obywatel jones

Surowa publicystyka filmowa okiem Pani Holland i satysfakcjonujący film o prawdzie w jednym? – Agnieszka Holland – „Obywatel Jones” [recenzja]

Agnieszka Holland w tym roku podjęła wyzwanie przełożenia na język filmowy tematu Wielkiego Głodu. Tak zwany Hołodomor – jedna z najpotworniejszych zbrodni, przez długi czas maskowana, przemilczana – miał miejsce w latach 30. XX wieku oraz pochłonął istnienia nawet 3 mln mieszkańców na terenie samej ówczesnej Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. W niektórych rejonach głód sięgał takich rozmiarów, że wielu chłopów porzucało swoje rodziny; dochodziło do morderstw dzieci, spożywania padliny czy w niektórych przypadkach aktów kanibalizmu. Obywatel Jones, nagrodzony Złotymi Lwami na tegorocznym Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni, jest produkcją w dużej mierze publicystyczną. Agnieszka Holland ogranicza efektowne środki filmowe do minimum, a sam Hołodomor (w dosłownym tłumaczeniu: zamorzenie głodem) przedstawia zimnym, reporterskim okiem – przez co środkowe fragmenty porażają z podwójną mocą. Kontrast i chłód wyzierający z kadrów jest ogromną zaletą Obywatela Jonesa. Jednocześnie w filmie tym znajduje się parę elementów, które nie do końca współgrają z podjętą przez reżyserkę stylistyką i wybijają z filmowego rytmu.

Z produkcjami Agnieszki Holland mam skomplikowaną relację. Z jednej strony sprawnie reżysersko zrealizowany W ciemności, z drugiej ambiwalentny Pokot, który ma i sceny wybitne (jak pojawiający się momentami naturalizm podkreślający zwierzęcą, dziką naturę człowieka czy charakterystyczny oniryczny klimat unoszący się nad starannie ujętą w obiektywie kamery Kotliną Kłodzką), ale i sceny na wskroś karykaturalne, banalne, ocierające się o niezamierzoną, a może właśnie zamierzoną, acz dla mnie niestrawną w tym przypadku, groteskę, zbytnią metaforyczność. No i mamy jeszcze buńczucznie broniony w sieci przez Holland, nietrafiony serial (choć sama idea oraz wykreowany świat stanowią ciekawy punkt wyjścia) – 1983. Tyle, jeśli chodzi o szybkie porównanie moich niewielkich doświadczeń z okazałą twórczością pod względem reżyserskim, którą reprezentuje Agnieszka Holland.

OBYWATEL JONES - oficjalny zwiastun

Zwiastun Obywatela Jonesa napakowany wręcz zachodnią, amerykańską narracją nie zrobił na mnie zbyt dobrego wrażenia. Jak to jednak bywa w sekcji zapowiedzi filmowych – często to, co w trailerze nie budzi pozytywnych odczuć, na ekranie sprawdza się doskonale lub przynajmniej dobrze. Legenda miejska sprawdziła się i w tym przypadku. Obywatel Jones zaskakuje sprawną realizacją w kwestiach technicznych, choć chcę tutaj zaznaczyć, że motyw lustrzanych odbić, tak usilnie umiejscowionych w wielu scenach, wydał mi się całkowicie niepotrzebny, w swoim założeniu banalny i niewpisujący się w quasi-reporterską formę tworu Holland. Kolejny zarzut z mojej strony to podróże pociągiem i związane z nimi dokumentalne czy też wzorowane na dokumentalnych czarno-białe wstawki z kronik filmowych. Może miało to dodać dynamiki, jednak nawiązanie do przodowników kinematografii nijak się ma do reszty produkcji. Obywatel Jones to kino nieidealne, lecz w istocie bardzo angażujące. Nie chwyta za serce, ale w swojej formie (szczególnie środkowa część filmu prezentująca zderzenie się bohatera z Wielkim Głodem) momentami porażające. Na przekór zwiastunowi bardzo mało w nim efekciarstwa, tanich chwytów; bohater brnie do przodu małymi krokami, a wolne tempo nadające bieg wydarzeniom, pozwala na spokojnie wsiąknąć w wykreowany świat. Poniekąd cieszą również nawiązania do Orwellowskiego Folwarku zwierzęcego, choć jednocześnie zarzucić im można zbyt łatwo nasuwającą się oczywistość skojarzenia. Cieszy i umieszczenie w filmie samego George’a Orwella, który dostaje parę interesujących scen. Cieszą także i aktorskie zdolności obsady – szczególnie Jamesa Nortona jako idealistycznego, choć często ciut pretensjonalnego Garetha Jonesa (precyzując, mam tu na myśli nadmierne cytowanie poetów czy zbytnią perfekcję charakteru dziennikarza stojącą w kontrze do charakterów reszty postaci filmowych) oraz Vanessy Kirby. To, jak autentycznie i przy użyciu prostych, zredukowanych wręcz do minimum środków aktorskich, Kirby oddała na ekranie swoją postać, budzi spory podziw (chociażby scena pożegnania z Jonesem, gdy ten decyduje się odkryć to, co według niego dzieje się na Ukrainie, przedstawiająca skrajne uczucia, jakie kotłują się, duszą w młodej dziennikarce). Peter Sarsgaard jako Walter Duranty, momentami odrobinę zbyt karykaturalny oraz stonowany Joseph Mawle jako George Orwell również zasługują na uwagę.

Obywatel Jones

Obywatel Jones to projekt międzynarodowy, za scenariusz w nim zaś odpowiedzialna jest amerykańska dziennikarka ukraińskiego pochodzenia. Świetne sceny środkowe filmu, w których Jones przemierza ośnieżone, prawie że bezludne, wymarłe ukraińskie peryferia są w dużej mierze takowymi dzięki bardzo dobrej pracy operatora – Tomasza Namiuka. Powietrze w nich przesycone jest przestrogą przed nadchodzącym nieuchronnym wiecznym cyklem w naszej, wydawałoby się, nieludzkiej w swojej ludzkości historii. Natomiast sam historyczny kontekst opowieści nadaje dobrze wyważone tempo całości tworu, widać również, że polska reżyserka z takich treści potrafi korzystać – nie ma tu sentymentalizmu, zbytecznej i odrzucającej patetyczności. Muszę wręcz stwierdzić, że przez Obywatela Jonesa przenika iście dokumentalna forma. Swoisty miszmasz dramatu z filmem szpiegowskim angażuje i wywiera wpływ. Film po seansie nie zanika, nie chowa się, ale pozostaje w głowie i, co dla mnie przynajmniej istotne, kusi i zachęca do zapoznania się z przedstawioną w nim tematyką. Przemilczane przez lat wiele ludobójstwo, do którego doszło na Ukrainie stanowi prawie że reporterskie przedstawienie, na które zapewne wiele licealnych klas zostanie oddelegowanych. Tym bardziej to cieszy, że stylistyka Holland zaprezentowana w dziele tworzy z niego po prostu przystępny i łatwo oglądający się film, który oddziałuje na wyobraźnię i wywołuje spore emocje. Minimalizm formy w wielu scenach podbija nasze odczucia, pozostawiając niedopowiedziane kwestie umysłowi, co tym bardziej poraża i przeraża. Nieukazanie wielu treści na ekranie, ale „pomiędzy”, omijanie dosłowności, która często równoznaczna jest z topornością wyrazu, wpływa korzystnie na finalną ocenę produkcji.

Obywatel Jones

Jednocześnie Obywatel Jones jest filmem zachowawczym i bezpiecznym, z drugiej strony można dyskutować, czy rzucanie czupurnymi, agresywnymi i kontrowersyjnymi hasłami było potrzebne. Według mnie nie i ta zimna, chłodna rama ogromnie przysłużyła się całości. Dzięki temu produkcja wybrzmiewa nie tylko w trakcie seansu, ale i po nim, pozostając na dłużej w ludzkich głowach i zachęcając do poszerzenia wiedzy na temat Hołodomoru. Od strony technicznej, zrealizowany dosyć klasycznie, co mnie osobiście momentami raziło  (raz jeszcze – sceny podróży pociągiem, szybkie cięcia mające nadać dynamiczności, ale i wprowadzające zbyt dużo chaosu; zbyt toporne i niepasujące do reszty częste lustrzane odbicia – używanie luster jako określenia tej drugiej strony, tego, że wszystko ma dwie twarze może i byłoby ciekawym zabiegiem, ale w formie przez Holland zaprezentowanej było dla mnie zbyt ostre, zbyt bezceremonialne). Jednocześnie, gdy Holland przesadza w tych dwóch wymienionych przeze mnie elementach, to reszta utrzymana jest w solidnych reżyserskich ryzach. Heroizm – bez przesady, bohaterowie – na tyle wyraźnie zarysowani, o ile było to potrzebne, historia – na tyle minimalistycznie i chłodno ukazana, aby mógł utrzymać się ten reporterski zabieg i aby cała historia mogła intensywnie we mnie wybrzmieć. Tak jak Pokot był produkcją przesadzoną, pochłaniającą w pewnym momencie swój własny ogon, tak w Obywatelu Jonesie większość elementów utrzymuje przyporządkowane im miejsca i nie przeskakuje na inne półki. Przejmujący, prawdziwy, wywołujący nie tylko złość, smutek, ale i pogardę, mdłości i niezrozumienie – co dla mnie świadczy o jego wyraźnej wartości. Nie jest to nic nowego, acz podane w takiej konstrukcji, z którą zdecydowanie warto się zapoznać.

Fot.: Kino Świat

obywatel jones

Write a Review

Opublikowane przez

Magda Przepiórka

Psychofanka Cate Blanchett, Dario Argento, body horrorów Davida Cronenberga, Rumuńskiej Nowej Fali i australijskiego kina. Muzyka to beztroskie, ale i mocniejsze polskie brzmienia – przekrój dekad 70/80 – oraz aktualne misz-masze gatunkowe w strefie alternatywy. Literacko – wszystko, co subiektywnie dobre i warte konsumpcji, szczególnie reportaże podróżnicze. Poza popkulturą miłośniczka wojaży wszelakich.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.