Anatomia uwodzenia – Francois Ozon – „Lato ’85” [recenzja]

Aktywność bodaj najbardziej znanego obecnie francuskiego twórcy filmowego jest imponująca. Do tej pory nie ucichły komentarze po jego poprzednim obrazie, tj. zaangażowanym publicystycznie Dzięki Bogu, w którym Ozon podejmował problematykę pedofilii w Kościele rzymskokatolickim, a na ekranach kin pojawia się pozornie tylko chilloutowa leniwa opowieść o letnim zauroczeniu – Lato ’85. Porównania ze słynnym filmem Tamte dni, tamte noce są chybione, bo też i Francuz prezentuje inną formułę stylistyczno-gatunkową, a nadto jego najnowsza fabuła – nie ujmując niczego utworowi Guadagnino – idzie dalej, niż będąc tylko obrazem relacji wakacyjnego gejowskiego romansu. Bliżej w owej wspomnianej w samym tytule recenzji anatomii uwodzenia do rumuńskiego Kochanka ze wszystkimi zastrzeżeniami tego porównania. Chodzi tu w szczególności o prezentację mechanizmów działania jednostronnej erotyczno-romantycznej fascynacji i tego, jak fatalne skutki może wywołać. Notabene Ozon, po reporterskim Dzięki Bogu, powraca tutaj do swoich starych motywów podejmowanych w poprzednich tytułach, jakimi są różne formy ludzkiej seksualności i to, jak ów aspekt ludzkiego bytowania, może mieć zgubny wpływ na psychiczno-emocjonalne funkcjonowanie jednostki. W tym aspekcie z kolei bliżej Ozonowi do Abdelatifa Kechiche’a i jego Życia Adeli

Oczywiście w jakimś zakresie, poprzez ulokowanie akcji w połowie lat 80. XX wieku, a zatem w samym środku szalejącej epidemii AIDS, nasuwa się skojarzenie z innym obrazem sprzed kilku lat, tj. filmem Nieznajomy nad jeziorem. W tym ujęciu figura starszego Davida, prowadzącego promiskuitystyczny tryb życia, uwodzącego – będącego jednocześnie narratorem – młodszego Alexisa, byłaby alegorią śmiertelnego zagrożenia (śmierć pojawia się tutaj notabene w innym kontekście). Reżyser, używając ku temu całego sztafażu, a w szczególności sposobu kadrowania, zdjęć, wreszcie muzyki (na ścieżce dźwiękowej znajdują się utwory The Cure, Roda Stewarta – jego I’m sailing pojawia się zresztą kilkukrotnie w momentach, które są punktami kulminacyjnymi fabuły i potraktowane jest tutaj nieco ironicznie jako quasiszantowa ramota), ubrań i fryzur rekonstruuje film w ten sposób, że obraz wygląda jak powstały faktycznie w latach 80. Upodabnia to trochę ten utwór do twórczości Erica Rohmera z tego okresu wraz z jego banalną telewizyjną fakturą, ale także na poziomie opowieści jest świadomie tak samo nieco pretensjonalny. Ozon zresztą portretuje tutaj nie tyle kostium epoki, ile współczesną ejtisową nostalgię, która jest doświadczeniem także jego z uwagi na uwarunkowania metrykalne. Co do biegłości gatunkowej reżysera to pierwsza połowa jest wręcz kanonicznym przykładem tandetnego kieszonkowego czytadła z całym kiczem wakacyjnego zakochania, by w drugiej części skręcić w stronę kryminału (co było anonsowane już w prologu). Jest to zatem swoista gra z oczekiwaniami widza, gra w stylizację, w czym zresztą Ozon jest świetny, by wspomnieć w tym miejscu najbardziej jaskrawy przypadek, jakim był jego obraz Angel będący wierną recepcją stylu Douglasa Sirka.

Trudno więc traktować Lato ‘85 całkiem serio, zwłaszcza że towarzyszy mu także refleksja o zacierających się granicach między rzeczywistością a fikcją. Trzeba bowiem pamiętać, że główny protagonista dramatu – zarazem początkujący literat – opowiada tę historię z offu, inkrustując opowieść didaskaliami zwiastującymi pojawienie się na scenie tej trzeciej – dziewczyny, która burzy raczkujący i pełen namiętności związek dwóch chłopców. Sama figura matki Davida granej wybornie, acz nieco manierycznie przez Valerię Bruni-Tedeschi ze swoją irytującą nadekspresyjnością, bezpośredniością i bezceremonialnością, jest zamierzenie sztuczna i jako taka kontrastuje z naturalistycznie przedstawionymi rodzicami Alexisa wyjętymi z kolei żywcem z filmów Kena Loacha. Najnowszy obraz Francuza jest zatem tak kreacją, jak i na głębszym poziomie opowieścią o doświadczeniu straty rozumianej jako pierwsze romantyczne uczucie oraz dosłownie – pierwszej śmierci bliskiej osoby. W tym aspekcie ważny jest wątek rytuału pogrzebowego i świętości mogiły, zwłaszcza w znaczeniu, jakie nadaje mu judaizm, co staje się notabene kolejnym poziomem interpretacji tego złożonego dzieła. Lato ‘85 oferuje więc znacznie więcej, niż początkowo mogło się wydawać. Nie należy tutaj sugerować się datą polskiej premiery wskazującą na jakąś bezrefleksyjną rozrywkę, bo otrzymujemy wielopoziomowe dzieło dojrzałego twórcy.

Fot.: Against Gravity

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Mielnik

Radca prawny i politolog, hobbystycznie kinofil - miłośnik stołecznych kin studyjnych, w których ma swoje ulubione miejsca. Admirator festiwali filmowych, ze szczególnym uwzględnieniem Millenium Docs Against Gravity, 5 Smaków, Afrykamery, Ukrainy. Festiwalu Filmowego.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.