Przebudzenie Mocy

Wielogłosem o…: „Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy”

Gdy w latach siedemdziesiątych George Lucas zrealizował Gwiezdne wojny, w założeniu B-klasowy film z gatunku Space Opera będący kosmiczną baśnią o walce dobra ze złem, nikt nie przypuszczał, że seria rozrośnie się do takich rozmiarów, wywróci i na nowo zdefiniuje rynek filmowy, stanie się jednym z największych i najbardziej rozpoznawalnych uniwersów w historii kina i urośnie do rangi fenomenu na niespotykaną dotąd skalę. Na przełomie wieków twórca powrócił do swojego dzieła, wywołując światową histerię i puszczając w ruch samonakręcającą się machinę oczekiwań. Te były tak duże, że nowe filmy już na starcie stały na straconej pozycji, ale i tak fani wypełniali kinowe sale po brzegi i powtarzali seanse wielokrotnie, by przekonać samych siebie o jakości nowych filmów. Po 6 kinowych epizodach Gwiezdne wojny miały już nigdy nie wracać na wielki ekran w tej formie, ale niemal dekadę później ojciec całej franczyzy sprzedał prawa do marki Disneyowi i doczekaliśmy się kolejnej powtórki. Machina promocyjna poszła w ruch na niespotykaną dotąd skalę. Bilety sprzedawały się z dwumiesięcznym wyprzedzeniem, serwery kin nie wytrzymywały oblężenia, ludzie masowo nacierali na kinowe kasy. Przez ostatnie kilka miesięcy ciężko było znaleźć sklep, który nie oferowałby towaru z logo Star Wars, a oczekiwania względem nowych filmów znów urosły do niewyobrażalnych rozmiarów. Tydzień po premierze wiadomo już, że Przebudzenie Mocy pobiło niemal wszystkie kasowe rekordy, a kilka nowych ustanowi pewnie w najbliższych dniach. Czy da się ten film ocenić na chłodno? Czy możliwa jest obiektywna ocena i spojrzenie z dystansu? Jak ostatecznie wypada powrót do historii zapoczątkowanej niemal cztery dekady temu? O tym porozmawiali w wielogłosie Michał i Hubert.

WRAŻENIA OGÓLNE

Michał Bębenek: Wiedziałem, że J.J. Abrams podoła zadaniu i w zasadzie byłem o to spokojny. Nie pomyliłem się co do niego. Teraz, po seansie w kinie, jestem w stanie stwierdzić, że Przebudzenie Mocy jest godnym następcą Powrotu Jedi i spuścizny całej “starej” trylogii. Było dokładnie tym, czym nie było Mroczne Widmo, a czym być powinno. Widocznie wystarczyło odsunąć Lucasa od jego kreacji, aby nadać blasku, którego zabrakło w epizodach 1-3. Nowe postacie okazały się ciekawe, a stara gwardia jeszcze nie zardzewiała i każde pojawienie się dawnych bohaterów wywoływało uśmiech na twarzy. Film Abramsa obejrzałem z wielką przyjemnością i zdecydowanie chcę więcej!

Hubert Spandowski: Nie przypominam sobie, czy przeczytałem kiedyś jakąś informację, która wywołałaby u mnie większe emocje niż ta o sprzedaniu Lucasfilm i planach na trzecią trylogię. Tego samego dnia dowiedziałem się, że będę miał bliźniaki i już sam fakt, że zupełnie naturalnie zestawiam ze sobą te dwie informacje jako równoważne, pokazuje skalę całego wydarzenia. Nie bałem się tego, że filmy mogą okazać się katastrofą, bo już raz katastrofę przeżyliśmy i nie zmieniło to nic w moim stosunku do całej franczyzy. Ewentualna klapa w żaden sposób nie wpłynęłaby na wielkość oryginalnej trylogii, jej wpływ na kolejne pokolenia i kształtowanie wyobraźni filmowców, którzy przez następne dekady tworzyli dzieła w większym lub mniejszym stopniu bazujące na Gwiezdnych wojnach. Kolejne filmy z tego uniwersum to odrodzenie całej otoczki, którą mogliśmy obserwować w ostatnich miesiącach. To nowe pokolenie fanów, którym oryginalna trylogia ma już znacznie mniej do zaoferowania niż ich odpowiednikom sprzed 30-40 lat. I tylko dlatego jestem w stanie zaryzykować ewentualne kolejne rozczarowanie i dać się porwać tej fali. Ostatecznie jednak daleki byłem od rozczarowania. Zdaję sobie sprawę, że ten film ma też sporo wad, ale z kina wyszedłem zachwycony… tak samo za pierwszym, jak i za drugim, trzecim czy czwartym razem.

gwiezdne wojny pierwsze

PRZEBUDZENIE MOCY A POPRZEDNIE CZĘŚCI

Michał: Epizod VII rozgrywa się wiele lat po wydarzeniach z Powrotu Jedi, po Imperium zostały już tylko wraki rozrzucone po różnych planetach, jednak w galaktyce nie panuje pokój. Rolę tych złych przejął Najwyższy Porządek, organizacja która jest w zasadzie kalką Imperium, korzystającą z takich samych technologii (Szturmowcy, TIE Fightery, Gwiezdne Niszczyciele, tajemniczy Snoke – nowy “Imperator” i posługujący się ciemną stroną Mocy odpowiednik Vadera – Kylo Ren). W opozycji do nich staje ruch oporu, czyli właściwie stara, dobra Rebelia, pod wodzą niegdysiejszej księżniczki, a obecnie generał Lei. Luke Skywalker zaginął wiele lat temu i nikt nie był w stanie go odnaleźć, a staje się to jednym z głównych celów obu stron konfliktu. Po raz kolejny kluczową rolę odgrywa niepozorny droid – BB-8 (którego po prostu nie sposób nie polubić), przechowujący w swojej pamięci mapę z miejscem pobytu ostatniego Jedi. W sam środek akcji, właściwie przypadkiem wplątują się Finn i Rey, czyli były szturmowiec, który zdezerterował z armii Najwyższego Porządku, oraz poszukiwaczka złomu z pustynnej planety (choć tym razem nie jest to Tatooine). Jest więc w Przebudzeniu Mocy wiele elementów, które może nie tyle są kopią tych już znanych z poprzednich części, ale raczej hołdem dla starych Gwiezdnych Wojen. No i powiedzmy sobie szczerze, epizod VII oglądało się z wypiekami na twarzy, ale dopiero moment, w którym pojawiają się Han Solo i Chewbacca, wywołał prawdziwą euforię i związaną z nią myśl – to dzieje się naprawdę, to prawdziwe, nowe Star Warsy!

Hubert: Michał doskonale nakreślił zarys fabuły filmu i ja się zgadzam, że Przebudzenie Mocy jest powrotem marki w wielkim stylu. To są prawdziwe Gwiezdne wojny. Może trochę zbyt podobne do prawdziwych, ale o tym więcej za chwilę. Uważam jednak, że ten film zawiódł też na kilku płaszczyznach i bez większego problemu potrafię wskazać, w czym był on gorszy od prequeli. Trochę żałuję, że Abrams tak bardzo się od nich odciął, bo choć ich jakość jest jaka jest, to jednak te filmy powstały i stanowią część tego uniwersum. Nawiązań do klasycznej trylogii jest tutaj całe mnóstwo. Od smaczków i żartów słownych po całe sceny. Nawiązań do prequeli nie uświadczymy i ja wiem, że takiego ducha Anakina (który był w planach) fani mogliby źle odebrać po podmienieniu go w edycji specjalnej Powrotu Jedi, ale mam nadzieję, że w przyszłych częściach kilka takich drobiazgów się znajdzie (doskonałym motywem spajającym całość byłaby popularna wśród internautów teoria dotycząca tożsamości Snoke’a). W moim przypadku „poprzednie części” to nie tylko sześć kinowych epizodów. Nowe filmy skasowały dotychczasowy kanon, który tworzyły książki, komiksy czy gry i choć jakość tych historii często pozostawiała wiele do życzenia, to jednak było to uniwersum tworzone przez kilka dekad i wiele osób te kilka dekad swojego życia mu poświęciło. Jest zatem sporo fanów całego uniwersum patrzących na film właśnie pod tym kątem – jako na twór wprowadzający coś nowego kosztem starego, a skoro wprowadza coś nowego, to powinno to być lepsze niż to, co było do tej pory. Na chwilę obecną ten film nie wychodzi z tego obronną ręką. Przebudzenie Mocy to szybka przygodówka, w której akcja galopuje z prędkością światła, ale nie ma czasu na poznawanie świata i sytuacji w galaktyce. Z jednej strony to dobrze. Na filmie bawimy się doskonale, a prequele pokazały, że w temacie ekspozycji można grubo przesadzić. Z drugiej strony ten film dostarcza dużo rozrywki, pozwala cieszyć się nim i na nowo odkryć w sobie dziecko, ale na dłuższą metę nie daje wiele więcej. Oczywiście to jest tylko wstęp do całej historii i tak też trzeba go traktować. Tak naprawdę na ostateczną ocenę przyjdzie czas za 4 lata, kiedy opowieść będzie kompletna. Na chwilę obecną czuję jednak pewien niedosyt pod tym kątem.

gwiezdne wojny miecz

PLUSY I MINUSY FILMU

Michał: Można było zauważyć, że to film od fana (którym przecież jest Abrams) dla fanów. Było wszystko, czego wielbiciel starej trylogii mógł zapragnąć. Było co prawda kilka niedociągnięć i lekko nieprawdopodobnych zwrotów akcji (o czym napiszę później), ale w żadnym stopniu nie przyćmiło to radości z oglądania. Być może jestem jeszcze zbyt świeżo po seansie i emocje nie zdążyły opaść, ale na tę chwilę bardzo trudno mi wskazać jakiekolwiek minusy. Chyba tylko to, że film trwał tylko dwie godziny, bo zdecydowanie chciałoby się więcej. Hubert, Ty zaliczyłeś już więcej seansów, może więc Tobie prędzej uda się wskazać jakieś wady.

Hubert: Największą wadą tego filmu jest muzyka. To był zawsze bardzo charakterystyczny element całej sagi i pod tym kątem prequele zjadają ten film na śniadanie. W poprzednich Gwiezdnych wojnach w zasadzie można było wyłączyć dialogi (w takim Ataku klonów to by wyszło zdecydowanie na plus) i muzyka wraz z obrazem opowiadała te historie. Tutaj tego nie ma. Gdy ogłoszono, że to John Williams będzie znów odpowiedzialny za tę część filmu to wśród fanów wybuchła oczywista euforia, ale niestety wyszło to co najwyżej poprawnie. Muzyka w Przebudzeniu Mocy jest sobie gdzieś w tle i to jest jej jedyny plus. Co jakiś czas dostajemy jakiś stary motyw i wtedy robi się fajnie, ale po czterech seansach nie jestem w stanie zanucić nawet pięciu sekund z żadnego nowego motywu.

Drugim minusem jest dla mnie fakt, że w Przebudzeniu Mocy mamy zdecydowanie za dużo Nowej nadziei. Ten film jest w zasadzie sequelem, który jest remakem. Zwykle lubię takie zagrania, ale niekoniecznie w przypadku Gwiezdnych wojen. Rozumiem wzorowanie się na starych filmach, rozumiem hołd im oddany, rozumiem mnóstwo smaczków, mniej lub bardziej ukrytych, a nawet oczywistych i walących po oczach i uszach nawiązań. Nie rozumiem natomiast, dlaczego zrobiono film, który punkt po punkcie idzie dokładnie tą samą drogą. To nie jest jakiś wielki zarzut, bo zrobiono to dobrze, ciekawie i widowiskowo, ale tak jak pierwsza połowa filmu jest doskonała, tak druga to jest taka trochę Nowa nadzieja robiona na szybko i pisana na kolanie. Poza tym fajnie byłoby dostać coś nowego, a nie odgrzewany kotlet… smaczny, ale jednak odgrzewany.

gwiezdne wojny ta laska na pustyni

NAJLEPSZA SCENA

Michał: Każda scena, w której po raz pierwszy pojawiał się ktoś ze “starej gwardii”. Były to momenty wielce radujące serce, a do tego wypadły bardzo naturalnie. Oczywiście duża w tym zasługa obsady, która pozostała niezmieniona, dzięki czemu naprawdę widać upływ tych trzydziestu lat.

Hubert: Zgadzam się z Michałem. Abrams bardzo dobrze rozplanował kolejne „wejścia na scenę” starej gwardii i dla mnie to jest najmocniejszy punkt filmu. Co najważniejsze, gra to doskonale z nową historią, bo gdyby film miał do zaoferowania tylko starych ramoli, to byłaby trochę mało. Gdybym miał wybrać tę jedną scenę, to będzie to dłuższa sekwencja ucieczki z Jakku. Włącznie z poznaniem się dwójki nowych bohaterów – Rey i Finna – ich ucieczki z planety, wejścia na scenę Sokoła Millennium (niby można było się tego domyślić po trailerach, ale wszystko działo się tak szybko, że kiedy pojawia się Sokół, to już do końca całej akcji miałem uśmiech od ucha do ucha), dialogi na linii Rey-Finn-BB-8, wejście na scenę Hana i Chewiego i cała akcja aż do kantyny Maz Kanaty.

Sceną, która najlepiej zapada w pamięci, a jednocześnie nie gra na nostalgicznych akordach, jest wizja Rey. Jest to budowanie czegoś nowego. Wszystkie jej smaczki odkrywa się stopniowo, kawałek po kawałku, wraz z kolejnymi seansami. Ta scena rzuca nam najwięcej światła na nową główną postać, a jednocześnie pozostawia tyle w cieniu, że przez najbliższe 2 lata możemy jedynie bawić się w domysły i dyskutować na temat tożsamości i przeszłości bohaterki.

gwiezdne wojny han solo i ten drugi

NAJGORSZA SCENA

Michał: Wskażę tutaj najgorszą w moim mniemaniu scenę pod względem emocjonalnym. Zaznaczam jednak, że nie chodzi o scenę najsłabszą, a raczej o taką z kategorii “niee! dlaczego to zrobiliście! to się nie godzi!”. Ci, którzy film widzieli, zapewne domyślają się, o jaką scenę mi chodzi. Tym, którzy nie oglądali jeszcze epizodu VII, oszczędzę największego możliwego spoilera.

Hubert: W tym przypadku nie zgodzę się z Michałem. Scena, o której pisze, była faktycznie oczywista (choć moim zdaniem dobrze poprowadzona i fajnie zagrana), ale myślę, że moglibyśmy przeprowadzić na jej temat bardzo długą i burzliwą dyskusję choć to raczej nie w tym miejscu. Tak czy inaczej liczyłem właśnie na takie rozwiązania od momentu ogłoszenia pracy nad nowymi filmami. Dla mnie natomiast najgorsza jest nie tyle jakaś jedna konkretna scena, co cały motyw bazy Starkiller. Trzeci raz dostajemy to samo. Trzeci raz „Gwiazda śmierci”. Tym razem wyjątkowo głupio działająca, ale to detal. Trzeci raz zostaje zniszczona w taki sam banalny sposób. Tym razem dodatkowo bez planu… albo z planem tworzonym na kolanie. Pełnym zbiegów okoliczności i uproszczeń. Naprawdę w tym temacie można było wymyślić coś innego. Przebudzenie Mocy ma już wystarczająco dużo ducha i nawiązań do starej trylogii. Wycięcie wątku bazy Starkiller i zastąpienie jej… czymkolwiek innym, wyszłoby filmowi na plus. Inna sprawa, że przy Powrocie Jedi nikt nie krzyczał „Litości! Znów Gwiazda Śmierci”, więc skoro przeszło dwa razy, to czemu nie trzeci :-).

gwiezdne wojny zły i biali

EWENTUALNE DZIURY FABULARNE

Michał: Wiadomo, że Przebudzenie Mocy jest zaledwie początkiem zupełnie nowej trylogii i nie wszystkie karty jeszcze zostały odkryte, jednak rozwój umiejętności jednej z postaci, moim zdaniem nastąpił trochę za szybko. W tym miejscu pojawią się spoilery, więc dla tych, którzy jeszcze nie widzieli filmu, to dobry moment, żeby przeskoczyć do następnego akapitu. Mianowicie, chodzi mi o Rey i jej nagłe odkrycie w sobie Mocy. Co prawda nie zostało jeszcze wprost powiedziane, kim ona właściwie jest, domyślam się jednak, że to córka Luke’a, a jak wiadomo – Moc jest silna w rodzinie Skywalkerów. Mimo wszystko, osoba, która właściwie dopiero co dowiedziała się, że to wszystko to nie bajki i legendy, nagle zaczyna z powodzeniem odpierać mentalny atak wyszkolonego Sitha (chociaż nie wiem, czy mogę tak nazwać Rena), a potem po kilku próbach udaje jej się zastosować umysłową sztuczkę Jedi? Rozumiem, że Moc w tej familii musi wręcz wylewać się porami skóry, ale nawet Luke potrzebował najpierw kilku lekcji, zanim zaczęło mu wychodzić.

gwiezdne wojny ta laska

Hubert: I tutaj też nie do końca zgodzę się z Michałem. Po pierwsze Kylo Ren nie jest wyszkolonym mistrzem tylko uczniem, który nie dokończył szkolenia, a czym jest ten cały zakon Ren i jak bardzo Snoke nim manipuluje… to na chwilę obecną wielka niewiadoma. Fakt, poznajemy Kylo jako bardzo mocnego przeciwnika, który potrafi zamrozić w miejscu wiązką z blastera, obezwładnić przeciwnika jednym ruchem ręki itd., ale jednocześnie przez cały film widzimy jak bardzo rozchwiany jest emocjonalnie, jak jest szalony, jak miota się i czuje, że słabnie w Mocy (bardzo ciekawy monolog, w którym mamy odwrócenie sytuacji znanej do tej pory, w której to Ciemna Strona jest tą łatwiejszą, kuszącą ścieżką). Za każdym razem, gdy Kylo ściąga maskę, staje się słaby. W finałowej scenie podejmuje decyzję, która ma zakończyć jego przejście na Ciemną Stronę, która ma go umocnić, a ostatecznie osłabia go jeszcze bardziej. Zostaje bardzo ciężko raniony kuszą Chewiego (nie bez powodu przez cały film zwracają uwagę na jej siłę). Ostatecznie w końcowej konfrontacji widzimy zupełnie rozbitego, osłabionego w Mocy i bardzo ciężko rannego przeciwnika kontra odkrywającą dopiero swoje zdolności Rey. Ich walka jest nieporadna. Mieczami machają jak cepami. Kylo przez długi czas bawi się z Finnem, a gdy ten go rani, to pokonuje go w kilka sekund. Zgadzam się, że Rey trochę szybko odkrywa swoje zdolności i trochę łatwo radzi sobie z przeciwnikiem ale jest to moim zdaniem wiarygodnie uzasadnione fabularnie i akceptowalne w ramach uniwersum, w którym Luke pokonał Vadera, a banda miśków przy pomocy kamieni i kijków rozgromiła siły zbrojne Imperium.

Nie znaczy to, że film nie ma dziur fabularnych. Cała akcja jest prowadzona od przypadku do przypadku, co początkowo nie przeszkadza, ale im bliżej końca, tym staje się nieco za bardzo widoczne. Wiele rzeczy trzeba sobie na chwilę obecną dopowiadać. Podróże nadprzestrzenne trwają chwilę. Skaczemy z planety na planetę. Skąd Ruch oporu ma plany bazy Starkiller? Dlaczego nikt ich wcześniej nie analizował? Skąd Max Von Sydow miał mapę kryjówki Luka? Dlaczego miał tylko fragment? Jakim cudem jest to fragment, którego nikt nie potrafi zinterpretować? Dlaczego R2-D2 ma resztę mapy? Dlaczego znajduje się w uśpieniu? Czemu obudził się akurat teraz? Skąd Imperium miało resztę mapy? Dlaczego nie zbadano akurat tego fragmentu? Czemu Luke uciekł i pozwolił, by podczas jego nieobecności narodziło się nowe Imperium niszczące planety hurtowo? I takich pytań można zadawać więcej. Na część z nich już odpowiedział Abrams (swoją drogą to też lekki zgrzyt, gdy trzeba coś tłumaczyć, a nie wypływa to bezpośrednio z filmu), kilka pewnie załatają książki i komiksy, reszta zostanie rozwinięta w kolejnych filmach, a część pozostanie bez odpowiedzi. Tak czy inaczej, Przebudzenie Mocy traktowane jako autonomiczny twór, ma sporo uproszczeń, które tuszuje szybka akcja i wesoła przygoda.

gwiezdne wojny ta laska i murzyn

SPRAWY TECHNICZNE

Michał: Technicznie Przebudzenie Mocy wypada doskonale. Film na szczęście nie jest przeładowany zbędnym CGI (którym Lucas zachłysnął się przy okazji kręcenia nowej – chociaż teraz chyba powinno się ją już nazywać środkową – trylogii). Wszystko wypada o wiele bardziej naturalnie i realistycznie, dzięki czemu można znowu poczuć ducha Gwiezdnych Wojen, a jednocześnie Abrams wkomponowuje serię w XXI wiek, wprowadzając dynamikę, sposób kadrowania i prowadzenia akcji, jakich te filmy jeszcze nie znały.

Hubert: W tym przypadku ode mnie będzie krótko. Zgadzam się z Michałem. Film utrzymuje klimat oryginalnej trylogii, o czym już chyba kilka razy pisaliśmy :-). To wszystko jednak wygląda doskonale i przetrwa dłużej. Porównajcie sobie oryginalnego Jabbę z Powrotu Jedi z dodanym komputerowo w Nowej Nadziei i będziecie wiedzieli, o co chodzi. Atak klonów szczycił się tym, że był pierwszym filmem wysokobudżetowym nakręconym w całości kamera cyfrową, a dzisiaj wygląda on jak odwrócenie Kto wrobił królika Rogera?… jakby wsadzić żywych aktorów w animację, co momentami koszmarnie razi po oczach i wygląda po prostu źle. Nowy film nie tylko wygląda dobrze, ale też zaskakuje na wielu płaszczyznach (jak choćby zastosowanie animacji poklatkowej w holoszachach). Oczywiście jakość Przebudzenia Mocy na tym polu zweryfikuje czas, ale na chwilę obecną wygląda to świetnie, a seans w IMAXie jest wspaniałym doświadczeniem.

gwiezdne wojny ta laska, murzyn i miecz

AKTORSTWO

Michał: Zarówno starzy, jak i nowi aktorzy wypadli naprawdę dobrze. Carrie Fisher zestarzała się z godnością, Mark Hamill co prawda wiele jeszcze nie pokazał w tej części, ale to co zobaczyliśmy, daje wielką nadzieję na rolę godną Aleca Guinessa w Nowej nadziei. A widok starego Harrisona Forda to co prawda nic nowego, w końcu to stary (nie tylko w przenośni), hollywoodzki wyjadacz. Z wielką klasą wślizgnął się jednak z powrotem w skórę Hana Solo – postaci, dzięki której stał się sławny. Z kolei Daisy Ridley (Rey), John Boyega (Finn) i Oscar Isaac (Poe Dameron) nadali serii świeżości i nowej jakości. Nawet lekko antypatyczny Adam Driver (Kylo Ren) wypadł bardzo dobrze, właśnie ze względu na swój nieco wymoczkowaty wygląd (scena, w której po raz pierwszy zdejmuje maskę, była naprawdę niezła, bo wszyscy pewnie spodziewali się nie wiadomo jakiego zakapiora lub naznaczonego bliznami weterana, a tymczasem pod przykrywką mrocznego lorda skrywał się zakompleksiony dzieciak).

gwiezdne wojny leia i han solo

Hubert: Ponownie zgadzam się z Michałem w każdym punkcie. Han Solo i Chewbacca są doskonali (cieszę się, że tego drugiego ożywiono wraz z kasacją rozszerzonego uniwersum). Carrie Fisher gra w zasadzie cały czas jedną miną, ale mnie i tak bardzo pozytywnie zaskoczyła. Przyznaję, że obawiałem się starej księżniczki Lei. Trochę rozczarowuje rola Maxa Von Sydowa, o którym na chwilę obecną nie wiemy w zasadzie nic, jego rola ograniczyła się do małego epizodu, a oczekiwania były spore. Nieco zawodzą postacie po “złej” stronie konfliktu, choć to nie wina aktorów, a samych postaci. Generał Hux jest trochę przerysowany, a Kapitan Phasma (co do której miałem spore oczekiwania) jest nijaka, a jej rola ogranicza się do wypowiedzenia kilku kwestii i zdjęcia osłony. Na szczęście Adam Driver ratuje sytuację. Jest świetnym czarnym charakterem, co najważniejsze innym niż Vader czy Maul i to jest jego duży plus. Obserwujemy dopiero jego rozwój, zupełnie inny niż przypadku znanych nam Sithów i możliwości na dalsze poprowadzenie tej postaci są naprawdę duże. Bardzo cieszy mnie nowa ekipa występująca po jasnej stronie. Oscar Isaac jest godnym następcą Hana Solo. John Boyega  pokazał się z doskonałej strony, choć na chwilę obecną nie widzę potencjału na więcej. Moim zdaniem film kradnie jednak Daisy Ridley. Rey wymiata w każdej scenie, w jakiej się pojawia i radzi sobie tak samo dobrze bez względu na to, czy gra solo czy stoi u boku Solo. Ta dziewczyna kradnie ten film i bardzo mnie to cieszy, bo to na jej barkach spoczywa najbliższa przyszłość marki.

gwiezdne wojny ta laska i han solo

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Michał: Jestem bardzo zadowolony z tego, co zobaczyłem w kinie. Oby kolejne części trzymały przynajmniej taki sam poziom, a będę spokojny o nową trylogię (szkoda tylko, że z tego co słyszałem, w epizodzie VIII nie będzie już J.J. Abramsa na stanowisku reżysera). Magia Mocy zadziałała po raz kolejny, a ja czułem wielką radość z samego faktu, że to nadal Gwiezdne Wojny, ale zupełnie nowa historia. Przy Mrocznym Widmie nie było aż takiego efektu, bo jednak była to opowieść, którą już z grubsza znaliśmy, wiadomo było jak się skończy i że słodki dzieciak musi w pewnym momencie stać się Vaderem. Z kolei Przebudzenie Mocy oferuje całkiem nowe doświadczenia, pozwala nam w końcu dowiedzieć się, co stało się dalej. Co działo się już po tym, jak Rebelianci pokonali Imperium, a Luke po raz ostatni zmierzył się ze swoim ojcem. I powiem Wam, że wielką przyjemnością było czytać zupełnie nowe napisy początkowe.

Hubert: Mam nadzieję, że moje wypowiedzi nie zabrzmiały zbyt negatywnie. Starałem się spojrzeć na film obiektywnie i z dystansu ale ogólnie jestem nim zachwycony. Bawiłem się doskonale, widzę kilka wad, ale nie przysłaniają one pozytywów. Mam nadzieję, że w przypadku nowego otwarcia postanowiono zagrać bezpiecznie, ale już epizod VIII pójdzie w zupełnie nowym kierunku i nie otrzymamy kalki Imperium kontratakuje. Przebudzenie Mocy daje naprawdę dobre podwaliny pod nową bardzo dobrą historię i liczę, że kolejne epizody rozwiną niektóre wątki i poprowadzą nowe postaci w należytym kierunku. Liczę też, że za 4 lata inaczej spojrzymy na epizod VII i to co w tej chwili wydaje się być jego wadą, zblednie w szerszej perspektywie. Mam wreszcie nadzieję zaliczyć jeszcze kilka kinowych seansów, bo film bawi również w powtórkach, a oglądanie żółtych napisów na kinowym ekranie to wspaniałe doznanie nawet, gdy piaty raz widzimy to samo.

gwiezdne wojny główny zły

[buybox-widget category=”movie” name=”Przebudzenie mocy” info=”J.J. Abrams”]

Fot.: Lucasfilm

Przebudzenie Mocy

Write a Review

Opublikowane przez

Hubert Spandowski

Fanatyk Stephena Kinga. Współautor polskiego serwisu Kinga. Miłośnik filmu (głównie fantastyki i B-klasowych horrorów), nałogowy pochłaniacz seriali, książek i komiksów. Nieuleczalny kolekcjoner. Bywalec konwentów lubiący integrację miedzyfandomową. Wielki fan Star Wars w każdej postaci.

Michał Bębenek

Dziecko lat 80. Wychowany na komiksach Marvela, horrorach i kinie klasy B, które jest tak złe, że aż dobre. Odpowiedzialny za sprawy techniczne związane z Głosem Kultury.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.