Książki,Patronat,Wielogłos,Wyróżnione

Wielogłosem o…: „Małe historie z dużych miast”

Małe historie z dużych miast to druga, po Barszalonie, książka autorstwa Agi Sarzyńskiej – podróżniczki, której inspiracją są metropolie i ich ciemne strony oraz mieszkający tam ludzie. Nowa pozycja Agi Sarzyńskiej ukazuje się dzisiaj, 17 listopada, nakładem wydawnictwa Wyszukane. Jest to osiem historii ze światowych metropolii, w których współczesność miesza się z tradycją, a tolerancja z uprzedzeniami. Autorka zabiera nas w podróż będącą splotem najróżniejszych przypadków i zdarzeń. Razem z nią doświadczamy trudów życia na warszawskiej ulicy, wspólnie odwiedzamy Teheran czy poznajemy życie nielegalnych imigrantów w Paryżu. To tylko niektóre z historii, które przedstawione są w tej bogatej w ludzkie przeżycia lekturze. Głos Kultury miał przyjemność objąć książkę patronatem medialnym.

WRAŻENIA OGÓLNE

Anna Sroka-Czyżewska: Małe historie z dużych miast to zbiór opowiadań Agi Sarzyńskiej, który łączy w sobie różne opowieści o ludziach żyjących w wielkich metropoliach, których dotykają przeróżne dramaty, traumy, którzy są niekiedy bezsilni w obliczu trudów życia. To wielowymiarowe historie, które dotykają wielu bolesnych i trudnych sytuacji, a które są pokazane przede wszystkim przez pryzmat samotności jednostki w wielkim miejskim molochu, w którym brakuje troski o drugiego człowieka, w którym można zginąć w tłumie i nikt się tym za bardzo nie przejmie. Z takiej perspektywy świat widziany oczami autorki jawi się jako przygnębiający, ponury i złowieszczy. Jest to bardzo realistyczny kontekst, a niektóre postaci bardzo zapadają w pamięć. Już na samym początku otrzymujemy smutną wizję świata – paryski bohater zamknięty w swoim domu, pielęgnujący pamięć o zmarłej matce nie dostrzega, że życie dzieje się tu i teraz, a izolacja i brak kompetencji społecznych być może na zawsze oddalają go od innych ludzi. Te pierwsze strony już nasuwały dużo refleksji nad kondycją dzisiejszego świata, samotnością w tłumie, odseparowywania się, niezrozumienia. Kolejne rozdziały i historie umocniły mnie tylko w tych wnioskach.

Klaudia Rudzka: Aga Sarzyńska w swojej drugiej książce, Małe historie z dużych miast, tworzy retrospekcje ludzi, których prawdopodobnie każdy z nas spotkał na swojej drodze. Opowiadania, których akcje dzieją się w wielkich metropoliach na całym świecie (między innymi są to Warszawa, Teheran, Moskwa, Barcelona, Paryż), tworzą bardzo obrazową całość pobudzającą wyobraźnię. Przepełnione goryczą i dające do myślenia smutne historie równie smutnych ludzi intrygują i tym samym wciągają na swój sposób. Każde miasto to inna historia, mentalność bohatera i jego problemy. Autorce bardzo dobrze udało się odzwierciedlić  różnorodność ludzi z odmiennych części świata, a także rozterki, które nierzadko bywają pokłosiem owego konkretnego miejsca.  

WADY I ZALETY PUBLIKACJI

Anna: Aga Sarzyńska zabiera czytelnika w swoistą podróż dookoła świata, pokazując mu różne oblicza wielkich miast, w których tętni życie, ale daleko im do wizerunków z pocztówek czy folderów biur podróży. Duże miasta, jak Paryż czy Moskwa, nie są tutaj kolorowe i przyciągające, ale raczej ponure i niebezpieczne. Uważam, że to wielka zaleta książki, że jest bardzo realistyczna, brutalna i pokazuje szarość życia, zamiast wyłącznie jego cieni lub blasków. Tutaj także można dodać nieco o kolejnej zalecie książki Małe historie z dużych miast  – jest nią klimat. Każde miasto opisane przez autorkę pokazane nam jest z jakiejś, nietypowej zazwyczaj, perspektywy. Innej niż dla zwykłych turystów, bliżej już do takiej perspektywy mieszkańcom samych miast, bywalcom, którzy poznali jego dobre i złe strony. Widać tutaj, że autorka dużo podróżowała i owe miasta poznała w różnych aspektach, w dzień i w nocy, w dobrą i złą pogodę. Dzięki temu jej opowiadania są klimatyczne, niepowtarzalne i intrygujące. Zatrzymam się też przy wadach, a raczej wadzie, bo dostrzegam niewielką rysę na całości publikacji, a mianowicie: nieco zabrakło mi tutaj wyważenia między miastem jako bohaterem a samymi bohaterami. Miasta jawiły mi się jako ciekawsze i bardziej wciągające niż niektórzy bohaterowie. Mając jednak na uwadze, że pisarka musiała stworzyć bardzo wiele sylwetek postaci, to i tak wywiązała się z tego zadania brawurowo.

Klaudia: Zgadzam się z Tobą, Aniu – nie sposób oprzeć się wrażeniu, że autorka dobrze zna społeczności, z których wywodzą się bohaterowie opowiadań. To jest niewątpliwy walor książki, ponieważ prócz osobistych historii, o których czytamy, mamy do czynienia z obrazem miast. Miast, do których często tęsknimy, zważywszy na pandemię i ograniczone możliwości podróżowania. Dzięki opowiadaniom Agi Sarzyńskiej możemy nie dość, że przenieść się w świat wielkich, odległych metropolii tętniących życiem, to jeszcze poznać ludzi, którzy owe miejsca zamieszkują. Kolejnym walorem opowiadań jest umiejętność ukazania charakterystycznych problemów niektórych społeczności (Teheran), jak i samych problemów społecznych, których często zdajemy się nie dostrzegać w życiu codziennym (Warszawa). Aga Sarzyńska prócz tego bardzo wnikliwie nakreśla portret współczesnego, samotnego człowieka w świecie, co osobiście bardzo przypadło mi do gustu. Jedyną wadą Małych historii z dużych miast jest to, że w pewnym momencie brakuje nam światła. O tym, co mam na myśli, dowiecie się po lekturze. 

ULUBIONE OPOWIADANIE

Anna: Bardzo nostalgiczny i ciekawy wydał mi się rozdział o Babci Mani, opisujący niepozorną staruszkę handlującą szpargałami przy Rotundzie w Warszawie. Sama postać jest nietuzinkowa i przewrotna, a w czasie czytania jej urywka powieściowego świata Małych historii z dużych miast możemy poczuć wiele różnych emocji. Od współczucia nad samotnością do nostalgii nad klimatem późnojesiennej szarugi, która właśnie teraz wydziera na nas zza okna. W babci Mani też widzę różne wyobrażenia o starszych ludziach, tutaj knujących i szemrzących o nieodgadnionej przeszłości i zmarnowanym życiu. Przygnębił mnie ten rozdział, uznaję to także za dość dużą zaletę książki – wywołanie w czytelniku emocji, refleksji i zadumy.

Klaudia: Największe wrażenie zrobił na mnie pierwszy rozdział opowiadań pod tytułem Paryż. Celne przedstawienie paryskiej społeczności, jak i samego Paryża, sprawiło, że Małe historie czytało mi się bardzo przyjemnie, a każda kolejna strona pozytywnie mnie zaskakiwała. Począwszy od pierwszego bohatera Philippa, po ostatnie opowiadanie z tego rozdziału czułam rosnące zaciekawienie i sympatię do bohaterów, których stopniowo odkrywałam. Przyznaję, że losy postaci śledziłam z dużym zaciekawieniem, nie mogąc doczekać się ich kulminacji. Kolejne opowiadania z rozdziału tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że będę miała do czynienia z interesującą i nieszablonową pozycją o ciekawej konstrukcji, ale o tym więcej opowiemy w kwestiach technicznych. Drugim w kolejności ulubionym opowiadaniem był dla mnie Teheran, ukazujący różnice naszych światów, to bowiem, co u nas uchodzi za błahe, normalne i nieznaczące, tam jest zakazane. 

PROBLEMATYKA

Anna: Charakter książki Agi Sarzyńskiej jest nieco szkatułkowy, a opowiadania, które autorka nam przedstawia, są ze sobą połączone za pośrednictwem postaci oraz miejsc, w których bohaterom przyszło żyć. Rozdziały są podzielone ze względu na miasta, w których dzieje się akcja – zaglądamy więc do Paryża, do szarej jesiennej Warszawy, do Barcelony i Kalkuty, Teheranu i Hanoi oraz Rio de Janeiro i Moskwy. Tak odległe zakamarki świata posiadają wspólny mianownik – to wielkie metropolie, które pożerają swoich mieszkańców, którzy są jak małe trybiki w Wielkiej machinie. Bohaterowie są uwikłani w różne sytuacje, ale wszystko skłania się ku temu, że ich życie przybrało zły obrót, a codzienność w wielkim mieście w jakiś sposób stłamsiła ich i zniszczyła. Taki przygnębiający obraz wielkomiejskiej rzeczywistości robi duże wrażenie i sprawia, że czytamy kolejne rozdziały i opowiadania z palącym uczuciem niepokoju.

Tego na pewno nie można odmówić Małym historiom z dużych miast  – wywołują szereg, skrajnych nawet, emocji. Jest tu niepokój, przygnębienie, niektóre z opowiadań są w stanie wzruszyć, a inne przestraszyć. To niezwykła mozaika ludzkich pragnień, ale także bezsilności i lęków.

Klaudia: Budowa szkatułkowa ma to do siebie, że za pomocą przedstawienia mikroświatów tworzy szerszy obraz całości. Tak jak napisałaś, mamy tu do czynienia z bohaterami, których losy krzyżują się i można powiedzieć, że każde kolejne opowiadanie jest przedstawieniem tej samej historii z innej perspektywy. To niesamowite, jak autorka łączy wątki i elementy, by w konsekwencji zaserwować nam kawał dobrej literatury. Bez wątpienia w centrum wydarzeń każdego z rozdziałów znajduje się człowiek z bagażem większych lub mniejszych doświadczeń i problemów, a my dzięki autorce możemy wnikać w świat zarówno wewnętrzny, jak i zewnętrzny, będący smutnym odzwierciedleniem codzienności. 

STYL

Anna: Styl jest oszczędny, nieco surowy, ale doskonale podkreślony jest tym klimat snutych opowieści. Autorka sprawnie operuje językiem, bardzo dobrze miesza tutaj różne języki i stara nam się pokazać ten ulotny klimat danego miejsca, także poprzez użycie różnych form językowych, a wyjaśnienia oczywiście znajdziemy w przypisach, przez co w ani jednej chwili nie mamy poczucia niezrozumienia.

Klaudia: Styl to kolejny walor Małych historii z dużych miast. Opowiadania czyta się z łatwością i zaciekawieniem. Język, który wykorzystuje autorka, jest prosty i zrozumiały. Mimo niedopowiedzeń wiemy, z czym mamy do czynienia, Aga Sarzyńska doskonale bowiem buduje klimat między wierszami. Budowa, która została wykorzystana w książce, stanowi ciekawą i świeżą kompozycję, po którą bez wątpienia warto sięgnąć. 

WYDANIE

Anna: Wydawnictwo Wyszukane przygotowało bardzo intrygującą okładkę, która nawiązuje do fabuły, czyli samych opowiadań rozgrywających się w dużych miastach, ale także do surowości, ogromu miasta. To, że widzimy różne budynki, jedne bardziej, a drugie mniej charakterystyczne, pokazuje nam też trochę taki gorzki wydźwięk książki. Kolory są stonowane, wyblakłe, zgaszone. Na pierwszym planie widnieje wizerunek kobiety, który na pierwszy rzut oka przypomina rzeźbę, orientalny posąg. To także podkreśla wielokulturowy charakter opowiadań Agi Sarzyńskiej.

Klaudia: Po lekturze opowiadań  możemy ocenić książkę po okładce, ponieważ po pierwsze będzie to ocena pozytywna, a po drugie oprawa wizualna Małych historii mówi nam bardzo dużo o treści. W centrum wydarzeń jest człowiek – rzeźba, o której mówiłaś, o smutnym wyrazie twarzy, która poniekąd wprowadza nas w świat, z którym zmierzymy się podczas lektury. Nie będą to przyjemne, ociekające humorem historie, tylko wręcz ich przeciwieństwo. Otoczenie również stanowi swego rodzaju równoległy świat,  z którym stykamy się w opowiadaniach. Są to ociekające życiem metropolie będące blisko nas lub wręcz przeciwnie – na drugim końcu świata.  

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Anna: Małe historie z dużych miast to opowiadania trochę z pogranicza światła i mroku, które zbliżają się do niebezpiecznych miejsc, niebezpiecznych sytuacji i przypominają nam dobitnie o gorzkim wydźwięku życia. Bohaterowie uwikłani są w różne przykre sytuacje, stoją na rozstajach swojego życia i podejmują często ryzykowne kroki, sami wplątując się w niebezpieczne i dwuznaczne sytuacje. Jako czytelnicy to my musimy podjąć trud dopowiedzenia sobie kontynuacji danej historii, kończą się one często bardzo zagadkowo i skłaniają nas także do burzliwej dyskusji i stawiania pytań – co dalej? Jak się to skończyło? Mamy także różny punkt widzenia na motywy poszczególnych bohaterów i wydaje mi się, że podobnie będzie z każdym, kto zanurzy się w świat Małych historii z dużych miast i odda refleksji na temat życia na uboczu, izolacji i samotności człowieka, ale także przestępczości, brutalności i gorzkiego obrazu ponurych dzielnic największych miast świata. Autorka kreśli przygnębiający portret człowieka w obliczu samotności, ale bez wątpienia czyni to w doskonałym stylu, z wyczuciem, prowokując do różnych myśli i refleksji, a wszystko to jest podane w doskonałej formie.

Klaudia: Małe historie z dużych miast to pozycja, która zostawia w nas pewną dozę niedosytu i refleksję. Niedosytu – z chęcią bowiem sięgnęłabym po kontynuacje opowieści o poznanych bohaterach, z którymi w pewnym sensie się zżyłam; refleksję – ponieważ po skończonej książce nie sposób nie zastanowić się nad kondycją współczesnego człowieka jako jednostki. W każdym dużym mieście, wśród nas czy też obok, żyją ludzie, o których pisze Aga Sarzyńska. Dzięki Małym historiom można na nowo rozbudzić swoją ciekawość zarówno światem, jak i drugim człowiekiem. 

Fot.: Wyszukane

Podobne wpisy:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *