Frostbite

Kapele undergroundowe muszą ciągle iść do przodu – wywiad z Troy’em i Sorem z Frostbite

Nazwa Frostbite raczej niewiele mówi fanom polskiego, szeroko rozumianego rocka. Jednak ci, którzy gustują w krajowej, coraz prężniejszej scenie nu metalowej, na pewno niejednokrotnie słyszeli nazwę Frostbite, bowiem formacja ta posiada pokaźne doświadczenie sceniczne. Pomimo długiego stażu, dopiero w tym roku zespół doczekał się debiutanckiego krążka z prawdziwego zdarzenia. Q, bo tak ten album jest zatytułowany, jest głównym powodem mojej rozmowy z dwoma muzykami formacji: gitarzystą Troy’em i wokalistą Sorem. Zapraszam do lektury.

Jakub Pożarowszczyk: Na początek pytanie o historię zespołu, bowiem Frostbite istnieje już dobrych trzynaście lat, więc możecie się pochwalić wieloma doświadczeniami scenicznymi, jak i pozascenicznymi. Opowiedzcie o sobie, o swojej drodze do momentu, w którym teraz się znajdujecie.

Troy: Droga była w sumie przyjemna :). Zaczęło się od słuchania kapel ze świeżej (w tamtych czasach) kategorii Nu – metal (KoRn, Limp Bizkit itp.). W głowie narodził się pomysł założenia kapeli i tak trwamy do dzisiaj. Oczywiście pojawiło się kilka zakrętów w postaci zmian w składzie, ale to tyle z niedogodności na trasie. Powstało sześć demówek. W roku 2015 pierwsza studyjna płyta. Mnóstwo koncertów w różnych częściach Polski i jeden za granicą, co za tym poszło wiele nowych znajomości, które utrzymujemy do dziś.

Q jest pierwszym krążkiem z prawdziwego zdarzenia, wydanym fizycznie. Wcześniej swoją muzykę umieszczaliście w sieci. Co spowodowało, że aż tyle Wasi fani czekali na fizyczny krążek? Problem ze znalezieniem wydawcy? Czy jednak czekaliście, na moment, kiedy Wasza twórczość „dojrzeje” do tego, aby znaleźć się na płycie kompaktowej?

Troy: Poprzednie demówki były wydawane fizycznie, ale na zasadzie DIY. Płyty nagrywaliśmy na swoich kompach, okładki drukowaliśmy na swoich drukarkach. Wszystko rozbijało się o pieniądze, tak jak i teraz. Tylko w dzisiejszych czasach pojawiła się opcja crowdfundingu, co ratuje sytuację. Wydanie płyty nawet własnym sumptem nie jest tanie. Dzięki takiej inicjatywie jak wspieram.to, jest pierwszą płytą w działalności Frostbite wydaną z takim, nazwijmy to, rozmachem. Wydawcy nie mamy, to kolejna sprawa, która nie jest prosta…szczególnie z taką muzyką jak nasza.

Powiem szczerze, że Q okazało się moim pierwszym kontaktem z Waszą twórczością. Krążek jest wypadkową Waszej całej kariery? To znaczy, czy składają się na niego utwory z różnych okresów Waszej działalności, czy jednak na Q pojawił się materiał stricte premierowy?

Troy: Jest to materiał zupełnie nowy. Nie stoimy w miejscu. Według mnie nie możemy sobie na to pozwolić. Kapele undergroundowe muszą ciągle iść do przodu. „Odgrzewać kotleta” mogą zespoły znane, które osiągnęły wszystko. My ciągle bawimy się muzyką i chcemy pokazywać z płyty na płytę, że następuje progres. W pewnych przypadkach (mam nadzieję, że nastąpi to też w naszym) takie kapele zostają wyławiane i wydają debiutanckiego longplay’a z utworów, które do tej pory wypuściły. Gdyby teraz przysiąść z producentem do tego, co zrobiliśmy, wyszłaby naprawdę konkretna płyta.

Wiem, że unikacie szufladkowania Waszej twórczości, ale gracie szeroko rozumiany nu metal. Nie boicie się, że trochę się spóźniliście? Bowiem wydaje się, że czasy nu metalu na świecie bezpowrotnie przeminęły i fani rocka coraz chętniej sięgają po inne gatunki, czasami bardzo dalekie od tego, co w latach dziewięćdziesiątych proponowali Rage Against The Machine, Korn, Limp Bizkit czy Linkin Park. Z drugiej strony w Polsce, dzięki Hope, a także dzięki Wam, ten gatunek przeżywa coś jakby renesans. Co o tym sądzicie?

Troy: Przyznajemy się do tego, że gramy nu metal czy jeszcze szerzej pojęty hard rock. W takich kategoriach trzeba nas szukać. Na pewno nie jest to muzyka popularna. Gramy swoje. Może i się spóźniliśmy, ale w takiej stylistyce czujemy się najlepiej. Nie zaczniemy grać popu czy jazzu, bo akurat tego oczekuje rynek. Wtedy byłoby to nieprawdziwe i dziwne. Widzisz band, który gra metal, a za rok totalnie zmienia styl… ja bym się zastanowił nad takim zespołem. Czasy nu metalu może i minęły… na świecie. W Polsce ten styl nie miał szansy się rozwinąć. Owszem, było kilka zespołów, które krążyły w tym klimacie, ale nie było to z takim rozmachem jak np. w USA. Mamy nadzieję, że czas nu metalu jeszcze nadejdzie w Polsce. Światełko w tunelu widać – chociażby ostatni finał Must Be The Music :).

À propos Hope… Nie kusiło, albo nie kusi Was, aby spróbować sił w Must Be The Music? Bo z tego co wiem, ekipa z Hope idzie jak burza przez kolejne etapy? 

Troy: Odpowiadam na te pytania akurat po finale Must Be The Music i wiemy, że Hope zajął drugie miejsce. Gratulujemy i cieszymy się, że szerzą ten styl. Oczywiście próbowaliśmy w Must Be The Music chyba z 5 razy (straciliśmy rachubę). Będziemy próbować w 11 edycji…

Przejdźmy do zawartości Q. 1992 przedstawiliście historię nowoczesnego metalu. Skąd pomysł na ten kawałek?

Troy: Jeszcze zanim powstał tekst do tego numeru, Sor powiedział, że na bank będzie to hołd dla zespołów, na których się wychowaliśmy. Koniecznie musiały to być kapele z lat 1992-1995. Dla nas to były lata świetności nu metalu :). Jak powiedział, tak się stało. Pewnego wieczoru siedliśmy przy kompie i szukaliśmy bandów z tych lat. Później Sor niebanalnie wplótł je w tekst. Tak powstał 1992, a chłopaków z Hope zaprosiliśmy dlatego, że czują ten klimat zupełnie tak jak my i mają gdzieś opinie, że według niektórych nu metal to… delikatnie mówiąc lipa. Wiedzieliśmy, że idealnie wpasują się w ten kawałek.

Jaka jest geneza tytułu krążka? Sama litera Q kojarzy mi się z figurą karcianą.

Sor: Tytuł można traktować wielopłaszczyznowo, jeden skojarzy sobie ze znakiem jakości, drugi z królową, a prawda jest taka, że miało być krótko i symbolicznie. Dla mnie osobiście płyta Q jest ostatecznym rozliczeniem ze śpiewaniem po polsku. Wychodzi mi to o wiele lepiej w języku Anglosasów i argument o braku siły przekazu sprowadzam do lenistwa odbiorcy. Jeśli ktoś podejdzie do tematu z przewagą formy, totalnie olewając treść, to rzeczywiście usłyszy tam z mojej strony tylko krzyki i wycie. Q w wymowie to także „kolejka” – „queue”, ale ten kto nie jest tego świadom, nie ma szans na dotarcie do przekazu w jakimkolwiek sensownym kontekście, dla niego/niej będzie to tylko kolejna litera w alfabecie.

Frostbite - Q - 1992 feat. Kroto & Zima (HOPE)

Poza 1992 Wasze kompozycje cechuje fakt, że posiadają one w sobie mocny przekaz. Takim wydaje się The Game, w którym na samym końcu skandujecie: Raise your fist/Scream with me. Przeciw czemu, a może komu, protestujecie w tym kawałku?

Sor: Przeciwko „spopowieniu” przemysłu muzycznego. Grając bardziej miękkie gatunki muzyczne, bylibyśmy prawdopodobnie szerzej odbierani, ale nie tędy droga. Robimy swoje, nie mając żalu do porządku reguł panujących obecnie w muzycznym  półświatku, ale chcemy przypomnieć, że całkiem niedawno, czyli w latach dziewięćdziesiątych, to rock i metal był dominującym stylem.

Za główny cel stawiacie sobie w działalności granie koncertów. Ostatnio odwiedziliście Białoruś w tym celu. Jakie wspomnienia macie z koncertu w Brześciu? Czy współczesna Białoruś to inny świat, jak często to przedstawiają media?

Troy: Zawsze jak mam okazję, podpytuję „starsze” zespoły o to, czy płyta zmieniła coś w ich życiu. Jeszcze nie spotkałem się z inną odpowiedzią jak ta: nic się nie zmienia; jeśli chcesz zaistnieć w naszym kraju, to musisz grać koncerty… ile wlezie. Taka jest prawda, szczególnie w dzisiejszym świecie, gdzie nie kupuje się płyt… Dlatego gramy, ile wlezie. Koncert w Brześciu był naszym pierwszym koncertem za granicą (tutaj możecie sprawdzić krótką relację z koncertu). Na pewno ląduje w szufladzie z napisem „najlepsze koncerty”. Publiczność przyjęła nas niesamowicie ciepło. Organizacja i gościna po sztuce na najwyższym poziomie ;). Jeśli chodzi ogólnie o Białoruś to fakt, jest to inny świat (zaledwie 50 km od naszego miasta). Ogólnie nie mają lekko. U nas, żeby zorganizować taki event jak Men’s Fest to idziesz do właściciela lokalu i dogadujesz sprawę. Tam… trzeba mieć pozwolenie od prawie wszystkich instytucji, jakie istnieją…

Pochodzicie i mieszkacie w Białej Podlaskiej. Jakie zespoły, godne uwagi, skrywa tamtejsza scena muzyczna?

Troy: Kiedyś było kilka zespołów, które grały naprawdę na wysokim poziomie. W tym momencie trzymamy się tylko my i Gutter Sirens, który podobno dobrze radzi sobie za granicą… Ostatnio wydali płytę… Powstawało sporo młodych zespołów, ale często nie wytrzymywały roku. Do tego trzeba mieć serce i cierpliwość, szczególnie w klimatach niepopularnych :). Warto jednak przypomnieć sobie kilka nazw: Modus F.A.U, Szrod, Back To Reality, Shahid. Co do ostatniego – w tym momencie debiutuje i wydał bardzo dobrą płytę zespół naszego kumpla Kamila Haidara (wokalista Shahid), który pochodzi z Białej – Lion Shepherd. Życzymy powodzenia!

Dziękuję za rozmowę!

Fot.: Frostbite

Frostbite

Write a Review

Opublikowane przez

Jakub Pożarowszczyk

Czasami wyjdę z ciemności. Na Głosie Kultury piszę o muzyce.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.