szef roku

Wielogłosem o…: „Szef roku”

Szef roku, za którego reżyserię odpowiada Fernando León de Aranoa, to hiszpański kandydat do Oscara, a w główną rolę wciela się ceniony aktor Javier Bardem. Czy jednak opowieść o właścicielu firmy produkującej wagi, który na pozór jest wymarzonym szefem, który dba o swoich pracowników jak o członków rodziny, okaże się na tyle interesująca i ważna, by na poważnie liczyć się w kategorii Najlepszego Filmu Międzynarodowego? Tego dowiemy się w swoim czasie, już teraz jednak Sylwia i Mateusz są zgodni co do tego, że Szef roku to produkcja ciekawa, wciągająca i bardzo równa, w dodatku z doskonałym aktorstwem. Porusza ciekawe kwestie, a czasami także rozbawi, przy całym swoim – bądź co bądź – wcale nie lekkim wydźwięku. Produkcję w polskich kinach możemy oglądać od 3 grudnia dzięki Best Film, a Głos Kultury objął ją patronatem medialnym. Zapraszamy do lektury Wielogłosu.

WRAŻENIA OGÓLNE 

Mateusz Cyra: Kiedy dowiedziałem się, że Hiszpania wystawiła do Oscarowego wyścigu Szefa roku i sam Pedro Almodóvar, czyli Filmowe Dobro Narodowe Hiszpanii, przegrał z najnowszym filmem Fernando León de Aranoa, byłem w szoku. Moje zdziwienie sięgnęło sufitu, gdy okazało się, że Szef roku to komedia (oczywiście okazało się, że z tego filmu taka komedia, jak z kanapki obiad)! Na  szczęście w tym filmie nieistotne jest jego ścisłe przypisanie gatunkowe – bo to po prostu bardzo dobra produkcja.

Sylwia Sekret: Porządna kanapka może być świetnym obiadem, a Szef roku jest, jeśli już, to czarną komedią, ale obok komedii rozumianej w taki sposób, w jaki pojmuje ją większa część widzów, to faktycznie – nawet ten film nie stał. Czy to źle? Absolutnie nie, bo film z Bardemem w roli głównej jest tak skonstruowany, tak wciągający, że nawet nie zastanawiamy się podczas seansu, jaki gatunek właśnie oglądamy. O wiele bardziej niż to, interesuje nas fakt, jakim rodzajem człowieka jest tytułowy szef i jak to wszystko się skończy. Hiszpański kandydat do Oscara mnie bardzo pozytywnie zaskoczył, zwłaszcza że wydaje się mało oscarową propozycją – w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu.

RYS FABULARNY 

Sylwia: Blanco jest właścicielem firmy produkującej wagi, którą przejął po swoim ojcu. W pierwszej scenie filmu widzimy, jak z charyzmą, opiekuńczym tonem przemawia do swoich pracowników. Żegna stażystki, które odchodzą pełne wzruszenia i wdzięczności. Pracownicy biją brawo i śmieją się z żartów szefa. Dowiadujemy się, że niedługo zawitać ma do nich komisja, której zadaniem jest przyznać nagrodę jednej z lokalnych firm. Szef i jego podwładni zdają się jedną wielką rodziną…

Mateusz: Oczywiście już w trakcie płomiennego przemówienia Blanco na jaw wychodzi, że nie wszystko jest tak barwne, jakby chciał tego sam szef firmy produkującej wagi. Jeden z pracowników został ostatnio zwolniony, a jego sytuacja życiowa jest na tyle skomplikowana, że zmuszony jest podjąć się desperackich prób, aby zmienić zdanie byłego pracodawcy. Dodatkowo – w firmie pojawiają się nowi stażyści, w tym jedna niezwykle atrakcyjna dziewczyna…

ZALETY I WADY FILMU

Sylwia: To, co jako pierwsze przychodzi mi do głowy, to fakt, że film ma doskonałe tempo. Nie gna na łeb, na szyję, ale też nie ciągnie się, nie dłuży. Ten aspekt został doskonale wyważony przez twórców, co w dużym stopniu przekłada się na jakość oglądania. Kolejną zaletą jest oczywiście aktorstwo, o którym porozmawiamy później. Na przekór Tobie, Mateusz, jako zaletę filmu, wymienię niesamowicie delikatny sznyt komediowy, który przez cały film jest jakby pod powierzchnią – widać go, przebija nieznacznie, ale nigdy nie ujawnia się do końca. I mam całkowitą pewność, że taki właśnie był zamysł. Przez to film otrzymuje pewną lekkość, pewną zadziorność, ale nie staje się typową komedią, nie opiera się na żartach i nie przytrzymuje widowni oczekiwaniem na kolejny wybuch śmiechu. Co o tym sądzisz?

Mateusz: Wiesz co, paradoksalnie ja też uważam, że styl filmu jest jego największą zaletą. Ja się po prostu przyczepiłem tej komedii, bo Szef roku nie jest moim zdaniem komedią typową, taką jak Kac Vegas czy Poznaj moich rodziców. Hiszpański kandydat do Oscara to w większym stopniu dramat po prostu podszyty komedią, w dodatku właśnie czarną. Także nie czepiam się samego filmu, tylko jego – nie do końca trafionego – skategoryzowania. Bo wiem, jak ludzie podejdą do tematu – zaraz zacznie się narzekanie, że poszli na komedię, a film wcale nie śmieszny, w dodatku w niektórych momentach jest po prostu smutny.

Sylwia: Masz rację – tutaj dochodzi kwestia rozczarowania widzów, którzy, idąc na komedię, oczekują często czystej rozrywki i salw śmiechu. Tu jednak polecam częściej odwiedzać kina studyjne, bo nie wszystkie komedie muszą być proste i tandetne czy po prostu – jednoznaczne i jednopłaszczyznowe. Wróćmy jednak do zalet. Kreacje bohaterów, przede wszystkim Blanco, są świetnie rozpisane, co przy absurdalności niektórych sytuacji, czyni film bardzo życiowym, a konkretne sytuacje wręcz namacalnymi.

Mateusz: Mnie się chyba najbardziej podoba sposób, w jaki poprowadzony został główny bohater.

Sylwia: Tak, nie ulega wątpliwości, że Blanco i jego nietypowa konstrukcja tworzą ten film. Jak również pozory i ciągłe napięcie, które nie pozwala oderwać się od ekranu. Jeśli chodzi o wady natomiast, to nie znajduję takich. Szef roku jest bowiem bardzo sprawnie i przemyślanie zrealizowanym filmem, w którym nic nie znalazło się przypadkowo, który bardzo dobrze się ogląda i który w żadnym momencie się nie nudzi.

NAJBARDZIEJ ZAPADAJĄCA W PAMIĘĆ SCENA 

Sylwia: Trudno wybrać taką scenę, bo Szef roku to film wręcz zaskakująco równy, toczący się cały czas na tym samym poziomie i utrzymujący ten sam poziom zaintrygowania u widza przez cały czas. Na pewno na wyróżnienie zasługują wszystkie momenty, w których Blanco tracił panowanie nad sobą, a my przez chwilę widzieliśmy jego drugą twarz.

Mateusz: Myślałem, że nie będę miał problemu z wytypowaniem jednej, najlepszej sceny, ale prawda jest taka, że trudno wskazać konkretną, bo pozostałe zaczynają od razu krzyczeć w mojej głowie, że zostały potraktowane nierówno. Film miewał momenty silnie emocjonujące (jak rozmowa rodziny Blanco z dawnymi przyjaciółmi przy kolacji), ale były też fragmenty z silnym akcentem humorystycznym (jak poranne rozmowy Blanco z ochroniarzem przed siedzibą firmy).

Sylwia: Po namyśle dochodzę do wniosku, że wymienić chciałabym tutaj ostatnią, finalną scenę. Przez chwilę wydaje nam się bowiem, że już, już prawie coś… Tymczasem nic się nie zmienia, a Blanco pozostaje Blanco.

PROBLEMATYKA 

Mateusz: Szef roku opowiada perypetie człowieka, który doszedł do czegoś w życiu, jednak przykład jego walki o nagrodę dla najlepszego lokalnego przedsiębiorcy dobitnie pokazuje, że była to droga po trupach do celu. Hiszpańska produkcja mówi wprost, z czym wiąże się posiadanie władzy i jak może ona wpłynąć na człowieka. Możemy sobie wmawiać, że zachowalibyśmy się inaczej niż Blanco w wielu sytuacjach, ale czy naprawdę nie poszlibyśmy na skróty bądź nie zrobili czegoś tylko dla siebie, mając świadomość, że nie spotkają nas za to konsekwencje?

Sylwia: Szef roku to także opowieść o hipokryzji i stwarzaniu pozorów – nawet przed samym sobą. To przykład idealnej laurki, pięknej na zewnątrz, w której środku kryją się nie życzenia, a bluzgi i przekleństwa. To opowieść o manipulacji, wykorzystywaniu drugiego człowieka, ale także o przewrotności losu. Ze strony bardziej humorystycznej, można powiedzieć, że Szef roku to także przypowieść z morałem. Morałem mówiącym o tym, że warto wysłuchać żony, kiedy twierdzi, że ma coś ważnego do powiedzenia, bo jeśli ją zbyjemy, może być to błąd, który będzie nas wiele kosztował.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Mateusz: Blanco to człowiek niezwykle sympatyczny, serdeczny i ekstremalnie wręcz otwarty na swoich pracowników – bez wahania oferuje pomoc wieloletniemu pracownikowi w kłopotach z niesfornym synem. Swoją firmę oraz wszystkich jej pracowników traktuje wręcz jak dzieci i gotów jest wszystkich wysłuchać, rozważyć wszelkie propozycje i rozwiązać w sposób polubowny wszelkie konflikty lub zaognione sprawy. To oddany mąż, który otwarty jest na dialog i potrzeby swojej małżonki, wierny przyjaciel i troskliwy człowiek, dla którego żadnym poświęceniem jest wyciągnięcie potrzebującego przyjaciela za uszy lub podróż w środku nocy, aby rozwiać trapiące go wątpliwości.

Sylwia: Blanco to człowiek, który swoich pracowników traktuje jak członków rodziny. Zdradza więc ich, oszukuje, nie liczy się z ich uczuciami. Zrobi wszystko, by osiągnąć zamierzony cel – a że skrzywdzi tym kogoś, zrujnuje mu życie czy postawi pod ścianą… Kto by się tym przejmował. Blanco jest pozbawiony skrupułów, a z nielicznych opowieści o przeszłości możemy domyślać się, że jego ojciec był dokładnie taki sam. Rodzinno-firmowa machina kręci się więc z powodzeniem dalej. Blanco jest hipokrytą – osądza innych, rozliczając ich z błędów, ale sam czuje się nieskalany, niepodlegający ocenie. Wagi, które produkuje jego firma, a które niejednokrotnie w filmie symbolizują sprawiedliwość i równość, zdają się szyderczo wyśmiewać z rzekomej nieomylności Blanco, o której sam jest przekonany. To człowiek zły, któremu władza i pragnienie sukcesu zasłoniły oczy, zasłoniły prawdziwe emocje. W swoim małym imperium toczy walkę o kolejne nagrody, które będzie mógł postawić na ścianie. Pozłacane czy szklane figurki znaczą dla niego o wiele więcej niż żywi ludzie. To czarny charakter z krwi i kości. Tym bardziej przerażający, im dłużej widzimy jedynie tę twarz, opisaną przez Ciebie, Mateusz.

AKTORSTWO 

Mateusz: Javier Bardem w fenomenalny sposób oddał opisany przez nas powyżej dualizm bohatera, w którego przyszło mu się wcielić. To absolutna światowa czołówka i kolejna rola (obok Antona Chigurha z To nie jest kraj dla starych ludzi), w której Bardem wspiął się na szczyt swoich umiejętności. W jednej scenie potrafi przejść od serdecznego uśmiechu do piorunującego spojrzenia, które wytrąca z rezonu rozmówcę. Oczywiście nie znaczy to, że Szef roku jest tylko i wyłącznie dziełem jednego aktora – na wyróżnienie zasługują Manolo Solo czy Almudena Amor, dla której rola w Szefie roku to aktorski debiut na wielkim ekranie.

Sylwia: Tak, bardzo dobra gra aktorska to niekwestionowana zaleta filmu. Osobiście miałam wrażenie, że postaci są tak rozpisane, by w żadnym razie nie przyćmić Bardema, a raczej Blanco, by nic nie przysłoniło nam pełnej „krasy” tej postaci. By w każdej scenie to właśnie on wysuwał się na pierwszy plan. Nie znaczy to absolutnie, że reszta ekipy nie daje rady – wręcz przeciwnie. Szef roku to wyważona, naturalna gra, postaci są autentyczne, a my wierzymy w to, co się dzieje na ekranie, w ich relacje i problemy. Tworzy to kontrast do sztuczności samego Blanco – do jego gry, do pozorów, które tworzy. Na których zbudował swoje małe imperium.

OSCAROWE SZANSE 

Mateusz: Trudno na tym etapie w sensowny sposób ocenić, jakie szanse w oscarowym wyścigu ma Szef roku. Nie znamy jeszcze szerokiej listy nominowanych, nie znamy wąskiej, ale widzę tutaj szansę, żeby produkcja dostała się do piątki najlepszych nieanglojęzycznych filmów. Czy rola Bardema starczy do nominacji aktorskiej? Chyba tak.

Sylwia: Masz rację, że na razie trudno cokolwiek orzec, ale warto nadmienić, że Szef roku to ciekawa propozycja, która może wydawać się ryzykowna, jeśli chodzi o stawanie w szranki w oscarowym plebiscycie. Niedawno omawialiśmy polski film Teściowie i pisałeś wtedy, że szkoda, iż Polacy nie ryzykują i takiego właśnie filmu nie wystawią jako swojego kandydata. Hiszpanie zaryzykowali. Szef rokuTeściowie to pod pewnymi względami podobne filmy – dramaty podszyty gdzieniegdzie czarnym humorem. W dodatku takie, które nie poruszają głośnych, kontrowersyjnych tematów często obowiązkowych podczas Gali Amerykańskiej Akademii Filmowej. Ale takie „zwykłe” filmy też należy doceniać. Mam nadzieję, że Szef roku zostanie potraktowany całkiem poważnie w tym wyścigu.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Mateusz: Szef roku to bardzo solidny film, który dźwigają na swoich barkach Bardem oraz Amor, tworząc ciekawy i zapadający w pamięci duet.

Sylwia: Szef roku to opowieść, która ogląda się z narastającym napięciem, czekając na to, kiedy główny bohater ukaże swoje prawdziwe oblicze. Od początku bowiem czujemy, że coś jest nie tak, a moment, kiedy wszystko zacznie się sypać, kiedy obraz, który widzimy, okaże się ułudą, fatamorganą, jest na wyciągnięcie ręki. Hiszpański kandydat do Oscara jest bardzo sprawnie prowadzonym od punktu „A” do punktu „Z” filmem – przemyślanym i z konkretnym konceptem na siebie i bohaterów. Jest to opowieść zamknięta, ale na tyle ciekawa i bogata, że chętnie obejrzałabym również albo opowieść o ojcu Blanco zarządzającym firmą za czasów dzieciństwa głównego bohatera, albo dalsze losy obłudnego Blanco. Film ma tak równe tempo, że nie wiadomo, kiedy mijają te 2 godziny seansu. A oślizgłość postaci, w którą wciela się genialnie Javier Bardem, zostaje z widzem na długo.

szef roku

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.