Wielogłosem o…: „Atypowy”

Atypowy to serial Netflixa, który swoja premierę miał 11 sierpnia, więc nie tak znów dawno temu. My jednak już teraz nie możemy doczekać się drugiego sezonu, bo produkcja opowiadająca o rodzinie Gardnerów, która stara się żyć normalnie, choć jeden z jej członków – dorastający Sam – jest autykiem, podbiła nasze serca! Serial jest autentyczny, zabawny, dający do myślenia i świetnie zrealizowany. Aktorzy naprawdę dają radę, a postaci przez nich wykreowane zostały tak rozpisane, że jedne lubimy do tego stopnia, że chcielibyśmy je spotkać w naszym świecie, a inne budzą naszą autentyczną niechęć ze względu na swoje zachowanie. Jeśli więc chcecie wiedzieć, bez zbędnych spoilerów, których staraliśmy się unikać jak ognia, jak poradziła sobie w roli matki Sama Jennifer Jason Leigh, jak w roli autystycznego Sama wypadł Keir Gilchrist, a także czy serial wciąga na tyle, by „połknąć go” w kilka wieczorów – zapraszamy do lektury Wielogłosu, w którym Sylwia, Martyna i Mateusz rozmawiają o produkcji Netflixa.

WRAŻENIA OGÓLNE

Sylwia Sekret: Kiedy zobaczyłam pierwszy raz zwiastun tego serialu, wiedziałam już, że będzie to produkcja przynajmniej dobra. I – na szczęście – intuicja mnie nie zawiodła. Atypowy to serial z jednej strony podejmujący mimo wszystko trudną tematykę, a z drugiej strony twórcy robią to nad wyraz lekko i ze zrozumieniem, dzięki czemu główny bohater, Sam Gardner, któremu przypadło w udziale życie z autyzmem, jest dla nas nie jak obcy człowiek lub przykładowy okaz, lecz jak kolega lub właśnie brat, którego pragniemy lepiej zrozumieć, którego chcemy chronić, ale i na którego potrafimy się nieźle zezłościć. Cały pierwszy sezon Atypowego zleciał mi nie wiedzieć kiedy i nie mogę się doczekać kolejnego sezonu, który mam szczerą nadzieję, że powstanie.

Mateusz Cyra: Miałem podobnie. Wystarczyła minuta zapowiedzi, żebym nabrał przekonania, że Atypowy będzie udanym serialem i w tym wypadku przewidywania zbiegły się z rzeczywistością. Historia Sama Gardnera i jego rodziny jest ciepła, zabawna i przyjemna – w sam raz na gorszy nastrój, dlatego szkoda, że otrzymaliśmy tylko osiem mniej więcej trzydziestominutowych odcinków, bo w tym wypadku zdecydowanie chciałoby się więcej. Pozostaje cierpliwie wyczekiwać informacji o drugim sezonie!

Martyna Michalska: Po zwiastunie miałam dokładnie takie same odczucia, jak moi poprzednicy. Sam fakt, że to serial Netflixa, który już przyzwyczaił nas do pewnego poziomu, dawał nadzieję na naprawdę dobrą produkcję. Drugą sprawą jest tematyka serialu. Mimo że jest kilka produkcji (głównie filmowych) opowiadających o osobach z autyzmem, tu została ona ugryziona w nieco inny, bardzo świeży sposób. Do tej pory głównymi bohaterami filmów czy seriali o tej tematyce przeważnie był dorosły geniusz. Tu mamy zwykłego chłopaka, który pragnie tego, co większość jego rówieśników. Dla mnie to strzał w dziesiątkę.

PLUSY I MINUSY SERIALU

Sylwia: Bezsprzecznie za największy plus serialu uważam to, że twórcy i aktorzy dołożyli wszelkich starań, byśmy nie traktowali Sama z politowaniem czy z przymrużeniem oka. Serial udowadnia, że osoby z autyzmem pragną i – co więcej – powinny być traktowane jak reszta społeczeństwa, jedynie z większym zrozumieniem pewnych ich potrzeb i różnic w tym, jak odbierają świat i ludzi. Kolejną zaletą, równie ogromną, jest coś, co sprawia jednocześnie, że serial ten porównać mogę nieco do powieści Cud chłopak autorstwa R. J. Palacio. I w jednym, i w drugim dziele głównymi bohaterami były osoby, które wyróżniały się na tle innych ludzi, a które nie czuły się przez to lepiej. W serialu Atypowy jest to autyzm Sama, w książce było to znaczne zniekształcenie twarzy Augusta, który przez swój wygląd cierpiał zarówno w szkole, jak i poza jej murami. Jednak w obydwu tytułach ich twórcy nie zapominają o tym, że takie sytuacje nie odbijają się jedynie na osobie dotkniętej jakimś schorzeniem, lecz na całej jego rodzinie i najbliższym otoczeniu. I tak jak w Cud chłopaku mieliśmy rozdziały poświęcony każdemu, dzięki czemu nie widzieliśmy wydarzeń tylko z perspektywy Augusta, ale także jego rodziców, siostry czy przyjaciół i widzieliśmy, że na nich również przypadłość chłopca ma wpływ, tak w Atypowym możemy obserwować jak znacząco autyzm Sama zmienia życie jego matki, ojca, siostry, a z czasem tych, którzy pragną zbliżyć się do młodego mężczyzny.  I wyszło to twórcom naprawdę bardzo dobrze.

Mateusz: O tak, Atypowy doskonale obrazuje to, jak powinno się traktować osoby z autyzmem. Tobie skojarzenia wędrowały często w stronę Cud chłopaka, którego osobiście nie znam, mnie z kolei często przypominały się różne sceny z bardzo udanego zresztą filmu Nazywam się Khan. Obie produkcje cechują się lekkim i przyjemnym podejściem do tematu, naprawdę subtelnym i zwiewnym humorem, doskonałym wyczuciem, jeśli chodzi o ukazanie problemu autyzmu (a przynajmniej jego lżejszych form) i wciągającymi historiami. Tego typu obrazy wyzwalają w człowieku pochowane gdzieś lub uśpione pokłady empatii, jednocześnie wlewając w nas ciepło i przywracając wewnętrzny spokój. Nie wiem, czy tylko ja mam takie odczucia?   

Sylwia: Może nie do końca swoje odczucia nazwałabym wewnętrznym spokojem, ale chyba wiem, o co Ci chodzi ;). Takie produkcje siłą rzeczy budzą w nas jakieś nowe pokłady empatii, zwłaszcza w przypadkach, kiedy nie znaliśmy nikogo z autyzmem i nagle życie takiego człowieka staje się nam bliskie, zaczynamy rozumieć zarówno jego problemy, jak i pasje i radości, a także to, że w gruncie rzeczy – niewiele różni się ono od naszego. Ogromnym plusem jest także to, jak zgrabnie twórcy balansują między dramatem a humorem – wydaje mi się, że właśnie to w dużym stopniu sprawia, że tak dobrze ogląda się ten serial. Sprawia to również, że staje się bardzo życiowy – a przynajmniej tak mi się wydaje.

Natomiast jeśli chodzi o minusy, to na ten moment nie wspomnę o niczym konkretnym, jednak jest pewna sprawa, która nie do końca pasuje mi w serialu, ale o tym wypowiem się, kiedy dotrzemy do kwestii aktorstwa.

Mateusz: Wydaje mi się, że w minusach zauważamy ten sam problem ;). Jak już wspomniałem – ja do minusów zaliczę na pewno fakt, że ten serial jest piekielnie krótki.

Martyna: Widzę, że jesteśmy bardzo zgodni w pewnych kwestiach ;). Dla mnie też największym minusem jest ilość odcinków. Stanowczo za mało i za krótko! Mimo że starałam sobie w miarę dawkować serial i tak sezon starczył mi na zaledwie 3, 4 dni, mimo że w tzw. międzyczasie oglądałam inne produkcje. Poza tym widzę same plusy. Zacznę od muzyki – ścieżka dźwiękowa świetnie jest dobrana do aktualnych wydarzeń w serialu. Poza tym, to kawał dobrej muzyki, która towarzyszyła mi swego czasu przez kilka dni. Podobało mi się też, że mimo faktu, iż to serial głównie o autystycznym Samie, możemy poznać bliżej każdą z postaci. Niewątpliwie na pierwszy plan wysuwa się główny bohater, jednak fajnie, że pozostali nie zostali potraktowani po macoszemu. Dzięki temu wiemy, jak każdy z osobna odbiera Sama i jak sobie radzi w, nierzadko niełatwych, kontaktach z nim. Co ważne, scenariusz został tu świetnie napisany i mimo że zdarzają się łzawe momenty, wszystko jest na miejscu.

NAJLEPSZY ODCINEK/SCENA

Sylwia: Nie pamiętam teraz, jaki tytuł miał ten odcinek, wydaje mi się, że był to szósty epizod… w każdym razie chodzi konkretnie o ten, w którym Sam robi listę rzeczy, po których pozna, że kocha Paige.

Mateusz: Skorzystałem ze ściągawki – ten odcinek nazywa się Pociąg do Miasta Rozkoszy.

Sylwia: O, właśnie, to był ten odcinek, dzięki za pomoc :). Bardzo podobało mi się, jak fajnie twórcy odnieśli poszczególne punkty z listy do dwóch pozostałych par serialowych: do rodziców Sama i do Casey i Evana, który ukradł tubę. W pamięć zapadł mi również bodajże trzeci odcinek, kiedy Casey dowiaduje się, że parę lat temu ich ojciec zostawił ich na osiem miesięcy. Bardzo dobrze wyszła twórcom klamra, w jakiej zamknęli ten epizod. Na początku odcinka mieliśmy siostrę Sama biegnąca z ojcem, która zwierza mu się ze wszystkich spraw, a na koniec, ją samą na drugi dzień biegnącą bez ojca, który bezskutecznie w tym samym czasie czeka na córkę w domu. Jednak ta musi się trochę zdystansować od ojca, mimo że przecież mu wybaczyła. Ale samo zapomnienie nie jest wcale takie proste.

Mateusz: Ja chyba nie potrafię wskazać jednego odcinka. W każdym były genialne momenty i chwile godne zapamiętania – wizyty Sama u jego cudownej terapeutki Julii, rozmowy w pracy z Zahidem, problemy Casey wynikające z możliwości przenosin do elitarnej szkoły, z dala od domu, pierwsze dobrowolne przytulenie ojca przez Sama, wściekła Paige dekapitująca pingwina czy też niepotrafiąca odnaleźć się w zupełnie nowej sytuacji Elsa.

Martyna: Chyba jednym z odcinków, który wywołał największy uśmiech na mojej twarzy, był ten, w którym Paige organizuje bal maturalny tak, by mógł się na nim pojawić Sam. Niesamowicie miłe było to, że bardzo chciała iść na bal ze swoim chłopakiem i zrobiła wszystko, aby mógł się na nim bawić bez odczuwania dyskomfortu. Jeszcze milsze natomiast było to, że uczniowie szkoły, nieważne jak postrzegali Sama, przyszli na ten bal i bawili się świetnie. Wiem, że to tylko serial, ale ze wzruszeniem oglądałam tę (nie)zwykłą ludzką dobroć i życzliwość. Oczywiście każdy odcinek miał w sobie coś, co mogłoby być powodem do umieszczenia go w tym akapicie, jednak to właśnie ten najmilej wspominam.

Sylwia; Masz rację, cichy bal to również scena – czy nawet odcinek – zasługująca na wyróżnienie. Za dużo było tych świetnych momentów!

NAJSŁABSZY ODCINEK/SCENA

Sylwia: Hmmm… Nie ma chyba odcinka, który wyróżnił się jakoś źle na tle innych. Natomiast pierwszy odcinek był chyba najsłabszy, ale wynika to po prostu z tego, że z każdym odcinkiem było tylko lepiej.

Mateusz: Nie, żeby było to słabe bądź odstające poziomem od reszty, ale wewnętrzny dyskomfort wywoływały we mnie sceny Elsy w barze i cały ten wątek. Oczywiście, były one niezbędne w tym sezonie – to w końcu dzięki nim nakręciła się finałowa intryga, która zresztą pozostawia nas z bardzo otwartym zakończeniem i oczekiwaniem na to, co przyniesie drugi sezon. Niemniej jednak nie odpowiadały mi te sceny i budziły we mnie jakieś wewnętrzne rozdrażnienie. Jasne – tak właśnie miało być. I owszem, twórcom to doskonale wyszło.

Martyna: Nie jestem w stanie wskazać żadnego.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Sylwia: Bardzo podoba mi się w serialu postać Casey – jej opryskliwość, surowość i ironiczne podejście do członków rodziny świetnie przeplatają się z jej szczerością, ogromną miłościa do nich i troską o Sama. Widać, że oddałaby wszystko dla dobra swojego brata, co często sprawia, że zapomina o swoim własnym życiu. W końcu była gotowa zrezygnować z wymarzonego stypendium, by nadal opiekować się bratem w szkole. Czasami oczywiście przesadza, jak wtedy, kiedy odstrasza Paige, jednak potrafi też przyznać się do błędu, kiedy okazuje się, że dziewczyna jednak naprawdę lubi Sama.

Jej chłopięca natura i sposób bycia mają również – jak mi się wydaje – wpływ na to, że o wiele lepszy kontakt ma z ojcem niż z matką. Z drugiej strony może wynikać to z tego, że matka, Elsa Gardner, niemal każdą wolną chwilę, od urodzenia Sama, poświęca właśnie jemu, a także dokształcaniu się w temacie autyzmu, uczestniczeniu na różnych spotkaniach, podczas grup wsparcia, itd. Ojciec nieco uciekał od tego tematu, trudno było mu znaleźć kontakt z synem, może stąd głębsza relacja z córką.

Mateusz: Muszę Ci zawtórować, ponieważ Casey podbiła moje serce praktycznie z marszu (chociaż w jej wypadku, to z biegu). Naprawdę świetnie rozpisana postać i jeszcze lepsze wykreowanie postaci przez Brigette Lundy-Paine. Casey jest jedną z tych bohaterek, które chcielibyśmy znać osobiście i w moim mniemaniu jest to wzór idealnej starszej siostry (choć Casey jest młodsza od Sama) – i się Tobą zaopiekuje, i opieprzy Cię bez litości, gdy zobaczy, że postępujesz idiotycznie. Jeśli Debra Morgan z Dextera ma jakąś młodszą wersję siebie – jest nią właśnie Casey Gardner.

Bardzo dobrą funkcję w serialu pełni odgrywany przez Nika Dodaniego Zahid. To bohater będący swoistym buforem bezpieczeństwa, oazą spokoju i katalizatorem śmiesznych sytuacji w serialu. Naprawdę ciepła postać, mająca w sobie mnóstwo dystansu i życzliwości tak do świata, jak i do bliskich mu osób. To też jedyny prawdziwy przyjaciel głównego bohatera i prawdopodobnie jedyny człowiek na ziemi, który traktuje Sama normalnie, a nie przez pryzmat jego autyzmu.

Martyna: Casey jest również moją ulubioną postacią. Chciałabym jednak bliżej przyjrzeć się matce – Elsie Gardner. Pisaliście, że irytowały Was sceny z tą postacią. Mnie również… i za to należy się ogromny plus twórcom serialu. Jej postać została bardzo ciekawie skonstruowana. To głównie ona od samego początku opiekuje się Samem, dodatkowo uczestniczy w grupach wsparcia, aby pomóc synowi lepiej funkcjonować w społeczeństwie. Paradoksalnie, to właśnie ona jest osobą, która najbardziej ogranicza Sama. Pomimo tego, że najlepiej powinna wiedzieć, jak ważna dla Sama jest socjalizacja i normalne traktowanie, cały czas obchodzi się z Samem jak z jajkiem. Jasne, z jednej strony trzeba ją zrozumieć, chce wszak, aby synowi było jak najlepiej, jednak czasami wydaje się, że próbując pomóc Samowi, bardziej dba o oswojenie własnych lęków związanych z synem i jego funkcjonowaniem w społeczeństwie. Z tego powodu Elsa jest bardzo ciekawą, choć, nie zaprzeczam, najbardziej irytującą postacią w całym serialu.

Sylwia: Racja – mnie też wiele scen z Elsą irytowało, ale przyznaję Ci absolutną rację – to świadczy jedynie o dobrej grze aktorskiej i dobrym scenariuszu, bo ta postać właśnie miała taka być. Ona, która najwięcej poświęciła dla Sama, dla której rodzina jest najważniejsza, która w zasadzie od momentu urodzenia Sama przestała być kobietą, przyjaciółką, żoną czy koleżanką, a zaczęła być po prostu matką autyka… ona, właśnie ta kobieta robi coś, co zatrząśnie fundamentami rodziny Gardnerów. Ale właśnie to w tym serialu jest najpiękniejsze, bo pokazuje, że nawet najlepszemu człowiekowi zdarzają się błędy i się potyka, nawet najbardziej idealna rodzina ma swoje sekrety, a bycie idealną matką potrafi sprowadzić człowieka na niespodziewanie śliskie i niebezpieczne tory…

Muszę się zgodzić również co do Zahida – choć nie pojawia się często i raczej w humorystycznych scenach, to jest to w moim mniemaniu postać absolutnie w serialu niezbędna właśnie przez to, że jak wspomniał Mateusz, jest to jedyna osoba, która traktuje Sama absolutnie normalnie, a on właśnie tego potrzebuje. Wiecie swoją droga, kogo Zahid mi trochę przypomina? Felixa z Orphan Black – i jeden, i drugi to ten, który zawsze rozładuje nawet najbardziej napiętą sytuację, choćby głupim żartem, ale jednocześnie w potrzebie okaże się prawdziwym przyjacielem.

AKTORSTWO

Sylwia: W zasadzie wszyscy spisują się świetnie. Keir Gilchrist w roli Sama wypada naprawde interesująco – jego gra nie jest przesadzona, a mimika na tyle oszczędna, na ile być powinna. Brigette Lundy-Paine w roli mojej ulubionej Casey wypada również świetnie, tworząc postać niezwykle naturalną i zapadająca w pamięć. Michael Rapaport kreujący postać ojca, Douga Gardnera, ma z całej rodziny chyba najmniej aktorsko do pokazania, ale nie znaczy to, że wypada źle – stworzył postać ciepłą, do której odczuwa się sympatię i której się kibicuje, choć nie da się ukryć, że również lekko… ciapciowatą… jeśli wiecie, o co mi chodzi.

Mateusz: Podzielam Twoje zdanie – prawie wszyscy grają bardzo dobrze, a do swoich ról zostali idealnie dopasowani podczas castingu. Grający sama Keir Gilchrist jest na tyle przekonujący, że musiałem szukać informacji, czy ten aktor nie ma jakiejś odmiany autyzmu, ale nigdzie na takową informację nie trafiłem. O perfekcyjnej Brigette Lundy-Paine już wspominałem. Drugi plan może nie powala na łopatki, ale jest przyzwoicie (Graham Rogers jako Evan jest troszkę niemrawy) bądź dobrze (Amy Okuda jako Julia sprawia, że możemy zrozumieć fascynację Sama, natomiast Jenna Boyd zyskuje naszą sympatię z czasem, ale gdy już ją ma, nie wyobrażamy sobie serialu bez Paige).

Sylwia: Nie zgodzę się co do aktorstwa Grahama Rogersa – moim zdaniem jego Evan ma taki być i ja go w pełni kupuję. Natomiast kompletnie nie przekonuje mnie Jennifer Jason Leigh w roli matki, Elsy Gardner. Kurcze, nie wiem, czego to kwestia, bo aktorka ta absolutnie nie gra źle, tego nie można o niej powiedzieć, ale nie wiem… jej aparcyja, jej aura… nie pasują mi w ogóle do matki Sama i Casey. Z czasem oczywiście można się do niej przyzwyczaić, ale nie uważam, by osoby odpowiedzialne za casting, wykonały dobrą robotę, obsadzając właśnie ją w tej roli. Ja bardziej bym tu widziała kogoś w stylu Felicity Huffman (choć możliwe, że po prostu za bardzo zapadła mi w pamięć jej rola wiecznie zapracowanej i obarczonej obowiązkami domowymi i opieką nad dziećmi Lynette z Gotowych na wszystko).

Mateusz: Ponownie przychodzi mi się z Tobą zgodzić. Ilekroć oglądam najbardziej znaną aktorkę z całej obsady, za każdym razem widzę tylko i wyłącznie demoniczną, szaloną i nieprzewidywalną Daisy Domergue z Nienawistnej Ósemki Tarantino i za nic nie potrafię się tego powidoku wyzbyć. Nie wiem, czy jest to wina aktorki, czy też tylko i wyłącznie moja, ale odnoszę wrażenie, że nawet mimika Jennifer Jason Leigh nie do końca odpowiada do nadopiekuńczej, nadwrażliwej i zapracowanej matki i żony. Może to kwestia wieku, ale aktorka straciła gdzieś swoją dawną, nieco milszą aparycję. Dlatego też uważam, że jest to jedyny nietrafiony wybór castingowy.

Martyna: Nie ma tutaj osoby, która wypada słabo. Oczywiście, na pierwszy plan wysuwa się Sam, chłopak gra znakomicie, czasami faktycznie można odnieść wrażenie, że aktor naprawdę cierpi na autyzm. Nie mogę się zgodzić z Sylwią i Mateuszem, jakoby wybór Jennifer Jason Leigh był nietrafiony. Moim zdaniem jej aparycja idealnie współgra z charakterem i sposobem zachowania Elsy. Raczej nie sądzę, aby twórcy serialu chcieli, aby była typową gospodynią domową, a właśnie matką z wieloma wadami, będącą przeciwwagą dla niemal idealnych pozostałych domowników. Bardzo spodobała mi się również kreacja aktorska, jaką stworzył Graham Rogers wcielający się w rolę Evana. Chłopak zagrał dość oszczędnie, jednak na tyle wyraziście, aby postać nieco zawadiackiego, a przy tym fajnego i normalnego chłopaka wypadła wiarygodnie, a widz mógł go polubić.

KWESTIE TECHNICZNE

Mateusz: Technicznie Atypowy niczym szczególnym się nie wyróżnia, ale to serial Netflixa, czyli automatycznie w głowach widzów zapala się zielona lampka, która sugeruje, że w tej materii wszystko musi być i będzie dobrze. I tak też jest z serialem Setha Gordona. Z pewnością należy docenić osoby odpowiedzialne za dobór scenografii, bo w Atypowym wszystko nie dość, że jest na miejscu, to jeszcze miejscami zdaje się być idealnie wpasowane w otoczenie, dając nam większą możliwość wsiąknięcia w klimat. Mam tu na myśli naprawdę dobrze urządzony dom, dbałość o to, aby w tle wisiały prawdziwe zdjęcia rodziny Gardnerów oraz zwrócenie uwagi na to, jak świat widzą osoby z autyzmem, dzięki czemu uporczywe barwy oraz ostre dźwięki i nam dają się we znaki.

Sylwia: Szczerze powiem, że takie aspekty jak muzyka czy zdjęcia nie zapadły mi jakoś szczególnie w pamięci – nie na tyle na pewno, by móc o nich teraz coś sensownego napsiać. Znam jednak siebie (a przynajmniej w pewnym stopniu) i wiem, że nie wynika to z faktu, że o kwestie te kiepsko zadbano, lecz z tego, że na tyle wciągnęła mnie fabuła i historie postaci, że mniej zwracałam uwagę na resztę. Fajne było to, o czym wspomniał Mateusz, że niektóre dźwięki były mocno podkręcone (na przykład brzęczący zamek skórzanej kurtki), byśmy wiedzieli, jak słyszy je Sam, a także nie brakowało zbliżeń na to, co chłopaka denerwowało. Pozwalało to lepiej zrozumieć głównego bohatera i choćby spróbować w jakimś tam ułamku odbierać świat tak jak on.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Mateusz: Atypowy wpisuje się w nurt komediodramatów obyczajowych, które z ręką na sercu można polecić wszystkim tym, którzy potrzebują wytchnienia od wielgachnych produkcji pokroju Gry o Tron czy The Walking Dead. Zamiast szaleńczej akcji i olbrzymich budżetów mamy tu kameralne plany, nienachalną obyczajówkę i całkiem przyjemny humor. Może serial ten nie bije autentycznością tak jak Togetherness braci Duplass, ale Atypowy to przyjemne doświadczenie. Tym bardziej że długość odcinków jest w sam raz, a pierwszy sezon jest stosunkowo krótki. Serialowi maniacy połkną historię Sama w jeden wieczór.

Sylwia: Mówisz, że nie bije autentycznością, jak Togetherness, ale zwróć uwagę, że dla nas – dla mnie, dla Ciebie i dla Martyny – codzienność rodziny Gardnerów nie jest zwykła, bo żadne z nas nie ma w rodzinie autyka i nie zmaga się na co dzień z tego typu problemami. Tymczasem serial braci Duplass charakteryzował się tą niesamowitą autentycznością właśnie przez to, że nie było w nim w z zasadzie nic, czego choć raz nie doświadczyłby zwykły człowiek lub przynajmniej zaobserwował u swoich bliskich. Obie te produkcje jednak świetnie sprawdziły się, robiąc to, co chyba sobie obrały za cel – Togheterness opowiadające niby o niczym, o zwyczajności, było niezwykłą produkcją, a Atypowy  opowiadając o niezwykłej (dla większości widzów) rodzinie, tworzy dość zwykły klimat, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, co sprawia, że jest również niezwykły.

Martyna: Atypowy to kolejna po 13 powodach produkcja Netflixa zaklasyfikowana jako serial młodzieżowy. Każdy z tych seriali opowiada o sprawach niezwykle istotnych – w wypadku 13 powodów było to samobójstwo młodej dziewczyny, z kolei Atypowy oswaja i tłumaczy widzowi sposób postrzegania świata przez osobę autystyczną. Bardzo jednak mógłby się pomylić ktoś, kto stwierdzi, że są to seriale tylko dla nastolatków. We mnie, jako w dorosłym widzu, obydwa te seriale poruszyły jakieś głęboko ukryte struny i coś zmieniły w sposobie postrzegania rzeczywistości. Wszystkie osoby zaangażowane w tę produkcję zasługują na brawa, bo serial nie ma żadnych słabych stron, a ja z niecierpliwością czekam na kolejny sezon.

Sylwia: Atypowy to produkcja w pewien sposób innowacyjna, bo jak to już zostało wspomniane, opowiada o autystycznym chłopaku, który pragnie i próbuje wieść normalne życie – walczy o to zarówno on, jak i jego rodzina. Nie widzimy tu geniusza ani niezdolnego do samodzielnego życia, bo ograniczonego przez autyzm, młodego mężczyzny. Widzimy Sama, którego autyzm ma dość lekka odmianę – gdyby nie nadopiekuńczość matki, mógłby spokojnie stawiać krok po kroku na drodze do samodzielności… co zresztą z pomocą terapeutki robi w serialu. Jednak o ile produkcja nie ma na celu sprawienie, byśmy współczuli Samowi i postrzegali go jako odmieńca (a wręcz przeciwnie), to przy całej swojej „normalności” serial jakby od niechcenia wskazuje na to, że nawet najlżejsza odmiana autyzmu potrafi niesamowicie utrudnić życie, a kilka normalnych dni potrafi zostać nagle przełamanych jakimś „incydentem” i o tym także nie można zapominać. Świetnie się oglądało dzieło Netflixa w dużej mierze właśnie przez to wyważenie, jakby twórcy w każdym odcinku po cichu szeptali nam do ucha: „Nie traktuj go jak trędowatego, bo to normalny człowiek, ale miej dla niego nieco większą wyrozumiałość, bo niektóre bodźce odbiera sto razy mocniej niż ty, natomiast niektóre niuanse w relacjach międzyludzkich wciąż są dla niego niezrozumiałe”.

NADZIEJE NA KOLEJNY SEZON

Mateusz: Oczywiście największa nadzieja wiąże się z tym, aby kolejny sezon w ogóle powstał. Nie śledzę słupków popularności, dlatego nie wiem, jak poradził sobie Atypowy w zalewie premier (nawet tylko tych Netflixowych), ale mam szczerą nadzieje, że nie będzie to kolejny serial, który dobrze się zaczął tylko po to, by nigdy nie dostać kolejnego sezonu. Poza tym? Nie mam szczególnych wymagań. Po prostu chętnie obejrzę rozwinięcie wszystkich poruszonych w pierwszym sezonie wątków, bo każdy był interesujący i każdy bohater zasługuje na rozwinięcie wątków. W zasadzie to tyle ;). A Wy jak do tego podchodzicie?

Martyna: Zgadzam się z Tobą. W tym wypadku nie mogę oczekiwać, że coś zostanie poprawione, wątki zostaną poprowadzone ciekawiej czy bohaterowie będą zachowywać się bardziej logicznie. Serial jest bardzo dopracowany i, po prostu, dobrze się go ogląda. Tak więc największym moim życzeniem, co do kolejnego sezonu, jest samo ukazanie się go. Już zdążyłam się polubić z bohaterami Atypowego i nie chciałabym kończyć tych “znajomości”. Tak więc, Netflix – do dzieła!

Sylwia: Ja również mam szczerą nadzieję, że drugi sezon powstanie – nawet nie musi być lepszy od pierwszego – niech po prostu utrzyma poziom i już będzie idealnie. Chciałabym w drugim sezonie zobaczyć, jak rozwija się wątek Sama i Paige, bo wydaje mi się, że ta para może mieć spore nadzieje na przyszłość. Poza tym, wiadomo – sezon pierwszy zakończył się tak, że chyba wszyscy chcemy wiedzieć, jak to wpłynie na rodzinę Gardnerów, co się u nich zmieni i jak z tym wszystkim poradzi sobie Sam. No cóż… pozostaje trzymać kciuki i czekać.

Fot.: Netflix

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.