Oznaczone tagiem: recenzja

0

Teatr dwóch aktorek – Phoebe Waller-Bridge – “Obsesja Eve” [recenzja]

Po obejrzeniu ostatniego odcinka pierwszej serii serialu sam Stephen King napisał: KILLING EVE: The rare pleasure of watching a cast and crew that gets everything—every little thing—absolutely right. Co w wolnym tłumaczeniu oznacza, iż zdaniem Króla Horroru Obsesja Eve to rzadko spotykany przypadek, w którym prawdziwą przyjemnością jest możliwość oglądania na ekranie ekipy robiącej wszystko jak należy. I choć pisarz z Maine delikatnie – mówiąc kolokwialnie – „popłynął”, trudno nie podzielać jego zachwytów. Oparty na motywach cyklu powieści Villanelle, pióra Luke’a Jenningsa, ośmioodcinkowy miniserial (który prawdopodobnie przedłuży swój żywot na ekranie) to jedno z największych i najbardziej pozytywnych zaskoczeń wiosennej ramówki w Stanach Zjednoczonych. Ciotka Petunia z Harry’ego Pottera, Martin z Mostu nad Sundem, Dr Cristina Yang z Chirurgów i prawie nikomu nieznana Jodie Comer (Thriteen, jeśli komuś coś to mówi) w szpiegowskim serialu akcji, w którym realizm nie stoi na pierwszym planie – nic nie zapowiadało tak spektakularnego sukcesu (oglądalność produkcji wzrastała z każdym tygodniem, serial został również doceniony przez zagranicznych krytyków). W czym tkwi urok Killing Eve i dlaczego piszący ten tekst już teraz obsesyjnie wyczekuje wiadomości o powstaniu drugiej serii?

projekt rosie 0

Aspi górą! – Graeme Simsion – “Projekt Rosie” [recenzja]

To było tak – szukałam jakiegoś niezbyt ambitnego audiobooka, którego mogłabym pochłonąć podczas codziennych czynności, ale który również nie byłby tylko zapychaczem i odmóżdżaczem. W formie audio nie wiedzieć czemu najbardziej lubię kryminały, ale jakoś żaden tytuł wyjątkowo mnie nie kusił. Zaczęłam więc z propozycji Audioteki przeglądać chyba wszystkie proponowane przez nich kategorie i w ten sposób zawędrowałam również do wirtualnej półki z napisem: “Erotyka i romans”. W sumie, czemu nie – pomyślałam – a nuż trafi się coś ciekawego. Jednak wędrując oczami po kolejnych tytułach, okładkach i opisach, coraz bardziej się zniechęcałam. Aż natrafiłam na Projekt Rosie. Tytuł był intrygujący, choć oczywiście mógł sugerować równie dobrze najzwyklejszego harlequina; to jednak opis i pobieżnie sprawdzone opinie czytelników, a także mało “romansowo-erotyczna” okładka zachęciły mnie do sięgnięcia po tę właśnie książkę. Zniechęcał jedynie aktor, który ów tytuł czyta – jakoś nie przepadam za charakterystycznym głosem Borysa Szyca i nie potrafiłam wyobrazić go sobie w roli lektora interpretującego audiobooka. Dałam jednak szansę – zarówno autorowi, jak i aktorowi. Co z tego wyszło? Zapraszam do dalszej lektury!

0

Zabójca o twarzy dziecka – Marcus Thompson II – “Stephen Curry. Potrójne oblicze” [recenzja]

Jego historia nie miała prawa się wydarzyć. I dlatego jest tak niesamowita – głosi napis na okładce książki, a ja jako fan najlepszej koszykarskiej ligi świata od przeszło dwudziestu lat, wiem jak wiele prawdy zawiera przytoczony cytat. Wyglądający przy innych zawodnikach NBA niczym chuchro, wiecznie walczący z kontuzjami kostek Stephen Curry nie miał prawa znaleźć się w miejscu, w którym jest obecnie. Jakie to miejsce? Ambasadora koszykówki na całym świecie, najbardziej rozpoznawalnej (obok LeBrona Jamesa) twarzy NBA, dwukrotnego mistrza ligi, dwukrotnego zdobywcy nagrody MVP (Najbardziej Wartościowego Zawodnika) sezonu zasadniczego, pięciokrotnego uczestnika Meczu Gwiazd, faceta, przez którego zmieniany jest system szkolenia młodych adeptów koszykówki, wreszcie niesamowitego strzelca, śrubującego kolejne rekordy wszelakich kategorii związanych ze zdobywaniem punktów. W momencie, gdy wstępował do ligi, wielu ekspertów nie wróżyło mu wielkiej kariery, ale wtedy pojawił się on – Zabójca o twarzy dziecka.

Różaniec 0

Zbyt ciasny świat – Rafał Kosik – “Różaniec” [recenzja]

Gdy przy zapowiedzi powieści Różaniec sam opis sugerował fantastykę socjologiczną z krwi i kości, niejeden zatwardziały czytelnik Zajdla czy innego Brunnera mógł z zaciekawieniem zacierać rączki. Mnie bardzo cieszy, że Rafał Kosik sięgnął właśnie po ten rodzaj powieści, bo nieśmiało odnoszę wrażenie, że tego typu książki powstawały głównie w drugiej połowie XX wieku, gdzie wyobrażenia na temat społeczeństwa przyszłości w dobie zimnej wojny były szczególnie wybujałe. Autor Kameleona odświeżył zajdlowską wizję z ogromnym rozmachem, o czym świadczy racjonalnie skonstruowany świat i mnogość wątków poruszonych w powieści. I chwała mu za to, chociaż w tym momencie moja babcia by powiedziała, że jeśli za szybko będę pił gazowany napój, to dostanę czkawki.

0

Z deszczu pod rynnę – Jannik Tai Mosholt, Esben Toft Jacobsen, Christian Potalivo – “The Rain” [recenzja]

Duńskie The Rain to bez dwóch zdań najmocniej promowana majowa premiera Netflixa, a co za tym idzie, całego serialowego światka w ogóle. Choć amerykańskiemu gigantowi coraz częściej zdarza się wypuszczać w świat obrazy co najwyżej przeciętne, trzeba przyznać, że miewa ostatnimi czasy nosa do produkcji europejskich, gdzie za najlepszy przykład posłużyć mogą hiszpański Dom z papieru, czy niemieckie Dark (poszerzając perspektywę poza granice Starego Kontynentu, a wciąż nie koncentrując się na Stanach Zjednoczonych, dołożyć można również brazylijskie 3%). Tyle tylko, że wymienione tytuły europejskie nie ocierają się nawet o wizje świata postapokaliptycznego, który z kolei kojarzy się przeciętnemu widzowi z masą efektów specjalnych. Dlatego też pierwsze narzucające się pytanie brzmi: Czy w mroźnej, kojarzącej się z przede wszystkim z kryminałami, Skandynawii, jest szansa stworzyć dzieło podpięte pod gatunek science-fiction? Odpowiedzi udzielić próbują Jannik Tai Mosholt, Esben Toft Jacobsen oraz Christian Potalivo, czyli twórcy serialu, którzy angażując do obsady grupę młodych aktorów, postanowili rzucić się na głęboką wodę. Jaki osiągnęli efekt? O tym w poniższym tekście.