Momenty zauroczenia – Kasia Moś – “Inspination” [recenzja]

Kasia Moś

Rzadko mi się zdarza sięgać po polski pop. Nie to, że jestem uprzedzony, jednak czas nie pozwala na zgłębianie polskiej sceny, bowiem ilość wydawnictw w świecie rocka jest zaiste przytłaczająca. Bez większych nadziei sprawdziłem debiutancką płytę wokalistki znanej jako Kasia Moś – Inspination. I dobrze, że miałem takie podejście, bo pomimo obcowania z inteligentnym, świetnie wyprodukowanym popem, nie doznałem momentów zachwytu, choć chwile zauroczenia nastąpiły.

Szczerze mówiąc, gdy tylko odfoliowałem płytę i zobaczyłem, że album jest dwupłytowy, przestraszyłem się, że wokół kilku lepszych kompozycji, skupiona jest masa wypełniaczy, zwykłych zapchajdziur, na jakie niestety cierpi większość współczesnych, popowych płyt, które są wydawane tylko po to, aby dodatkowo zarobić na radiowych singlach windujących sprzedaż w górę. Nie jestem specjalistą od muzycznego marketingu, ale niejednokrotnie tak to wygląda. Ale nie w przypadku debiutu Kasi Moś, bo ku mojemu zdziwieniu album trwa mniej niż czterdzieści minut i kompletnie nie rozumiem podziału na dwie płyty tworzące „side A” i „side B”, szczególnie, że remiksy utworów z drugiej płyty, umieszczono nie wiadomo dlaczego, na pierwszym krążku. Brak logiki jakiejkolwiek w tym wszystkim, trzeba przełączać płyty co jakieś dwadzieścia minut. Ale tak to sobie Kasia Moś już wymyśliła i trzeba to zaakceptować. Szacunek za to dla Fonografiki, że dwupłytowy album kosztuje tyle, co jednopłytowy.

Oczywiście można od biedy uznać, że muzycznie obydwie płyty różnią się od siebie. Wydaje się, że druga płyta mieni się jaśniejszymi barwami, cieplejszym klimatem, szczególnie w warstwie tekstowej. Z drugiej strony muzycznie obydwie płyty są bardzo podobne do siebie. To nowocześnie wyprodukowany pop, z wieloma odniesieniami do innych gatunków, jak jazz chociażby, daleki od prymitywnej łupanki, doskonale eksponujący wokalne walory Kasi Moś, bo ona tutaj pokazuje swoją klasę przede wszystkim jako wokalistka i nie gorsza twórczyni tekstów, co na scenie popowej nie zawsze idzie w parze.

Płyta zaczyna się subtelnie, niemal jazzowo. W Experience i szczególnie w Supernowej Kasia Moś postawiła na intymny klimat i czarowanie słuchacza swoim głosem. W drugim z wymienionych utwór przykuwa refren, a w tle słyszymy delikatne smyki. Natomiast Addiction Strep mocno inspirowane są współczesnym R’n’B. W Pryzmacie za to jest mocny, klubowy rytm, żeńskie chórki i fajny, przebojowy refren. Jak sądzę, kawałek ten idealnie sprawdzałby się na parkiecie, podobnie jak funkujący Beautiful Sunrise.

Kasia Moś – Zatracam się (Official Video) 2014

Krótki czas trwania Inspination powoduje, że płyty słucha się z należytą jej uwagą. Nie ma na niej słabych momentów, poza irytującym, dziwacznym, posiadającym po prostu głupi tekst Fat. Co prawda nie ma też piosenek szczególnie wybijających się ponad pozostałe. Trochę szkoda, że nie ma tutaj murowanego hitu, przeboju, którym bylibyśmy katowani w stacjach radiowych, bo – jak sądzę – Kasia Moś potrafi taki chwytliwy kawałek stworzyć. Z drugiej strony, może taki nachalny hit nie pasowałby do konceptu, burząc harmonijną całość, jaką jest poza jednym wyjątkiem Inspination? Ciężko gdybać, lepiej stwierdzić, że rodzi się nowa gwiazda na polskiej scenie popowej. Trochę w bólach te narodziny przebiegają, lecz ja momentami byłem zauroczony. I chyba o to chodziło.

Fot.: Fonografika

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *