Muzyka,Wywiady

Dojrzałem do tego, by z pokorą podchodzić do spraw międzyludzkich – rozmowa z Bartoszem Słatyńskim

słatyński
słatyński

Znany z występów z Penny Lane, wokalista Bartosz Słatyński, wydał w maju swoją pierwszą, solową płytę Mały Ktoś. Jest to doskonała okazja do rozmowy, bowiem krążek przez kilka ostatnich, upalnych lipcowych dni nie bardzo chciał opuścić mój odtwarzacz. Ale nie tylko o Małym Ktosiu rozmawialiśmy. Ba!, rozmowa zeszła nawet na tematy historyczne, bowiem swój trafił na swego… Zapraszamy do lektury!

Dwadzieścia lat na scenie, w tym obecność w zespołach takich jak Avalanche i Penny Lane. Z tymi drugimi, ostatni swój ostatni krążek wydałeś 5 lat temu i dopiero teraz zdecydowałeś się na wydanie solowego albumu. Jaka jest geneza Małego Ktosia? Od początku miał być to solowy projekt, czy początkowo jednak planowałeś ten materiał przygotować w kolejnym z zespołów? Opowiedz o powstawaniu tego krążka.

Rzeczywiście kawał czasu i kilka projektów za mną. Ale tak naprawdę dopiero teraz dojrzałem muzycznie do realizowania siebie z pomysłem. Wcześniej to inni mieli decydujące zdanie. Może nie do końca w przypadku Avalanche, gdyż tam decydował zespół. W Penny Lane motorem napędowym był tandem Mietall – Lala. Na drugiej płycie miałem trochę więcej do powiedzenia, ale ta właśnie nie została doceniona przez odbiorców może dlatego? (śmiech). Tak na poważnie, to gdy posypał mi się kolejny projekt muzyczny w 2010 roku, to można powiedzieć, że odpuściłem i nie sądziłem, że jeszcze coś zrobię. Wtedy to Mietall Waluś wyrwał mnie z letargu i kazał robić piosenki, gdyż jak powiedział, od zawsze był ich fanem. No to się ogarnąłem i zacząłem komponować. Poszło „gładko”, w ciągu 2 miesięcy miałem gotowe utwory. Postanowiłem zdecydowanie, że teraz muszę to zrobić sam i pod swoim nazwiskiem, biorąc odpowiedzialność za całokształt. Potem studio nagrań i aranżacja. Znalazłem dobrego producenta , z którym to zdecydowaliśmy o charakterze muzycznym powstającego albumu. Od początku miał to być powrót do korzeni, do gitarowego grania z lat 90.

Z kim nagrałeś krążek Mały Ktoś?

Było nas trzech… (śmiech). Większość partii instrumentalnych i wokale zrobiłem sam. Na basie zagrał Czesiek Luwas, a na perkusji Jasiu Binkowski, który również pomagał w studiu przy realizacji. Praca w tak nielicznym gronie ma swoje plusy i minusy. Korzystne było na pewno to, że uniknęliśmy sytuacji, gdzie każdy ma coś innego do powiedzenia i często wychodzą kłótnie. U nas było spokojnie, aczkolwiek Czesiek, który również produkował płytę, często bardzo stanowczo wyznaczał kierunek .

No właśnie. Nazwa Mały Ktoś i jej znaczenie bardzo mnie interesuje. Dlaczego tak nazywa się płyta?

Nawiązałem do grafiki, która ukazuje postać małego człowieczka, mojego syna Antoniego. Ale pośrednio ma to być synonim człowieka zagubionego w tłumie. Przy całym zwariowanym tempie współczesnego życia chciałem pokazać to zagubienie. I o tym również śpiewam.

O czym tak ogólnie opowiada ta płyta?

 Ano właśnie o tym miejscu jednostki w społeczności mniejszej – jak rodzina i globalnej. Jest sporo utworów „dedykowanych” . Nie planowałem kontynuacji i bardzo chciałem wszystkim powiedzieć kilka zdań. Teraz już wiem, że druga płyta powstanie, a to dlatego, że bardzo się zgrałem i zżyłem z zespołem towarzyszącym (śmiech).

Bartosz Słatyński – Ponad chwilę [official video]

Przejdę teraz do konkretnych kompozycji. W Będę Sobą śpiewasz o „świecie zakłamanych dusz” i dobitnie stwierdzasz, że „byłeś i będziesz sobą”. Trudno jest być w dzisiejszym świecie sobą?

Kwestia uświadomienia sobie kim jestem dla siebie i ludzi. Nie muszę mówić ile fałszu i zakłamania jest wokół. Ile „hejtów” w Internecie – naszym współczesnym „drugim życiu”. Ja dojrzałem do tego, by z pokorą podchodzić do spraw międzyludzkich. Liczy się wrażliwość i szeroko pojęte uczucia jednostki. Trzeba to szanować i mocno uważać. To co „spłynie” po jednym, może bardzo ranić innego człowieka. Wiesz, ja już mam prawie 40 lat i bogate doświadczenia życiowe. Ktoś kiedyś napisał mi dedykację: „nigdy się nie zmieniaj” i tu deklaruję – pozostałem sobą, choć nieco starszym i nieco większym (śmiech).

Z tym większym, to zupełnie, jak ja :). W Życiu gorzko śpiewasz o przemijaniu i ulotności czasu. Dlaczego ten tekst ma tak przygnębiający wydźwięk?

Nie zgodzę się, bo chociaż bohaterowi utworu wszystko na początku „się miesza”, nie potrafi spojrzeć sobie w twarz, to refren jest pełen nadziei, daleko poza sobą pozostawiam złudzenia, którymi tak często żyjemy. Bohater staje się spokojny i silny. Kocha wszystko wokół.

Opowiedz o Jesteś dla mnie całym światem. Komu dedykujesz ten utwór?

Ta piosenka powstała jeszcze na próbach Avalanche, gdy moja córa Julianna była malutka – to dla niej. Nagraliśmy to potem już z Pawłem Patoniem i Mietallem w studiu S4 u Leszka Kamińskiego. Zdecydowałem się dołączyć ten utwór do płyty, bo dużo dla mnie znaczy. Tekst płynął prosto z serducha i była to pierwsza piosenka dedykowana. Ale utwór ogólnie jest o miłości i myślę, że na tyle uniwersalny, że przysłowiowy Jan może go zaśpiewać przy ognisku swojej Małgosi :).

Zamierzasz z materiałem z Małego Ktosia ruszyć w trasę, albo zagrać chociażby kilka koncertów?

Tak. W tym momencie załatwiamy z managerem trasę jesienną, która będzie obejmować około 20 miejsc w całej Polsce. Jesteśmy bardzo głodni grania na żywo. Kiedy próbujemy, na sali już jest chemia, a co dopiero gdy pojawi się prawdziwa publika. Liczymy bardzo na wsparcie potencjalnych fanów. I mocno ćwiczymy żeby wszystko zagrało.

słatyński 1

Nie będę ukrywał, że pierwszy raz o Bartoszu Słatyńskim usłyszałem w kontekście zespołu Penny Lane. Minęło ładnych 5 lat od Waszego ostatniego wydawnictwa. Planujecie jeszcze grać ze sobą i nagrywać? Jaki jest aktualny status Penny Lane?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, gdyż tak naprawdę nie było rozmowy definitywnie kończącej działalność. Spędziłem z Penny Lane najfajniejsze chwile w mojej karierze muzycznej i chciałbym, naprawdę chciałbym, aby jeszcze było tak fajnie. Wiem jednak, że Mietall zamknął temat. Jest jeszcze Lala i Afgan, ale potrzeba, myślę, czasu i chęci.

Jak oceniasz z dzisiejszej perspektywy debiut Penny Lane?

To było dla mnie takie „wow”. Zobaczyłem, że można coś zrobić i zostać docenionym. Krytycy dobrze wyrażali się o pierwszej płycie, ludzie to kupili, co dało się odczuć np. podczas wspólnej trasy z zespołem Hey. No i nominacja do Fryderyka… To było naprawdę coś. I chociaż nie do końca utożsamiałem się z tekstami, które z założenia miały być lekkie i proste, to wspaniale czułem się w tym składzie.

Jestem z wykształcenia historykiem i bardzo zainteresował mnie fakt, że napisałeś wspólnie z Andrzejem Przybyszewskim książkę Podpułkownik Emil Słatyński. Listy z Ziemi Ognistej, której bohaterem jest twój krewny – Emil Słatyński. Opowiedz o jej treści i o tym, jak powstawała i z jakich materiałów korzystałeś przy pisaniu książki?

No to się ujawniłeś na koniec! Kocham historię i szanuję wykształconych w tym kierunku ludzi. Cieszę się, że o to pytasz. Książkę napisało życie – fantastyczne i iście ułańskie życie mojego wuja Emila. Pan Przybyszewski wszystko ładnie zredagował. Ja zbierałem materiały; od rodziny dalszej, bliższej. Pisałem do instytucji historycznych głównie w Wielkiej Brytanii, nawiązałem współpracę z Muzeum Zamkiem w Łańcucie, który w efekcie wydał książkę. Jest to efekt 6 lat poszukiwań, dotarłem nawet do Ziemi Ognistej w Argentynie, by odnaleźć grób wuja Emila. Jakoś dobrze się to wszystko ułożyło. W książce można znaleźć rys historyczny tamtego czasu. Od wymarszu Legionów, poprzez wojnę polsko-bolszewicką, okres II RP, potem II Wojna Światowa, internowanie na Węgrzech (gdy Emil był już dowódcą Pułku), ewakuacja do Anglii, Szkocja… Jakby zachęcić do przeczytania? – postać nietuzinkowa, a historie nieprawdopodobne! Szczerze polecam lekturę.

Dzięki wielkie za wywiad. Z pewnością w niedalekiej przyszłości postaram się zajrzeć do Twojej książki :).

Ja również dziękuję!

Fot.: Bartosz Słatyński

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej.