Oznaczone tagiem: recenzja

Douglas Adams 0

Przepraszamy za niedogodności – Douglas Adams – “Cześć, i dzięki za ryby; W zasadzie niegroźna” [recenzja]

Zwieńczenie “trylogii w pięciu częściach” Douglasa Adamsa już od jakiegoś czasu dostępne jest w księgarniach (a właściwie jego wznowienie). Wydawnictwo Zysk i S-ka, podobnie jak w przypadku części drugiej i trzeciej, wydało w jednym opasłym (ale za to jakże pięknym) tomie Cześć, i dzięki za ryby oraz W zasadzie niegroźną, a my po raz kolejny mamy możliwość sprawdzenia, co też ciekawego dzieje się u starych znajomych – Artura Denta, Forda Prefecta i Trillian. Nie zabraknie też zupełnie nowych i niespodziewanych postaci, które jak zwykle zburzą ciężko wypracowany przez Artura spokój. Czy jednak nadal jest tak samo zabawnie i porywająco jak zdążył nas do tego przyzwyczaić Adams?

Zwycięstwo albo śmierć 0

Jak (prze)żyć? – Robert J. Szmidt – “Zwycięstwo albo śmierć” [recenzja]

Myślę, że mogę sobie pozwolić na generalizację – wydaje mi się, że każdy miłośnik sztuki rozrywkowej – niezależnie czy mowa o książce, filmie, grze itd. – obawia się nieuniknionego końca ulubionej opowieści. Oczywiście czekamy na wielki finał z wypiekami na twarzy, bo chcemy przecież wiedzieć, jak to wszystko się skończy; wtedy też jednak zakradają się dwa demony: Nostalgia i Niepokój. Ten pierwszy odpowiada za poczucie, że kończy się wspaniała przygoda, do której przyjdzie nam powracać tylko we wspomnieniach (czy też przy drugiej czy kolejnej lekturze – ale wiemy, że to już nie to samo). Drugi z braci N to nieprzyjemne wiercenie w brzuchu szepczące do ucha wątpliwości, czy finał spełni nasze oczekiwania. Kilkutomowe wydawnictwa mają przechlapane, bo przecież apetyt rośnie w miarę jedzenia, a jak nadmuchany przez autora balonik pęknie, pozostawiając po sobie nieprzyjemny smrodek, to każdy wie, czym to się kończy. Opowiadam o tym wszystkim, bo rozpoczynając finałowe Zwycięstwo albo śmierć, miałem demony N na swoich barkach, wiedząc, że to już koniec.

opowiadania bizarne 0

Nasza dziwna rzeczywistość – Olga Tokarczuk – ,,Opowiadania bizarne” [recenzja]

Czym jest bizarność? Francuskie określenie bizzare po polsku oznacza: dziwaczny, niezwykły, ale i zabawny. Słowackie bizarný ma takie samo znaczenie. Podążając tym tropem, można twierdzić, iż bizarność to cecha, którą przypisać można zarówno ludziom, jak i światu. Stosując to pojemne słowo w tytule swej książki, Olga Tokarczuk dała odbiorcom możliwość na zabawę w niejednoznaczne odczytywanie jej treści i – jak zawsze poprzez własną twórczość – okazję do odkrywania niezwykłych miejsc oraz doświadczania niecodziennych stanów. Opowiadania bizarne to zbiór wyjątkowości, które nie pozostawiają czytelnika bezrefleksyjnym, a poszerzając jego horyzonty, stawiają go w ogniu pytań oraz przepełniają zdumieniem. To próby na udowodnienie tego, jak rzeczywistość przerasta nasze zdolności poznawcze w czasie, w którym świat przechodzi transformację. Olga Tokarczuk to pisarka, dla której opisu ogrom wyrafinowanych epitetów to za mało.

Dzisiaj narysujemy śmierć 0

Spotkałam Hutu – Wojciech Tochman – ,,Dzisiaj narysujemy śmierć” [recenzja]

W lipcu tego roku jadąc windą na ostatnie piętro jednego z warszawskich akademików, poznałam czarnoskórego mężczyznę mieszkającego na tym samym co ja korytarzu. Sąsiad z piętra mocno zainteresowany moją osobą zabrał mi kartę mieszkańca, sprawdził, jak się nazywam, i z którego jestem pokoju. Przedstawił się jako Faustin. Pochodzi z Rwandy i do Polski przyjechał na studia. Pracuje, uczy się i mieszka w Warszawie. Podał mi numer swojego pokoju i to był koniec naszego pierwszego spotkania. Dojechaliśmy na dziesiąte piętro. Za drugim razem spotkaliśmy się w kuchni. Za trzecim znowu w windzie. Czwartego razu nie było. Mój przyjaciel musiał interweniować, ponieważ moje dobra osobiste zostały poważnie naruszone. W międzyczasie dowiedziałam się, że Faustin wyjeżdżając z ojczyzny na studia, miał do wyboru naprawdę imponującą listę państw. Dlaczego wybrał nasz kraj? Twierdził, że przyjechał akurat do nas, ponieważ fascynuje się historią. Dużo czytał o Polsce i doszedł do wniosku, że dzieje naszego państwa są podobne do historii jego ojczyzny. Nasze kraje według niego podobnie podnoszą się po zupełnym zniszczeniu i popadnięciu w ruinę. Odbudowują swoją państwowość i infrastrukturę. Był dla nas pełen podziwu za niewiarygodną szybkość, z jaką tego dokonujemy. Mimo że moje doświadczenia z Faustinem do najprzyjemniejszych nie należały, to jego osoba skłoniła mnie do wybrania na pierwszą książkę do recenzji Dzisiaj narysujemy śmierć Wojciecha Tochmana. Przyznam, choć ze wstydem, że o historii Rwandy, konflikcie między Tutsi i Hutu, ludobójstwie sprzed zaledwie 24 lat, nie wiedziałam wiele. Chciałam sprawdzić tezę Faustina o podobieństwie naszych ojczyzn i dokształcić się choć trochę z historii najnowszej. Bo czy Rwanda i Polska są aż tak daleko? Czy kieszonkowe państwo z Afryki środkowej, kraj tysiąca wzgórz i miliona uśmiechów jest odległym wszechświatem, czy miejscem zupełnie bliskim? Jaka jest mentalność tamtejszych ludzi ? Skąd wzięły się moje kłopoty z wylewnością Faustina? Bardzo chciałam się tego dowiedzieć.

0

Odświeżając ciężkie brzmienia – Zeal and Ardor – “Stranger Fruit” [recenzja]

Założony w 2014 roku projekt Zeal and Ardor to prawdziwe kuriozum współczesnego rocka. Szwajcarsko-amerykańska formacja oferuje słuchaczom wyjątkowo przedziwną, eksperymentalną miksturę dwóch gatunków reprezentujących kompletnie różne galaktyki estetyczne – awangardowego metalu oraz muzyki gospel. Na pierwszych albumach grupy, swawolne połączenie destrukcyjnych, gitarowych riffów z widowiskowym spirytualizmem tradycyjnych, chrześcijańskich pieśni, brzmiało jak efektowny, dźwiękowy żart. Natomiast, przy okazji premiery Stranger Fruit, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że Manuel Gagneux z kolegami zaczęli traktować własną twórczość z większą powagą, co zaowocowało dojrzałym materiałem, równocześnie nawiązującym do nieokiełznanej witalności poprzednich płyt, ale także wpisującym kreatywne szaleństwo w ramy nieco bardziej przemyślanego konceptu.