George Dorn Screams

Jesteśmy między piosenką a kompozycją – wywiad z Magdą Powalisz, wokalistką George Dorn Screams

George Dorn Screams to zespół, który nie musi nic udowadniać. Nowa płyta Spacja Kosmiczna, wydana bez szumnych zapowiedzi, po cichu, to koronny dowód, że w mieście nad Brdą mamy prawdziwy diament, który wydaje się celowo umykać od prób jego oszlifowania. Czy faktycznie tak jest, to chyba już tylko wiedzą sami muzycy. Przy okazji premiery najnowszego dzieła formacji porozmawiałem z wokalistką, Magdą Powalisz, która trochę uchyla rąbka tajemnicy, rzucając nieco światła na twórczość George Dorn Screams. Zapraszam do lektury.

Czwarta płyta, uznanie wśród krytyków, wśród fanów, śmiało można rzec, że George Dorn Screams to jedyny tego rodzaju byt na polskiej scenie, bo ze świecą u nas szukać formacji grającej tak oryginalnie, tak niepowtarzalnie. Czujecie się szczęśliwi na tym etapie? Czy są jednak momenty w Waszej całkiem bogatej karierze, że na samo wspomnienie o nich czujecie żal o niewykorzystaną szansę?

Dziękujemy bardzo za miłe słowa, ale „kariera” to określenie trochę na wyrost. Jesteśmy grupą przyjaciół, która spotyka się, żeby razem tworzyć muzykę. Tak piszą o nas na Wikipedii i taka jest prawda ;). Serio! Czujemy się na obecnym etapie wspólnego muzykowania bardzo dobrze. Od lat bez spiny, a jednocześnie z pewnym minimalnym komfortem, może nie finansowym, ale artystycznym, w sensie takim, że nasza muzyka wciąż ma słuchaczy. Najgorzej by było, gdybyśmy muzyką musieli ich szukać. Nie lubimy się naginać. Może za nami kilka niewykorzystanych szans, ale nie myślimy o tym w ten sposób. W życiu wychodzę z założenia, że zawsze może być gorzej i kto wie, czy do tego „gorzej” nie doprowadziłaby jedna z tych „szans” – szansa na gorzej, a nie na sukces ;).

Spację Kosmiczną zrealizowaliście dzięki wsparciu fanów w kampanii crowdfundingowej. Problem ze znalezieniem odpowiedniego wydawcy? Czy po prostu postanowiliście zrobić wszystko po swojemu i dlatego zdecydowaliście się poprosić fanów o wsparcie?

Bardzo dużo czasu poświęciliśmy nowemu materiałowi. Obiecaliśmy sobie, że dopóki nie będziemy pewni, że to już, to nie będziemy w ogóle poruszać tematu wydania, bo też trudno o tym myśleć, kiedy jeszcze się nie wie, jaki materiał nam wyjdzie i czy w ogóle. A nie chcieliśmy się ograniczać i ukierunkowywać. Nagle okazało się, że to już to, że mamy dużo fajnych piosenek i że już dłużej w piwnicy nie wytrzymamy; chcieliśmy jak najszybciej wszystko nagrać i się od tego uwolnić ;). Crowdfunding wydał nam się najodpowiedniejszy. Jesteśmy zespołem bardzo niszowym, nie gramy ani post-rocka, ani shoegaze’u, ani noise’u, ani rockowych ballad ;). Jesteśmy między piosenką a kompozycją. Między łatwym a trudnym. Ktoś ostatnio powiedział, że jesteśmy outsiderami alternatywy. Gdyby jakaś wytwórnia była zainteresowana takim dziwadłem, dawno już by się do nas odezwała. Odpuściliśmy więc od razu kwestię poszukiwań i postawiliśmy na słuchaczy, których grupa, bardzo zresztą różnorodna, jest z nami od lat. I to się sprawdziło.

Spacja Kosmiczna to płyta w całości zaśpiewana po polsku. Czy przy okazji tworzenia muzyki na album Ostatni dzień w pełni się przekonaliście do pisania i wyrażania siebie w ojczystym języku?

Przekonani byliśmy już przy Ostatnim dniu, choć wtedy jeszcze raczkowaliśmy w temacie. Ale nie wiemy, co następne przyjdzie nam do głowy. Niby nie wyobrażam sobie na ten moment powrotu do języka angielskiego, a przełamanie lodów w postaci pierwszego tekstu po polsku mojego autorstwa może sugerować, że będzie ich więcej, ale trudno powiedzieć, co się dalej wydarzy. Przekonani jesteśmy, ale czy na zawsze?

Czym jest tytułowa Spacja kosmiczna?

To taki moment między po a przed. Myśląc o tytule, szukaliśmy jakiegoś trafnego określenia na moment zawieszenia, oczekiwania, np. moment pomiędzy słowami „do widzenia” a „dzień dobry”, kiedy zostajemy sami ze sobą, czy między wieczorem a porankiem. To jest moment niepewności, bo świat się zmienia pod naszą nieobecność. Nie widzisz kogoś jakiś czas i dla tej osoby w twojej świadomości czas staje w miejscu. A później ją spotykasz i okazuje się, że nie tylko zmieniła fryzurę i szkła kontaktowe ;). Oczywiście bardzo upraszczam, ale właśnie o określenie tego momentu „pomiędzy” nam chodziło.

Dlaczego dom na okładce Spacji Kosmicznej płonie? Bije aż w oczy dwuznaczność tej sytuacji, którą mamy przedstawioną na obrazku zdobiącym płytę. Niby tragedia w postaci pożaru domu, ale z drugiej strony, te dwie osoby stojące na pierwszym planie zdają się niewzruszenie obserwować całą sytuację…

Za okładkę w 100% odpowiedzialny jest Jakub Czyż. Nie narzuciliśmy mu właściwie żadnych ram, nie istniał wtedy jeszcze tytuł, tylko jakieś mgliste przeczucie, coś, co chcieliśmy przekazać, a nie wiedzieliśmy jak. Ilustracja, którą przygotował Jakub, wbiła nas w fotel, była tym, czego jeszcze nie wiedzieliśmy. W kwestiach graficznych rzadko jesteśmy w zespole jednogłośni, a tu nie było wątpliwości. Ładunek emocjonalny tego obrazu jest bardzo duży, może właśnie przez ten dysonans, który odczuwasz. Ale o to chodzi. Bardzo się cieszymy, że doszło do tej współpracy.

Na płycie zabrakło Culprit Comfort śpiewanego przez Krista Kreugera. Czyżby ten kawałek nie pasował do całościowego konceptu Spacji Kosmicznej? Moim zdaniem doskonale uzupełniałby płytę.

Początkowo miał się znaleźć na płycie, na samym końcu, jako ukryty utwór, tuż po Począstkach. Ostatecznie jednak uznaliśmy, że jest to bardzo osobna forma, takie oddanie w całości pola wokalu komuś spoza zespołu, i że lepiej, żeby pojawiła się jako osobny utwór. I chyba dobrze, bo Począstki idealnie tę płytę zamykają.

George Dorn Screams - Miriadami

Płyta jest wyciszona, bardzo refleksyjna, przesycona dream popowo/post-rockowym brzmieniem. Od początku sobie to zaplanowaliście? Czy nie korciło Was, aby zagrać mocniej, bardziej noise’owo, jak to było na O’Malley’s Bar?

Nie planowaliśmy, jaki materiał chcemy skomponować. Grając te numery na żywo, wydawało nam się, że jest dynamicznie i głośno. W studio ujawnił się inny charakter tego materiału, nie powiedziałabym, że wyciszony, ale bardziej płynny, stonowany. Podobnie było z O’Malley’s Bar, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że zabrzmi tak ostro, jak na nas, oczywiście ;).

Ten dream pop wziął mi się z tego, że słuchając Spacji Kosmicznej, ciężko mi o inne skojarzenia niż z zespołami skupionymi wokół wytwórni 4AD. Podczas tworzenia Spacji Kosmicznej wpływały na Was jakieś konkretne inspiracje? Skąd czerpaliście pomysły na kompozycje? Coś szczególnego wpłynęło na to, że na Spacji Kosmicznej obraliście taki, a nie inny kierunek?

Każdy z nas w zespole słucha czegoś skrajnie innego. Czasem oczywiście te muzyczne sympatie się pokrywają, ale taka jest reguła. A w związku z tym, że nie ma jednego kompozytora tych numerów, że wszystko powstaje w efekcie improwizacji, to trudniej ewentualne inspiracje wydobyć. Jesteśmy zespołem w klasycznym tego słowa znaczeniu, a nie projektem muzycznym, który zwykle zakłada z góry, że będzie poruszać się na jakichś muzycznych płaszczyznach. Inspiracje się krzyżują i słuchacz pozostaje właściwie z wypadkową tych inspiracji. Taka płyta nie powstałaby za kilka lat ani też kilka lat temu.

Uwielbiam Wasze teksty. Lekko poetyckie, niełatwe do jednoznacznej interpretacji, a także nieprzeładowane słowem. Spacja Kosmiczna jest tego idealnym przykładem. Dla mnie ta piosenka przejawia tęsknotę za czymś, co się już nie wydarzy drugi raz, co już na zawsze straciliśmy… Za tym tekstem stoi jakieś konkretne przesłanie?

Zawsze staram się unikać interpretowania na głos tekstów, bo to później odbiera całą frajdę słuchaczowi. Normalnie wywinęłabym się od odpowiedzi, mówiąc, że na pytanie najlepiej odpowiedziałaby Emilia Walczak, autorka tego i większości tekstów na płycie. Ale w tym przypadku moja ingerencja w tekst była duża, choć pod czujnym okiem autorki, która własnoręcznie, piórem, pisała kolejną wersję. Moje sugestie wpłynęły na to, że ma on inny wydźwięk, chyba bardziej pozytywny. Dużo jest na tej płycie o stracie i tęsknocie, chyba chciałam to jakoś złagodzić. Stąd te końcowe wersy, takie bardzo pasujące to dreampopowej konwencji, choć wciąż melancholijne. Śpiewam je z przymrużeniem oka. Bo to taka trochę bajka.

Czytałem Waszą wypowiedź dla portalu FYH!, że: Liczę do Stu, to numer potwierdzający naszą bydgoską tożsamość. Co przez to rozumieć? Jak w Waszej muzyce przejawia się owa bydgoska tożsamość?

O ile dobrze pamiętam, to Wojtek udzielał odpowiedzi w tej ankiecie. Trudno mi powiedzieć, co dokładnie miał na myśli, w sensie – jak on to czuje. Najczęściej spotykam się z określeniami „bydgoska scena” czy „tożsamość” w rozmowach z kimś z zewnątrz. Może jest to właśnie ten czynnik, który mi uniemożliwia odpowiedź? Że trzeba być z zewnątrz, żeby to zrozumieć. Ale to jest ciekawe, muszę pogadać z Wojtkiem, jak on to wyczuwa. Może mam jakieś bardziej luźne podejście do poczucia tożsamości w ogóle, zarówno w tej mikro-, jak i makroskali. Trudno mi się z różnymi rzeczami utożsamia. Zawsze mi coś nie pasuje. Choć Bydgoszcz pasuje mi coraz bardziej.

Gdzie znajduje się ów „koniec świata” z piosenki Na końcu świata?

Dla każdego pewnie w innym miejscu. Tam, gdzie się wyjechało i bardzo się tęskni, albo tam, dokąd wyjechać nie można i tęsknota, choć inna, może być równie dojmująca. Dla bohaterki tekstu Emilii Walczak może też być to koniec świata w sensie końca życia, choć nie występują w jednym czasie; koniec świata dla bohaterki nastąpił przed końcem życia. Gdzie jest mój koniec świata, jeszcze nie wiem.

Począstki to rzecz różniąca się od pozostałych na płycie. Sporo tutaj ambientu, shoe-gaze’u, a mniej gitarowego przeplatania. Jak powstał ten utwór? Skąd pomysł na takie jego zakończenie?

Rzeczywiście, numer powstał zupełnie, jak na nas, nietypowo. Motyw gitarowy ułożyłam w domu i zagrałam Radkowi na jednej z naszych duetowych prób. Czasem zdarzało nam się takie grać, albo po prostu zostawaliśmy w sali dłużej niż Wojtek i Marcin. Lubię takie motywy, które można grać bez końca. Właściwie od razu nasunęła mi się też linia wokalu i basu. Nie byłam w stanie wszystkiego naraz zagrać, więc Radek przejął bas i tak powstał trzon numeru. Na końcu pozwoliliśmy sobie trochę popłynąć, ale sama końcówka charakter ambientowy uzyskała dopiero w studio. Zależało nam, żeby numer zabrzmiał bardzo naturalnie, może nawet trochę koślawo, tak jakbyśmy nagrywali go w domu. Kuba rozstawił w studio mikrofony pojemnościowe, takie od bębnów, od nagrywania blach, i nagrywaliśmy gitarę i bas jednocześnie, w jednym pomieszczeniu, oba instrumenty na piecach gitarowych. Powstała z tego trochę taka „studnia”. Zgasiliśmy światło i Radek dalej samodzielnie nakładał końcowe partie szumów gitarowych, a ja leżałam na ziemi i słuchałam tych sprzęgów. To był dla mnie najfajniejszy moment całej sesji nagraniowej. Zdradzę, że na koncertach zagramy go w pełnym składzie, więc będzie okazja usłyszeć go w zupełnie innej odsłonie.

Jestem niezwykle ciekaw, jak muzyka ze Spacji Kosmicznej zabrzmi na żywo. Planujecie koncerty?

Sami jesteśmy ciekawi. Mieliśmy już co prawda mały przedsmak w grudniu 2015, kiedy zagraliśmy przedpremierowo koncert dla osób, które wsparły nas w akcji crowdfundingowej, ale teraz już minęło trochę czasu i pewnie do kilku numerów podejdziemy odrobinę inaczej. Koncerty oczywiście planujemy, ale na razie, oprócz potwierdzonej daty 9 maja, kiedy zagramy z Rolo Tomassi w B90 w Gdańsku, wszystko jest jeszcze w powijakach :).

Dziękuję za rozmowę!

Fot.: cantaramusic.pl

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *