwa, który kiedyś z Karoliną  grał w innym nie art rockowym zespole. Pierwszy raz Karolina zaśpiewała z nami na albumie Ego i było wiadomo, że nie będzie to jej ostatni album z Millenium.

W lecie wydaliście kolejny zbiór muzycznych rarytasów, które wydobyliście ze swojego przepastnego archiwum. Ilu możemy się jeszcze spodziewać kolejnych kompilacji, bo bynajmniej nie wydają się one zapchajdziurą w dyskografii Millenium?

Mam jeszcze kilka takich rarytasów, ale raczej już nie wyjdą oficjalnie na płytach. Może gdzieś jako bonus? Pewnie za jakiś czas znów nagromadzi się  kilka utworów, które kiedyś znajdą się na jakiejś specjalnej składance.

Teraz mam dla Ciebie pytanie nie jako do muzyka, tylko do właściciela wytwórni wydających i promujących młodych, zdolnych obiecujących artystów z krajowej sceny prog rockowej. Czego możemy się spodziewać od Lynx Music w kolejnych miesiącach?

Właśnie wyszedł projekt Seasonal, a szykuje się White Raven, Sticky Hands, Loonypark, Albion i kto wie co jeszcze? (śmiech)

W ostatnich tygodniach odszedł Edgar Froese z Tangerine Dream. Pytam się Ciebie jako muzyka operującego klawiaturą. To wielka strata dla prog rocka i muzyki elektronicznej w ogóle?

Śmierć jest wielką stratą sama w sobie, zwłaszcza gdy odchodzi ktoś, kto jest historią muzyki. Osobiście fanem Tangerine Dream  nie jestem. Bliższa mi jest muzyka spod znaku np. Vangelisa.

Planujecie koncerty w najbliższej przyszłości? Czego możemy się na nich spodziewać?

Millenium ma ponad 100 utworów  i ciężko jest nam wybrać 20 na koncert , dlatego słuchamy fanów i recenzentów. Staramy się zrobić coś w rodzaju The Best of… Wszystko zależy od tego, w jakim miejscu gramy i czy jesteśmy tam pierwszy raz. W tym roku zagramy kilka koncertów. Pierwszy,  28 marca w Legionowie na Mini prog festiwalu. Tam właśnie będzie takie the best of…. Ostatni koncert – w listopadzie, w Krakowie z rejestracją na DVD/Blu-ray i tu raczej będą utwory z ostatnich 3 płyt czyli utwory, których nie było na naszym pierwszym DVD.

MILLENIUM progressive rock "In the world of fantasy ?"

Wywiad z Piotrem Płonką

Dołączyłeś do Millenium przed nagraniem Vocandy. Jak oceniasz 15 lat swojej bytności (z przerwami) w zespole?

Zgadza się. Dołączyłem do składu Millenium tuż przed nagraniem płyty Vocanda. Piętnaście lat w składzie Millenium z, dokładnie rzecz biorąc, jedną przerwą (album Deja Vu), uważam za fantastyczne doświadczenie. Bardzo wiele mnie to nauczyło – szczególnie jeśli chodzi o pracę w studio, ale nie tylko. Millenium to chyba jedyny zespół spośród tych, z którymi miałem przyjemność grać, w którym jest tyle miejsca na gitary, i w którym pełnią one tak ważną rolę. Istny raj dla gitarzysty, choć taki raj zobowiązuje. To spore wyzwanie, któremu zawsze starałem się sprostać, najlepiej jak potrafiłem. Ocenę efektów pozostawiam naszej publiczności… Kolejnym  aspektem tych piętnastu lat jest to, że wszyscy w zespole się lubią i cenią, jest fajna atmosfera dzięki czemu sam fakt bycia częścią tego wszystkiego był i jest dla mnie przyjemnością. Wiesz, piętnaście lat to trochę mniej niż połowa mojego dotychczasowego życia – to sporo czasu i kawał wspólnej historii, która zaowocowała paroma (moim zdaniem) niezłymi płytami.

Pytanie może się wydać z lekka infantylne, ale który krążek Millenium z dzisiejszej perspektywy jest dla Ciebie najważniejszy, przełomowy?

Zdecydowanie Ego. Uważam, że ten album wniósł nową jakość w nasz dorobek. Chodzi mi tu w szczególności o warstwę kompozycji. Jeśli chodzi o stronę gitarową tej płyty, też zdecydowanie  uważam, że to jak dotąd najlepsze gitary, jakie nagrałem w Millenium.

In Search Of Perfect Melody jest z każdej strony chwalony. Spodziewałeś się w czasie nagrywania krążka, że tworzycie dzieło wyjątkowe, które okaże się sporym hitem wśród fanów?

Nigdy tak nie traktuję tego, nad czym w danym momencie pracujemy (zarówno w Millenium jak i w innych zespołach, z którymi gram). Zawsze staram się pozbyć tego typu myśli i kierować się wyłącznie tym, co mi w duszy gra, i to nagrywać. Uważam, że to najlepsza metoda na zrobienie czegoś dobrego. W muzyce ważna jest szczerość. Jeśli coś jest szczere, to zazwyczaj jest też dobre, a jeśli jest nieszczere, to słuchacze to zwykle potrafią wyłapać, i taka muzyka się nie broni. Nie spodziewałem się, że ta płyta zostanie uznana za wyjątkową, nie myślałem o tym, nagrywając ją, choć oczywiście miałem nadzieję, że zostanie ciepło przyjęta.

W całej muzyce Millenium, także i w Twojej grze na gitarze słychać echa Davida Gilmoura. Może takie porównanie to wielkie uproszczenie. Jednakże chce zapytać o Twoje gitarowe inspiracje, gitarowych idoli. Kto stoi za faktem, że Piotr Płonka x lat temu sięgnął po sześć strun?

Pierwsze zainteresowanie gitarą wzbudził we mnie mój tata, który w młodości sam grał na gitarze w różnych zespołach. Czasem łapał za wiosło w domu i grał. Tak mi się to spodobało, że zacząłem próbować, a on nauczył mnie podstaw. W moim domu zawsze słuchało się dobrej muzyki. Od małego słyszałem (chcąc nie chcąc) dźwięki Dire Straits, The Eagles, Pink Floyd, Erica Burdona, Creedence Clearwater Revival, Jeffa Beck’a, Erica Claptona, Jimiego Hendrixa, Led Zeppelin, ELO, The Beatles, Rolling Stones, Janis Joplin, etc. – chłonąłem to wszystko niejako samoistnie. Potem oczywiście pojawiły się fascynacje. Pierwszą i chyba największą był Mark Knopfler i muzyka Dire Straits, potem The Eagles, David Gilmour i Pink Floyd a następnie Steve Lukather i Toto. Te fascynacje tkwią we mnie do dziś. Wciąż wracam do tej muzyki i wciąż znajduję w niej inspirację.

W Twojej grze słychać feeling i niesamowity zmysł do tworzenia znakomitych melodii. Twój styl wydaje się postawiony ponad wygibasy techniczne. No właśnie, co sądzisz o gitarzystach, jak chociażby John Pertrucci czy, idąc dalej, Yngwie Malmsteen, gdzie chyba technika już całkiem przesłoniła muzykę samą w sobie?

Cenię ich bardzo. Jak każdy gitarzysta, miałem etap fascynacji technicznym graniem, ale szybko mi się to znudziło. Uważam, że technika jest środkiem wyrazu, narzędziem do przekazania tego, co chcemy przekazać, a nie celem samym w sobie. Celem jest muzyka. Jeśli chodzi o Johna Petrucci, to bardzo lubię go słuchać. Akurat w jego przypadku nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że technika przesłania muzyczną stronę jego grania. Uważam, że potrafi on tworzyć i grać piękne melodie. Jest oczywiście piekielnie perfekcyjny technicznie i nie ma najmniejszego problemu z pokazywaniem tego, ale uważam, że mimo wszystko jest w jego graniu mnóstwo melodii i pięknych dźwięków. Yngwie Malmsteen to już trochę inna kategoria. On czerpie garściami z klasyki, która sama w sobie jest bardzo techniczna. „Przetransponowanie” tego na gitarę niejako wymusza techniczną naturę jego muzyki, ale przyznam, że jak go słucham, to po pierwszych kilku minutach zachwytu nad sprawnością i łatwością, z jaką wydobywa kaskady dźwięków, następuje znużenie.

Czy Millenium to jedyny muzyczny projekt, gdzie możemy usłyszeć gitarę Piotra Płonki?

Nie. Obecnie oprócz Millenium można mnie usłyszeć w zespole Kulturka oraz w zespole Puzzle.

Foto:LynxMusic

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *