Chodźcie na koncert i pozbywajcie się uprzedzeń – wywiad z Anną Meredith

Anna Meredith to kompozytorka i producentka z Wielkiej Brytanii, której muzykę niełatwo zdefiniować, a z pewnością trudno przypisać jej konkretny gatunek. Nowoczesna muzyka klasyczna, połączona z art popem, ambientem i eksperymentalnym rockiem to namiastka tego, jak można byłoby opisać jej twórczość. Artystka ma na koncie grę z BBC Scottish Symphony Orchestra i Sinfonia ViVA, a także tworzenie muzyki do kampanii reklamowych (PRADA & Fendi), występy na festiwalach popowych, w klubach czy wielkich salach koncertowych. W marcu 2016 roku wydała swój debiutancki album Varmints, który spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem przez krytyków. Regularnie goszcząca w Radiu BBC Anna Meredith pojawiła się na tegorocznym OFF Festivalu i tuż przed wyjściem na scenę porozmawiała ze mną o swoim podejściu do muzyki i koncertowania.

Małgorzata Kilijanek: Ze względu na to, że rozmawiamy tuż przed Twoim występem, mogłabyś mi zdradzić, czy posiadasz jakieś przedkoncertowe rytuały?

Anna Meredith: Trudne pytanie! Wiadomo, że zawsze przed koncertami czekają mnie nudne zajęcia, takie jak rozstawianie wszystkiego na scenie, i wręcz zabawne jest to, jak mogą mnie zmęczyć. Bardziej relaksujące są próby. Jako zespół zawsze się wokalnie rozgrzewamy i to mogę nazwać naszym rytuałem. Poza tym, kolejny to gra karciana o nazwie Exploding Kittens. Jest świetna, gorąco polecam! Umila nam te nudne czynności związane z przygotowaniem do występu.

Stresujesz się przed wejściem na scenę, czy rozluźnienie, o którym wspomniałaś, staje się długotrwałe?

To zależy od sytuacji. Jeśli jesteśmy spóźnieni, mamy problem ze sprzętem albo scena okazuje się za mała, wtedy jestem zaniepokojona i stres się pojawia. Lecz ogólnie ufam mojemu zespołowi.

Przed koncertem na OFF Festivalu pojawił się u Ciebie stres?

Stresuję się tylko troszeczkę i jedynie sprawami technicznymi. Na przykład tym, czy sprzęt jest odpowiednio podpięty. Mam nadzieję, że wszystko dobrze pójdzie.

Jesteś producentką i kompozytorką, a także artystką, która łączy muzykę akustyczną z elektroniczną. Z czym miałaś w życiu po raz pierwszy do czynienia, jeśli chodzi o sztukę muzyczną?

Zaczynałam od bardzo klasycznej muzyki. Gdy byłam mała, w moim domu nie można było usłyszeć popu. Pierwsze utwory, jakie dobrze pamiętam, odtwarzane przez rodziców, to kawałki na pianinie Erika Satie, jednego z najpopularniejszych francuskich kompozytorów. Będąc bardzo małą, słuchałam takich dźwięków na dobranoc, bardzo się z tego teraz cieszę. Moja mama miała w samochodzie płytę Paula Simona Graceland i w niej też obsesyjnie się zasłuchiwałam.

Nie lubisz kategoryzować muzyki gatunkowo, ale czy uważasz, że łatwiej tworzy się taką, która nie ma kategorii, od tej, która taką posiada?

To na pewno kwestia indywidualna. Nie jestem do końca temu przeciwna, ale najzwyczajniej nie pomaga mi to w niczym. Nie umiem powiedzieć: dobra, to teraz stworzę coś, co będzie techno. Wydaje mi się, że narzuca to pewne limity w tworzeniu, a ja jestem otwarta na różne style i wolę nie zamykać się w jednym.

Nie uważasz jednak, że ludzie lubią kategoryzować, bo zapewnia im to poczucie bezpieczeństwa? Wiedzą, czego słuchają, nie muszą się bać, iż zostają zmuszeni do odkrywania tego samodzielnie…

To prawda. Ludzie skupiają się na zawartości tego, z czym mają do czynienia, a łatwiej jest wybrać coś, co się lubi, na podstawie jakiejś etykiety. Ale nigdy nie wiesz, czy będzie to do końca zgodne z twoim gustem. To prosta droga poszukiwania pokrewieństwa między utworami. Z pewnością pomaga nam to w pewnym sensie, ułatwiając wybór, kiedy jesteśmy zasypywani zewsząd ogromną liczbą artystycznych treści.

Wiem, że nie lubisz słuchać muzyki innych…

Tak, nie słucham zbyt dużo muzyki, ponieważ czyni mnie to trochę bezprawną w tworzeniu. Mam też inne priorytety i wolę się skupić na szlifowaniu własnych utworów, robić dobrą robotę. Jeżeli nie słucham muzyki, potrafię się skoncentrować na tym, co ma dla mnie znaczenie jako muzyka, a nie na nawet nieświadomym kopiowaniu innych.

Czy z chodzeniem na koncerty masz tak samo? Również na nie nie uczęszczasz?

Zwykle słyszę koncerty podczas wydarzeń, na których sama gram. Jak na OFF Festivalu. Poza tym może się zdarzyć, że jeśli pojawi się coś, co zdążyłam polubić, to wybiorę się na to po raz kolejny. Jednak jest to dla mnie trochę kłopotliwe zagadnienie. Zwykle nie przygotowuję się na takie sytuacje, ale słyszę przypadkowo coś, co mnie zaskakuje. To nie jest tak, że jak znajdę się na jakimś koncercie, mówię: o, nie, muszę stąd iść, nie mogę przecież tego słuchać, bo zaszkodzi mojej twórczości! Staram się za to doceniać takie chwile i z nich korzystać. Może mi się to przydać wtedy, kiedy coś piszę, a w głowie pojawia się pustka.

Kiedy słuchałam Twojego albumu Varmints, uznałam, że momentami przypomina mi twórczość Williama Basinskiego, twórcy ambientowego z USA, który wystąpił w tym roku w Polsce na TAURON Festivalu. Grając w Katowicach, zaczął koncert słowami: zamknijcie oczy i słuchajcie. Czy masz też jakieś oczekiwania wobec widowni na swoich koncertach?

Lubię, jak ludzie słuchają muzyki, ale to w końcu robi każdy na koncertach. Podoba mi się jednak, gdy widać, że słuchacze razem z nami udają się w muzyczną podróż. Poruszanie się do rytmu też jest fajne. Wiem, że niełatwo jest skupić się na muzyce i jednocześnie uwolnić swoje myśli, by tylko pochłaniać dźwięki i odpłynąć. Momentami to, co gramy, to też cisza i chwile bez rytmu, bez wokalu. Czasem jednak, gdy gramy na festiwalach, cała nasza publiczność jest absolutnie cicho, wygląda to oryginalnie. Ale nigdy nie śmiałabym mówić ludziom ze sceny, co mają robić. Moja jedyna rada to: chodźcie na koncert i pozbywajcie się uprzedzeń.

Co uważasz o dzisiejszej modzie nagrywania wszystkiego, w tym koncertów, i stania pod sceną z telefonami w górze?

To trochę zabawne, bo ja też to robię, wszyscy to robimy. Jeżeli czujesz, że naprawdę musisz nagrać dany moment, to nagrywaj. Chociaż to szalone, bo najprawdopodobniej nigdy do niego nie powrócisz. A jeśli już, to okazuje się, że to gówno w porównaniu z tym, co widziało się na żywo.

Nagrywając, nie jesteśmy całkowicie na koncercie, ale pochłania nas ekran.

Dokładnie! A chyba ważniejsze jest bycie w rzeczywistości. Może zrobienie zdjęcia jest mniej w tej kwestii szkodliwe. Widziałam jakiś czas temu taką scenkę: starsza pani, otoczona przez młodych ludzi, którzy, dokładnie wszyscy, trzymali przed sobą telefony, a ona wpatrywała się w scenę. To ona z pewnością więcej wyniosła z widowiska. Gdy coś nagrywasz, to skupiasz się na ekranie, a nie na tym, co dzieje się wokół ciebie. Uwielbiam, gdy ludzie dobrze się bawią – niech nagrywają, ale niech ufają też swoim uszom i nie przesadzają.

Stworzyłaś niesamowite i innowacyjne widowisko dla BBC Proms w roku 2012, mam na myśli body percussion

Tak! Ale jesteś świetnie przygotowana!

Co sprawiło, że zainteresowałaś się tym? Jak ludzie reagowali na ten pamiętny występ o nazwie HandsFree? Sama byłam pod ogromnym wrażeniem, oglądając go.

Bardzo dziękuję. Miałam dużo tego typu zewnętrznych propozycji i stąd wziął się ten pomysł. Są ludzie, którzy na przykład tworzą muzykę poprzez klaskanie, więc samo klaskanie nie byłoby do końca oryginalne. Orkiestra sama zapytała mnie, czy mogłabym napisać coś na więcej instrumentów, do czego później dodana została choreografia, beatbox. Tak właśnie bywa, jak jesteś poproszona o stworzenie czegoś nietypowego i szukasz kreatywnego sposobu na jego realizację. Będąc szczerą, nie pomyślałabym, że tym projektem się obronię, obawiałam się, iż moja koncepcja się nie przyjmie. Kompozytorzy nie dostają często tak luksusowej możliwości, by się o tym szybko dowiedzieć, jak miałam ja przy tworzeniu dla BBC. Muszą czekać, aż ludzie będą chętni, zapłacą za bilet i wtedy poznać ich reakcje. Usłyszałam jednak dużo pozytywnego odzewu.

Było to wyjątkowe wydarzenie, bo na zwykłych koncertach gra wygląda nieco inaczej. Trzeba nadmienić, że we wspomnianym wcześniej niesłuchaniu muzyki są jednak wyjątki, bo wiem, że słuchasz Olivera Coates’a, który też gra na tegorocznym festiwalu w Dolinie Trzech Stawów, dzień po Tobie. Jestem ciekawa, czy na jego koncert planujesz się wybrać, czy już opuszczasz festiwal?

Wiem, że gra dzień po mnie. To fantastyczne, że się na tym festiwalu pojawia. Niestety, nie mogę być na jego koncercie, bo wyjeżdżam. Z Oliverem jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, uważam, że jest niesamowity.

Powiedziałaś kiedyś, że jest bardziej cool od Ciebie [śmiech].

O tak, jest bardziej cool ode mnie [śmiech]! Oboje wychowaliśmy się w otoczeniu muzyki klasycznej i polecam wszystkim udawanie się na jego koncerty.

 

HandsFree – BBC Proms 2012:

NYO perform Anna Meredith's HandsFree – BBC Proms 2012

Fot.: annameredith.com / Anna Victoria Best

Małgorzata Kilijanek

Pasjonatka kina, muzyki i literatury, a także sportu, w szczególności siatkówki. Filmowo ceni różnego rodzaju dramaty i filmy psychologiczne, a także kino niezależne. Muzycznie – głównie brzmienia alternatywne. W literaturze wybiera różnego rodzaju powieści, często o tematyce egzystencjalnej, psychologicznej, ale nie stroni od dzieł biograficznych i podróżniczych. Swoimi recenzjami dzieli się z czytelnikami Głosu Kultury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *