Filmy,Wielogłos

Wielogłosem o…: “Czarny węgiel, kruchy lód”

Odrywamy się na chwilę od oscarowej gorączki, chociaż dzisiaj będziemy omawiać film, który również otrzymał prestiżowe wyróżnienie. „Czarny węgiel, kruchy lód” został wyróżniony statuetką Złotego Niedźwiedzia w kategorii Najlepszy Film Roku 2014, a mimo to zniknął gdzieś wśród hollywoodzkich premier. Nasi redaktorzy o nim jednak nie zapomnieli i znaleźli czas, aby przekonać się, czy film rzeczywiście zasługuje na tak wielkie wyróżnienie. Tekst zawiera spoilery!

WRAŻENIA OGÓLNE

Patryk Wolski: Nie znam się na chińskim kinie. Nie wiem, czy umiałbym wyliczyć na palcach jednej ręki tytuły filmów, które kojarzą mi się z kinematografią tego ogromnego państwa, tak oddalonego od nas geograficznie, jak i kulturowo. Obawiałem się konfrontacji z produktem, którego nie zrozumiem i nie będę w stanie docenić. Ale o dziwo, „Czarny węgiel, kruchy lód” to obraz, któremu zaskakująco blisko jest do zachodniego postrzegania filmów kryminalnych. Sam początek filmu jest na wskroś hollywoodzki: oto widzimy policjanta, który powoli stacza się w rynsztokowy niebyt – odchodzi od niego żona, a głośna sprawa tajemniczego zabójstwa jest jego osobistą klęską. 5 lat po tych wydarzeniach Zhang Zili nie jest już policjantem, lecz wraz z przypadkowym spotkaniem z byłym współpracownikiem, nierozwiązana zagadka śmierci nie daje mu spokoju. Postanawia więc zająć się sprawą osobiście. Hmm… brzmi jakby znajomo, prawda?

Mateusz Cyra: Podobnie jak Ty – nie miałem do tej pory styczności z chińskim kinem na tyle, żebym mógł wyznaczyć jakieś jego cechy charakterystyczne. A film może Ci się kojarzyć ze stylistyką hollywoodzką, ponieważ Yi’nan Diao postanowił swoim filmem zabawić się konwencją i nawiązać do stylistyki noir, niegdyś niezwykle popularnej. Wszak w „Czarnym węglu, kruchym lodzie” nie ma jasnego oraz konsekwentnego podziału na dobro i zło, a w samym filmie jest mnóstwo kontrastów oraz ujęć miasta nocą (wraz z obowiązkowymi najazdami kamery na neony). No i jest pewna – niezwykle istotna – kwestia. Mianowicie główną osią, wokół której obraca się film jest przecież Zhizhen Wu – bohaterka idealnie wpasowująca się w definicję femme fatale, a przecież nierzadko tego typu kobiety były głównymi znakami rozpoznawczymi dla kina noir.

20143347_5

PLUSY I MINUSY FILMU

Patryk: „Czarny węgiel, kruchy lód” to trzymający w napięciu kryminał, który ma wszystko, co trzeba – ciekawego, nieszablonowego bohatera głównego, tajemniczego przestępcę, sieć podejrzanych oraz zwroty akcji, które wywracają film do góry nogami. Podobało mi się, że film nie zawsze mówił wprost, ustami bohaterów, co właśnie zaszło. Rozwód głównego bohatera zauważamy tylko dzięki temu, że jego żona bez słowa podaje mu papiery rozwodowe. Nie widzimy też, jak dokładnie stoczył się Zhang Zili, ale widz bardzo łatwo może dodać sobie dwa do dwóch. Wiele scen opartych jest na oszczędnych dialogach i gestach, dlatego uważne oglądanie filmu i zwracanie uwagi na detale jest niezbędne. Może właśnie przez moje gapiostwo z początku nie umiałem zrozumieć ogromnego wykręcenia fabuły mniej więcej w połowie filmu – nie umniejszam mu jednak skuteczności, bo był fenomenalny!

Mateusz: Największym plusem dzieła Yi’nan Diao jest dla mnie z pewnością jego sukcesywne oddawanie hołdu gatunkowi noir. Gdyby ktoś uparł się i obejrzał „Czarny węgiel, kruchy lód” ze słownikową definicją filmu noir, znalazłby w nim ogrom odniesień oraz zagrań typowych dla tego stylu. Wspomniałem zresztą o tym wcześniej ja oraz wyżej Patryk. Podobać może się tutaj również inność, której przecież nie doświadczamy w kinie tak często. A dla europejskiego widza Yi’nan Diao ma sporo niespodzianek, które będą dla niektórych ogromnymi atutami, tak samo jak dla innych będą mocnymi wadami, które odbiorą radość z seansu. Do takich można z pewnością zaliczyć powolne sceny, wydłużone momentami do granic możliwości. W filmie jest również niemało wydarzeń, które nie do końca mają – lub mogą mieć – znaczenie.

 

NAJLEPSZA SCENA

Mateusz: Moimi faworytami są wszystkie sceny, które ze statycznych wręcz momentów w ułamku sekundy tworzyły obrazy niezwykle dynamiczne, obfitujące w ogrom wydarzeń. Do takich zaliczyć trzeba z pewnością morderstwo policjanta łyżwami (intrygująca i dość mocna scena). Urzekła mnie również ta, w której widzimy most, na nim człowieka i zrzucane przez niego  poćwiartowane zwłoki na przejeżdżający pod mostem pociąg towarowy.

Patryk: Zgodzę się z kolegą wyżej, że scena z łyżwami jest świetna. Od tego momentu robiło się tylko mroczniej.

 

NAJGORSZA SCENA

Mateusz: Prawdopodobnie będzie to ta, w której główny bohater – będąc w stanie wskazującym – spóźnia się do pracy i wraz z kolegami stroją sobie żarty z koleżanki w pracy, aż dochodzi do tego, że niewinna z początku zabawa przemienia się w dosyć nachalny i nieprzyjemny incydent. Mocno zapadło mi to w głowie i dało do myślenia, że Chiny prawdopodobnie w dalszym ciągu odbiegają od europejskich standardów traktowania drugiego człowieka.

Patryk: Nie ma według mnie tu scen fatalnych, ale jest kilka… dziwnych. Do takich zaliczę ostatnią scenę filmu, w której widzimy odpalane w biały dzień fajerwerki.

05-blackcoal

EWENTUALNE DZIURY FABULARNE

Patryk: Jak już pisałem wyżej, w kluczowych momentach zabrakło mi jaśniejszego wytłumaczenia, co właściwie się dzieje i na czym stoję. Raz miałem wrażenie, że z obrazu wycięto scenę, która trzymałaby całą fabułę w ryzach. Ale jak mówię – może to tylko moje niedopatrzenie? Jestem pewien, że Mateusz mnie poratuje wyjaśnieniem. Odnoszę również wrażenie, ze film był dla mnie w pewnych aspektach niezrozumiały, bo nie jestem zaznajomiony z życiem codziennym w Chinach, gdzie ponoć konflikty rodzinne i sąsiedzkie często kończą się właśnie w sposób tragiczny. Może kulturoznawca lepiej zrozumiałby to, co się dzieje na ekranie, ja jednak byłem chwilami zagubiony.

Mateusz: Rozumiem Twoje zagubienie, bo sam też miewałem momenty dezorientacji. Nie do końca wszędzie mi jedno wynikało z drugiego i czasami brakowało mi mostu między poszczególnymi scenami. Nie jestem do końca pewny, czy jest to ze strony reżysera jakiś kolejny zabieg, mający na celu nawiązanie do stylistyki noir, czy po prostu tym cechuje się kino chińskie. Oczywiście nie jest tak, że widz oglądając film, błądzi niczym dziecko we mgle. Nie, tutaj wszystko jest zrozumiałe, jednak widz nie dostaje wszystkiego podanego na tacy, a w filmie zdarzają się też przerywniki zupełnie nic nie wnoszące, jak np. samochód przejeżdżający zaśnieżoną drogą czy widok na zatrzymujący się na stacji pociąg.

20143347_2

EFEKTY SPECJALNE/SPRAWY TECHNICZNE

Patryk: Efektów specjalnych w filmie nie ma – no, może poza fajerwerkami. Praca kamery niczym nie zaskakuje, chociaż zdarzają się momenty, w którym obraz nagrywany jest z perspektywy jadącego motocyklu. Więcej uwag jednak nie mam.

Mateusz: No tak, fajerwerki są aż nadto podrasowane, żeby uznać je za naturalne. Choć kto wie. Kamera w wielu ujęciach – podobnie jak zabiegi fabularne – kieruje ukłony w stronę kina noir. Często bohaterowie nie są najważniejszym elementem sceny, a zamiast tego wydają się być jedynie elementem większej całości – jak np. scena pojmania przestępców w salonie fryzjerskim. Dominują również ujęcia zza pleców bohaterów bądź – niezbyt często wykorzystywane w kinie znanym europejczykom – najazdy kamery na jedno wydarzenie z dwóch różnych perspektyw, jak choćby w scenie pościgu oraz pojmania głównego podejrzanego.

 

AKTORSTWO

Patryk: Mam tu ciężki orzech do zgryzienia. Chińczycy grają dla mnie zbyt statycznie, ociężale i ospale. Gra twarzą właściwie nie istnieje, a nagłe wybuchy emocji, jak śmiech czy płacz, są wręcz niepokojące. Gdy pod koniec filmu pojawia się scena, w której Zili Zhang nieudolnie tańczy, nie wiedziałem czy śmiać się, czy płakać. Fan Liao mimo wszystko stworzył ciekawą kreację upadłego policjanta, który pragnie powrócić do życia i coś sobie udowodnić. Ukoronowaniem jego roli jest Srebrny Niedźwiedź roku 2014. Lun Mei Gwei i Xuebing Wang już nie są tak wyrazistymi aktorami i mimo ważnych dla fabuły ról, nie powalają.

Mateusz: Akurat dla mnie scena tańca Zhanga – mimo, że tańca kompletnie nieudolnego – jest dla mnie bardzo przyjemnym sposobem na ukazanie, że oto bohater wreszcie czuje się spełniony i w jakiś sposób szczęśliwy. Mrok, który go gnębił od kilku lat, wreszcie zniknął. Lepsze to niż tandetne i oklepane łzy czy powiewająca w tle flaga. Zgodzę się natomiast co do statyczności aktorów. Może na tym polega stylistyka kina chińskiego, ale momentami strasznie mnie to irytowało. Przez długi czas bohaterowie zdawali się być apatyczni, jakby oderwani od wydarzeń, by po chwili wybuchnąć panicznym okrzykiem, zanieść się szlochem, czy nieartykułowanie krzyknąć. Dla mnie aktorstwo w tym filmie było zestawieniem skrajności. Z jednej strony właśnie duże stonowanie oraz granie „na chłodno”, by z drugiej strony niektóre gesty i czyny były jedną wielką hiperbolą. Fan Liao faktycznie wykreował ciekawą postać, nie musząc przy tym popadać w aktorską przesadę.

 07-blackcoal

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Patryk: Ten film to właściwie spektakl trzech postaci: byłego policjanta Zili Zhanga, wdowy Wu Zhizhen i tajemniczego nieznajomego. Rozgrywka tocząca się między tymi trzema nieustępliwymi charakterami jest fantastyczna i pełna sprzeczności, trudnych wyborów oraz poświęcenia. Ich motywy działania nie zawsze są jednoznaczne dla widza i zmieniają się wraz z perspektywą, którą postrzegamy oczami eks-funkcjonariusza. Chciałoby się również dużo powiedzieć na temat czarnego charakteru, ale po prostu nie wypada zdradzać takich rzeczy przy omawianiu kryminału.

Mateusz: Polubiłem Zili Zhanga. To skomplikowany człowiek, zniszczony przez służbę w policji oraz sprawę, której nie udało mu się rozwiązać. Zniszczony do tego stopnia, że popadł w alkoholizm (który jednak mógł być w filmie odrobinę lepiej ukazany) i życiową apatię. Po latach od zakończenia służby w jego życiu brakuje celu, który mógłby popchnąć jego życie w którąś stronę. Dlatego też jego późniejsze wybory są tak intrygujące i niepokojące zarazem.

Z_Black-CoalSurtseyFilms-2

PODSUMOWANIE

Patryk: „Czarny węgiel, kruchy lód” był dla mnie miłym zaskoczeniem. Nie odpychała mnie odmienność kulturowa chińskiej kinematografii, chociaż egzotycznie brzmiące imiona i sam język oraz jego fonetyczna „inność” nieco mnie krępowały. Sama fabuła przyciąga uwagę i nawet nie musiała się starać, żeby mnie zaintrygować: z miejsca kupiłem opowieść o nieszczęśliwym mundurowym, który za wszelką cenę pragnie zmazać z siebie lata upadku. Ten film nie jest jakąś tam ciekawostką, lecz zasłużonym laureatem prestiżowej nagrody i warto zwrócić na niego uwagę, gdyż może się on okazać lepszym filmem od niektórych nominowanych do Oscara produkcji.

Mateusz: Wielokrotnie podczas seansu łapałem się na tym, że nie czytam napisów (staram się tego unikać w filmach anglojęzycznych), aby po chwili uświadomić sobie, że nic nie rozumiem i muszę daną scenę przewijać. Dlatego rozumiem Twoje skrępowanie i swoistą ostrożność, bo mi jej miejscami zabrakło. Ja po zwycięzcy zeszłorocznego Berlinare spodziewałem się całkiem sporo. Czy film spełnił moje oczekiwania? I tak, i nie. To dobra historia, fajna zabawa kinem oraz miły ukłon w stronę niemal zapomnianego dziś gatunku noir, jednak nie jestem w stanie powiedzieć, że seans mi się nie dłużył oraz że było to niezapomniane widowisko. Niektóre sceny na długo zapadną mi w pamięci, ale jak dla mnie znalazło się w filmie zbyt wiele dłużyzn, które zwyczajnie nie były filmowi do niczego potrzebne. I tak „Czarny węgiel, kruchy lód” to z pewnością film lepszy od niektórych „oscarowych” filmów.

Ocena Mateusza: 6,5/10

Ocena Patryka: 6,5/10

Fot.: aurorafilms.pl

Podobne wpisy:

Komentarze: 1

  1. Versus 25 marca, 2020 at 03:22 Odpowiedz

    Fajerwerki na koniec filmu to nawiązanie do oryginalnego chińskiego tytułu, który tłumaczy się na Daylight Fireworks. Na angielskiej wikipedii jest wytłumaczenie reżysera o co chodziło i czemu chiński tytuł różni się od tego na potrzeby zachodniej dystrybucji.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *