Filmy,Patronat,Recenzje

Thriller slow cinema – Kôji Fukada – “Zaginiona dziewczyna” [recenzja]

zaginiona dziewczyna
zaginiona dziewczyna

Kino azjatyckie od kilku lat kojarzy mi się bardzo pozytywnie. Nie wiem, czy jest to kwestią naprawdę udanej selekcji filmów, której dokonuję, czy po prostu poza Azję trafiają tylko dobre filmy.

Z ciekawości przejrzałem wszystkie swoje oceny dzieł azjatyckich i niższe noty mają u mnie głównie te produkcje, w których palce maczali Amerykanie lub Europejczycy – zależność w tym wypadku dość oczywista. 

Dziś premierę kinową ma film Zaginiona dziewczyna w reżyserii uznanego japońskiego twórcy – Kôji Fukady i to kolejne azjatyckie dzieło, które bardzo sobie cenię.

Produkcja reklamowana jest jako thriller i oczywiście nie można zaprzeczyć takiemu zaszufladkowaniu, jednak prawda jest nieco bardziej złożona, a dzieło Fukady jest także pełnokrwistym dramatem obyczajowym oraz próbą ponownego rozpoczęcia społecznej dyskusji na temat roli mediów w życiu dzisiejszego człowieka.

Dystrybutorem filmu jest Aurora Films, Głos Kultury natomiast objął go patronatem medialnym. 

Zaginiona dziewczyna – rys fabularny 

Zeszłoroczne dzieło japońskiego reżysera, które brało udział w konkursie głównym na festiwalu w Locarno to opowieść o Ichiko, której życie toczy się całkiem normalnym i dość spokojnym, przewidywalnym rytmem. Kobieta mieszka z narzeczonym, wspólnie zajmują się jego synem, a jej zawód sprawia jej przyjemność i nadaje jej życiu jakieś poczucie spełnienia. Ichiko jest pielęgniarką i od lat opiekuje się najstarszą członkinią pewnej rodziny. Jej relacje z pracodawcami są co najmniej serdeczne; Ichiko zaprzyjaźniła się z dwiema siostrami – Saki oraz Motoko. Ta druga pragnie w przyszłości obrać tę samą drogę, co Ichiko, dlatego uczy się do egzaminów pielęgniarskich. Spokojny rytm życia bohaterów burzy zaginięcie Saki, które finalnie okazuje się porwaniem. Wszystkie dowody w sprawie wskazują, że sprawcą jest… siostrzeniec Ichiko. 

Medialne bestie 

Sprawa, która finalnie kończy się szczęśliwie i nie wywołuje wrażenia trzęsienia ziemi zarówno w życiu porwanej, jak i dalszej rodziny Saki oraz dla samej Ichiko, stopniowo zaczyna wymykać się spod kontroli. Olbrzymi wpływ ma na to medialna nagonka, która zamiast słabnąć – przybiera na sile. Plotkom nie ma końca i tylko kwestią czasu jest połączenie faktów przez dziennikarzy, co z pewnością przyczyni się do niechybnego rozstania między pielęgniarką a jej pracodawcami. Kôji Fukada tym samym pragnie zwrócić uwagę widzów, żeby nie wierzyć we wszystko, co mówi się w telewizji, bo dziennikarze potrzebują zaledwie chwili, żeby obrócić czyjeś życie w pył. Świetnym przykładem tego, jak działają media jest fragment, w którym serdeczne (do tej pory) koleżanki z pracy Ichiko zaczynają patrzeć na nią z obrzydzeniem i przestrachem, gdy słyszą w telewizji wywiad, w którym rozmówca sugeruje, że Ichiko molestowała seksualnie swojego siostrzeńca, co z pewnością przyczyniło się do jego społecznej degeneracji, a w konsekwencji do porwania Saki.   

Spektakl jednej aktorki 

Zaginiona dziewczyna to przede wszystkim fenomenalne aktorstwo wcielającej się w główną rolę Mariko Tsutsui. Niektórzy z Was mogą kojarzyć ją z filmu Nieodebrane połączenie, Okaleczenie lub z serialu Netflixa Niedopasowani. Tsutsui gra niczym natchniona, kapitalnie portretując kobietę, której życie wbrew jej woli i bez ani krzty jej winy rozpada się na kawałeczki, a ona może się temu wszystkiemu tak naprawdę tylko biernie przyglądać. Aktorka w głównej mierze gra spojrzeniem i to właśnie w nim możemy zaobserwować największe zmiany – Ichiko bowiem zmienia się z niezwykle łagodnej, empatycznej istoty w chłodną i zdystansowaną kobietę, która będzie w stanie zrealizować najbardziej paskudne myśli. 

Zaginiona dziewczyna to gatunkowy melanż

W tym miejscu warto podkreślić, że Zaginiona dziewczyna to nie jest taki dreszczowiec, jakiego zapewne się spodziewacie. Wiem, że widząc hasło “thriller”, oczekujemy porządnej akcji, solidnej zagadki i wodzenia za nos, jak choćby w dziele Wyspa Tajemnic Martina Scorsese, jednak zerkając na definicję tego podgatunku trzeba Fukadzie oddać, że do pewnego stopnia mieści się w odpowiednich ramach. Ichiko znajduje się bowiem w niezwykle skomplikowanej i coraz bardziej niebezpiecznej dla jej normalnego życia sytuacji, a na domiar złego, nie ma mowy o wyjściu z niej cało. Dodatkowo napięcie buduje narastający konflikt na linii Ichiko-Motoko. Dlatego też rozumiem taką klasyfikację gatunkową, ponieważ japońska produkcja faktycznie po mistrzowsku trzyma w napięciu i budzi wiele emocji. Z drugiej jednak strony to kino wpisujące się w nurt slow cinema – spokojne, kontemplacyjne, z dominującymi długimi ujęciami.

Fot.: Aurora Films 

błąd systemu

Podobne wpisy:

Reżyseria8
Scenariusz8
Aktorstwo8
Kwestie techniczne6.5
Muzyka6.5
Emocje8
7.5Ocena ogólna
Avatar

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kontakt: redakcja@gloskultury.pl lub czarnepioro@gmail.com

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *