Koncertowa pigułka – Komety – “Bal nadziei” [recenzja]

komety

Formacja Komety przypomina się koncertowym albumem Bal nadziei. Sądzę, że fani będą zachwyceni tym zestawem, bowiem słyszymy tutaj zespół pełen koncertowej energii, punkowego nerwu ze szczyptą rock’n’rollowej jazdy bez trzymanki. Jednym zdaniem to Komety w pigułce, szczególnie że zestaw jest swoistym the best of zespołu.

Nagrań dokonano jesienią 2015 roku, na trasie promującej najnowsze wydawnictwo Komet, czyli Paso Fino, który to krążek zaskakiwał bogatymi aranżacjami i brzmieniem dalekim od surowości kojarzonej z okresu Partii i pierwszych krążków Komet. Na Balu nadziei mamy powrót do organicznego, czysto rockowego brzmienia. Trzyosobowy, koncertowy skład zespołu spowodował, że aranżacje musiały zostać uproszczone, zamiast stylistycznych ozdobników słuchacz ma do czynienia z czystą, niepohamowaną punkową wręcz energią. I bardzo dobrze, mam wrażenie, że ten materiał dobitnie pokazuje siłę Komet, jako zespołu koncertowego, zdolnego porwać całą koncertową salę do szaleństwa.

Siedemnaście kawałków i czterdzieści pięć minut muzyki. Czyli każdy utwór to konkret, nie ma zbędnych ozdobników, solówek czy – o zgrozo – popisów instrumentalistów. I paradoksalnie to mi się najbardziej podoba w Balu nadziei. Płyta jest bardzo spójna, rzekłbym – pozytywnie jednowymiarowa, pomimo że nagrania pochodzą z różnych koncertów. Brzmienie jest proste, nie prostackie, surowe, suche, trochę brakuje mu głębi, z drugiej strony jest bardzo przejrzyste i czytelne, każdy z instrumentów łatwo wyłapać w miksie, a głos Lesława jest wyraźny, każde zaśpiewane przez niego słowo da się spokojnie zrozumieć. Oczywiście to ostatnie jest zasługą umiejętności samego wokalisty, jednak w przypadku płyt koncertowych zawsze mnie denerwuje bałagan w brzmieniu i fatalne nagłośnienie wokalu. Tutaj tego nie uświadczymy.

Natomiast sam zestaw, jak już wspominałem, to kometowe the best of z naciskiem na Paso Fino. Znalazło się miejsce nawet na jeden kawałek Partii, czyli legendarny Kieszonkowiec Darek. A tak poza tym mamy same najlepsze strzały od Komet, jak hipnotyzujący od pierwszych dźwięków Za chwilę się uduszę. Świetnie zabrzmiała surowa wersja Namiętności kochanków. Niewątpliwie nowe życie zyskały utwory z Paso Fino, jak pozbawiony dęciaków Bal nadziei czy funkujący kawałek Prywatne piekło idealnie odzwierciedlający emocjonalny stan krajowej klasy średniej.

Mógłbym zachwalać każdy kawałek Komet na Balu nadziei jednakże jest to pozbawione sensu. Najlepiej sięgnąć po tę płytę i dać się wciągnąć w ich muzyczny świat. Niewątpliwie to też dobra okazja, aby bliżej zapoznać się z twórczością zespołu. Bo podejrzewam, że mało kto jest w stanie oprzeć się silę i sugestii tych kawałków, szczególnie że Lesław nigdy nie pisał utworów o byle czym, a treści, które ma do przekazania, niewątpliwie zyskują w koncertowych, brudnych i surowych aranżacjach, bo bohaterem Balu nadziei jest sam wokalista, który pozornie chłodnym i pozbawionym emocji głosem wyrzuca z siebie kolejne frazy, pod którymi podpisuję się obiema rękami.

Komety – Za chwilę się uduszę (live)

Fot. cantaramusic.pl

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej. Z każdą kolejną recenzją coraz bardziej złośliwy, krytyczny i cyniczny. Jeśli boisz się krytyki albo jej nie lubisz – odpuść sobie.

W sprawie kontaktu proszę pisać na: redakcja@gloskultury.pl lub pozar.j@gmail.com. Zachęcam do kontaktu szczególnie młode, debiutujące zespoły, kontaktujcie się z nami i podsyłajcie mp3 – z pewnością napiszę parę słów o Was!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *